banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki 

Czeskie spory o tarczę


Parlament Republiki Czeskiej odrzucił wniosek Komunistycznej Partii Czech i Moraw (KSČM) o umieszczenie w porządku dziennym obrad wniosku o przeprowadzenie referendum w sprawie tarczy rakietowej. Na tym, zdaniem czeskiej – i nie tylko czeskiej – prawicy, polega demokracja czyli władza ludu.

Za wnioskiem o referendum głosowali wszyscy posłowie KSČM i Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (ČSSD) oraz jeden deputowany z rządzącej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS) i jeden poseł niezrzeszony. Od głosu wstrzymało się ośmiu parlamentarzystów z koalicji rządzącej i dwóch uciekinierów z ČSSD. Do przyjęcia go brakowało czterech głosów. Wystarczyłoby zatem, aby zaledwie czterech spośród dziesięciu posłów wstrzymujących się zagłosowało za wnioskiem, aby obywatele Czech mogli się na temat instalacji tarczy wypowiedzieć w referendum. Głosowanie przeciwko radarowi zapowiedziała np. posłanka Partii Zielonych Věra Jakubková, lecz ostatecznie wstrzymała się od głosu. W taki sam sposób zagłosowała połowa spośród 6-osobowej reprezentacji parlamentarnej Zielonych. Wydaje się jednak, że jest to nie tylko wyrazem zróżnicowanego, choć nie określonego do końca, stosunku do tarczy, lecz przede wszystkim odzwierciedleniem wewnętrznych sporów w samej partii.

Komuniści zgłosili wniosek o referendum w sprawie tarczy już po raz trzeci. Po raz pierwszy wszedł pod obrady parlamentu w sierpniu 2006 r. Ponownie zgłoszony w lutym ubiegłego roku, został odrzucony w trzecim czytaniu. W międzyczasie rząd czeski, stosując politykę faktów dokonanych, podpisał z USA umowy o umieszczeniu radaru oraz o warunkach pobytu wojsk amerykańskich na terytorium Czech. KSČM zwraca uwagę, że obydwa te układy zostały zawarte z pominięciem parlamentu.

Wbrew woli większości

Przemawiając na forum parlamentarnym, przewodniczący KSČM Vojtěch Filip, przypomniał, że przed ostatnimi wyborami żadna z partii nie deklarowała w swoim programie poparcia dla umieszczenia amerykańskich baz wojskowych na terenie Czech. Zwrócił też uwagę na to, że przeciwko tarczy wypowiada się trzy czwarte obywateli Republiki Czeskiej. Zdecydowanie za tarczą opowiada się jedynie 5–6 proc. Interesująco w tym kontekście wypada opublikowane ostatnio roczne sprawozdanie czeskiej służby bezpieczeństwa. Stwierdza się tam m.in., że – w związku z planami dotyczącymi lokalizacji amerykańskiego radaru w Czechach – uaktywnili się rosyjscy szpiedzy dążący do osłabienia integralności NATO oraz izolowania Stanów Zjednoczonych. Jak twierdzi czeska bezpieka, w ubiegłym roku wywiad rosyjski infiltrował osoby oraz organizacje mające wpływ na opinię publiczną. Mówi się wyraźnie o wykorzystywaniu w tym celu organizacji pozarządowych, polityków oraz środków masowego przekazu. Te nie poparte żadnymi dowodami „rewelacje” w następujący sposób komentuje Taťána Lankašová na łamach dziennika „Haló Noviny”:  „Albo agenci rosyjskiego wywiadu to mistrzowie nad mistrzami, skoro udało im się uzyskać  wpływ na trzy czwarte obywateli, którzy zwyczajnie nie chcą u nas ani amerykańskiego, ani żadnego innego radaru, albo też służbie bezpieczeństwa nie udaje się udowodnić, że ludzie mogą mieć swoje własne poglądy i po prostu kichają na to, co im sugeruje takie czy inne mocarstwo”. Oskarżenie przeciwników radaru o współpracę z obcym wywiadem ma usprawiedliwić bezkarne śledzenie oraz publiczne oczernianie antywojennych i pokojowych ruchów społecznych.

Negatywne stanowisko wobec radaru zajmują nie tylko lewicowe partie polityczne czy organizacje społeczne, jak np. obywatelska inicjatywa Ne Základnám (Nie dla Baz), lecz także administracyjne władze tych gmin, których lokalizacja radaru bezpośrednio dotyczy. Starostowie gmin sąsiadujących z terenem przeznaczonym na amerykańską bazę utworzyli Ligę Starostów Przeciwko Radarowi i występują, również publicznie w prasie i na demonstracjach, przeciw militarnej obecności USA na terenie Czech. Jeden ze starostów Josef Vondrášek twierdzi, iż jest przekonany o tym, że jeśli pozwoli się Stanom Zjednoczonym na zainstalowanie radaru, to w następstwem tego będzie zakładanie kolejnych amerykańskich baz wojskowych w Czechach.

Polityczna gra tarczą

Prawicowo-zielona koalicja rządząca chce parlamentarną debatę na temat ratyfikacji umów z USA odsunąć do sesji grudniowej. Powodem są wybory do Senatu i samorządów wojewódzkich, które odbędą się 17 października. Chodzi tu o „wyciszenie” niewygodnego dla rządzących tematu. Jak twierdzi przewodniczący ČSSD Jiří Paroubek, celowi temu służy także wspomniany wyżej raport służby bezpieczeństwa. ODS chce w ten sposób odwrócić uwagę wyborców od skandali i afer we własnych szeregach. Z kolei zdaniem przywódcy komunistów Vojtěcha Filipa, głosowanie nad ratyfikacją po wyborach pozwoli uwolnionym od wyborczej presji socjaldemokratom, a przynajmniej niektórym z nich, zagłosować za przyjęciem dokumentu, przeciwko któremu opowiada się społeczna większość. Tym samym ČSSD może wejść w układy z prawicową ODS, stworzyć – na wzór niemiecki – rząd wielkiej koalicji. Umożliwi to z kolei partii socjaldemokratycznej uzyskanie korzyści z procesów prywatyzacyjnych. Należy w tym miejscu przypomnieć, że socjaldemokraci przez dłuższy czas nie protestowali przeciwko planom lokalizacji radaru w Czechach, a negocjacje w tej sprawie z USA rozpoczęły się jeszcze za rządów ČSSD. Potwierdził to publicznie były premier Stanislav Gross. Dla politycznych sporów wokół tarczy rakietowej istotne zatem znaczenie mogą mieć październikowe wybory. Będą one także sprawdzianem poparcia dla prawicowego rządu, forsującego neoliberalne reformy rynkowe, które już zaowocowały coraz liczniejszymi protestami społecznymi.

***

Pod obrady czeskiego parlamentu wróciła sprawa ratyfikacji umów z USA dotyczących tzw. tarczy antyrakietowej. Wprowadzenie tego punktu do porządku obrad przeforsowała rządząca centroprawica.

Przeforsowała zaledwie jednym głosem. Przeciwko debacie głosowali komuniści i socjaldemokraci oraz dwie posłanki z Partii Zielonych, krytycznie nastawione wobec planu umieszczenia na terenie Czech amerykańskiej stacji radarowej. Lewica opozycja konsekwentnie domaga się przeprowadzenia w tej sprawie powszechnego referendum. Jego wynik jest łatwy do przewidzenia. Przeciwko radarowi opowiada się większość społeczeństwa – według najnowszych badań już 75 procent. Dlatego też do referendum stara się nie dopuścić koalicja rządząca. Zasiadający w rządzie z ramienia chadeckiej Chrześcijańskiej Unii Demokratycznej-Czeskiej Partii Ludowej (KDU-CSL) Cyril Svoboda podczas debaty wielokrotnie już powtarzane przez prawicę argumenty. Jego zdaniem, poddanie tej kwestii pod referendum oznaczałoby ucieczkę parlamentu od odpowiedzialności. Svoboda zdaje sobie sprawę z tego, że wynik referendum byłby dla rządzących negatywny. – Gdyby natomiast później powstało rzeczywiste zagrożenie naszego kraju, to ludzie by nam powiedzieli – nie mówiliście nam wszystkiego, nie udzielaliście nam wszystkich informacji – twierdzi poseł-minister. Z logicznego punktu widzenia, wyrażający takie poglądy polityk powinien zażądać od swych rządowych kolegów przedstawienia obywatelom takiej właśnie pełnej informacji.

Prawica przeciwko referendum

O zagrożeniach nie omieszkał też wspomnieć premier Mirek Topolánek. Stwierdził, iż informacje posiadane przez sojuszników „wyraźnie świadczą o tym, że zagrożenie ze strony rakiet balistycznych jest potencjalnie możliwe”. O tym, kto, po co i do kogo ma strzelać z rakiet, premier już nie wspomniał. Za to argumenty przeciwko radarowi określił jako pacyfistyczną ideologię nastawioną przeciwko instalowaniu w Europie amerykańskich baz wojskowych. Również jako zgraną pacyfistyczną melodię określił argumentację mówiącą o tym, że sam radar może stać się celem ataku ze strony terrorystów. Premier dodał też, że kto występuje przeciwko niektórym elementom obrony, ten jest przeciwko obronie państwa jako takiej. Radar jest – jak się wyraził – tak samo potrzebny, jak czołgi, samoloty czy transportery opancerzone, a „pacyfistyczny pogląd zgodnie z którym należałoby rozwiązać armię, sprzedać całą technikę wojskową i odesłać żołnierzy do domu jest bez sensu”.

W podobnym tonie wypowiadał się minister spraw zagranicznych, Karel Schwarzenberg z Partii Zielonych. Z jego wypowiedzi wynikało, że NATO już w 1999 r. opracowało koncepcję obrony przed groźbą użycia broni masowego rażenia, w tym rakiet balistycznych. Minister nie zauważył jednak, że od tego czasu minęło niemal 10 lat i jakoś nikomu nie przyszło do głowy strzelać rakietami w kierunku USA czy innego kraju należącego do NATO. Rosyjskie protesty przeciwko umieszczeniu tarczy w Polsce i w Czechach świadczą, jego zdaniem, o dążeniach Moskwy do utworzenia w Europie Wschodniej strefy neutralnej bez „klasycznych gwarancji bezpieczeństwa ze strony zachodnich organizacji obronnych”, co ma być z kolei przejawem „starego myślenia”. Wydaje się, że u ministra Schwarzenberga samo pojęcie neutralności wywołuje takie samo obrzydzenie, jak pacyfizm u premiera Topolánka. Rosyjski wątek pojawił się również w wypowiedzi posła Tomáša Duba z Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), który wyraził pogląd, iż Rosja skutecznie wpływa na czeską opinię publiczną. Myśl tę rozwinął minister finansów, Miroslav Kalousek (KDU-ČSL) mówiąc, iż byłoby naiwnością przypuszczać, że rosyjskie służby specjalne nie dążą do tego, aby ze wszystkich sił wspierać działalność przeciwników tarczy. Negowanie tego faktu oznaczałoby uznanie rosyjskich służb za niezdolne do działania. Z tą dosyć pokrętną argumentacją nie zgadza się m.in. socjaldemokratyczny poseł Zdeněk Jičínský. Przypomniał, że w Czechosłowackiej Republice Socjalistycznej był jako opozycjonista i sygnatariusz Karty 77 uważany za agenta Waszyngtonu, za to teraz – protestując przeciwko tarczy – uznawany jest za agenta Moskwy. 

Lewica kontra rząd

Podczas parlamentarnej debaty lewicowi posłowie kilkakrotnie wykazywali stronie rządowej nie tylko niekonsekwencje, lecz także wręcz mijanie się z prawdą. Wbrew bowiem twierdzeniom szefa Partii Zielonych, Martina Bursíka sprawa tarczy nie była rozpatrywana na szczycie NATO w kwietniu ubiegłego roku w Bukareszcie. Oznacza to, że nie jest ona elementem systemu obronnego NATO, lecz efektem dwustronnych ustaleń między rządami USA oraz Czech i Polski. Tym bardziej nie może być częścią składową systemu bezpieczeństwa europejskiego, choć premier Topolánek usiłował przekonywać, iż Rosja akceptuje – z pewnymi zastrzeżeniami – projekt dotyczący tarczy. Robi to, jego zdaniem, po cichu przy stole negocjacyjnym, a protestuje jedynie na głos. Nie jest też prawdą, że pomysł na tarczę cieszy się jednoznacznym poparciem i uznaniem ze strony polityków z Europy Zachodniej. Poseł Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (ČSSD), Lubomír Zaorek przytoczył swoją rozmowę z pełniącym do niedawna funkcję ministra spraw zagranicznych Luksemburga, Aselbronnem, który wręcz stwierdził, iż przechodzi mu mrowie po plecach na samą myśl o tym, co się dzieje w Czechach i Polsce. Jego zdaniem, poniżające dla każdego Europejczyka jest to, w jaki sposób ma być budowane bezpieczeństwo europejskie. Mówi się o wspólnej europejskiej polityce zagranicznej, o wspólnej polityce w zakresie bezpieczeństwa, a w rzeczywistości ją się rozbija – twierdzi luksemburski polityk. Przedstawiciele rządu z premierem Topolánkiem na czele wyrażali również głębokie przekonanie o niezmienności amerykańskiego podejścia do kwestii tarczy nawet w przypadku zwycięstwa Baracka Obamy. Gdyby Stany Zjednoczone wraz ze zmianą administracji zmieniały swoją politykę zagraniczną, to byłby to ewenement w całej najnowszej historii – twierdził premier czeskiego rządu. Innego zdania jest przewodniczący ČSSD, Jiří Paroubek. Odbył on rozmowy z kongresmenami Partii Demokratycznej, z których jasno wynikało, że nowa administracja prezydencka dokonana zasadniczej rewizji dotychczasowej polityki zagranicznej.

Obecna ekipa rządząca najwyraźniej nie ma kontaktów ze zwolennikami Obamy. Ma za to całkiem niezłe układy z amerykańskim kompleksem zbrojeniowym oraz agencjami uprawiającymi lobbing na rzecz tarczy. Dotyczy to m.in. wicepremiera Alexandra Vondry, który przed objęciem funkcji rządowej był szefem praskiego oddziału amerykańskiej firmy Dutko Worldwide. Wyjaśnień w tej sprawie domagał się na forum parlamentu przewodniczący Komunistycznej Partii Czech i Moraw, Vojtěch Filip. Zgłosił ponadto wniosek o to, aby do ratyfikacji umów czesko-amerykańskich potrzebna była nie zwykła większość głosów, lecz kwalifikowana większość 3/5. Uzasadniał to tym, że parlament będzie podejmował decyzję w fundamentalnej kwestii suwerenności państwa. Przypomniał też, że konstytucja Republiki Czeskiej nie przewiduje możliwości zakładania obcych baz, a mówi jedynie o udziale sił zbrojnych innych państw w ćwiczeniach wojskowych. W przypadku ratyfikacji umowy zwykłą większością zapowiedział skierowanie sprawy do Trybunału Konstytucyjnego.

W atmosferze ostrej dyskusji debata parlamentarna na temat ratyfikacji umów dotyczących tarczy rakietowej została przerwana. Gra zatem toczy się dalej. Strona rządowa zainteresowana jest odwleczeniem głosowania w czasie, nie będąc pewna jego wyniku. Nie może być pewna tego, jak zachowają się niektórzy deputowani z Partii Zielonych, lawirujący uciekinierzy z ČSSD, a także opozycja wewnątrzpartyjna w ODS i KDU-ČSL. Można się spodziewać, że na wahających się parlamentarzystów będą wywierane naciski, tak jak to miało miejsce przy poprzednich głosowaniach. Niektórych posłów będzie się też zapewne mamić różnego rodzaju obietnicami. Cóż jednak można zaproponować politykom partii, które najprawdopodobniej sromotnie przegrają najbliższe wybory parlamentarne – tak, jak przegrały ostatnie wybory samorządowe.

Bolesław K. Jaszczuk