![]() |
| Start | Aktualności | Dokumenty |
Brzask |
Galeria |
Świat
|
Historia |
Forum
|
Kontakt |
Linki |
Radosne świętowanie kapitalistówFakt, iż Prezydent RP mocno zaangażował się w zakończenie „żałoby smoleńskiej”, mógłby napawać optymizmem wszystkich, którzy mają serdecznie dosyć lamentów, żalów, modłów, kadzideł, pomników i bzdurnych oskarżeń pod adresem Rosji. Piszącego te słowa – choć też należy do umęczonych paranoiczną traumą – nie napawa. Po pierwsze dlatego, że sama żałoba narodowa zarządzona przez p.o. Prezydenta RP tuż po wypadku lotniczym, zakończyła się definitywnie 18 kwietnia 2010 r., przez co o jakiejkolwiek żałobie po tym dniu nie może być nawet mowy. Po drugie, prezydent Bronisław Komorowski pospiesznie usiłuje zastąpić narzuconą społeczeństwu wymuszoną żałobę narzuconą temuż społeczeństwu i nie mniej wymuszoną radością. Wpadł był na sprytny pomysł powszechnego (a i kosztownego) świętowania pierwszych trzech dni maja, uzasadniając to przypadającymi na owe triduum świętami. Co do rocznicy Konstytucji 3 Maja, nie mam wątpliwości. Co się tyczy przypadających w pierwszy poniedziałek maja Dnia Flagi, a zarazem Dnia Polonii i Polaków za Granicą, wątpliwości mam, i to spore, trudno bowiem powiedzieć, na pamiątkę jakich wydarzeń zostały ustanowione owe święta-zapchajdziury, choć łatwo przypuścić, że mają służyć indoktrynacji młodzieży w duchu nacjonalistycznym i proamerykańskim zarazem, bo przecież koncepcja Dnia Flagi przejęta została bez cienia refleksji zza oceanu. Nie mniej wątpliwości dostarcza 1 Maja, a przede wszystkim uzasadnienie jego świętowania rozgłoszone przez głowę państwa, wedle której to jedynie dzień beatyfikacji Jana Pawła II oraz rocznica wstąpienia RP do Unii Europejskiej. Cóż, uczynienie przez Benedykta XVI błogosławionym swojego poprzednika i mentora, jest świętem tylko i wyłącznie dla poddanych papieżowi katolików, których liczba w Polsce stale i regularnie maleje. Rocznica akcesji Polski do UE wzruszy jedynie garść euroentuzjastów. Najważniejsze jest jednak to, co Prezydent RP raczył zapewne rozmyślnie przemilczeć – to, że 1 Maja jest Świętem Pracy, a przez to świętem państwowym, jak stanowi art. 1 ustawy z 26 kwietnia 1950 r. o ustanowieniu dnia 1 maja świętem państwowym (Dz. U. z 1950 r. nr 19, poz. 157 ze zm.). Pytam przeto wprost, dlaczego tak Prezydent, jak inne władze publiczne, w tym rząd, wojewodowie, organy samorządu terytorialnego uparcie ignorują Święto Pracy i posiadaną przez nie rangę święta państwowego, wspólnego święta wszystkich świadczących pracę, a więc wszystkich robotników, chłopów i inteligentów pracujących. Dla mnie 1 Maja jest jednym z najważniejszych dni w roku nie dlatego, że kogoś wynosi się na ołtarze, czy celebruje polską obecność w Unii, lecz dlatego, że sensem tego dnia jest uczczenie pracy jako podstawowej wartości w życiu człowieka i jego relacjach ze społeczeństwem. Marksistowskie pojmowanie pracy jest dziś pomijane bądź wyśmiewane przez sprzyjających władzy kapitalistów, dla których praca jest tylko towarem, zaś pracownik zasobem ludzkim, niegodnym świadczeń, przywilejów, prawa do wypoczynku, do wolnego czasu, a nade wszystko do posiadania i wypowiadania własnego zdania. Sojusz Lewicy Demokratycznej, który bezpodstawnie uważa się za reprezentanta interesów lewicy społecznej w Polsce, jest – jak się okazuje – jedną z najbardziej klerykalnych partii w Polsce. Otóż, organizowane przez SLD obchody Święta Pracy zostały w tym roku w niektórych miastach odwołane, w innych zaś przesunięto godzinę ich rozpoczęcia tylko po to, by nie kolidowały z transmisjami beatyfikacji papieża i nie raziły niczyich uczuć religijnych. Jakże małe, płaskie i nikczemne jest posługiwanie się takimi argumentami. Czy przechodząca ulicą demonstracja miałaby w czymkolwiek przeszkodzić dewotom wpatrzonym z wypiekami w telewizory przekazujące obraz z Watykanu? Może w tym tylko, że niejednemu z nich przypomniałaby, iż sam uczestniczył onegdaj – i to całkiem ochoczo – w pierwszomajowych pochodach, a dziś zapiera się własnego światopoglądu za cenę wygody i świętego spokoju? Godzi się też przypomnieć, iż polityczna poprawność, wojujący antykomunizm i patologiczna rusofobia nakazują burżuazyjnym władzom narzucać świętowanie Dnia Zwycięstwa 8 maja po to tylko, by zatrzeć pamięć o tym, że ostateczny cios zadali III Rzeszy żołnierze polscy i radzieccy, a więc i o tym, że bezwarunkowa kapitulacja Niemiec dokonała się definitywnie, wobec wszystkich mocarstw sojuszniczych, dzień później. Przypominam, że dekret z 8 maja 1945 r. o ustanowieniu Narodowego Święta Zwycięstwa i Wolności (Dz. U. z 1945 r. nr 21, poz. 116) obowiązuje nadal, podobnie jak przywołana ustawa z roku 1950, i jednoznacznie podnosi do rangi święta narodowego dziewiąty a nie ósmy dzień maja. Czy bezkrytyczne zapatrzenie się w zachodnie i amerykańskie wzorce nie ma granic, czy tumani i zniewala do tego stopnia, by lekceważyć obowiązujące prawo? Czy świętowanie czego i kiedy się da, bez sensu, bez miary, z naruszeniem prawa i za pieniądze podatników nie jest hulaszczym tańcem na wulkanie? Maciej Kijowski |