banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki 

Imperializm kontra Białoruś


BiałoruśSposób, w jaki Zachód przedstawia rząd Łukaszenki i ubiegłoroczne wybory na Białorusi, odbiega od prawdy. - informuje czasopismo "Proletarian", wydawane przez Komunistyczną Partię Wielkiej Brytanii (Marksistowsko-Leninowską). W swym artykule przedstawia kulisy imperialistycznego spisku przeciwko Białorusinom.

"W czasie przypadających na 19 grudnia 2010 r. wyborów prezydenckich na Białorusi, miały miejsce trzy wydarzenia: wygrał dotychczasowy prezydent Aleksander Łukaszenko, Zachód uznał wybory za sfałszowane, zaś białoruska opozycja urządziła protesty, które skończyły się zatrzymaniami.

Zachodnie burżuazyjne media i władze chciałyby abyśmy uwierzyli, że owe wypadki były rezultatem niedemokratycznej procedury wyborczej, włącznie z "ustawieniem" wyników przez "ostatniego europejskiego dyktatora". Rzeczywistość, jak to się często zdarza, jest jednak całkiem inna.

Białoruś jest względnie małym krajem z ok. 10 milionami mieszkańców, lecz w większości znacjonalizowana gospodarka i wykształcona siła robocza stanowią łakomy kąsek dla kapitalistycznych drapieżców i mocarstw imperialistycznych. Rosyjska ropa i gaz są przesyłane przez Białoruś, której rurociągi transportują obecnie około 500 milionów baryłek ropy rocznie z Federacji Rosyjskiej do Europy - na zachód poprzez Polskę i Niemcy oraz na południe przez Ukrainę, Słowację, Czechy i Węgry. Ponadto wiele rosyjskich firm naftowych jest zależnych od odbywającej się na Białorusi rafinacji ich ropy. Rosja odczuwa bowiem deficyt jeśli chodzi o zdolność oczyszczania tej substancji. (Patrz: "Belarus's oil sector: a target of opportunity for Moscow", Vladimir Socor, eurodialogue,org, Styczeń 2010)

Istnieje zatem wielki nacisk na prywatyzację kluczowych białoruskich gałęzi energetycznych, jednak sprawy obecnie mają się tak, że owe państwowe rafinerie naftowe i rurociągi przesyłowe stwarzają wielki dochód dla państwa, zaś rząd Łukaszenki miał czelność przeznaczyć te pieniądze nie na budowanie pałaców czy kupno europejskich drużyn piłkarskich, lecz na finansowanie białoruskiej infrastruktury i sektora publicznego.

Oto prawdziwe zagrożenie, jakie ukazuje Białoruś: społecznie zorientowana gospodarka, która uniknęła pułapki kredytowej i zanotowała w ciągu ubiegłego roku wzrost siły nabywczej ludności o 8,7%. Poziom bezrobocia nie przekracza 1%, podczas gdy pełny i szeroki system opieki zdrowotnej oraz społecznej, założony w czasach budownictwa socjalistycznego, nadal zachowuje wysoki poziom. (Informacje zawarte w "CIA World Factbook" i opublikowane na indexmundi.com).

Chociaż Białoruś jest państwem z gospodarką rynkową, to jednak jej przykład ukazuje wszystkim jasno, co jest możliwe, jeśli rządy i prezydenci kierują krajem nie w interesie obcych czy nawet rodzimych kapitalistów, lecz dbają też o interesy mas pracujących. Białoruscy posłowie i prezydent Łukaszenko wywodzą się z ludu, zaś w państwie funkcjonuje Izba Reprezentantów, której deputowani - reprezentujący wszystkie regiony kraju i zawody - omawiają politykę państwa z prezydentem i przedstawicielami rządu.

Warto odnotować, że Białoruś - tak oczerniania na Zachodzie za "brak demokracji" i "łamanie praw człowieka" - może się poszczycić dodatnim saldem migracji (tzn. że napływ ludności jest wyższy niż odpływ). Życie codzienne i realia polityczne w tym państwie są diametralnie odmienne od wizji rodem z zachodnich mediów i anty-łukaszenkowskiej opozycji.

Imperialistyczne próby zmiany władzy na Białorusi są dobrze udokumentowane i nawet nikt się ich nie wypiera ani nie ukrywa. USA uchwaliło w roku 2004 (a w 2008 odnowiło) "Belarus Democracy Act", która to ustawa nie tylko nakłada sankcje na białoruski rząd (a więc i na tamtejsze społeczeństwo), ale także poszerza wsparcie finansowe dla grup i osób wrogich Łukaszence. Jak dotąd Stany Zjednoczone wydały średnio 10 milionów dolarów rocznie na promowanie "demokracji" na Białorusi.

Nie jest niespodzianką, iż siły reakcji w USA uważają amerykańską reformę zdrowotną za zbyt drogą. Ich priorytety leżą bowiem zupełnie gdzie indziej. Mimo hojnego wsparcia dla białoruskiej opozycji udzielonego w dolarach i euro, jej osiągnięcia są mizerne. Jeśli jej jedynym programem politycznym jest wrogość do Łukaszenki, to nic dziwnego, że tak popularny prezydent będzie wygrywał ogromną większością głosów.

W 1994 na Łukaszenkę zagłosowało 80% wyborców, chociaż było oczywiste, że nie miał on wtedy żadnej możliwości manipulowania wynikami. To pokazuje, że jego polityka już wtedy zyskała autentyczne poparcie społeczne; z pewnością nie złamał żadnej poczynionej wtedy obietnicy wyborczej. W wyborach w 2010 roku Łukaszenko wygrał zdobywając 79% głosów przy 90-procentowej frekwencji. Pozostała dziewiątka kandydatów uzyskała skromne poparcie, co zostało przewidziane w niezależnych badaniach opinii publicznej oraz potwierdzone przez Centralną Komisję Wyborczą.

Proamerykańska OBWE znów uznała wybory za "nieprawidłowe", lecz spotkała się z odporem swych własnych członków, którzy obserwowali wybory (podobnie rzecz się miała w roku 2006). Aleksander Stojan - obserwator OBWE i ukraiński parlamentarzysta - stwierdził, że złą opinię o wyborach podzielają jedynie szefowie OBWE: "My byliśmy obecni w komisjach wyborczych, głosowanie przebiegło spokojnie, każdy obywatel miał prawo do wyrażenia swego poglądu. Liderzy OBWE powinni zebrać nas - obserwatorów - i zapytać o naszą opinię. Niestety tego zabrakło."

Ta właśnie opinia o nieprawidłowych wyborach była w zachodnich mediach przedstawiana jako stwierdzenie faktu. Obserwatorzy WNP uznali wybory za przejrzyste i uczciwe oraz zgłosili, że obserwatorzy OBWE podzielają ich stanowisko. Deklaracja oficjeli OBWE o nieuczciwych wyborach (w przeciwieństwie do zdania jej własnych obserwatorów) była jedynym dowodem, który posłużył Unii Europejskiej i USA do odmowy uznania rezultatów głosowania za wiążące.

Wtrącanie się Stanów Zjednoczonych w sprawy Białorusi jest głównym winowajcą wszelkich szkód wyrządzanych demokratycznym procedurom tej republiki. To właśnie USA, wspólnie z OBWE, wcześniej naciskało na kandydatów "zjednoczonej opozycji", choć sytuacja na Białorusi jest tak samo złożona jak w większości innych państw. Zmuszając głosujących do wyboru między urzędującym prezydentem z jego osiągnięciami w postaci wzrostu gospodarczego i spokoju wewnętrznego, a nieznaną finansowaną przez Zachód marionetką bez przejrzystych poglądów, imperializm mógł się domyśleć, że rezultatem będzie wielkie zwycięstwo Łukaszenki.

Innym faktem, który często uchodzi uwadze zachodnich mediów i oficjeli z OBWE jest to, że obie największe partie białoruskie - Komunistyczna Partia Białorusi i Agrarna Partia Białorusi, wspierają prezydenta Łukaszenkę i nie wystawiają przeciwko niemu swoich kandydatów.

Po wyborach prezydenckich w 2006 roku protesty opozycji przybrały agresywny charakter. Pokonany kandydat Aleksander Kazulin rzucił swych zwolenników do szturmu na posterunek policji i wezwał do obalenia rządu oraz zabicia Łukaszenki. Reakcja ze strony białoruskich władz posłużyła pełnemu hipokryzji Zachodowi do rozszerzenia sankcji nałożonych na Białoruś.

W 2010 zastosowano tę samą strategię. Gdyby wybory nie zostały ogłoszone "oszukańczymi", znaleziono by inne sposoby na przedstawienie Łukaszenki jako dyktatora. Choćby pokazując widzom starcia z policją - które zawsze robią wrażenie - i nazywając je w serwisach informacyjnych "represjami politycznymi".

W tym samym miesiącu, gdy kamery zarejestrowały studentów na ulicach Londynu, bitych przez policję za to, że protestowali przeciwko podwyższeniu opłat za studia, białoruska opozycja została sfilmowana podczas atakowania policjantów i szturmowania budynków rządowych. Oczywiście burżuazyjne media i władze potępiły białoruski rząd za powyborcze użycie przemocy, pomimo oczywistej hipokryzji, jaka tkwiła w tym oskarżeniu. Nie zostały też zauważone przez zachodnich dziennikarzy demonstracje poparcia dla prezydenta wywołane oburzeniem wobec zachowań opozycji.

Na trzecim Wszechbiałoruskim Zgromadzeniu Ludowym prezydent Łukaszenko ogłosił swoje motto: "Państwo dla ludu". Droga do tego celu wiedzie przez budowanie silnego systemu socjalnego oraz ciągły i zrównoważony wzrost gospodarczy. Przyczyny rzeczywistej popularności Łukaszenki są oczywiste dla każdego, kto odwiedza Białoruś.

Kraj nie stanął w miejscu. Rośnie dobrobyt, a w każdym mieście i wiosce mają miejsce renowacje i odbywają się roboty publiczne. Jak mówi sam Łukaszenko: "Nie sprzeniewierzyliśmy majątku narodowego. Nie wpadliśmy w pułapkę zadłużenia. Czerpiąc z życiowych doświadczeń wypracowaliśmy nasz własny model rozwoju oparty na zrównoważonych i przemyślanych reformach, bez dzikiej prywatyzacji czy terapii szokowej. Zachowaliśmy wszystko to, co było najlepsze w naszej gospodarce i tradycjach."

Wynik wyborów z roku 2010 był całkowicie do przewidzenia i powinniśmy pogratulować prezydentowi Łukaszence jego zwycięstwa i zarazem całkowicie potępić imperialistyczną interwencję na Białorusi, która ma za cel nie tylko rozszerzenie rynku dla zachodnich korporacji, ale także zdławienie prospołecznego systemu, który nadal jest w stanie zaspokajać potrzeby zwykłych ludzi."


Proletarian, nr 40 (luty-marzec 2011), str. 14