banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki 

Własność ponad wolność

Po raz pierwszy od lat ulice polskich miast stały się areną masowych protestów, a  doprowadziły do tego rządowe plany ratyfikowania ACTA (Umowy handlowej dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi). Pod pozorem walki z piractwem oznacza ona między innymi wprowadzenie cenzury i możliwości usuwania niewygodnych treści z Internetu.

ACTA była pomysłem lansowanym przez wielkie ponadnarodowe korporacje, zwłaszcza zajmujące się dystrybucją muzyki i filmów. Chcą one w ten sposób nakazać ludziom płacenie nawet za niekomercyjne wykorzystanie fragmentów ich „własności”. Oznacza to, że po wprowadzeniu ACTA nawet za nagranie filmu, na którym w tle słychać muzykę, autor mógłby mieć kłopoty z prawem ze względu na naruszenie „własności intelektualnej”.

ACTA jest przedstawiana oficjalnie jako element walki z piractwem, w rzeczywistości obnaża jednak hipokryzję systemu kapitalistycznego, w którym wciąż słyszymy slogany o „wolności słowa” i „demokracji”. Tymczasem nowe prawo daje władzom możliwość wprowadzenia niemal otwarcie cenzury. Dostawcy Internetu mają na przykład obowiązek kontrolowania działalności osób korzystających z ich usług. Oznacza to inwigilację na skalę masową. Ponadto trwają spory, czy w myśl umowy nie stanie się możliwe odcinanie, bez wyroku sądu, dostępu „podejrzanych o piractwo” internautów do sieci.

O tym, że obawy są uzasadnione świadczy tryb przyjmowania ACTA. Jest on bardzo szybki, ponieważ pierwsze pomysły porozumienia pojawiły się w 2006 roku. Pierwsze i jedyne „konsultacje społeczne” na jej temat były prowadzone przez władze USA, Japonii, części państw UE i jeszcze kilku krajów promujących ACTA z komitetem doradczym złożonym z przedstawicieli największych ponadnarodowych korporacji.  Dopiero w 2008 roku, dzięki serii przecieków do mediów niezależnych zwykli ludzie dowiedzieli się o pracach nad ACTA, które wcześniej były tajne.

1 października 2011 w Tokio umowę podpisały: Kanada, Stany Zjednoczone, Australia, Japonia, Maroko, Nowa Zelandia, Singapur i Korea Południowa. Unia Europejska z kolei zapowiedziała szybkie prace nad jej ratyfikacją. Zbiegły się one z polską prezydencją w UE i, czego nie ujawniano, stanowiły jeden z priorytetów Ministerstwa Gospodarki.

W Polsce prace nad ACTA miały jeszcze bardziej tajny charakter. Prowadzono je przy biernej postawie głównych mediów, nie informując społeczeństwa. Dopiero niedawno rząd ogłosił wolę ratyfikowania umowy, licząc, że najbardziej skuteczna będzie polityka faktów dokonanych, a ewentualne protesty da się wyciszyć. Interesy wielkich korporacji okazały się ważniejsze nawet od istniejącej w obecnym kapitalizmie pseudodemokracji.

Niektórzy zwolennicy ACTA próbowali przedstawiać ją jako obronę interesu twórców, jednak jest to podejście fałszywe. Chroni ona przede wszystkim wielkie wytwórnie płytowe oraz filmowe, nawet nie przez obronę przed piractwem, ale dawanie możliwości maksymalizacji zysków. W myśl nowego prawa będą one bardziej skutecznie mogły się domagać odszkodowań czy skomercjalizować wszelkie korzystanie z ich „własności”.

Nie przekonuje również argument podniesiony przez ministra Michała Boniego, że nowe prawo w zasadzie nic nie zmieni. Jeśli rzeczywiście by tak było, to po co w ogóle jest ratyfikowane. Już obecnie istnieją uregulowania pozwalające walczyć z piractwem. Czy aby nie chodzi jednak o zwiększenie kontroli kapitalistów nad społeczeństwem?

W Polsce ogłoszenie ratyfikacji ACTA spowodowało zmasowany atak hakerów na rządowe strony internetowe. Pokazał on, że dzięki nowym technologiom powstały inne niż klasyczne formy społecznego oporu. Hakowanie stron rządowych instytucji czy wykradanie z nich informacji może być dla władzy nawet bardziej dotkliwe niż demonstracje uliczne. Co więcej walka taka powoduje duże zainteresowanie mediów i nagłaśnia temat. Gdyby nie doszło do włamań trudniejsze byłoby powstanie Ruchu społecznego oporu wobec ACTA.

Sprzeciw przeniósł się również na ulice. Demonstracje odbywały się w kilkudziesięciu miastach gromadząc od kilkuset do kilkunastu tysięcy osób. W większości przypadków ich organizatorami byli ludzie wcześniej niezwiązani ani z polityką ani żadną organizacją. To samo dotyczy większości uczestników protestów, którzy wcześniej zapewne nawet nie wyobrażali sobie, że mogliby w jakiejś sprawie wyjść na ulice. Na polską skalę stanowi to fenomen. Wcześniej internauci byli uważani za środowisko wirtualne, które nie potrafi zgromadzić się w realnym świecie tłumów.

Ważne jest również to, że na demonstracjach pojawiły się hasła przeciwko chciwości ponadnarodowych korporacji. Stało się tak głównie dzięki udziałowi organizacji radykalnej lewicy, ale być może coraz więcej ludzi uświadamia sobie do czego prowadzą rządy sprawowane w interesie wielkiego biznesu.

Kampania wokół ACTA pokazała również hipokryzję prawicowej opozycji. W oficjalnych wypowiedziach przedstawiciele PiS oraz Solidarnej Polski oburzali się na niszczenie demokracji przez ekipę Donalda Tuska. Później jednak, podczas głosowania nad rezolucją Parlamentu Europejskiego potępiającą ACTA euro posłowie tych ugrupowań głosowali przeciw. Później niektórzy z nich tłumaczyli się, że nie wiedzieli o co chodziło, obnażając tym samym swoją głupotę.

Pod protesty próbowała podłączyć się również skrajna prawica spod znaku Janusza Korwin-Mikke i Młodzieży Wszechpolskiej. W Warszawie jednak organizatorzy nie pozwolili im ani rozwinąć organizacyjnych flag, ani przemawiać przez tubę. Skrajnej prawicy zarzucono również, że to przecież ona lansowała hasło „świętej własności prywatnej”, na które powołują się twórcy ACTA.

Protesty przeciwko umowie ACTA nie mają antykapitalistycznego charakteru, jednak dają pewną nadzieję, że w polskim społeczeństwie pozostała jednak jakaś zdolność do organizowania się i oporu wobec działań władzy, nie oparta na nacjonalistycznych sloganach oraz resentymentach. Miejsce radykalnej, antysystemowej lewicy jest dziś obok młodych ludzi protestujących przeciwko cenzurze Internetu oraz autorytarnym zapędom władzy. Należy im tłumaczyć, że nie są one wynikiem jakiegoś wypaczenia kapitalizmu, ale jego nieodłącznym elementem.