![]() |
| Start | Aktualności | Dokumenty |
Brzask |
Galeria |
Świat
|
Historia |
Forum
|
Kontakt |
Linki |
|
Specjaliści od cudów Cudów w naszym kraju nigdy nie brakowało i nie brakuje. Za cud uznaje się „zjawisko, które według wierzeń religijnych nie wynika z praw przyrody, lecz daje się wytłumaczyć tylko interwencją Boga” („Słownik języka polskiego” PWN 1978 r. s.313) Kościół w Polsce „wyspecjalizował” się w obwoływaniu cudami zjawisk niepospolitych, niezwykłych, zaskakujących, względnie nadzwyczajnych. Z cudami mamy wszakże do czynienia pod warunkiem, iż zaistniały zgodnie z oczekiwaniami Kościoła, pozwalają wzbudzić wobec niego respekt oraz umacniają wiarę w boskie posłannictwo i nieomylność tej instytucji. Cud czyli zasługa opatrzności i jej funkcjonariuszy na ziemskim padole, może przejawić się nawet jako zwycięska bitwa. Wielka szkoda, iż nie było cudu w Powstaniu Warszawskim. Być może, dlatego, iż żołnierze niemieccy nosili na klamrach pasów napis „Bóg z Nami”. W naszej bogobojnej ojczyźnie najbardziej eksponuje się zasługi Niebios dla uniknięcia porażki w wojnie, którą rozpętała Polska przeciwko Rosji Radzieckiej w latach 1919-1920. L. Kantecki w artykule pt. „Cud pod Wiedniem i Cud nad Wisłą” dowodzi: „analogia sama się narzuca, ponieważ w obu bitwach słaba Polska ocaliła Europę, i jednocześnie siebie. Historia zaliczyła też Jana III Sobieskiego i Józefa Piłsudskiego do grona geniuszy wojskowych, zaś w czasie obu bitew lud zapełniał kościoły i bardzo szczerze się modlił o ocalenie, (…) Cudem nazywamy zjawisko niemożliwe do dokonania wysiłkiem ludzkim”. (Orzeł Biały” nr. 1377, Londyn, listopad 1983 r.) W dniu 15 sierpnia 1996 r. biskup Zbigniew Kraszewski mówił w Osnowie: „Ta ziemia, na której stoimy, świętą jest. Wsiąkła w nią krew żołnierzy, którymi dowodził ksiądz Skorupka”. Wierni mają zapamiętać: dowodził ksiądz, a nie żaden tam Marszałek, czy generałowie. Nic więc dziwnego, że na kanwie obchodów kolejnych rocznic tego wydarzenia organizuje się sesje i seminaria naukowe, konferencje oraz spotkania, aby wykazać, iż to łaskawości Opatrzności, a nie czynnikom polityczno-wojskowym oraz taktyczno-strategicznym, zawdzięczamy szczęśliwe zakończenie wojny. „Nieprzemijające” znaczenie „Cudu nad Wisłą” eksponuje się podczas uroczystości patriotyczno-religijnych, w treści homilii, kazań oraz modlitw w intencji poległych. Podkreśla się, że to wydarzenie przesądziło nie tylko o losach Polski, ale także Europy (o co zresztą historycy będą się jeszcze długo spierać). Kompetentne wypowiedzi historyków – m.in. profesora Olgierda Terleckiego i Andrzeja Garlickiego, na temat Cudu nad Wisłą, zbywane są milczeniem. Dziejoznawcy wskazują, że endecki dziennikarz i romanista Stanisław Stroński, inspirowany pojęciem „Cudu nad Marną” (strategiczne zwycięstwo wojsk francuskich i angielskich nad Niemcami w bitwie 5-9 września 1914 r. stanowiące punkt zwrotni I WŚ – przypis J.Ł), napisał artykuł pt. „O Cud nad Wisłą”, który narodowa prawica przekształciła w „Cud nad Wisłą”. Ponieważ tytuł jednoznacznie sugerował, że to Opaczność, nie zaś plan bitwy autorstwa generała Tadeusza Rozwadowskiego i Józefa Piłsudskiego, przyczyniła się do zwycięstwa, to piłsudczycy – ze względów politycznych – niezbyt chętnie używali tego określenia. Natomiast liderzy Narodowej Demokracji, hierarchia kościelna oraz autorzy opracowań i monografii dotyczących bitwy warszawskiej wywodzący się z tej opcji politycznej przekonywali, iż to katolicki naród polski wymodlił tak upragnione zwycięstwo nad bolszewikami. Na dalekim planie usytuowano strategię wojenną, błyskotliwą orientację wojsk i ich zdolność manewru, oraz talenty dowódców. Oceniając zwycięstwo, pomijano błędy przeciwnika i tak oto – krok po kroku – ugruntowywano frazes o „Cudzie nad Wisłą”. Z krytyką endeków spotykała się w okresie międzywojennym wyważona ocena bitwy 1920 roku opracowana przez generała Maxime'a Weyganda, który podczas wojny polsko-bolszewickiej był członkiem francusko-brytyjskiej misji rządowej, a zarazem doradcą polskiego Sztabu Generalnego. W zespole czynników, które złożyły się na zwycięstwo armii polskiej, wyróżniał on m.in. organizację przebiegu bitwy oraz zdolności dowódcze kadry kierowniczej. Hierarchia kościelna zafundowała jednak narodowi polskiemu drugi „Cud nad Wisłą”. Uczestniczący w Trzecim Światowym Zjeździe Wolnych Polaków w Londynie (14-18 września 1989 r.) biskup Z. Kraszewski powiedział: „Szereg osób w kraju nazywa rok 1989 Rokiem Drugiego Cudu nad Wisłą. Dlaczego takie porównanie? Ponieważ 4-go czerwca tego roku dokonały się wybory, o tyle o ile wolne i Naród pokazał, co naprawdę myśli o swoich rządzących i o tym, przez kogo powinien być rządzony. Kontynuacją tego „Cudu na Wisłą” jest wybór premiera Mazowieckiego, dobrego katolika, dobrego Polaka”. W dniu 4 października 1997 r. arcybiskup Tadeusz Gocłowski w homilii adresowanej do posłów i senatorów AWS zebranych w katedrze oliwskiej mianem „Cudu politycznego nad Wisłą” określił... fakt powstania AWS oraz jej wygraną w wyborach 21 września 1997 r. Nie jest to myśl odkrywcza, ponieważ od kilku lat kościelna (ale nie tylko) prawica usilnie wmawia narodowi, iż cudem w naszej historii było powstanie „Solidarności”. Polski „Cud nad Wisłą” przypomina francuski okrzyk: „Umarł król, niech żyje król”. Gazeta „Super Express pisała: „Częstochowianie doczekali się 15 sierpnia w Warszawie „Cudu na Wisłą”. Żużlowym mistrzem Polski na rok 1996 został Sławomir Drabik z Włókniarza Malma Częstochowa”. Były biskup polowy Wojska Polskiego generał Sławoj Leszek Głodź, indagowany przez dziennikarzy na okoliczność premiery sztuki Pt. „Błękitny Zamek” wystawionej dla uświetnienia 75-ej rocznicy Bitwy Warszawskiej oraz Wniebowzięcia NMP stwierdził dnia 16 listopada 1995 roku: „Po „Cudzie nad Wisłą” przed 75 laty, wskrzeszenie „Romy przez Bogusława Kaczyńskiego (nie mylić z braćmi Kaczyńskimi – przypis J.Ł) jest drugim „Cudem nad Wisłą”. Grzegorz Dobiecki (niedowiarek, jak sam się określił ów dziennikarz „Gazety Wyborczej”) donosił w sierpniu 1997 roku z Paryża o „Cudzie nad Sekwaną”. Twórcą tego cudu był papież-Polak, ponieważ „po przemówieniach papieża młodzież została natchniona, milion uczestników zamilkło, nigdy jeszcze nie było takiej komunii, a papież był odczuwalny i dostrzegalny”. „Gazeta Polska” doniosła nie tak dawno, iż zapowiada się korekta jednej z 18 bitew w historii świata. Okazuje się, że „Cud nad Wisłą” rozpoczął się w Ciechanowie. Tak twierdzą, opierając się na dokumentach, członkowie utworzonego w tym mieście „Towarzystwa Pamięci Józefa Piłsudskiego”. Organizacji, której prezesem jest p. Michalski, pedagog, uczestnik pogrzebu Marszałka. Na podkreślenie zasługuje fakt, iż pokonanie polskich wojsk nie było głównym celem Armii Czerwonej. Leninowi i jego dowódcom chodziło przede wszystkim o doprowadzenie do europejskiej rewolucji. Należy pamiętać, jakie wówczas panowały nastroje rewolucyjne chociażby w Niemczech, a Polska była niejako „po drodze” wojsk czerwonych do tegoż kraju. W Moskwie liczono na poparcie ze strony polskiej klasy robotniczej i chłopstwa. W początkowym okresie polska wieś bardzo negatywnie odnosiła się do wojny. Zdarzały się liczne dezercje żołnierzy chłopskiego pochodzenia. Pamiętać należy iż wojna ta stanowiła w ich mniemaniu przedłużenie wojny z 1914 r. Chłopi walczyli przecież w armiach zaborczych i nie chcieli nadal ginąć. Dopiero gdy wojska czerwone wkroczyły na tereny zamieszkałe przez ludność rdzennie polską, nastąpił masowy napływ ochotników do armii. Polska zniknęła z map Europy i świata na 123 lata i wszyscy obawiali się ponownej utraty niepodległości. Natomiast głównym celem tej wojny było dla Piłsudskiego, nie tyle pokonanie radzieckiej Rosji, ile utworzenie wokół niej łańcucha „niepodległych i zaprzyjaźnionych” z Polską państw. W zawartym 18 marca w Rydze pokoju nie udało się tego osiągnąć. Należy pamiętać o ogromnych stratach ludzkich oraz materialnych. Najważniejsze było uratowanie niepodległości... Trudno dywagować jak wyglądałaby Europa po połączeniu rewolucji rosyjskiej z niemiecką. Czy zaistniałyby przesłanki do wybuchu drugiej wojny światowej? Jak wtedy wyglądałby ustrój socjalistyczny? Na ileż pytań nigdy nie poznamy odpowiedzi?! W bitwie Warszawskiej (znanej z Cudu nad Wisłą), wojska polskie były prowadzone do boju z „czerwoną zarazą” przez hetmankę w postaci Matki Boskiej. Tak przynajmniej wierzyła część społeczeństwa. W wojnach z innowiercami (a konkretnie muzułmanami), jakoś nie zdarzył się jeszcze żaden cud, który pozwoliłby polskiej armii „powstrzymać wrażą nawałę”. Na pogrzebie zabitego w Afganistanie kapitana Ambrozińskiego, dowódca wojsk lądowych gen. Skrzypczak utrzymywał, że ”Bóg powołał do siebie jednego z najlepszych” Nie ma zatem „cudu zwycięstwa”, ale jest powoływanie przez Opatrzność do siebie najlepszych. Natomiast minister obrony Bogdan Klich głosił, iż udział armii polskiej w Afganistanie da się uzasadnić „polską racja stanu”. Jeden twierdzi, iż musimy się zdać na pomoc boską, drugi natomiast trajkocze o racji stanu. Dla miejscowej ludności wojsko nasze jest okupantem, więc nie ma możliwości nawiązywania z nią normalnych relacji, a współpraca z okupantem jest dla Afgańczyków bardzo niebezpieczna. Istnieje wiele przykładów, gdy ludność afgańska, jak ognia wystrzega się nawiązywania kontaktów z polskim wojskiem. Z okupantem walczą miejscowi wodzowie plemienni, brakuje możliwości wprowadzania jakichkolwiek reform socjalnych. W NATO-wskich bombardowaniach masowo ginie ludność cywilna. Politycy muszą znaleźć jakiś sposób wyjścia z tych awantur z twarzą! Czują bowiem presję „środowisk opiniotwórczych” Nawet niektórzy „ludzie interesu” zaczynają rozumować w ten sposób: „Bierzemy udział w wojnach w imię obcych interesów, w zamian nie otrzymując nic. Za udział w wojnie w Iraku Polska miała uzyskać udział w irackich polach naftowych. Dostała figę. Z Afganistanu, możemy otrzymać co najwyżej olbrzymią ilość głazów i kamieni, gdyż jest to kraj górzysty.” Minister Radosław Sikorki powiada, że Polska musi walczyć w Afganistanie o wprowadzenie demokracji oraz o wiarygodność NATO jako zbrojnej potęgi. Głosi to w chwili, gdy amerykańscy generałowie przyznają, że Zachód nie wygra tam wojny ani nie osiągnie swych zamiarów. Nasuwa się tu analogia z Wietnamem, gdzie wstępne cele ingerencji USA również nie zostały osiągnięte, a Ameryka walczyła już tylko o prestiż, który mimo to straciła zupełnie. Najprawdopodobniej finał wyprawy do Afganistanu będzie podobny do wariantu wietnamskiego. Najpierw zostaną wycofane kontyngenty wojsk europejskich, z polskimi włącznie. Następnie wojska amerykańskie. Natomiast w Afganistanie wybuchnie wewnątrz-afgańska wojna wszystkich ze wszystkimi. Talibowie zaś okażą się największą siłą. Tymczasem wydatki na wielotysięczny polski kontyngent w Afganistanie mają wzrosnąć do miliarda złotych. Pieniądze te powinny być przekazane na dożywianie głodnych dzieci i rozwiązanie innych palących problemów socjalnych. Nie zaś trwonione na krwawe i zbrodnicze wojny. Władze nasze zrobiły co mogły, aby nasi sąsiedzi niezbyt Polsce ufali. Mówiąc pół żartem, pół serio: W ramach profesjonalizacji armii, można by pozostawić Zespół Reprezentacyjny Wojska Polskiego, kompanię honorową oraz orkiestrę dętą. W sam raz na święta i pogrzeby. Natomiast, kto chciałby nadal wojować niechaj zaciągnie się się do Legii Cudzoziemskiej.
J.Ł. |