banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki 

23.03.1936 – Masakra w „Sempericie”

Był rok 1935. Po całym kraju szeroko rozlewał się ruch antyfaszystowski. Świadomość zbliżającego się niebezpieczeństwa hitlerowskiego dla Polski przeniknęła głęboko w szeregi robotnicze. Przeniknęła również świadomość, że „wróg siedzi we własnym kraju”, że sanacja kopie grób dla niepodległości Polski i dla wolności ludu.

Krzepł jednolity front klasy robotniczej i front ludowy – rósł autorytet komunistycznej partii, wzmagały się walki robotnicze.

W styczniu 1936 r. rozpoczął się w Krakowie kierowany przez partię strajk szewców, obejmujący ponad 2 tysiące robotników i chałupników. Wkrótce potem wybuchł strajk robotników „Sucharda”, przygotowany i przez cały czas kierowany przez Komitet Krakowski KPP, głównie przez tow. Zygmunta Młynarskiego. Wyłoniony przez robotników „Sucharda” komitet strajkowy odbył w przeddzień wybuchu strajku nielegalne posiedzenie w mieszkaniu jednego z członków komitetu, na którym obecny był członek Komitetu Krakowskiego Partii. Opracowany wówczas został we wszystkich szczegółach przebieg naszej akcji w czasie strajku. Tej samej jeszcze nocy – przed wybuchem strajku – napisana została i oddana do druku płomienna odezwa robotników „Sucharda” do klasy robotniczej Krakowa i do okolicznych chłopów. Wydano również odezwę do młodzieży Krakowa i okolic.

Nazajutrz o dziewiątej rano wybuchł strajk okupacyjny w fabryce „Sucharda”. Dyrekcja była zupełnie zaskoczona strajkiem. Robotnicy zabarykadowali wejścia do hal fabrycznych i składów. Samochód, który usiłował wywieźć z fabryki gotowe wyroby, został zatrzymany przez robotnice i musiał pozostać na terenie fabryki. Strajk objął również pracowników umysłowych fabryki – urzędników i urzędniczki. Żądania robotników nie ograniczyły się do podwyżki płac dla wszystkich grup pracowniczych. Wysunięte również zostało – jako główne – żądanie natychmiastowego przyjęcia do pracy trzech robotników wydalonych za udział w organizacji związku zawodowego i zapłacenia im odszkodowania za okres bezrobocia.

Od pierwszego dnia krakowska organizacja partyjna zmierzała do rozszerzenia strajku, słusznie rozumując, że odosobnienie w strajku grozi klęską robotnikom „Sucharda”. W sąsiedztwie „Sucharda” znajdowała się fabryka Zieleniewskiego. Nasza organizacja partyjna u Zieleniewskiego już następnego dnia zorganizowała półgodzinny strajk solidarnościowy. Z „Suchardem” sąsiadował także „Semperit” i tam również wzrastały nastroje strajkowe, duszone jednak przez prawicowca Bociana – ówczesnego sekretarza Związku Zawodowego Pracowników Chemicznych.

W trzecim dniu strajku zaczęły wpływać do kasy Związku Cukrowników pieniądze na fundusz strajkowy. Odezwali się też chłopi podkrakowscy. Przywozili do związku chleb, masło, mleko. Wsie okoliczne, w których mieszkała część załogi „Sucharda”, wzięły pod swoją opiekę dzieci strajkujących robotnic. Strajk zdobywał coraz większy rozgłos i sympatię.

W czwartym dniu strajku Komitet Krakowski KPP rozlepił po mieście afisze Związku Spożywców zawiadamiające, że tegoż dnia, o godz. 6 wieczorem odbędzie się w Domu Górnika więc solidarnościowy ze strajkującymi robotnikami „Sucharda”. Afisze zostały rozlepione bez uprzedzenia OKR PPS o mającym się odbyć wiecu. Prawicowy OKR PPS miał do wyboru albo nie dopuścić do wiecu i narazić się na kompromitację wobec robotników krakowskich, albo przyjąć do wiadomości, że więc organizowany jest w porozumieniu z nim. Wybrał drugą ewentualność i w ten sposób udało się partii zorganizować legalny więc, który zgromadził w Domu Górnika niezliczone tłumy robotników.

Na wiecu wystąpili mówcy KPP. Po wiecu odbyła się pierwsza po wielu latach olbrzymia, wielotysięczna demonstracja robotnicza, która przeszła przez całe miasto, aż pod fabrykę „Sucharda”. Demonstracja ta miała decydujące znaczenie dla dalszego przebiegu wypadków w Krakowie. Duch strajkujących robotników stał się jeszcze bardziej nieprzejednany niż dotąd, wzrósł wśród nich autorytet komitetu strajkowego i autorytet naszej partii, wzrosła wiara w swoje siły. Wzrosły nastroje antyfaszystowskie mas i pragnienie walki z dyktaturą sanacji.

W nocy po wiecu i demonstracji wojewódzki inspektor pracy wezwał delegację robotniczą na pertraktacje. Pertraktacje te nie dały wyniku. Fabrykanci krakowscy zadeklarowali solidarnie, że są gotowi pokryć straty poniesione przez fabrykę „Sucharda”, jeżeli ta nie ustąpi wobec strajkujących robotników. Znamienne było, że właściciele fabryki „Piasecki”, zagorzali endeccy antysemici, byli inicjatorami tej deklaracji fabrykantów na rzecz żydowskich właścicieli „Sucharda”. Była to bardzo wymowna ilustracja fabrykanckiego braterstwa broni wobec strajkujących.

W walce strajkowej robotników suchardowskich szczególnie czynny był Stanisław Cekiera, robotnik, członek OKR PPS – jeden z najbardziej oddanych bojowników jednolitego frontu na terenie Krakowa. Również w dniach późniejszych był tow. Cekiera jednym z najbardziej zdecydowanych zwolenników wspólnej z komunistami walki przeciwko sanacji i jednym z organizatorów masowej obrony robotników, aresztowanych w związku z wypadkami w dniu 23 marca 1936 roku. Został on zamordowany w latach okupacji przez gestapo.

Tymczasem Komitet Krakowski KPP wzmógł wysiłki w kierunku rozszerzenia strajku. Główny nacisk został położony na „Semperit”. Robotnicy „Semperitu” rwali się do akcji. Ale terror związkowy Bociana jeszcze działał. Gdy jednak po dziewięciu dniach strajku robotnicy „Sucharda” zwyciężyli i fabrykanci zmuszeni byli uznać wszystkie nasze żądania - „Semperit” wystąpił.

Sytuacja w „Sempericie” była zupełnie inna niż w „Suchardzie”. W „Sempericie” partia nie miała oparcia, co utrudniało możność oddziaływania na komitet strajkowy. Partia nie miała również możliwości wykorzystania związku zawodowego kierowanego przez komunożerców, jako legalnej bazy dla szerokiej akcji pozafabrycznej. Pozostała jedynie droga oddziaływania przy pomocy nielegalnych odezw i akcji solidarnościowych innych fabryk. Mimo tych wysiłków partii, udało się prawicowcom z OKR PPS otoczyć strajk murem milczenia i rozzuchwalić przez to policję.

Po kilku dniach strajku policja wpadła w nocy na teren „Semperitu” i wyrzuciła stamtąd strajkujących robotników. Kilka robotnic zostało mocno poturbowanych i zabranych przez pogotowie ratunkowe. Rano Komitet Krakowski KPP otrzymał meldunek o wydarzeniach w „Sempericie”. Komitet Krakowski i KZMP natychmiast wydał i tego jeszcze dnia rozkolportował odezwy wzywające do protestacyjnego strajku powszechnego. Wieczorem zebrała się Rada Związków Zawodowych, która na wniosek naszych towarzyszy proklamowała na dzień 23 marca powszechny strajk protestacyjny i więc w domu Związku Zawodowego Kolejarzy.

Strajk był rzeczywiście powszechny i masowy. Jedynie część tramwajarzy, ulegających prawicowcom z PPS wyjechała rano na miasto. Oberwali za to tego dnia od robotników krakowskich po głowie.

Wiec w Domu Kolejarzy zgromadził ponad 15 tysięcy robotników. Olbrzymie podwórze ZZK było szczelnie zapełnione. Tłumy ciągnęły daleko poza teren ZZK – na ulicę Warszawską. W imieniu Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom przemówił do zgromadzonych towarzysz zwolniony niedawno z więzienia na podstawie wywalczonej z końcem 1935 r. amnestii. Pod koniec swego przemówienia wzniósł okrzyk: „Niech żyje Komunistyczna Partia Polski”, gorąco podchwycony przez robotników. Były to godziny pełne podniosłego nastroju rewolucyjnego.

Po wiecu uformował się olbrzymi pochód, który zmierzał w kierunku gmachu Urzędu Wojewódzkiego, siedziby krwawego polityka sanacji – wojewody Świtalskiego. Gmach otoczony był potrójnym kordonem policji, która też wszczęła ogień. Już po pierwszej salwie padła tow. Janina Krasicka. Salwa policyjna nie rozproszyła jednak robotników. Kilkakrotnie jeszcze tego dnia klasa robotnicza ponawiała atak na gmach Świtalskiego. Jednocześnie robotnicy opanowali Rynek i przylegające doń ulice, wyciągając z tramwajów łamistrajków.

Walki na ulicach Krakowa trwały do późnego wieczora. W walce tej poległo ośmiu robotników. Kilkudziesięciu rannych zapełniło szpitale. Kilkaset osób aresztowano. Wieczorem na ulicach trwały jeszcze walki. Zebrała się Rada Związków Zawodowych. Obradowano do godz. 2 w nocy. Komitet Okręgowy KPP przez członków Rady, towarzyszy Susła, Samuela Marka i Szatkowskiego (ostatni dwaj zginęli w czasie okupacji) zaproponował kontynuowanie strajku powszechnego i zwrócenie się do Komisji Centralnej Związków Zawodowych o proklamowanie strajku powszechnego w całym kraju. Wszyscy delegaci związków zawodowych, nie wyłączając tych, którzy szli dotąd wiernie za zdradziecką prawicą PPS, poparli wniosek komunistyczny. Prawicowy OKR PPS zaproponował przerwanie strajku. W razie odrzucenia tego wniosku prawicowcy zagrozili wycofaniem się z akcji i zerwaniem pertraktacji jednolitofrontowych.

Późną nocą poszliśmy na kompromis, zgadzając się na przerwanie strajku i proklamowanie strajku powszechnego w dniu pogrzebu ofiar. Pogrzeb odbył się 25 marca. Brało w nim udział całe miasto. Policji nie widać było nigdzie.

W kilka miesięcy później 48 robotników krakowskich stanęło przed sądem sanacyjnym. Mimo terroru rozprawa przemieniła się w sąd nad krwawym wojewodą Świtalskim i nad całym ustrojem sanacyjnym. Robotnica Władysława Cicha i inni rzucali sądowi śmiało w oczy oskarżenia pod adresem policyjnego terroru faszystowskiego. Mimo to wyroki były stosunkowo niewielkie. Tylko jeden z oskarżonych – tow. Młynarski, sądzony oddzielnie i po cichu – skazany został na 6 lat więzienia. W wielkim procesie krakowskim najwyższy wymiar kary wynosił 2 lata. Oskarżeni zawdzięczali łagodny wyrok wielkiej fali strajkowej, która począwszy od dni marcowych przelewała się po Krakowie i po całym kraju. Zawdzięczali temu, że jednym z żądań strajkujących robotników było żądanie uwolnienia oskarżonych w procesie o wypadki krakowskie.


Zygmunt Młynarski

Stanisław Suseł

Tadeusz Pszeniczny

Roman Juryś


[w:] „KPP. Wspomnienia z pola walki.”

wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1951