![]() |
| Start | Aktualności | Dokumenty |
Brzask |
Galeria |
Świat
|
Historia |
Forum
|
Kontakt |
Linki |
Na ostatnim tropie1. TuchaczewskiI znów widmo Korsykanina nawiedziło Rosję. Tym razem kandydatem do odegrania tej roli był dostojny i pochmurny marszałek Tuchaczewski, dawny oficer carski, syn utytułowanej rodziny ziemiańskiej, który stał się jednym z wodzów Armii Czerwonej. W młodości, jako absolwent ekskluzywnej Wojskowej Akademii Aleksandrowskiej, Tuchaczewski przepowiedział: "Albo będę generałem w 30. roku życia, albo popełnię samobójstwo". Jako oficer armii carskiej brał udział w I wojnie światowej i w roku 1915 dostał się do niewoli niemieckiej. Oficer francuski, porucznik Fervaque, który przebywał razem z nim w obozie jeńców, scharakteryzował go jako człowieka niepohamowanej ambicji i nie liczącego się z niczym. Tuchaczewski był całkowicie pod wpływem filozofii Nietzschego. - Nienawidzę świętego Włodzimierza, który wprowadził chrześcijaństwo do Rosji - zwykł mawiać Tuchaczewski. - Powinniśmy zachować nasze surowe pogaństwo i barbarzyńskie zwyczaje. Ale jestem pewny, że jedno i drugie powróci! Na temat rewolucji rosyjskiej mówił: "Wielu jej pragnie. Nasz naród jest leniwy, ale jednocześnie z gruntu destrukcyjny. W razie rewolucji sam Bóg wie, czym by się ona skończyła. Uważam, że ustrój konstytucyjny oznaczałby koniec Rosji. My potrzebujemy despoty!" W przeddzień wybuchu Rewolucji Październikowej Tuchaczewski zbiegł z niewoli i powrócił do Rosji dołączając do swych kolegów, oficerów carskich, którzy organizowali "białą" armię przeciwko bolszewikom. W pewnym momencie przeszedł nagle na stronę przeciwników. Tuchaczewski zwierzył się wówczas jednemu ze swych przyjaciół, białogwardziście, kapitanowi Dymitrowi Golum-Bekowi ze swej decyzji opuszczenia szeregów "białej" armii. "Zapytałem się, co ma zamiar robić - wspomina Golum-Bek. - Odpowiedział: Aby być szczerym, muszę ci powiedzieć, że pójdę z bolszewikami. "Biała" armia niczego zdziałać nie potrafi. Nie mamy wodza. - Przez parę minut pochodził w kółko, po czym krzyknął: - Nie idź za mną, jeśli nie chcesz, myślę jednak, że robię dobry wybór. Rosja jest w trakcie wielkich przeobrażeń". W 1918 Tuchaczewski wstąpił do partii bolszewickiej. Wkrótce znalazł się wśród grona wojskowych awanturników otaczających komisarza wojny Trockiego, ale był na tyle ostrożny, że nie angażował się zbytnio w polityczne intrygi Trockiego. Będąc wyszkolonym i doświadczonym żołnierzem Tuchaczewski awansował szybko w hierarchii niedoświadczonej jeszcze wówczas Armii Czerwonej. Dowodził pierwszą i piątą armią przeciwko Wranglowi, brał udział w zwycięskiej ofensywie przeciwko Denikinowi i razem z Trockim dowodził nieudanie kontrofensywą przeciwko najazdowi Polaków. W 1922 stanął na czele Akademii Wojskowej Armii Czerwonej. Był jednym z przodujących oficerów rosyjskich, biorących udział w pertraktacjach wojskowych z Republiką Weimarską, które miały miejsce po zawarciu traktatu w Rapallo tego samego roku. W ciągu lat następnych Tuchaczewski wybił się na czoło małej grupy zawodowych wojskowych i byłych oficerów carskich, wchodzących w skład Sztabu Generalnego Armii Czerwonej, którzy żywili niechęć do dawnych partyzantów bolszewickich, marszałków Budionnego i Woroszyłowa. Do grupy Tuchaczewskiego wchodzili generałowie: Jakir, Kork, Uborewicz i Feldman, którzy niemal z niewolniczym podziwem odnosili się do geniuszu wojskowego Niemiec. Najbliższymi współtowarzyszami Tuchaczewskiego byli: trockistowski oficer Putna, attache wojskowy w Berlinie, Londynie i Tokio, oraz generał Jan Gamarnik, osobisty przyjaciel generałów Reichswehry, Seeckta i Hammersteina. Wespół z Putną i Gamarnikiem Tuchaczewski stworzył wkrótce małą, germanofilską i wpływową klikę w łonie Sztabu Generalnego Armii Czerwonej. Tuchaczewski i przyjaciele wiedzieli o pertraktacjach Trockiego z Reichswehrą, ale uważali je za posunięcie ściśle polityczne. To porozumienie natury politycznej należało zrównoważyć przymierzem wojskowym między kliką wojskową Tuchaczewskiego a niemieckimi przywódcami wojskowymi. Dojście Hitlera do władzy nie wywołało żadnych zmian, jeśli chodzi o porozumienie Tuchaczewskiego z niemieckim naczelnym dowództwem. Hitler podobnie jak Trocki był "politykiem", a wojskowi mają swoje własne koncepcje... Od samego początku stworzenie Bloku Prawicowców i Trockistów Trocki uważał osobę Tuchaczewskiego za kartę atutową konspiracji, której należy użyć dopiero w decydującym momencie strategicznym. Trocki utrzymywał łączność z Tuchaczewskim głównie przez Krestinskiego i Putnę. Nieco później Bucharin wyznaczył Tomskiego na swego osobistego łącznika z grupą wojskową. Zarówno Trocki, jak i Bucharin wiedzieli doskonale o pogardzie, jaką żywił Tuchaczewski do "polityków" i "ideologów", toteż obawiali się niedwuznacznie jego wojskowych ambicji. W czasie dyskusji z Tomskim na temat możliwości odwołania się do pomocy grupy wojskowej Bucharin oświadczył: "Będzie to zamach wojskowy. Siłą faktu grupa wojskowych pozyska sobie nadzwyczajny wpływ... stąd zjawić się może groźba bonapartyzmu. A bonapartyści - mam na myśli zwłaszcza Tuchaczewskiego - za wzorem Napoleona załatwią się brutalnie ze swymi wczorajszymi aliantami i inspiratorami. Tuchaczewski jest potencjalnym Napoleonkiem - a wiecie dobrze, jak Napoleon załatwił się z tzw. "ideologami!" Później zapytał Tomskiego: - Jak Tuchaczewski wyobraża sobie mechanizm puczu w akcji? - Jest to sprawa organizacji wojskowej - odpowiedział Tomski. Dodał, że na wypadek ataku niemieckiego na ZSRR grupa wojskowa planowała "otwarcie frontu przed Niemcami", tzn. miała zamiar poddać się niemieckiemu dowództwu. Plan ten został opracowany szczegółowo i zatwierdzony przez Tuchaczewskiego, Putnę, Gamarnika i Niemców. - W takim stanie rzeczy - rzekł Bucharin z namysłem - istnieją możliwości usunięcia zmory bonapartyzmu, która mnie napawa niepokojem. Tomski nie zrozumiał wywodów Bucharina, który wobec tego w dalszym ciągu starał się wyjaśnić mu położenie: "Tuchaczewski będzie usiłował wprowadzić dyktaturę wojskową, być może będzie próbował pozyskać poparcie szerokich mas ludności, czyniąc kozły ofiarne z przywódców politycznych konspiracji. Dlatego politycy, skoro tylko dojdą do władzy, powinni odwrócić początkowy korzystny dla grupy wojskowej bieg wypadków. - Bucharin zakończył: - Może okazać się potrzeba oddania pod sąd winnych za "niepowodzenia" na froncie. W ten sposób grając na uczuciach patriotycznych pozyskamy sobie szerokie masy społeczeństwa"... Na początku 1936 wydelegowano Tuchaczewskiego do Londynu jako przedstawiciela Armii Czerwonej na pogrzeb króla angielskiego Jerzego V. Przed wyjazdem z ZSRR otrzymał upragniony stopień marszałka Związku Radzieckiego. Był już przekonany, że godzina upadku ustroju radzieckiego jest bliska i że nowa Rosja, sprzymierzona z Niemcami i Japonią, wyruszy na podbój świata. W drodze do Londynu zatrzymał się na krótko w Warszawie i Berlinie, gdzie przeprowadził rozmowy z polskimi "pułkownikami" i niemieckimi generałami. Tak ufnie spoglądał w przyszłość, że z trudem powstrzymywał się, aby nie wyjawić swego podziwu dla niemieckich wojskowych. Po swym powrocie z Londynu, podczas oficjalnego obiadu w ambasadzie ZSRR w Paryżu, zaskoczył obecnych dyplomatów europejskich otwartą krytyką rządu radzieckiego za usiłowanie zorganizowania zbiorowego bezpieczeństwa przy udziale demokracji zachodnich. Tuchaczewski siedząc przy stole obok ministra spraw zagranicznych Rumunii, Titulescu, powiedział swemu sąsiadowi: "Panie ministrze, popełnia Pan błąd wiążąc swą karierę i przyszłość swego kraju z narodami zgrzybiałymi, jak Francja i Wielka Brytania, które historia odstawia do lamusa przeszłości. Ku nowym Niemcom powinniśmy zwrócić swe oczy. Przynajmniej na przeciąg pewnego okresu czasu Niemcy przejmą hegemonię nad europejskim kontynentem. Jestem pewien, że Hitler pomoże do ocalenia nas wszystkich". Uwagi Tuchaczewskiego zanotował rumuński dyplomata oraz kierownik służby prasowej ambasady rumuńskiej w Paryżu, E. Schachanan Esseze, który również uczestniczył w bankiecie. Inny światek, sławna publicystka Genevieve Tabouis napisała w swej książce "Zwą mnie Kassandrą": "Po raz ostatni spotkałam Tuchaczewskiego nazajutrz po pogrzebie króla Jerzego V. Zdarzyło się to z okazji proszonego obiadu w ambasadzie ZSRR w Paryżu, gdzie generał rosyjski rozmawiał wiele z Politisem, Titulescu, Herriotem, Paul Boncourem... Wracał właśnie z podróży do Niemiec i wyśpiewywał hymny pochwalne na cześć hitlerowców. Siedząc na prawo ode mnie i dyskutując na temat paktu lotniczego negocjowanego właśnie między wielkimi mocarstwami a Hitlerem powtarzał po raz nie wiadomo który: "Oni są już niezwyciężeni, proszę mi wierzyć, pani Tabuois!" "Dlaczego mówił z taką wiarą? Czy dlatego, że już zawróciło mu głowę gorące przyjęcie, jakie mu zgotowali niemieccy dyplomaci, którzy łatwo znaleźli wspólny język z człowiekiem ze starej rosyjskiej szkoły? W każdym razie nie tylko mnie zaalarmowały owego wieczora te manifestacje entuzjazmu. Jeden z zaproszonych, dyplomata na odpowiedzialnym stanowisku, szepnął mi do ucha, gdy opuszczaliśmy ambasadę: "Mam nadzieję, że nie wszyscy Rosjanie tak myślą". Sensacyjne rewelacje procesu ośrodka trockistów i zinowiewowców w sierpniu 1936 oraz aresztowania Piatakowa i Radka, które wkrótce potem nastąpiły, poważnie zaalarmowały Tuchaczewskiego. Odwiedził Krestinskiego i powiedział mu, że należy całkowicie zmienić plany konspiracji. Pierwotnie ustalono, że grupa wojskowa nie powinna działać, dopóki nie nastąpi agresja z zewnątrz na ZSRR. Ale rozwój sytuacji międzynarodowej - pakt francusko-radziecki, nieoczekiwana obrona Madrytu - nieustannie powstrzymywały projektowaną akcję zagranicy. Konspiratorzy na terytorium rosyjskim, powiedział Tuchaczewski, powinni przyśpieszyć bieg wypadków wysuwając zamach stanu na czoło programu. Niemcy natychmiast przybyliby z pomocą swym sprzymierzeńcom w Rosji. Krestinski odpowiedział, że natychmiast zawiadomił Trockiego o konieczności przyśpieszenia akcji. W liście przesłanym w październiku napisał: "Wiemy, że aresztowano wielu trockistów, jednakże główne siły naszego bloku pozostały nietknięte. Należy działać, ale do tego jest niezbędne przyśpieszenie akcji zagranicznej". Przez słowa "akcja zagraniczna" Krestinski rozumiał nazistowski najazd na ZSRR. Wkrótce po wysłaniu tej wiadomości, podczas VIII Nadzwyczajnego Zjazdu Rad w listopadzie 1936, Tuchaczewski wziął Krestinskiego na stronę. "Aresztowania nie ustają - powiedział bardzo podniecony - i wydaje się, że nie ograniczą się one do niższych szczebli aparatu konspiracyjnego. Wojskowy łącznik trockistowski, Putna, jest już w areszcie; wszystko wskazuje na to, że Stalin podejrzewa istnienie szeroko zakrojonego spisku i jest gotów przedsięwziąć energiczne kroki. Ma już dość dowodów przeciwko Piatakowowi i innym. Aresztowanie Putny i usunięcie Jagody ze stanowiska przewodniczącego NKWD oznaczają, że władze radzieckie sięgają do sedna spisku. Nie można przewidzieć, dokąd zaprowadzą ich ślady. Całe przedsięwzięcie jest zagrożone." Tuchaczewski opowiedział się za natychmiastową akcją. Blok musi powziąć decyzję w tej sprawie bez dalszej zwłoki i użyć wszystkich sił dla poparcia puczu wojskowego... Krestinski przedyskutował sprawę z Rosenholcem. Obaj najemnicy niemieccy przyznali, że Tuchaczewski miał rację. Wysłano ponownie list do Trockiego. Prócz zawiadomienia o decyzji Tuchaczewskiego Krestinski poruszał kilka ważnych spraw z dziedziny strategii politycznej: "Będziemy musieli ukryć prawdziwe cele zamachu stanu. Trzeba będzie wystosować apel do narodu, armii i państw zagranicznych... Przede wszystkim pożądane jest, by w naszych wezwaniach do ludności pominąć milczeniem nasz zamiar obalenia istniejącego ustroju socjalistycznego... Powinniśmy występować pod maską sowieckich rewolucjonistów, jako ludzie pragnący obalić zły rząd i zastąpić go prawdziwym rządem radzieckim... W każdym razie nie należy zbyt wiele jeszcze mówić o tym wszystkim". Krestinski otrzymał odpowiedź Trockiego w końcu grudnia. Wygnańczy wódz wyrażał całkowitą zgodę. Istotnie, po aresztowaniu Piatakowa Trocki również doszedł do wniosku, że grupa wojskowa winna przystąpić do akcji natychmiast. Nim doszedł list Krestinskiego, Trocki napisał do Rosenholca zalecając podjęcie natychmiastowej akcji wojskowej. "Po otrzymaniu tej odpowiedzi - oświadczył później Krestinski - przystąpiliśmy do bezpośrednich przygotowań zamachu stanu. Od tej chwili Tuchaczewski mógł działać wedle swego uznania. Daliśmy mu "carte blanche" co do rozpoczęcia bezpośredniej akcji". 2. Proces Równoległego Ośrodka Trockistowskiego Rząd radziecki również ruszył do akcji. Rewelacje procesu Zinowiewa i Kamieniewa ustaliły ponad wszelką wątpliwość, że konspiracja w kraju wykraczała daleko poza zwykłą tajną opozycję "lewicową". Prawdziwe ośrodki kierownicze konspiracji leżały poza granicami Rosji, w Berlinie i Tokio. W miarę jak postępowało śledztwo, rząd radziecki coraz jaśniej zdawał sobie sprawę z prawdziwych rozmiarów i znaczenia piątej kolumny. 23 stycznia 1937 stanęli przed Kolegium Wojskowym Najwyższego Trybunału ZSRR oskarżeni o zdradę: Piatakow, Sokolnikow, Szestow, Murałow i ich dwunastu wspólników łącznie z agentami kierującymi niemiecką i japońską organizacją szpiegowską. Przez długie miesiące przywódcy ośrodka trockistowskiego zaprzeczali oskarżeniom formułowanym przeciwko nim. Ale dowody winy były przytłaczające. Toteż jeden po drugim przyznawali się, że kierowali działalnością sabotażową oraz terrorystyczną i że utrzymywali stosunki, zgodnie z instrukcjami Trockiego, z rządem niemieckim i japońskim. Ale tak w czasie dochodzeń jak i podczas procesu nie wyjawili wszystkiego. Nie wspomnieli słowem o istnieniu grupy wojskowej ani o Krestinskim czy Rosenholcu. Przemilczeli zupełnie istnienie Bloku Prawicowców i Trockistów, najwyższego i najpotężniejszego z trzech szczebli konspiracji, który w czasie śledztwa gorączkowo przygotowywał się do pochwycenia władzy. Sokolnikow, dawny zastępca komisarza dla spraw Dalekiego Wschodu, wyjawił polityczne oblicza konspiracji: transakcję z Hessem, podział ZSRR i plan wprowadzenia faszystowskiej dyktatury po obaleniu radzieckiego ustroju. Sokolnikow oświadczył przed sądem: "Sądziliśmy, że faszyzm był szczytową formą organizacyjną kapitalizmu, że zatriumfuje, zawładnie całą Europą i nas zdusi... Dlatego sądziliśmy, że postępujemy roztropnie wchodząc z nim w porozumienie. To rozumowanie popieraliśmy następującą argumentacją: lepiej zgodzić się na najcięższe poświęcenia aniżeli stracić wszystko... Rozumowaliśmy jak politycy... wyobrażaliśmy sobie, że powinniśmy podjąć pewne ryzyko". Piatakow przyznał się, do kierowania Równoległym Ośrodkiem Trockistów. Mówiąc głosem spokojnym i opanowanym, dobierając uważnie słowa dawny członek Najwyższej Narodowej Rady Gospodarczej potwierdził ujawnione akty sabotażu i terroru, którymi kierował aż do czasu swego aresztowania. Gdy tak stał przed sądem, z twarzą chudą i najzupełniej obojętną, przypominał, wedle wyrażenia ambasadora Stanów Zjednoczonych Josepha Daviesa, "profesora wygłaszającego wykład". Wyszyński próbował wydostać od Piatakowa wyjaśnienie, w jaki sposób trockiści oraz agenci niemieccy i japońscy rozpoznawali się wzajemnie. Piatakow dawał wymijające odpowiedzi: Wyszyński: - A co skłoniło niemieckiego szpiega Ratajczaka, że wyjawił oskarżonemu, kim jest? Piatakow: - Dwie osoby mówiły mi o nim... Wyszyński: - Czy on ujawnił się oskarżonemu, czy też oskarżony jemu? Piatakow: - Ujawnienie musi być wzajemne. Wyszyński: - Czy oskarżony pierwszy wyjawił, kim jest? Piatakow: - Kto był pierwszy, on czy ja, kura czy jajko, nie wiem. John Gunther pisze, co następuje, w "Inside Europe": "Mniemanie szeroko rozpowszechnione za granicą, jakoby wszyscy oskarżeni powtarzali tę samą historyjkę, że płaszczyli się nikczemnie, jest zupełnie nieścisłe. Wręcz odwrotnie, polemizowali uparcie z prokuratorem i na ogół nie wyznali niczego prócz tych rzeczy, do których byli zmuszeni siłą przedstawionych dowodów. W miarę jak proces się przedłużał i jedno zeznanie po drugim bezlitośnie ujawniało Piatakowa jako politycznego mordercę z zimną krwią i wyrachowanego zdrajcę narodu, nuta niepokoju i przygnębienia zaczęła wkradać się do jego głosu, dotychczas spokojnego i opanowanego. Ujawnienie niektórych faktów przez władze raziło go jak piorunem. Jego zachowanie się uległo nagłej zmianie. Teraz dowodził, że jeszcze przed aresztowaniem zaczął wątpić w słuszność planów Trockiego. Oświadczył, że nie zgadzał się na układ z Hessem. - Znaleźliśmy się w ślepej uliczce - powiedział Trybunałowi. - Szukałem z niej wyjścia. W swym ostatnim słowie Piatakow oświadczył przed sądem: - Tak, byłem trockistą przez długie lata. Pracowałem solidarnie ręka w rękę z trockistami... Nie myślcie, obywatele sędziowie, że w czasie lat dusznej, podziemnej działalności trockistowskiej, nie widziałem tego, co się dokonywało w kraju. Nie sądźcie, iż nie rozumiałem tego, co się działo w przemyśle. Mówię to otwarcie. Nieraz, porzucając tajną działalność trockistowską, oddawałem się mej praktycznej pracy i odczuwałem jak gdyby ulgę. Mówiąc językiem ludzkim, nie było to tylko prowadzenie podwójnego życia, ale także rozdwojenie jaźni... Za kilka godzin wydacie wyrok... Nie pozbawiajcie mnie jednego, obywatele sędziowie. Nie odmawiajcie mi prawa sądzić, że i w waszych oczach odnalazłem w sobie, choć za późno, dość sił, by zerwać z moją kryminalną przeszłością". Ale aż do samego końca ani jedno słowo o istnieniu pozostałego szczebla konspiracji nie padło z ust Piatakowa... Mikołaj Murałow, który swego czasu był dowódcą garnizonu moskiewskiego i jednym z szefów starej Gwardii Trockiego, a od 1932 kierował ugrupowaniem trockistów na Uralu, łącznie z Szestowem i "technikami" niemieckimi, prosił o przebaczenie z uwagi na jego "lojalne zeznania". Brodaty, siwowłosy, olbrzymiego wzrostu Murałow stał prawie "na baczność" w czasie zeznań. Oświadczył, że po aresztowaniu i po długiej walce wewnętrznej postanowił "grać w otwarte karty". Jego słowa z ławy oskarżonych, wedle Waltera Duranty i innych obserwatorów, zdawały się dźwięczeć uczciwie: "Odmówiłem pomocy adwokata i zrezygnowałem z obrony, ponieważ zwykłem bronić się i atakować tylko bronią skuteczną. Otóż obecnie takiej broni nie mam... Byłoby nieprzyzwoite z mej strony oskarżać kogoś, iż mnie wciągnął do organizacji trockistów... nie śmiem więc oskarżać kogokolwiek. Tylko mnie należy winić. To moja wyłączna wina. To moje nieszczęście... Przez przeszło dziesięć lat byłem wiernym żołnierzem Trockiego..." Karol Radek spoglądając na liczne audytorium poprzez grube szkła swych okularów był na przemian to pokorny i przymilny, to impertynencki i arogancki w czasie krzyżowych pytań prokuratora Wyszyńskiego. Podobnie jak Piatakow, choć bardziej wyraźnie, przyznał się do zdrady. Radek dowodził również, że przed swym aresztowaniem i po otrzymaniu listu Trockiego, precyzującego poprzednie rokowania z rządem niemieckim i japońskim, powziął decyzję zerwania z Trockim i zdemaskowania konspiracji. Przez długie tygodnie zastanawiał się, co robić. Wyszyński: - I co oskarżony zdecydował? Radek: - Przede wszystkim należało udać się do Komitetu Centralnego, złożyć oświadczenie, podać wszystkie nazwiska. Nie zrobiłem tego. Nie ja udałem się do GPU. To GPU przyszło po mnie. Wyszyński: - Wymowna odpowiedź! Radek: - Odpowiedź smutna. W swym ostatnim słowie Radek przedstawił siebie jako człowieka miotanego wątpliwościami, wahającego się stale między lojalnością wobec radzieckiego ustroju i wiernością wobec lewicowej opozycji, do której należał od pierwszych dni rewolucji. Był przekonany, mówił, że ustrój radziecki nie będzie mógł oprzeć się wrogiemu naciskowi zagranicy. "Nie zgadzałem się w sprawie zasadniczej - rzekł przed sądem - w sprawie dalszego prowadzenia walki o urzeczywistnienie planu pięcioletniego. Trocki przeważył moje głębokie wątpliwości". Krok za krokiem, wedle własnych zeznań, Radek dał się wciągnąć w tryby konspiracji. Wtedy zaczęły się stosunki z obcymi wywiadami, a wreszcie negocjacje Trockiego z Rosenbergiem i Rudolfem Hessem. Trocki, rzekł Radek, "postawił nas wobec faktów dokonanych". Wyjaśniając powody, dla których ostatecznie przyznał się do winy i wyjawił wszystko, co wiedział o konspiracji, Radek oświadczył: - Gdy mnie aresztowano, sędzia śledczy powiedział mi: "Nie jesteście dzieckiem. Oto zeznania piętnastu osób przeciw wam. Z tego nie wybrniecie, a jako człowiek rozsądny nie możecie sobie stawiać takiego celu"... Przez dwa i pół miesiąca dręczyłem sędziego śledczego. Padło w sądzie pytanie, czy męczono nas w czasie śledztwa. Muszę podkreślić, że nie mnie torturowano, ale sam zadawałem tortury prowadzącemu śledztwo zmuszając go do dokonywania niepotrzebnej pracy. Przez dwa i pół miesiąca moimi zeznaniami, w których zadawałem kłam zeznaniom innych oskarżonych, zmuszałem urzędnika śledczego do wyjawienia mi całego obrazu zeznań, tak abym wiedział, kto się przyznał, a kto się nie przyznał i co każdy z nich ujawnił. Wreszcie któregoś dnia sędzia śledczy przyszedł do mnie i powiedział mi: "Jesteście już teraz ostatni. Dlaczego więc przewlekacie sprawę? Dlaczego nie powiecie tego, co macie do powiedzenia?" Na co ja odpowiedziałem: "Tak, jutro rozpocznę moje zeznania". Wyrok ogłoszono 30 stycznia 1937. Oskarżonych uznano winnymi zdrady. Stwierdzono, że byli "agentami na służbie niemieckich i japońskich faszystów uprawiających działalność szpiegowską, dywersyjną i sabotażową" i że spiskowali, aby pomóc "obcym najeźdźcom w zawładnięciu terytorium Związku Radzieckiego". Kolegium Wojskowe Najwyższego Trybunału skazało Piatakowa, Murałowa, Szestowa i dziesięciu innych na rozstrzelanie. Radka, Sokolnikowa i dwu szpiegów o mniejszym znaczeniu skazano na długie kary więzienia. W przemówieniu wygłoszonym 28 stycznia 1937 prokurator Wyszyński oświadczył: "Przez swą działalność szpiegowską ludzie, którzy pod kierownictwem Trockiego i Piatakowa nawiązali kontakt z niemieckim i japońskim wywiadem, usiłowali osiągnąć wyniki, które by dotkliwie szkodziły nie tylko naszemu państwu, ale także interesom całego szeregu państw pragnących, podobnie jak my, pokoju i walczących wraz z nami o zachowanie pokoju... Pragniemy gorąco, aby rządy wszystkich krajów miłujących pokój i walczących o pokój przedsięwzięły jak najbardziej energiczne kroki celem zlikwidowania wszystkich zbrodniczych prób szpiegostwa, dywersji i terroru, organizowanych przez wrogów pokoju, wrogów demokracji i ciemne siły faszyzmu, które przygotowują wojnę, które chcą pogrzebać dzieło pokoju tak drogie sercu całej postępowej ludzkości." Słowa Wyszyńskiego uzyskały niewielki rozgłos poza granicami ZSRR, ale pewna liczba dziennikarzy i dyplomatów usłyszała je i zapamiętała. Na ambasadorze Stanów Zjednoczonych w Moskwie, Josephie Daviesie, proces wywarł głębokie wrażenie. Co dzień był obecny w sali sądowej i przy pomocy tłumacza śledził pilnie przebieg rozprawy. Jako prawnik Davies oświadczył, że prokurator Wyszyński, którego antyradzieccy propagandziści okrzyczeli "brutalnym inkwizytorem", przypominał mu "Homera" Cummingsa swym spokojem, brakiem namiętności, wiedzą, zdolnościami i rozsądkiem. Prowadził on proces o zdradę w sposób, którym pozyskał sobie mój szacunek i podziw". 17 lutego 1937 ambasador Davies poufnie depeszował do sekretarza stanu Cordella Hulla, że wszyscy zagraniczni dyplomaci w Moskwie podzielają jego opinię na temat wyroku. Davies pisał: "Rozmawiałem prawie ze wszystkimi członkami tutejszego korpusu dyplomatycznego i może z jednym wyjątkiem wszyscy sądzą, że rozprawy jasno wykazały istnienie politycznego spisku i konspiracji dla obalenia rządu". Lecz faktów tych nie podano do publicznej wiadomości. Potężne siły sprzysięgły się przeciwko ujawnieniu prawdy o piątej kolumnie w ZSRR. 11 marca 1937 roku ambasador Davies notował w swym dzienniku, pisanym w Moskwie: "Inny dyplomata, minister... dał mi zadziwiające naświetlenie całej sprawy. Dyskutując na temat procesu, powiedział mi, że oskarżeni są niezawodnie winni; że wszyscy z nas, którzyśmy śledzili przebieg rozpraw, jesteśmy zupełnie zgodni na tym punkcie; natomiast za granicą, sądząc ze sprawozdań prasowych, odnosi się wrażenie, że proces był inscenizacją ("fasadą" wedle jego wyrażenia). Choć on sam dobrze wiedział, że w tym twierdzeniu nie ma odrobiny prawdy, uważał, że lepiej, aby zagranica tak myślała." 3. Akcja majowa Było jeszcze daleko do ostatecznej likwidacji aparatu konspiracyjnego. Radek podobnie jak Piatakow mimo pozornej szczerości swoich zeznań również powstrzymywał się od podania ważnych informacji władzom radzieckim. Ale w drugim dniu procesu Radek popełnił niebezpieczny lapsus: zdradził go własny, zbyt obrotny język. Chcąc odparować jedno z pytań Wyszyńskiego wspomniał nazwisko Tuchaczewskiego. "Putna - rzekł Radek - odwiedził mnie w jakiejś sprawie od Tuchaczewskiego". Szybko przeszedł na inny temat i nie powtórzył już nazwiska marszałka. Nazajutrz Wyszyński odczytał głośno zeznanie Radka z poprzedniego posiedzenia. "Pragnąłbym wiedzieć, w związku z czym oskarżony wymienił nazwisko Tuchaczewskiego?" - zapytał kończąc prokurator. Nastąpiło krótkie milczenie. Po czym Radek spokojnie i bez wahania odpowiedział, że Tuchaczewski potrzebował "kilku aktów dotyczących jakiejś sprawy państwowej", które on, Radek, posiadał w swoim biurze w "Izwiestiach". Marszałek wysłał po nie Putnę. To było wszystko. - Naturalnie - dodał Radek - orientuję się, że Tuchaczewski jest bezwzględnie oddany Partii i rządowi i że nic nie wiedział o mojej podwójnej roli. W czasie procesu nie wspomniano więcej o Tuchaczewskim. Ale pozostali spiskowcy doszli do przekonania, że wszelka zwłoka w wymierzeniu ostatniego ciosu byłaby równoznaczna z samobójstwem. Krestinski, Rosenholc, Tuchaczewski i Gamarnik odbywali w pośpiechu szereg tajnych posiedzeń. Tuchaczewski podjął się wyznaczyć oficerów, członków grupy wojskowej do specjalnych "dowództw", z których każde miało otrzymać określone zadanie na dzień ataku. Około połowy marca 1937 przygotowania do puczu wojskowego weszły w stadium końcowe. Na zebraniu w moskiewskim mieszkaniu Rosenholca, na którym byli obecni właściciel, Krestinski i Tuchaczewski, marszałek zapowiedział, że będzie można zaryzykować zamach w ciągu następnych sześciu tygodni. Termin można wyznaczyć na pierwsze dni maja, w każdym bądź razie przed 15-tym. W łonie jego grupy omawiano, jak mówił, rozmaite "drogi dojścia do władzy". Jeden z planów, na który Tuchaczewski "najbardziej liczył", jak to następnie stwierdził Rosenholc, "przewidywał, że grupa wojskowych zwolenników zebrałaby się u niego pod jakimkolwiek pretekstem, stamtąd wdarłaby się na Kreml, opanowałaby centralę telefoniczną na Kremlu i zamordowałaby kierowników partii i rządu". Jednocześnie, według tego planu, Gamarnik ze swymi ludźmi "miał zająć siedzibę Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych". Inne odmiany zamachu były również dyskutowane; ale Krestinski i Rosenholc zgodzili się, że ten plan wydawał się najodważniejszy, a tym samym rokował największe powodzenie... Posiedzenie w mieszkaniu Rosenholca zakończyło się w optymistycznym nastroju. Plan puczu, tak jak go przedstawił Tuchaczewski, w wysokim stopniu zapewniał sukces. Mimo straty Piatakowa i innych, zdawało się, że nadszedł wreszcie dzień, którego konspiratorzy od tak dawna wyczekiwali. Kwiecień szybo upłynął wśród ostatnich gorączkowych przygotowań do zamachu. Krestinski zaczął zestawiać długie listy nazwisk "ludzi, których należało aresztować i pozbawić stanowisk w chwili dokonania zamachu, i tych, którym można by te wolne stanowiska powierzyć." Oddział zabijaków pod dowództwem Gamarnika miał zamordować Mołotowa i Woroszyłowa. Rosenholc projektował, że jako komisarz handlu zagranicznego poprosi Stalina o audiencję w przeddzień zamachu i zamorduje go na Kremlu. Nadeszła druga połowa maja 1937. Wtedy rząd radziecki nagłym uderzeniem zrobił spustoszenie w szeregach konspiracji. 11 maja marszałek Tuchaczewski został usunięty ze stanowiska zastępcy komisarza obrony i wyznaczony na mniej ważne stanowisko w okręgu nadwołżańskim. Generała Gamarnika pozbawiono stanowiska zastępcy komisarza wojskowego. Odebrano również funkcje generałom Jakirowi i Uborewiczowi, wspólnikom Tuchaczewskiego i Gamarnika. Dwu innych generałów, Korka i Eidemanna, aresztowano pod zarzutem utrzymywania tajnych kontaktów z hitlerowskimi Niemcami. - Zacząłem przygotowywać się do aresztowania - oświadczył Krestinski. - Powiedziałem o tym Rosenholcowi. Odpowiedział mi, że nie spodziewał się nieszczęścia, i podjął się utrzymać łączność z Trockim. Kilka dni potem został aresztowany. Urzędowy komunikat doniósł, że Bucharina, Rykowa i Tomskiego, którzy byli dotychczas pod inwigilacją, oskarżono teraz o zdradę. Bucharina i Rykowa uwięziono. Tomski uniknął tego losu przez popełnienie samobójstwa. 31 maja generał Gamarnik poszedł za przykładem Tomskiego i zastrzelił się. Komunikat dalej donosił, że NKWD aresztowało Tuchaczewskiego i pewną liczbę wyższych oficerów. Wkrótce potem przyszła kolej na Rosenholca. Ogólna obława na podejrzanych członków piątej kolumny trwała bez przerwy. 11 czerwca 1937 o godzinie 11-tej przed południem marszałek Tuchaczewski i siedmiu innych generałów Armii Czerwonej stanęło przed specjalnym Trybunałem Wojskowym Sądu Najwyższego ZSRR. Z uwagi na poufny charakter zeznań natury wojskowej, rozprawy odbywały się przy drzwiach zamkniętych. Był to sąd wojenny. Akt oskarżenia zarzucał podsądnym zmowę z obcymi mocarstwami przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Oto nazwiska siedmiu generałów, którzy wraz z Tuchaczewskim stanęli przed marszałkami Woroszyłowem, Budionnym, Saposznikowem i innymi dowódcami Armii Czerwonej: generał Putna, dawny attache wojskowy w Londynie, Tokio i Berlinie; generał Jakir, były komendant ukraińskiego wojennego okręgu; generał Uborewicz, były dowódca wojsk czerwonych na Białorusi; generał Eidemann, były szef Ossoawiachimu (ochotniczej organizacji obrony przeciwlotniczej); generał Kork, były komendant Akademii Wojskowej im. Frunzego; generał Feldman, były szef biura personalnego w Sztabie Głownym; generał Primakow, były komendant charkowskiego okręgu wojskowego. Urzędowy komunikat brzmiał: "Dochodzenie ustaliło udział oskarżonych podobnie jak i generała Gamarnika w kontaktach antypaństwowych z kierowniczymi kołami wojskowymi jednego z obcych mocarstw, prowadzącego wrogą politykę w stosunku do ZSRR. Oskarżeni pozostawali na służbie tego kraju. Oskarżeni systematycznie dostarczali kołom wojskowym tego kraju tajnych informacji dotyczących Armii Czerwonej. Stosowali politykę sabotażu w celu osłabienia sił zbrojnych państwa i spowodowania klęski Armii Czerwonej na wypadek ataku na ZSRR. Oskarżeni mieli na celu współdziałanie dla przywrócenia w ZSRR rządów kapitalistów i obszarników". 12 czerwca Trybunał Wojskowy ogłosił wyrok. Oskarżonych uznano za winnych i skazano jako zdrajców na rozstrzelanie. Pluton egzekucyjny Armii Czerwonej wykonał wyrok w ciągu 24 godzin. Znowu rozszalała się potępieńcza propaganda na całym świecie. Mówiono, że cała Armia Czerwona buntowała się przeciwko rządowi radzieckiemu. Wydarzenia w ZSRR głęboko zaniepokoiły wielu uczciwych obserwatorów. Charakter i technika piątej kolumny nie były jeszcze ogólnie znane. 4 lipca 1937 Joseph Davies, ambasador USA w Moskwie, odbył konferencję z radzieckim komisarzem spraw zagranicznych Maksymem Litwinowem. Davies powiedział mu otwarcie, że reakcja w Stanach Zjednoczonych i w Europie na egzekucję generałów oraz na protesty trockistów była niepomyślna. - Moim zdaniem - rzekł ambasador radzieckiemu ministrowi - zachwiały one wiarę Francji i Anglii w siłę oporu ZSRR w stosunku do Hitlera. Litwinow był równie szczery i powiedział Daviesowi, że rząd radziecki przez te procesy i egzekucje musiał zapewnić sobie, że na wypadek nieuniknionej zresztą wojny, w kraju nie będzie zdrajców skłonnych do kolaboracji z Berlinem i Tokio. - Nadejdzie dzień - rzekł Litwinow - kiedy świat zrozumie, czegośmy dokonali, aby ochronić nasz rząd przed groźbą zdrady... Wyświadczamy usługę całemu światu przedsiębiorąc środki ostrożności wobec groźby opanowania świata przez Hitlera i nazistów. W ten sposób tworzymy z ZSRR solidny bastion przeciw hitlerowskiej groźbie. 28 lipca 1937 po osobistym zbadaniu wewnętrznego położenia ZSRR ambasador Davies wysłał "telegram Nr 457, ściśle poufny" do sekretarza stanu Cordella Hulla. Ambasador reasumował niedawne wydarzenia i dementował absurdalne pogłoski na temat rzekomego ogólnego niezadowolenia i rychłego upadku rządu radzieckiego: "Nigdy Kozacy nie obozowali pod Kremlem, jak o tym donosiły dzienniki, ani też nie patrolowali na Placu Czerwonym". Ambasador streścił swój pogląd, jak następuje: "Pomijając możliwość morderstwa lub wojny zagranicznej, siła obecnego rządu i ustroju jest dziś i prawdopodobnie na najbliższe lata nie do pokonania. Niebezpieczeństwo bonapartyzmu zostało radykalnie usunięte". 4. Finał Ostatni z trzech słynnych procesów moskiewskich rozpoczął się 2 marca 1938 w siedzibie Związków Zawodowych, przed Kolegium Wojskowym Najwyższego Trybunału ZSRR. Proces trwał siedem dni. Sesje odbywały się rano, po południu i wieczorem. O ile zeznania zawierały tajemnice wojskowe, rozprawy toczyły się przy drzwiach zamkniętych. Przed sądem stanęło 21 oskarżonych. Wśród nich: były szef GPU Jagoda i jego sekretarz Bułanow; przywódcy prawicowi, Bucharin i Rykow; przywódcy trockistowscy i hitlerowscy agenci, Krestinski i Rosenholc; trockista i agent japoński, Rakowski; prawicowcy i hitlerowscy agenci, Czernow i Grinkow; agent polski Szarangowicz i jedenastu innych spiskowców, członków Bloku, sabotażystów, terrorystów i szpiegów zagranicznych, między innymi trockistowski łącznik, Besonow, i lekarze-mordercy: Lewin, Pletniew i Kazakow. Amerykański dziennikarz Walter Duranty, który był obecny na rozprawach sądowych, pisze w swej książce pt. "The Kremlin and the People": "Ten proces był naprawdę procesem końcowym. W tym czasie wszystkie problemy stały się jasne, prokuratura zebrała należycie fakty i nauczyła się rozróżniać swych wrogów wewnętrznych i zewnętrznych. Teraz już wszelkie początkowe wahania i wątpliwości były rozproszone, wszystkie bowiem kolejne procesy, a zwłaszcza, sądzę, proces "generałów" stopniowo uzupełniły obraz, który był jeszcze tak mglisty i niepełny w chwili morderstwa Kirowa..." Rząd radziecki opracował starannie akt oskarżenia, na który złożyły się miesiące wstępnych dochodzeń, gromadzenie dowodów i zeznań złożonych na poprzednich procesach, konfrontacja świadków i oskarżonych oraz krzyżowe pytania stawiane aresztowanym spiskowcom. Rząd radziecki oskarżał: "1. że w 1932 i 1933 r. na polecenie obcych wywiadów wrogich ZSRR oskarżeni utworzyli tajny związek pod nazwą "Blok Prawicowców i Trockistów", mający na celu szpiegowanie na korzyść obcych mocarstw, sabotaż, dywersję, terror, osłabianie potencjału wojennego ZSRR, sprowokowanie agresji wojskowej tych mocarstw na ZSRR, klęskę i wreszcie rozbiór ZSRR; 2. że Blok Prawicowców i Trockistów nawiązał stosunki z niektórymi obcymi państwami, aby uzyskać zbrojną pomoc dla realizacji swych zdradzieckich zamysłów; 3. że Blok Prawicowców i Trockistów uprawiał systematycznie szpiegostwo na rzecz tych państw, wydając obcym wywiadom tajemnice państwowe niezmiernie wielkiej wagi; 4. że Blok Prawicowców i Trockistów prowadził systematyczną działalność sabotażową i dywersyjną w różnych dziedzinach budownictwa socjalistycznego: w przemyśle, rolnictwie, na kolejach, w finansach, gospodarce samorządowej itd; 5. że Blok Prawicowców i Trockistów zorganizował serię zamachów na życie kierowników partii komunistycznej ZSRR i członków rządu radzieckiego, a w szczególności dopuścił się zamachów na życie S. M. Kirowa, W. Am. Menżyńskiego, W. W. Kujbyszewa i A. M. Gorkiego". Proces Bloku Prawicowców i Trockistów po raz pierwszy w historii ujawnił szczegółowe metody działania piątej kolumny Osi. Zdemaskował w pełni całą technikę faszystowskiej metody ukrytego podboju: propagandę, szpiegostwo, terror, zdradę na wysokich stanowiskach, matactwo quislingów, taktykę zakonspirowanej armii, uderzającej od wewnątrz, słowem proces wydobył na światło dzienne całą historię strategii piątej kolumny, przy pomocy której hitlerowcy właśnie w owej chwili podminowywali Hiszpanię, Austrię, Czechosłowację, Norwegię, Belgię, Francję i inne kraje Europy i Ameryki. "Bucharinowie i Rykowowie, Jagodowie i Bułanowowie, Krestinscy i Rosenholcowie... - oświadczył prokurator Wyszyński w swym sprawozdawczym przemówieniu 11 marca 1938 - ci właśnie ludzie stanowią piątą kolumnę". Ambasador Davies, który był obecny na rozprawach, wyraził opinię, że proces ten był "straszliwym" dramatem prawnym, ludzkim i politycznym. Pisał do swej córki 8 marca: "Przewód sądowy ujawnił wszystkie podstawowe słabości i ułomności natury ludzkiej; ambicje osobiste w najgorszej odmianie. Demaskuje nam on zarysy spisku, który o mały włos nie obalił tutejszego rządu". Niektórzy oskarżeni broniąc własnego życia próbowali zrzucić z siebie odpowiedzialność za dokonane zbrodnie na innych, przedstawić siebie jako szczerych polityków, którzy zbłądzili. Inni, niewzruszeni lub nie mający nadziei uniknięcia kary śmierci, szczegółowo zeznawali o "politycznych zbrodniach, których się dopuścili, o działalności szpiegowsko-sabotażowej, którą prowadzili pod kierownictwem niemieckiego i japońskiego wywiadu". W ostatnim słowie, wygłoszonym przed Trybunałem, Bucharin, który pasował siebie na "ideologa" konspiracji, przedstawił żywy, psychologiczny obraz uprzedzeń i wątpliwości, rodzących się w głowach tych, którzy niegdyś byli rewolucjonistami, a teraz stali się zdrajcami i wespół z Trockim spiskowali z hitlerowskimi Niemcami i Japonią przeciw ZSRR: "Wskazałem już w podstawowym zeznaniu złożonym w czasie śledztwa i podczas procesu, że to nie twarda logika walki wepchnęła nas, kontrrewolucyjnych spiskowców, w bagno podstępnej wojny, które proces ujawnił w całej rozciągłości. Tej twardej logice walki towarzyszyły nierozerwalnie zwyrodnienie ideologiczne, zwyrodnienie psychiki, nasza własna degeneracja, degeneracja ludzi. Historia zna przykłady takiej degeneracji. Wystarczy wymienić nazwiska Brianda, Mussoliniego itd... I my również zwyrodnieliśmy. Teraz pragnę mówić o sobie samym, o przyczynach, które przywiodły mnie do skruchy. Niewątpliwie muszę przyznać, że oczywistość dowodów mej winy również odgrywa w niej ważną rolę. Przez trzy miesiące wbrew oczywistości nie przyznawałem się do winy. Później przeszedłem na drogę wyznań. Dlaczego? Ponieważ w mej celi poddałem rewizji całą moją przeszłość. Ponieważ gdy człowiek staje wobec pytania: jeśli umierasz, to w imię czego umierasz? - ukazuje mu się nagle z nadzwyczajną jasnością absolutna pustka. Nie znalazłem nic, w imię czego mógłbym umierać nieskruszony... A gdy człowiek pyta się sam siebie: No dobrze, ale może się zdarzyć, że nie umrzesz. Jeśli jakimkolwiek cudem pozostaniesz przy życiu, co zrobisz wówczas z sobą? Odosobniony od wszystkich, wróg ludu, w położeniu nieludzkim, zupełnie odcięty od tego, co składa się na istotę życia... - i znowu w odpowiedzi stajemy przed bezdenną pustką. Przemawiam może ostatni raz w moim życiu... Mogę z góry wnioskować, że Trocki i inni moi sprzymierzeni w zbrodni łącznie z II Międzynarodówką będą usiłowali nas bronić, zwłaszcza mnie. Odrzucam tę obronę... Oczekuję wyroku". Wyrok wydano rankiem 13 marca 1938. Wszystkich oskarżonych uznano winnymi: trzech z nich, Pletniewa, Besonowa i Rakowskiego skazano na kary więzienia; pozostałych na karę śmierci. Trzy lata później, w lecie 1941, po najeździe hitlerowskim na ZSRR, b. ambasador Stanów Zjednoczonych w Moskwie Joseph Davies pisał: "Nie było w Rosji "agresji wewnętrznej", współpracującej z niemieckim naczelnym dowództwem. W czasie marszu Hitlera na Pragę w 1939 towarzyszyło mu aktywne poparcie wojskowe organizacji Henleina w Czechosłowacji. To samo zdarzyło się podczas podboju Norwegii. W Rosji nie było ani sudeckiego Henleina, ani słowackiego Tisy, ani belgijskiego Degrelle'a, ani norweskiego Quislinga... Historię tych ludzi opowiedziano już w czasie tzw. procesów o zdradę lub "czystek" w 1937 i 1938, na których byłem obecny. Odczytując sprawozdania z tych procesów i to, co wówczas o nich pisałem... doszedłem do wniosku, że zeznania i spowiedzi, które dobrowolnie poczynili rosyjscy "quislingowcy" w czasie procesów, obnażyły i ukazały wszystkie zasadnicze metody działania niemieckiej piątej kolumny..." Wszystkie procesy, owe "czystki" i "likwidacje", które wówczas sprawiały wrażenie gwałtownych i tak świat raziły, ukazują się teraz zupełnie jasno jako część składowa potężnego i zdecydowanego wysiłku rządu Stalina w celu obrony nie tylko przed agresją wewnętrzną, ale także przed agresją z zewnątrz. Procesy podjęły pracę oczyszczenia kraju ze zdrajców. Z obecnej perspektywy wszystkie dawniejsze wątpliwości wyjaśniły się w naszych umysłach i wiemy, że rząd miał rację. W 1941 nie było w Rosji szpiegów piątej kolumny. Zostali na czas wystrzelani. "Czystka" wymiotła z kraju śmiecie i ukręciła łeb zdradzie. W Rosji rozgromiono faszystowską piątą kolumnę doszczętnie. M. Sayers, A. Kahn; „Wielki spisek przeciwko ZSRR”; Spółdzielnia Wydawniczo-Oświatowa „Czytelnik”; Warszawa 1948; str. 335-360 |