banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki 

Geneza Piątej Kolumny


1. Elba Trockiego

13 lutego 1929 Trocki przybył do Konstantynopola. Ogromne nagłówki w całej prasie światowej zanotowały to wydarzenie. Tłum zagranicznych korespondentów oczekiwał na molo, by go powitać przy wysiadaniu na ląd z prywatnej motorówki. Odpychając ich na bok Trocki wsiadł do czekającego nań samochodu, prowadzonego przez członka jego przybocznej straży, i odjechał do prywatnej rezydencji położonej w mieście, przygotowanej specjalnie na jego przybycie.

Przyjazd Trockiego rozpętał burzę w kołach politycznych Turcji. Proradzieckie elementy domagały się wydalenia Trockiego, koła antyradzieckie witały w nim wroga rządu radzieckiego. Rząd turecki był niezdecydowany. Mówiono o nacisku dyplomatycznym za pozostawieniem Trockiego w pobliżu granicy z ZSRR. W końcu znaleziono wyjście kompromisowe. Trocki miał pozostawać w Turcji i nie w Turcji. „Czerwonemu Napoleonowi” udzielono schronienia na tureckich Wyspach Książęcych, dokąd też w kilka tygodni potem udał się wraz ze swą żoną, synem i kilkoma osobami ze swej straży przybocznej.

Na tych wyspach uroczo położonych na Morzu Czarnym, gdzie Woodrow Wilson marzył o odbyciu konferencji pokojowej między Ententą a Związkiem Radzieckim, banita założył swą nową kwaterę polityczną wraz z synem jako głównym pomocnikiem i zastępcą.

„Na Wyspach Książęcych wspólnie z synem łatwo skupiliśmy nowe grono współpracowników z różnych krajów”, pisze Trocki w <<Moim życiu>>. Gorączkowa atmosfera jakiejś dziwnej tajemniczości i intrygi otaczała domek, w którym mieszkał Trocki. Naokoło psy policyjne i zbrojni strażnicy pilnowali wejścia do domu. Wewnątrz roiło się od radykalnych awanturników z różnych stron świata: z ZSRR, z Niemiec, z Hiszpanii i innych krajów. Wszyscy zjechali się na Wyspy Książęce, aby dołączyć do Trockiego, który nazywał ich swoimi „sekretarzami” i utworzył z nich nową gwardię przyboczną. Nieustanny strumień pielgrzymów napływał do domu: antyradzieccy agitatorzy, politycy, dziennikarze, wielbiciele wygnańca i tzw. „międzynarodowi rewolucjoniści”.

Podczas gdy Trocki przeprowadzał na osobności rozmowy z renegatami międzynarodowych ruchów komunistycznych lub socjalistycznych, straż pełniła wartę przy zamkniętych drzwiach biblioteki. Niekiedy wizyty te okrywano niezgłębioną tajemnicą. Wówczas to przybywali agenci Intelligence Service i inne tajemnicze osobistości celem przeprowadzenia rozmów z Trockim.

Początkowo dowódcą straży Trockiego był Blumkin, który jak wierny pies warował przy wodzu od 1920 roku. Przy końcu 1930 Trocki wysłał go do Związku Radzieckiego z misją specjalną. Tym razem jednak radziecka służba bezpieczeństwa schwytała Blumkina. Na rozprawie sądowej udowodniono mu przemyt broni oraz antyradziecką agitację na terytorium ZSRR. Blumkin został skazany na śmierć przez rozstrzelanie. Po nim dowódcą straży przybocznej został Francuz, Rajmund Molinier, a następnie Amerykanin, Sheldon Harte.

Na tymczasowym wygnaniu Trocki starał się z niezwykłą starannością utrzymać reputację „wielkiego rewolucjonisty”. Był wówczas w pięćdziesiątym roku życia, a jego przysadzista i nieco zgarbiona postać nabierała już tuszy i stawała się ociężała. Siwizną pokryła się słynna krucza czupryna i bródka strzyżona w szpic. Ruchy jednak zachował nadal energiczne i niecierpliwe. Ciemne oczy wyzierające spoza wysłużonych binokli, błyszczących na ostrym konturze nosa, nadawały ciemnej i zmiennej twarzy wyraz dziwnej złośliwości. Dla wielu obserwatorów jego „mefistowski” wygląd twarzy miał w sobie coś odpychającego.

Gdy szło o jego reputację poza ZSRR, Trocki nie zaniedbywał niczego, by ją podtrzymać wszelkimi środkami. Lubił cytować słowa francuskiego anarchisty Proudhona: „Drwię z losu; a co do ludzi, to są oni zbyt wielkimi ignorantami i służalcami, abym się nimi krępował”. W istocie, przed wizytą jakiegoś ważnego gościa Trocki zawsze starannie opracowywał swoją rolę, a nawet dobierał właściwe gesty w sypialni przed lustrem. Dziennikarze odwiedzający Wyspy Książęce musieli przedkładać swe artykuły do aprobaty Trockiego przed opublikowaniem. W rozmowach Trocki zalewał słuchacza potokiem dogmatycznych stwierdzeń i antyradzieckich inwektyw podkreślając z teatralnym namaszczeniem, właściwym mówcom wiecowym, każde zdanie i każdy gest.

Liberalny niemiecki pisarz Emil Ludwig przeprowadził z Trockim wywiad wkrótce po jego usadowieniu się na Wyspach Książęcych. Trocki był nastrojony optymistycznie. Rosja stoi w obliczu kryzysu, powiedział Ludwigowi; pięcioletni plan gospodarczy stał się klęską; nastąpi bezrobocie, katastrofa gospodarcza i przemysłowa; program kolektywizacji rolnictwa grozi ruiną.

- Jak liczni są pańscy zwolennicy w ZSRR? - zapytał Ludwig.

Trocki stał się naraz ostrożny. Uczynił nieokreślony ruch pulchną, białą, wypielęgnowaną ręką. „Nie da się łatwo ocenić. Członkowie ruchu są rozproszeni”, powiedział pisarzowi – pracują nielegalnie, „w podziemiu”.

- Jak pan sądzi, kiedy będzie pan mógł ukazać się znów na scenie?

Po chwili zastanowienia Trocki odpowiedział:

- Gdy nadarzy się sposobność, jaką mogą nastręczyć wypadki zewnętrzne. Może nadejść wojna lub nowa interwencja państw europejskich. Wówczas słabość rządu stanie się bodźcem do działania!

Winston Churchill, który wciąż interesował się każdą fazą międzynarodowej kampanii antyradzieckiej, poświęcił specjalne studium banicie. „Nigdy nie miałem sympatii do Trockiego”, oświadczył Churchill w 1944. Jednak zuchwałość Trockiego w konspirowaniu, jego tytaniczna energia pociągały awanturniczy temperament Churchilla. Reasumując cele międzynarodowego spisku knutego przez Trockiego od chwili opuszczenia ziemi radzieckiej, Churchill tak konkluduje w <<Wielkich współczesnych>>: „Trocki... usiłuje zmobilizować doły społeczne Europy, by rzucić je przeciw armii radzieckiej”.

Mniej więcej w tym okresie dziennikarz amerykański John Gunther udał się na Wyspy Książęce. Przeprowadził tam rozmowy z wygnańcem oraz z kilkorgiem międzynarodowych i rosyjskich trockistów. Oto, co pisze Gunther:

„Ruch trockistowski objął już większość krajów europejskich. W każdym państwie działa zawiązek agitatorów trockistowskich otrzymujących rozkazy prosto z Wysp Książęcych. Te różne ugrupowania utrzymują między sobą łączność przy pomocy wydawnictw i odezw, głównie zaś przy pomocy osobistej korespondencji. Różne komitety centralne w poszczególnych państwach podporządkowane są międzynarodowemu sztabowi głównemu w Berlinie”.

Gunther pragnął wydobyć z Trockiego coś na temat IV Międzynarodówki, jej celów i działalności. Trocki jednak mówił na ten temat z rezerwą. W momencie szczerości pokazał Guntherowi kilka wydrążonych książek, w których przechowywano i przewożono tajne dokumenty. Wychwalał działalność Andrzeja Nina w Hiszpanii, wspominał o wpływowych przyjaciołach i zwolennikach w Stanach Zjednoczonych, mówił o formujących się komórkach trockistowskich we Francji, Norwegii i Czechosłowacji. Ich działalność, powiedział Guntherowi, odbywa się „półjawnie”.

Gunther napisał, że Trocki „stracił Rosję, a przynajmniej stracił ją na pewien czas”. Głównym celem Trockiego było „skierować całą energię na nieustanne doskonalenie swej antykomunistycznej organizacji za granicą”.

W latach 1930 i 1931 z Wysp Książęcych Trocki rozpętał burzliwą antyradziecką propagandę, która wkrótce objęła wszystkie kraje. Jej forma była zupełnie nowa. Nieskończenie subtelniejsza i bardziej bałamutna niż jakakolwiek inna wymyślona dotychczas przez promotorów wyprawy krzyżowej przeciw ZSRR.

Czasy zmieniły się. Wskutek kryzysu światowego cała ludzkość była nastawiona rewolucyjnie o tyle, że nie chciała wracać do porządków, które niedawno spowodowały taki ogrom nędzy i cierpień.

Wczesna kontrrewolucja faszystowska we Włoszech była dziełem Benito Mussoliniego, eks-socjalisty. Dokonywała się pod mianem „włoskiej rewolucji”. Hitlerowcy w Niemczech zyskiwali sobie poparcie mas nie tylko przez jednoczenie antybolszewickiej reakcji, ale nade wszystko przez pozowanie przed niemieckim robotnikiem i chłopem na „narodowych socjalistów”. Trocki zaś opanował w każdym calu istotę propagandy jeszcze w 1903 r., to co Lenin nazywał „ultrarewolucyjnymi hasłami, nie kosztującymi go nic”.

Tę samą technikę propagandową, którą w zaraniu posługiwał się przeciw Leninowi partii bolszewickiej, obecnie Trocki przestawiał na skalę międzynarodową. W niezliczonych ultralewicowych i radykalnie brzmiących artykułach, książkach, broszurach i mowach rozpoczął atak na rząd radziecki i wzywał do obalenia go siłą: nie dlatego, że był rewolucyjny, ale dlatego, że był, jak twierdził Trocki, rządem „kontrrewolucyjnym” i „reakcyjnym”. Wielu starych antybolszewickich „krzyżowców” natychmiast porzuciło dawną wybitnie kontrrewolucyjną formę agitacji i przyjęło nowy pomysłowy trockistowski podstęp zaatakowania Rewolucji Rosyjskiej „od lewicy”.

Pierwszą poważniejszą pracą Trockiego wprowadzającą nową formę propagandy antyradzieckiej była efekciarska i na wpół zmyślona autobiografia „Moje życie”, opublikowana po raz pierwszy w dziennikach europejskich i amerykańskich w formie antysowieckich artykułów. W wydaniu książkowym miała ona na celu zniesławienie Stalina i Związku Radzieckiego, podniesienie prestiżu trockistowskiego i podtrzymanie legendy o Trockim jako o „międzynarodowym rewolucjoniście”. Siebie przedstawiał Trocki jako rzeczywistego inspiratora i organizatora Rewolucji Rosyjskiej, którego przeciwnicy wykpili z należnego mu stanowiska wodza Rosji.

Natychmiast antyradzieccy agenci i dziennikarze rozreklamowali po świecie pracę Trockiego jako najbardziej sensacyjną książkę, która miała przedstawiać „poufną historię” Rewolucji Październikowej.

Adolf Hitler przeczytał ją bezpośrednio po jej ukazaniu się. Biograf Hitlera, Konrad Heiden, opowiada w „Der Fuehrer”, jak to nazistowski wódz zaskoczył swych przyjaciół w 1930 entuzjastycznymi pochwałami pod adresem książki Trockiego. „Wspaniała! - wykrzyknął Hitler machając książką przed swymi towarzyszami. - Nauczyłem się z niej wiele i wam też się przyda!”

książka Trockiego stała się wkrótce podręcznikiem dla antyradzieckich wywiadów. Stała się „vademecum” propagandy antyradzieckiej. Tajna policja japońska wprowadziła ją jako obowiązkową lekturę dla japońskich i chińskich więźniów komunistycznych, aby zgnieść ich morale. Podobnie zużytkowało tę książkę Gestapo...

<<Moje życie>> było tylko pierwszym działem z baterii tych, które wyszły następnie spod pióra Trockiego w tej nowej antyradzieckiej batalii propagandowej. Za nią jak z rogu obfitości ukazała się niezliczona ilość innych antyradzieckich książek, broszur i artykułów, z których wiele zamieszczono w reakcyjnych dziennikach europejskich i amerykańskich pod płomiennymi tytułami. Kuźnia Trockiego dostarczała bez końca dla światowej antyradzieckiej prasy „rewelacji”, „skandali” i sensacyjnych historyjek na temat ZSRR, popartych wątpliwymi „świadkami”.

Z przeznaczeniem na rynek wewnętrzny Związku Radzieckiego Trocki wydawał oficjalny <<Biuletyn Opozycji>>, drukowany za granicą, początkowo w Turcji, następnie w Niemczech, Francji, Norwegii, i w innych krajach i przemycany do Kraju Rad za pośrednictwem tajnych trockistowskich kurierów. Biuletyn nie był przeznaczony dla mas radzieckich, lecz dla tych dyplomatów, urzędników państwowych, wojskowych i intelektualistów, którzy niegdyś popierali Trockiego lub którzy obecnie mogliby ulec jego wpływom. Biuletyn zawierał również wskazówki dla trockistów zarówno z Związku Radzieckim jak i za granicą, w jaki sposób należy prowadzić pracę propagandową. Bez przerwy przedstawiał ponury obraz katastrofy grożący państwu radzieckiemu, przepowiadał kryzysy przemysłowe, to znów nową wojnę domową lub rozbicie Armii Czerwonej przy pierwszym nacisku z zewnątrz. Umiejętnie podchwytywał – w czasach najwyższego wysiłku i natężenia socjalistycznego budownictwa – wszystkie wątpliwości i niepokoje, które budziły się w umysłach ludzi chwiejnych, zmieszanych lub niezadowolonych. Biuletyn nawoływał bez ogródek mniej odporne elementy do podziemnej działalności i aktów gwałtu przeciwko rządowi radzieckiemu.

Oto kilka najbardziej typowych przykładów antyradzieckiej propagandy i wezwań do obalenia siłą rządu radzieckiego, rozsiewanych przez Trockiego po świecie od czasów wydalenia go z ZSRR:

„Pierwszy społeczny wstrząs z zewnątrz lub od wewnątrz może popchnąć rozdrobnione społeczeństwo radzieckie do wojny domowej”. (ZSRR i IV Międzynarodówka, 1933).

„Poszczególne wypadki kryzysów politycznych prą do kryzysu ogólnego, który narasta ze wzmożoną siłą”. (Zabójstwo Kirowa, 1935).

„Czy można liczyć na zwycięstwo ZSRR w nadchodzącej wielkiej wojnie? Na to otwarcie postawione pytanie odpowiadamy nie mniej otwarcie: Jeśli wojna będzie zwykłą wojną, Rosja niezawodnie poniesie klęskę. Pod względem technicznym, gospodarczym i wojskowym imperializm przewyższa ją o niebo. Jeśli rewolucja na Zachodzie nie sparaliżuje sił imperializmu, zmiecie on obecny reżim radziecki z powierzchni ziemi”. (Artykuł „American Mercury”, marzec 1937). „Jeśli przyszła wojna nie wywoła nowej rewolucji... Jeśli teoretycznie założymy, że wojna nie zakończy się rewolucją, klęska Rosji jest nieunikniona”. (Oświadczenie z przesłuchania w Meksyku, kwiecień 1937).

2. Spotkanie w Berlinie

Z chwilą opuszczenia przez Trockiego ziemi radzieckiej agenci obcych wywiadów nawiązali z nim kontakt, by skorzystać z usług jego międzynarodowej organizacji antyradzieckiej. „Defensywa” w Polsce, faszystowska „Ovra” we Włoszech, fiński wywiad wojskowy, białogwardyjscy emigranci kierujący antyradzieckimi wywiadami w Rumunii, w Jugosławii i na Węgrzech oraz reakcyjne elementy łącznie z brytyjskim Intelligence Service i francuskim Deuxieme Bureau – wszyscy mając na uwadze własne korzyści śpieszyli nawiązać bliższe stosunki z „wrogiem publicznym numer 1 Związku Radzieckiego”.

Do usług Trockiego oddano fundusze, pomocników, całą sieć szpiegowską i służbę kurierską, by mu ułatwić utrzymanie i rozszerzenie propagandowej działalności antyradzieckiej oraz wzmocnienie i zreorganizowanie sił podziemnej organizacji w Związku Radzieckim.

Najważniejszą ze wszystkich spraw była wzrastająca zażyłość Trockiego z niemieckim wywiadem wojskowym (Sekcja 111 B), który pod kierownictwem Walthera Nicolai współpracował już z rozrastającym się szybko Gestapo Himmlera.

Do roku 1930 agent Trockiego Krestinski otrzymał od Reichswery ogółem około 2 miliony złotych marek dla sfinansowania działalności w ZSRR w zamian za dostarczenie informacji szpiegowskich przez trockistów dla niemieckiego wywiadu wojskowego. Krestinski wyjawił później:

„Począwszy od 1923 do 1930 włącznie, otrzymywaliśmy rocznie 250 tysięcy złotych marek. Do roku 1927 postanowienia układu wypełniano głównie w Moskwie. Od tej daty zaś prawie do końca 1928, przez okres bez mała dziesięciomiesięczny, trwała przerwa w pobieraniu pieniędzy, ponieważ po klęsce wodza byłem odosobniony i nie wiedziałem nic o planach Trockiego, nie otrzymywałem żadnych wiadomości ani instrukcji... Taki stan rzeczy przedłużył się aż do października 1928, kiedy to otrzymałem list od Trockiego z Ałma-Aty... List polecał podejmować nadal pieniądze od Niemców i przekazywać je Masłowowi bądź francuskim przyjaciołom Trockiego: Roemerowi, Madeline Paz i innym. Zwróciłem się do generała von Seecta, który w tym czasie zrezygnował z zajmowanego stanowiska i nie pełnił żadnej funkcji. Mimo to podjął się porozmawiać z Hammersteinem i postarać się o pieniądze. Rzeczywiście pieniądze otrzymał. Hammerstein był szefem sztabu, a w roku 1930 został mianowany naczelnym dowódcą Reichswery.”

W 1930 Krestinskiego mianowano zastępcą komisarza spraw zagranicznych i wezwano do Moskwy. Wyjazd Krestinskiego z Berlina oraz przesilenie w dowództwie Reichswery wskutek wzrastającej potęgi hitleryzmu ponownie wstrzymały na pewien czas dopływ gotówki ze źródeł niemieckich. Ale Trocki już przygotowywał nowy, rozszerzony układ z niemieckim wywiadem wojskowym.

W lutym 1931 Leon Sedow wynajął apartament w Berlinie. Z paszportu wynikało, że przebywał w Niemczech w charakterze studenta, oficjalnie miał uczęszczać na wykłady „niemieckiego instytutu naukowego”. W rzeczywistości sprawy wymagające obecności Sedowa w Berlinie były o wiele ważniejsze.

Kilka miesięcy przedtem Trocki napisał broszurę pt. „Niemcy – klucz do międzynarodowej sytuacji”. Do Reichstagu weszło 107 hitlerowców, a partia narodowo-socjalistyczna uzyskała 6,4 mln głosów. W chwili przyjazdu Sedowa do Berlina nad stolicą unosiła się atmosfera gorączkowego oczekiwania i naprężenia. Oddziały szturmowe w brunatnych koszulach z pieśnią „Horst Wessel Lied” na ustach, defilowały ulicami Berlina, demolowały sklepy żydowskie oraz lokale i mieszkania prywatne liberałów i robotników. Hitlerowcy byli pewni siebie. Adolf Hitler na łamach „Voelkischer Beobachter” pisze: „Nigdy w życiu nie czułem się tak dobrze i nie byłem tak zadowolony wewnętrznie jak w chwili obecnej”.

Oficjalnie Niemcy były jeszcze demokracją. Handel między Niemcami a ZSRR rozwijał się pomyślnie. Rząd radziecki kupował maszyny od niemieckich firm. Niemieccy technicy otrzymywali ważne funkcje w radzieckim kopalnictwie i elektryfikacji. Radzieccy inżynierowie odwiedzali zakłady przemysłowe w Niemczech. W związku z potrzebami planu pięcioletniego radzieccy przedstawiciele handlowi, nabywcy i agenci handlowi bezustannie podróżowali między Berlinem a Moskwą. Wśród nich znajdowała się pewna liczba zwolenników lub dawnych przyjaciół Trockiego.

Sedow przebywał w Berlinie jako przedstawiciel swego ojca w sprawach konspiracji.

„Leon był w stałym pogotowiu – pisze Trocki w swej broszurze poświęconej synowi – usilnie starając się o nawiązanie kontaktów z Rosją, ustawicznie polując na powracających z Rosji turystów, radzieckich studentów lub na sympatyzujących urzędników spośród personelu przedstawicielstw dyplomatycznych”. Główne zadanie Sedowa polegało na nawiązywaniu utraconych kontaktów z dawnymi członkami opozycji, dostarczaniu im instrukcji Trockiego i zbieraniu od nich ważnych wiadomości dla ojca.

Kilku wybitniejszych trockistów uzyskało stanowiska w Radzieckiej Misji Handlu Zagranicznego. Wśród nich znajdował się również były oficer Armii Czerwonej i wybitny członek „Gwardii Trockiego”, Iwan Smirnow. Smirnow po krótkim pobycie na wygnaniu poszedł w ślady innych trockistów i wypierając się Trockiego poprosił o przyjęcie z powrotem do partii bolszewickiej. Z zawodu inżynier, wkrótce otrzymał skromną posadę w przemyśle transportowym, a na początku 1931 roku przydzielono go w charakterze doradcy technicznego do misji handlowej udającej się do Berlina.

Wkrótce po przybyciu do Berlina skontaktował się z Sedowem. Na tajnych spotkaniach w mieszkaniu Sedowa, w piwiarniach i kawiarniach położonych na krańcach miasta zapoznawał się z planem Trockiego zreorganizowania ukrytej opozycji przy współpracy agentów niemieckiego wywiadu wojskowego.

Sedow oświadczył mu między innymi, że od tej pory walka przeciw radzieckiemu reżimowi zacznie przybierać charakter totalnej ofensywy. Trockiści muszą zapomnieć o starych rywalizacjach i politycznych różnicach odgradzających ich od zinowiewowców, mieńszewików, socjal-rewolucjonistów i innych antyradzieckich ugrupowań i frakcji. Wyłania się konieczność zjednoczenia wszystkich sił opozycyjnych. Następnie, począwszy od tej chwili, walka musi przeistoczyć się w bój. Należy rozpocząć na terenie całego kraju kampanię terrorystyczną i sabotażową. Potężne i pieczołowicie zsynchronizowane ciosy zadane w odpowiednim momencie powinny pogrążyć rząd radziecki w rozpaczliwym stanie dezorientacji i wewnętrznej demoralizacji. Wówczas tylko opozycja mogłaby dorwać się do władzy.

Pierwszym zadaniem Smirnowa było przekazanie instrukcji Trockiego, dotyczących reorganizacji podziemia oraz przygotowania akcji terrorystycznej i sabotażowej, najbardziej godnym zaufania członkom moskiewskiej opozycji. Jednocześnie otrzymał polecenie zorganizowania regularnej wysyłki „informacji” przez trockistowskich kurierów do Berlina, skąd za pośrednictwem Sedowa miały być one przekazywane jego ojcu. Jako hasło rozpoznawcze dla kurierów ustalono słowa: „Przynoszę pozdrowienie od Haliny”.

Sedow prosił Smirnowa o jeszcze jedną przysługę. Chodziło o skontaktowanie się z szefem Radzieckiej Misji Handlowej, który właśnie przybył do Berlina i zakomunikowanie mu, że Sedow przebywa w stolicy i pragnie się z nim zobaczyć w sprawie niezmiernej wagi. Szefem tej misji handlowej był stary druh i najbardziej oddany wielbiciel Trockiego, Jurij Leonidowicz Piatakow.

Piatakow, mężczyzna wysokiego wzrostu, smukły, dobrze ubrany, o wysokim czole, bladej cerze i wypielęgnowanej, rudej koziej bródce, przypominał swym wyglądem zewnętrznym raczej uczonego profesora niż wysłużonego konspiratora. Po nieudanej próbie zamachu w 1927 roku Piatakow pierwszy z wybitnych trockistów odżegnał się od wodza i pierwszy poprosił o przyjęcie z powrotem do partii bolszewickiej.

Piatakowowi, jako wybitnemu specjaliście w dziedzinie organizacji przemysłu, powierzono szereg odpowiedzialnych funkcji w szybko rozwijającym się przemyśle radzieckim, jeszcze w czasie pobytu na zesłaniu. Z końcem 1929 roku został przyjęty z powrotem do partii na okres próbny. Początkowo powierzono mu kierownictwo szeregu biur planowania w przemyśle transportowym i chemicznym. W 1931 roku wszedł do Najwyższej Rady Gospodarczej, nadrzędnej instytucji gospodarczej do spraw planowania. W tym samym roku rząd radziecki delegował go do Berlina na czele specjalnej misji handlowej w celu zakupu urządzeń przemysłowych.

Stosownie do polecenia Sedowa Smirnow spotkał się z Piatakowem w jego berlińskim urzędzie i zakomunikował mu, że Sedow przebywa w mieście i że ma dla niego osobiste zlecenie od Trockiego. W kilka dni potem nastąpiło spotkanie Piatakowa z Sedowem. Oto relacja własna Piatakowa z tego spotkania:

„Niedaleko od Ogrodu Zoologicznego, na sąsiednim placu, znajduje się kawiarnia „Am Zoo”. Gdy wszedłem do środka, przy stoliku siedział już Sedow. Dawniej znaliśmy się bardzo dobrze. Powiedział mi, że zwraca się do mnie w imieniu ojca i że Trocki dowiedziawszy się o moim pobycie w Berlinie dał mu kategoryczny rozkaz zobaczenia i przeprowadzenia osobiście ze mną rozmowy. W dalszym ciągu Sedow oświadczył, że Trocki ani przez chwilę nie rozstawał się z myślą podjęcia na nowo walki przeciwko kierownictwu Stalina, że chwilowy zastój w działalności nastąpił wskutek przejazdów Trockiego z kraju do kraju, ale teraz Trocki przystępuje na nowo do walki, o czym mnie przez Sedowa zawiadamia... Tu Sedow wprost postawił mi pytanie: <<Trocki zapytuje, czy wy, Piatakow, macie zamiar wziąć udział w tej walce?>>. Wyraziłem zgodę”.

Następnie Sedow przystąpił do objaśnienia Piatakowowi głównych wytycznych zgodnie z którymi Trocki zamierzał zreorganizować opozycję. Sedow z kolei zobrazował istotę nowych form walki. Nie mogło być mowy o wszczęciu walki masowej w jakiejkolwiek postaci lub zorganizowaniu ruchu masowego. Jakakolwiek robota masowa nastręczałaby nam niewątpliwie nie lada kłopotu. Trocki obstawał zdecydowanie za stosowaniem metod terroru i sabotażu. W końcu Sedow dodał, że Trocki zwraca moją uwagę szczególnie na konieczność rozprzestrzenienia tej walki na forum międzynarodowym, ograniczona bowiem wyłącznie do jednego kraju, byłaby niecelowa. W tej walce musimy znaleźć właściwe rozwiązanie problemu międzynarodowego lub, ściślej mówiąc, problemów istniejących między poszczególnymi państwami. Kto odwraca się od tych zagadnień, powtórzył Sedow za ojcem, ten wystawia sobie „świadectwo umysłowego ubóstwa”.

Wkrótce potem nastąpiło drugie spotkanie Sedowa z Piatakowem. Tym razem Sedow powiedział: „Rozumiecie, Juriju Leonidowiczu, że ze wznowieniem walki wyłania się kwestia pieniędzy. Wy możecie dostarczyć potrzebnych pieniędzy na przygotowanie tej walki”. Następnie Sedow wyjaśnił, w jaki sposób Piatakow mógł to uczynić. Jako oficjalny przedstawiciel handlowy rządu radzieckiego w Niemczech Piatakow powinien dać najwięcej zamówień dwóm firmom niemieckim: Borsig i Demag. Pertraktując z tymi firmami nie powinien oczywiście zbyt naciskać na obniżenie cen, ponieważ Trockiego łączyła z nimi umowa. „Zapłacicie drożej – powiedział Sedow – ale te pieniądze zostaną zwrócone nam na finansowanie naszej pracy”.Obie firmy Borsig i Demag były parawanem dla działalności niemieckiego wywiadu wojskowego. Powierzając im wykonanie zamówień Piatakow mógł oddać poważne kwoty do dyspozycji Trockiego.

W 1931 roku w Berlinie przebywali dwaj inni zakonspirowani opozycjoniści, których Sedow wciągnął do pracy w nowej trockistowskiej organizacji. Byli to Aleksy Szestow, inżynier z misji Piatakowa i Sergiusz Besonow, członek delegacji handlowej ZSRR w Berlinie.

Besonow, były socjal-rewolucjonista, był tęgim mężczyzną w wieku lat 45, o cerze opalonej i spokojnym wyglądzie. Delegacja handlowa w Berlinie, w której pracował, była nadrzędną centralą handlowych agencji radzieckich w Europie i prowadziła pertraktacje w sprawach handlowych z dziesięcioma różnymi krajami. Besonow stale mieszkał w Berlinie i z uwagi na to nadawał się wybitnie do pełnienia funkcji „łącznika” między radzieckimi trockistami i ich wygnańczym „wodzem”. Uzgodniono, że tajna korespondencja trockistów z ZSRR będzie kierowana na ręce Besonowa w Berlinie, który z kolei będzie przekazywał ją Sedowowi lub Trockiemu.

Szestow był typem odmiennym i należało dostosować funkcję, jaką miał spełniać, do jego charakteru. Ze względu na to, że był członkiem zarządu Wschodniego i Syberyjskiego Koncernu Węglowego, został wyznaczony na jednego z głównych organizatorów niemiecko-trockistowskich komórek szpiegowskich i sabotażowych. Szestow liczył zaledwie 30 lat. W 1923 roku jeszcze jako student Szkoły Górniczej w Moskwie należał do trockistowskiej opozycji, a w 1927 kierował jedną z tajnych drukarni w Moskwie.

Był to człowiek młody, szczupły, o jasnych oczach, gwałtownym temperamencie i fanatycznie oddany Trockiemu. „Wielokrotnie miałem zaszczyt osobiście rozmawiać z Trockim” - chełpił się z widoczną przyjemnością. Dla Szestowa tylko Trocki był „wodzem” i tak go zawsze w rozmowie nazywał.

„Nie ma czasu na bezczynność – oświadczył Sedow Szestowowi, gdy się spotkali w Berlinie – Aby zdyskredytować kierownictwo i politykę Stalina, musimy włączyć do kampanii wszystkie nasze dostępne siły i środki”. Trocki sądził, że jedyną właściwą drogą, trudną wprawdzie, ale pewną, jest usunięcie siłą Stalina i kierowników rządu przy pomocy aktów terroru.

„Rzeczywiście znaleźliśmy się w ślepym zaułku – przyznał skwapliwie Szestow. - Należy albo złożyć broń, albo wytyczyć nowe metody walki!”

Sedow spytał Szestowa, czy przypadkiem nie zna niemieckiego przemysłowca niejakiego Dehlmanna. Szestow odpowiedział, że słyszał o nim. Dehlmann był dyrektorem firmy Froelich-Kluepfer-Dehlmann. Wielu inżynierów tej firmy pracowało w zachodnio-syberyjskich kopalniach w których Szestow był również zatrudniony.

Wówczas Sedow polecił Szestowowi, aby przed powrotem do ZSRR skontaktował się z Dehlmannem. Sedow wyjaśnił, że firma Dehlmanna mogłaby wiele pomóc trockistom w podziemnej pracy niszczenia gospodarki radzieckiej na Syberii. Dehlmann pomagał już w przemycaniu trockistowskiej propagandy i agentów do Związku Radzieckiego. W zamian za te usługi Szestow mógłby dostarczać Dehlmannowi pewnych informacji dotyczących nowych syberyjskich kopalń i powstających tam nowych gałęzi przemysłu, które szczególnie interesowały niemieckiego dyrektora.

- Proponujecie mi po prostu zostać szpiegiem! - wykrzyknął Szestow.

Sedow wzruszył ramionami:

- Używanie takich słów jest śmieszne. W walce nie należy kierować się zbytnio skrupułami. Jeśli zgadzacie się na stosowanie terroru jako środka walki, jeśli odpowiadają wam destrukcyjne metody niszczenia podstaw przemysłu, nie rozumiem dlaczego w tym wypadku macie zastrzeżenia.

Kilka dni później Szestow rozmawiał ze Smirnowem i opowiedział mu o swej rozmowie z synem Trockiego:

- Sedow polecił mi skontaktować się z firmą Froelich-Kluepfer-Dehlmann. Oświadczył mi wprost, że mam się porozumieć z firmą, która uprawia szpiegostwo i sabotaż w Zagłębiu Kuźnieckim. Słowem, mam stać się szpiegiem i sabotażystą!

- Nie rzucaj na wiatr takich słów jak „szpieg” i „sabotażysta” - ofuknął go Smirnow. - Czas ucieka i trzeba działać. Nie ma w tym nic dziwnego, że uważamy za możliwe obalenie reżimu Stalina przy pomocy wszystkich kontrrewolucyjnych sił Zagłębia Kuźnieckiego. Cóż w tym widzisz zdrożnego, że angażujemy agentów niemieckich do naszej pracy?... Nie ma innej drogi i trzeba się z tym pogodzić.

Szestow umilkł, a Smirnow zapytał:

- A więc, jak uważasz?

- Nie mam osobistych poglądów. Postępuję tak, jak nas „wódz” nauczył: stoję na baczność i czekam rozkazów!

Przed wyjazdem z Berlina Szestow udał się do Dehlmanna, dyrektora firmy niemieckiej, która finansowała działalność trockistowską. Szestow został przyjęty w poczet agentów wywiadu niemieckiego pod pseudonimem „Aloszy”. Oto przebieg rozmowy według późniejszej relacji Szestowa: „Przeprowadziłem rozmowy z Dehlmannem i jego współpracownikiem Kochem. Istotna część rozmowy z nimi dotyczyła przekazywania informacji przez przedstawicieli firmy, zatrudnionych w Zagłębiu Kuźnieckim oraz organizacji sabotażu i dywersji przy współpracy trockistów. Była również mowa o tym, że z kolei firma udzieli nam pomocy i przyśle w razie potrzeby więcej ludzi na usługi naszej organizacji... Ci ludzie staraliby się wszelkimi dostępnymi środkami dopomóc trockistom w objęciu władzy”. Niemców interesowały szczególnie nowe ośrodki przemysłowe, które Stalin zakładał w Zachodniej Syberii i na Uralu. Te ośrodki, leżąc poza zasięgiem bombowców, miały z tego względu na wypadek wojny olbrzymie znaczenie. Dlatego Niemcy przede wszystkim tam pragnęli wysłać swoich szpiegów i sabotażystów. Firmy Borsig, Demag i Froelich-Kluepfer-Dehlmann, które zawarły umowy ze Związkiem Radzieckim na dostawy urządzeń przemysłowych i pomocy technicznej w ramach planu pięcioletniego, były przede wszystkim szyldem dla niemieckiego wywiadu wojskowego. Niemieccy inżynierowie i specjaliści wysyłani do ZSRR byli w istocie szpiegami i sabotażystami. Niemiecki wywiad wojskowy rekrutował również agentów wśród tych inżynierów radzieckich, których udało mu się przekupić.

Wracając do ZSRR, Szestow zabrał list od Sedowa do Piatakowa, który już przedtem powrócił do kraju. Szestow ukrył list pod podeszwą buta. Po przyjeździe doręczył go adresatowi w Komisariacie Ciężkiego Przemysłu. List pisał sam Trocki, który nakreślał w nim „bezpośrednie zadania” stojące przed opozycją w Rosji Radzieckiej.

„Pierwsze zadanie polegało na użyciu wszelkich możliwych środków dla obalenia Stalina i jego wspólników”. Oznaczało to stosowanie terroru. Zadanie drugie: zjednoczyć wszystkie antystalinowskie siły. Oznaczało to współpracę z niemieckim wywiadem wojskowym i każdą inną antyradziecką siłą, która by zechciała współpracować z opozycją. Trzecim zadaniem było „przeciwstawiać się wszystkim zarządzeniom władz radzieckich i partii, szczególnie w dziedzinie gospodarczej”. Oznaczało to sabotaż.

Piatakow miał być głównym zastępcą Trockiego, odpowiedzialnym za całość aparatu konspiracyjnego działającego na terytorium ZSRR.


3. Trzy szczeble

W ciągu roku 1932 przyszła piąta kolumna w ZSRR zaczęła przybierać konkretne formy. Na nielicznych tajnych zebraniach, na zakonspirowanych konferencjach pouczano członków konspiracji o nowych formach działalności i o nowych celach. Rozwinięto siatkę komórek terrorystycznych, grup sabotażowych i służbę kurierską. W Moskwie i Leningradzie, na Kaukazie i Syberii, w Zagłębiu Donieckim i na Uralu – wszędzie agitatorzy trockistowscy przemawiali do potajemnie zgromadzonych składających się z wypróbowanych wrogów władzy radzieckiej, a więc z socjal-rewolucjonistów, mieńszewików, lewicowców i prawicowców, narodowców i anarchistów, białogwardyjskich faszystów i monarchistów. Orędzie Trockiego rozeszło się po wrzącym podziemnym świecie opozycji, po pajęczej siatce szpiegów i tajnych wywiadowców, wzywając do wielkiej antyradzieckiej ofensywy.

Nacisk, jaki Trocki kładł na przygotowanie akcji terrorystycznej, zaniepokoił początkowo starsze pokolenie trockistowskich intelektualistów. Dziennikarz Karol Radek, kiedy usłyszał po raz pierwszy od Piatakowa o nowych wytycznych, przeraził się nie na żarty. W litym 1932 Radek otrzymał od Trockiego osobisty, poufny list, doręczony mu, jak zresztą cała korespondencja trockistowska, przez tajnego kuriera. „Musicie sobie zdać sprawę – pisał Trocki do wahającego się ucznia – z doświadczeń minionego okresu i zrozumieć, że wy już do przeszłości wrócić nie możecie, że walka weszła już w nową fazę i że nowym elementem w niej jest to, iż albo postawimy twardo sprawę usunięcia kierownictwa, albo zostaniemy zdruzgotani wraz ze Związkiem Radzieckim”.

List Trockiego i nalegania Piatakowa przekonały ostatecznie Radka, który zgodził się na nową linię polityczną, to znaczy na terror i sabotaż, oraz na współpracę z obcymi mocarstwami.

Najaktywniejszymi organizatorami komórek terrorystycznych, które powstawały w całym Związku, byli Smirnow i dawni jego koledzy z trockistowskiej gwardii: Mraczkowski i Dreitzer. Pod kierownictwem Smirnowa zaczęli oni tworzyć małe zbrojne oddziały złożone z zawodowych terrorystów i ludzi wiernych Trockiemu jeszcze od czasu wojny domowej; zawsze gotowych do stosowania metod gwałtu i terroru.

„Nadzieje, jakie pokładaliśmy w klęsce polityki partii – mówił Mraczkowski przed jednym ze swoich terrorystycznych oddziałów w Moskwie w 1932 – należy uważać za stracone raz na zawsze. Dotychczasowe metody walki nie przyniosły żadnych pozytywnych rezultatów. Nie mamy obecnie wyboru... Pozostaje nam jedno: usunięcie kierownictwa partii siłą. Stalin i inni przywódcy partii muszą być zlikwidowani. Oto nasze naczelne zadanie!”

Tymczasem Piatakow pracował nad rekrutacją kandydatów do konspiracji wśród personelu kluczowych gałęzi przemysłu, zwłaszcza w przemyśle wojennym i transportowym, oraz nad przygotowaniem ich do wszechstronnej walki sabotażowej przeciwko gospodarce radzieckiej. W lecie 1932 Piatakow, jako namiestnik Trockiego w ZSRR, i Bucharin, przywódca prawicowej opozycji, opracowali układ mający na celu usunięcie dawnych rywalizacji i różnic oraz podporządkowanie całej działalności kierownictwu Trockiego. Przedstawiając napiętą atmosferę, w jakiej te negocjacje się odbywały, Bucharin tak o nich mówił:

„Przeprowadziłem rozmowy z Piatakowem, Tomskim i Rykowem. Rykow odbył konferencję z Kamieniewem, a Zinowiew z Piatakowem. W lecie 1932 przeprowadziłem drugą rozmowę z Piatakowem w Komisariacie Ciężkiego Przemysłu. Sprawę miałem ułatwioną, ponieważ pracowałem w owym czasie pod jego kierownictwem. Odwiedzałem go często w sprawach służbowych nie wzbudzając u nikogo żadnych podejrzeń... W czasie tego spotkania, przy omawianiu polityki Trockiego, Piatakow opowiedział mi o swej rozmowie z Sedowem... Doszliśmy do wniosku, że łatwo możemy znaleźć wspólny język i że rozbieżności istniejące między nami co do sposobu walki przeciwko Związkowi Radzieckiemu dadzą się szybko wyeliminować”.

Negocjacje ukończono ostatecznie jesienią tego samego roku na tajnym zebraniu, które odbyło się w opuszczonym domu wypoczynkowym na peryferiach Moskwy. Aby zabezpieczyć się przed niespodziankami i aby zachować ścisłą tajemnicę, dookoła domu i wzdłuż wiodącej doń drogi rozstawiono posterunki. Na tym zebraniu utworzono coś w rodzaju naczelnego dowództwa zjednoczonych sił opozycji dla kierowania przyszłymi akcjami terroru i sabotażu na całym obszarze ZSRR. Naczelne dowództwo przybrało nazwę „Bloku Prawicowców i Trockistów”. Konstrukcja bloku była trójszczeblowa, tak że w razie wykrycia jednego ze szczebli dwa pozostałe mogły dalej prowadzić zakonspirowaną działalność. Pierwszy szczebel, „Terrorystyczny Ośrodek Trockistowsko-Zinowiewowski”, na czele z Zinowiewem, był odpowiedzialny za kierownictwo i organizację działalności terrorystycznej. Do kompetencji drugiego szczebla pod nazwą „Równoległego Ośrodka Trockistowskiego” należały sprawy kierownictwa i organizacji sabotażu. Trzeci i najważniejszy szczebel nosił nazwę zasadniczą „Blok Trockistów i Prawicowców”. Tym trzecim szczeblem kierował Bucharin i Krestinski, a wchodziła doń większość przywódców połączonych sił opozycji. Cała organizacja nie liczyła więcej niż 1000 członków zwykłych i około 20 do 30 kierowników, piastujących odpowiedzialne funkcje w armii, dyplomacji, wywiadzie, przemyśle, związkach zawodowych, w aparacie partyjnym i administracyjnym państwa.

Już na samym początku do bloku przeniknęli płatni agenci obcych wywiadów, zwłaszcza agenci niemieckiego wywiadu wojskowego, przejmując w dużej mierze kierownictwo w swe ręce. Oto dane dotyczące niektórych przywódców nowego bloku:

Mikołaj Krestinski, trockista i zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych, pozostający w służbie wywiadu niemieckiego od 1923, tzn. od czasu wejścia w porozumienie z generałem von Seecktem.

Arkadiusz Rosenholc, trockista i ludowy komisarz ds. handlu zagranicznego, wykonywał zlecenia niemieckiego wywiadu wojskowego od 1923. „Rozpocząłem działalność szpiegowską w 1923 – oświadczył sam przed Kolegium Wojskowym Najwyższego Trybunału ZSRR – kiedy to zgodnie z poleceniem Trockiego przekazałem różne tajne informacje generałowi von Hasse, głównodowodzącemu Reichswehry”. W 1926 Rosenholc zaczął pracować dla brytyjskiego Intelligence Service nie przerywając współpracy z Niemcami.

Krystian Rakowski, trockista, były ambasador w Londynie i Paryżu, agent brytyjskiego Intelligence Service od 1924. Słowa własne Rakowskiego: „Kontakty zbrodnicze nawiązałem z Intelligence Service w r. 1924”. W 1934 Rakowski obsługiwał również wywiad japoński.

Stanisław Ratajczak, trockista, szef Głównego Zarządu Przemysłu Chemicznego i agent niemieckiego wywiadu wojskowego, został wysłany przez Niemców zaraz po rewolucji do ZSRR. Uprawiał działalność szpiegowską i sabotażową w nowopowstających zakładach przemysłowych na Uralu.

Iwan Hrasze, trockista, zatrudniony w przemyśle chemicznym, przybył do ZSRR jako szpieg wywiadu czechosłowackiego udając powracającego jeńca wojennego.

Aleksy Szestow, trockista, członek zarządu Wschodniego i Syberyjskiego Koncernu Węglowego, wstąpił w służbę niemieckiego wywiadu wojskowego w 1931 wykonując dlań za pośrednictwem firmy Froelich-Kluepfer-Dehlmann polecenia o charakterze szpiegowskim i sabotażowym na obszarze Syberii.

Hawryło Puszyn, trockista, pracownik zakładów chemicznych w Gorłowce, rozpoczął służbę w wywiadzie niemieckim w 1935 r. Przyznał się przed władzami radzieckimi, że „dostarczył Niemcom (1) informacji dotyczących produkcji wszystkich zakładów chemicznych w ZSRR, (2) programu prac wszystkich zakładów chemicznych w ZSRR na rok 1935, (3) planów budowy zakładów związków azotowych, przewidujących prace konstrukcyjne aż do roku 1938”.

Jakow Liwszyc, trockista, urzędnik kolejowy w Radzieckiej Komisji Kolei Dalekiego Wschodu, był agentem na żołdzie wywiadu japońskiego i przekazywał mu stałe informacje na temat radzieckich dróg kolejowych.

Iwan Kniaziew, trockista, pracownik w Zarządzie Kolei Uralskich, płatny agent wywiadu japońskiego, pod którego nadzorem prowadził działalność sabotażową na terenie Uralu i dostarczał Japonii informacji dotyczących radzieckiego systemu transportowego.

Josif Turok, trockista, zastępca dyrektora Departamentu Komunikacji na drogach kolejowych permskich i uralskich, agent wywiadu japońskiego. W 1935 r. Turok otrzymał 35 tysięcy dolarów od Japończyków tytułem wynagrodzenia za pracę szpiegowską i sabotażową, prowadzoną na Uralu.

Michaił Czernow, prawicowiec i ludowy komisarz rolnictwa, agent niemieckiego wywiadu wojskowego od 1928. Pod nadzorem Niemców prowadził rozległą działalność sabotażową i szpiegowską na Ukrainie.

Wasyli Szarangowicz, prawicowiec, sekretarz Komitetu Centralnego Białoruskiej Partii Komunistycznej, został wysłany do Rosji w 1921 roku jako szpieg wywiadu polskiego. Pracował pod kierownictwem tegoż wywiadu, dostarczając mu tajnych informacji i prowadząc działalność sabotażową na terenie Białorusi.

Grigorij Hryńko, prawicowiec i ludowy komisarz ds. finansowych, agent wywiadu niemieckiego i polskiego od 1932 r. Był on przywódcą narodowo-faszystowskiego ruchu ukraińskiego, pomagał w przemycie broni do Związku Radzieckiego i prowadził działalność sabotażowo-szpiegowską na rzecz Niemiec i Polski.

Podziemna organizacja trockistów, prawicowców i zinowiewowców była w rzeczywistości piątą kolumną obcych państw na obszarze ZSRR.



M. Sayers, A. Kahn
„Wielki spisek przeciwko ZSRR”
Spółdzielnia Wydawniczo-Oświatowa „Czytelnik”
1948

Str. 247-271