banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki 

Marian Buczek10 września – Poległ Marian Buczek

Kiedy 1 września 1939 roku zeskoczył z muru więziennego w Rawiczu i poczuł po raz pierwszy od wielu lat tchnienie wolności – wcale się kurczowo nie uchwycił odzyskanego życia. Nie uciekał od niebezpieczeństwa Śmiały i ostrożny, skupiony i pełen energii, śpieszył na wschód, do serca kraju, gdzie czekało nań (głęboko w to wierzył) jego miejsce na polu bitwy.

Nie należał do tych, którzy sądzą, że i bez nich stanie się, co się ma stać. Zawsze kroczył z takimi, którzy wiedzą, że bez ich wysiłku nie dokona się, co się dokonać powinno.

Kto go widział w owe dni, gdy prosty jak świeca maszerował setki kilometrów, pewny celu i drogi – ten rozumiał moc wewnętrznego nakazu, który nie pozwalał Marianowi poddawać się zmęczeniu i ulegać nastrojom. Dostać w ręce broń, stanąć w jednym szeregu ze swoimi, twarzą w twarz ze znienawidzonym najeźdźcą, to pragnienie wypełniało po brzegi Mariana i tysiące takich jak on. Ono przyspieszało obieg krwi. Ono dawało siły do przezwyciężenia wszystkich przeszkód.

Marian obawiał się tylko jednego: a nuż nie zdąży, a nuż będzie nieobecny w wielkim starciu z hitlerowskim najeźdźcą, w walce o wolność ludu i niepodległość ojczyzny.

Był już niedaleko Warszawy. Relacja świadków brzmi krótko: Stało się to pod Ożarowem. Jakiś niemiecki oddział począł ostrzeliwać szosę, na której stłoczyli się ludzie i konie, bryczki i furgony, cywile i wojskowi. Gdy padły pierwsze strzały, Marian chwycił czyjś karabin z ziemi, porwał za sobą innych i rzucił się wraz z grupką śmiałków na Niemców. Padł trafiony kula wroga.

Zginął niezwykły żołnierz wrześniowy. Wczorajszy więzień, który odzyskał wolność dzięki temu, że aparat państwowy rozleciał się tam na pograniczu już w pierwszym dniu wojny, który tę wolność osobistą bez namysłu wykorzystał w ten sposób, że oddał swe życie w obronie wolności powszechnej.

Kto znał Buczka, ten wie, że to była jedyna droga, po której mógł iść. A Mariana Buczka zna w Polsce wielu.

Urodzony i wychowany w Lublinie, syn kolejarza-maszynisty, dojrzewał jako młody robotnik w okresie pierwszej wojny światowej i ówczesnej okupacji. Dążenie do sprawiedliwości społecznej zlewało się w nim w jedno z ukochaniem kraju. Wyzwolenie narodowe i odrodzenie społeczne stało się celem jego życia.

Ojczyzny nie traktował jako folwarku, w którym mu się należy posada karbowego. Chciał, by Polska była prawdziwą matką dla tych od młota i tych od pługa.

Marian Buczek wstąpił do Komunistycznej Partii Polski.

Jak z rogu obfitości sypnęły się represje i wyroki. Z niewielkimi przerwami Marian Buczek przesiedział w więzieniach polskich niemal cały okres niepodległości. Ogółem szesnaście lat. Między jednym i drugim wyrokiem trwał w walce. Znali go robotnicy Warszawy, Zagłębia, Śląska. Wesoły, rzutki, energiczny, głęboko ideowy, w każdym calu bezinteresowny – był powszechnym ulubieńcem. W kołach robotniczych był traktowany wszędzie jako „swój chłop”, jako człowiek pewny, „murowany”.

Kiedy elementy demokratyczne rozpoczęły w kraju kampanię za uwolnieniem więźniów politycznych, nazwisko Mariana Buczka wysunęło się na czoło tej kampanii. Rozbrzmiewało na masówkach i wiecach. Powtarzało się w prasie. Ale Grabowscy ani myśleli o uwolnieniu Buczka i tysięcy innych. Prowadzili wtedy politykę przyjaźni z hitlerowcami i usiłowali zaszczepić Polsce faszystowskie porządki. Wiadomo zaś, że pierwszą zasadą tych porządków jest odsądzać od czci i wiary takich jak Buczek i trzymać ich pod kluczem,

Kiedy wojna rozwaliła więzienia, Buczek nie rozpamiętywał doznanych krzywd. Drżał, by klęska reżimu nie stała się klęską Polski. Komunista-patriota szedł znów na posterunek. Podczas tej ostatniej wędrówki upewnił się, że nie udało się Grabowskim izolować go od ludu, z którego wyszedł i dla którego żył i walczył. Otwarcie mówił, skąd i dokąd idzie, a spotykani robotnicy, chłopi, żołnierze, wiedzeni zdrowym instynktem, przyjmowali go serdecznie i życzliwie i radzili się niejednokrotnie, co należy robić, darząc go zaufaniem, jakiego nie znały przeważnie zresztą nieobecne władze oficjalne.

Śmierć Mariana Buczka – to śmierć wielkiego syna narodu, wiernego żołnierza wielkiej sprawy.

Ta śmierć nie może się zatrzeć w pamięci. Nie pójdzie na marne.


Alfred Lampe

[w:] „KPP. Wspomnienia z pola walki.”

wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1951