![]() |
| Start | Aktualno¶ci | Dokumenty
|
Brzask |
Galeria |
¦wiat
|
Historia |
Forum
|
Kontakt |
Linki |
|
Jak by³o naprawdê przy powstawaniu II RP? Zanim jeszcze zakoñczy³a siê I wojna ¶wiatowa, zanim rozpad³y siê trony Habsburgów oraz Hohenzollernów, a ich pañstwa poprosi³y o pokój, nim w Warszawie og³oszono odrodzenie Polski niepodleg³ej, na wschodzie powsta³y dwa pañstwa ukraiñskie. Jedno w okupowanym przez Niemców Kijowie, pocz±tkowo pod wodz± tak zwanego hetmana Paw³o Skoropadskiego, a pó¼niej - atamana Symona Petlury, nazwa³o siê Ukraiñsk± Republik± Ludow±. Drugie og³osi³o swoje narodziny 18 pa¼dziernika 1918 r., we Lwowie i nazwa³o siê Zachodnio-Ukraiñsk± Republik± Ludow±. 31 pa¼dziernika 1918 r., zanim jeszcze proklamowano niepodleg³o¶æ Polski, zbrojne oddzia³y Zachodnio-Ukraiñskiej Republiki Ludowej usi³owa³y opanowaæ oraz spacyfikowaæ Lwów jako stolicê m³odego ukraiñskiego pañstwa. Tak zrodzi³a siê legenda polskiej obrony Lwowa. Tak zaczê³a siê wojna polsko-ukraiñska. Mo¿na powiedzieæ, i¿ zanim Polska odzyska³a niepodleg³o¶æ, ju¿ u swojego zarania znalaz³a siê w stanie wojny z wy³onionym z rozpadaj±cej siê monarchii austro-wêgierskiej pañstwem Ukraiñców. Nie by³a to - wbrew pó¼niejszej legendzie – krótkotrwa³a walka, terytorialnie ograniczona do Lwowa. Ukraiñska Rada Narodowa uchwali³a bowiem, i¿ do nowego pañstwa ma nale¿eæ ca³a Galicja Wschodnia a¿ po San, z w³±czeniem Che³mszczyzny i £emszczyzny, oraz pó³nocno-zachodnia Bukowina z Czerniowcami, a tak¿e Ru¶ Zakarpacka z Uchorodem. Wszystko to ze Lwowem jako stolic±. Dziwny Sojusz Wojna
Polaków z tym pañstwem chc±cym zrealizowaæ niepodleg³o¶ciowe
aspiracje Ukraiñców zamieszka³ych na zachód od Zbrucza, objê³a
wiêkszo¶æ obszaru Galicji Wschodniej. Ciê¿kie walki trwa³y ze
zmiennym powodzeniem a¿ do 17 lipca 1919 roku. Wówczas to
ostatecznie polskie si³y zbrojne zmusi³y resztki tzw. Ukraiñskiej
Armii Galicyjskiej do wycofania siê za Zbrucz, na terytorium
drugiego ukraiñskiego pañstwa, Ukraiñskiej Republiki Ludowej.
Zachodnioukraiñska pañstwowo¶æ zosta³a przez Polaków faktycznie
zlikwidowana. Tymczasem Ukraiñskiej Republice Ludowej grozi³a to samo ze strony Armii Czerwonej. Tak powsta³ dziwny sojusz ukraiñskiego atamana Petlury z polskim Naczelnikiem Pañstwa Józefem Pi³sudskim. Uwieñczony wspóln± wypraw± na Kijów. Wypraw± te¿ bardzo dziwn±, bowiem wojska sojuszników posuwa³y siê naprzód w³a¶ciwie bez oporu, ws³awiaj±c siê jedynie petlurowskimi pogromami ¯ydów w zajmowanych miasteczkach. Ponoæ pierwszy polski patrol wjecha³ do ¶ródmie¶cia Kijowa tramwajem, 7 maja 1920 roku. Jak siê pó¼niej okaza³o, sukces by³ bardzo ulotny, poniewa¿ po miesi±cu tak Polacy, jak i petlurowcy, zagro¿eni natarciem Armii Czerwonej, musieli opu¶ciæ Kijów. Petlura, wbrew swym obietnicom, nie uzyska³ bowiem wiêkszego poparcia ze strony miejscowej ludno¶ci Ukrainy. Natomiast silna ofensywa Armii Czerwonej zagrozi³a zniszczeniem wojsk polskich. Znalaz³y siê one w sytuacji zagro¿enia otoczeniem i zniszczeniem, rozci±gniêtymi liniami zaopatrzenia oraz ³±czno¶ci. Odwrót przekszta³ci³ siê w paniczn± ucieczkê a¿ na przedpola Warszawy. Decyduj±ca bitwa rozegra³a siê nad Wis³± i Wieprzem. O bitwie tej napisano ca³e tomy. Stworzono legendy na u¿ytek i korzy¶æ ka¿dego politycznego ugrupowania. Wypowiedzieli siê obaj dowódcy – Józef Pi³sudski i Micha³ Tuchaczewski. Ich opracowania wydane zosta³y w Polsce we wspólnym tomie. Mo¿na w nim wyczytaæ opinie w zasadzie zgodne, co do ogólnych przyczyn klêski Armii Czerwonej: zbytnio rozci±gniête linie zaopatrzenia i ³±czno¶ci, s³abo¶æ dowodzenia, niesforno¶æ dowódców s³awnej Armii Konnej – Siemiona Budionnego i Józefa Stalina, którzy nie na czas ruszyli na Warszawê, fascynuj±c siê perspektyw± zdobycia bogatego Lwowa. A co najwa¿niejsze - ca³kowity brak poparcia ludno¶ci. Nacieraj±c± Armiê Czerwon± zawiod³y w Polsce has³a klasowe, od których silniejsze okaza³y siê has³a „patriotyczne”. Podobnie i niejako odwrotnie zawiod³y Pi³sudskiego na Ukrainie has³a antyrosyjskie, narodowe i federacyjne, od których silniejsza okaza³a siê nieufno¶æ oraz wrêcz nienawi¶æ ukraiñskiej ludno¶ci do „polskich panów”. Tak rozwia³y siê mrzonki o federacji pañstw pod auspicjami Polski. Wojna zlikwidowa³a oba pañstwa ukraiñskie. Jedno zniszczyli Polacy, drugie pad³o pod ciosami Armii Czerwonej. Mrzonk± okaza³y siê snute przez Pi³sudskiego plany utworzenia federacji pañstw jako bastionu przeciw Rosji, od Ba³tyku po Morze Czarne. Upad³a mo¿liwo¶æ po³±czenia siê Armii Czerwonej z rewolucjami na terenie Niemiec oraz szansa wybuchu rewolucji europejskiej, która pozwoli³aby ukszta³towaæ inn± europejsk± rzeczywisto¶æ, w której – byæ mo¿e – druga wojna ¶wiatowa w ogóle nie mia³aby miejsca. Kolejne z³udzenie, które prys³o, to wymarzona przez Dmowskiego i endeków inkorporacja znacznych obszarów na wschodzie, z wielk± licz± ludno¶ci niepolskiej. Ten anachroniczny pomys³, odrzucaj±cy federacyjno¶æ na rzecz nagiej mocarstwowo¶ci narodu panuj±cego – Polaków – te¿ okaza³ siê u³ud±. Wybitny sanacyjny pi³sudczyk, a zarazem kronikarz tamtych czasów, W³adys³aw Pobóg-Malinowski, pisa³, i¿ Dmowski „domaga³ siê w³±czenia do Polski ca³ej Litwy etnograficznej z Kownem, Po³±g±, K³ajped± oraz ³otewsk± Libawê, a tak¿e by³ych Inflant polskich (dzisiejsza Estonia), po³owy Bia³orusi z Dryss±, P³ockiem wraz Miñskiem, Wo³ynia z Równem i Podola z P³oskirowem i Kamieñcem. W pañstwie o takich granicach, na mniejszo¶ci narodowe przypada³oby, co najmniej 55 proc. Dmowski liczy³ na ³atw± i szybk± polonizacjê, co okaza³o siê iluzj±. By³y to z³udzenia strony polskiej, i¿ likwidacja dwóch pañstw ukraiñskich, pozwoli tê czê¶æ, któr± zajêli Polacy szybko spolonizowaæ, natomiast drug± czê¶æ zajêt± przez Armiê Czerwon±, przekszta³ciæ w republikê socjalistyczn±. Zamierzenia te jak wykaza³a dotychczasowa historia nie zi¶ci³y siê. ¯adne polskie zabiegi jak dot±d nie przybli¿y³y skutecznie Ukrainy do antyrosyjskiej europeizacji. Lwowski cmentarz Orl±t pozosta³ pomnikiem romantycznego bohaterstwa i niespe³nionych marzeñ. Niejako na marginesie wielkich wydarzeñ, Pi³sudski odebra³ Litwinom Wilno. Ta zbrojna awantura nie tylko nie poprawi³a, lecz wrêcz pogorszy³a miêdzynarodow± sytuacjê Polski, uznanej przez zwyciêskie w Wielkiej Wojnie mocarstwa za pañstwo agresywne i zaborcze. Kraje te, kszta³tuj±c na nowo Europê na Kongresie Paryskim, uzna³y, i¿ Wilno przypada Litwinom, jako ich stolica historyczna, za¶ wschodnia granica Polski powinna przebiegaæ na Sanie i Bugu, na tzw. linii Curzona. Lord George Nathaniel markiz Curzon of Kedleston wkroczy³ do polskiej historii. Kolejne rz±dy polskie po roku 1920 wytyczonej przezeñ linii uznaæ nie chcia³y. Dzi¶ jest ona wschodni± granic± Polski niepodleg³ej, jako trwa³e ¶wiadectwo pogrzebanych aspiracji i z³udzeñ. Wrogo¶æ wobec Rosji by³a fundamentem polityki Pi³sudskiego „od zawsze”: W czasach rewolucji 1905, nastêpnie w 1-szej Brygadzie Legionów, gdy obejmowa³ w³adzê w niepodleg³ej Warszawie – i zaraz potem, gdy zosta³ Naczelnikiem Pañstwa. Jeszcze w podczas Wielkiej Wojny dawa³ swym emisariuszom z POW, wysy³anym tajnie na wschód, instrukcje zmierzaj±ce do rozcz³onkowania Rosji na niezale¿ne podmioty narodowe: ³otewski, bia³oruski, litewski, ukraiñski, gruziñski… Pó¼niej nazwano to ide± prometejsk±. £±czy³a siê ona piêknie z pomys³em federacji narodów wyzwolonych spod wp³ywów Rosji. Pod egid± polsk±, rzecz jasna. Klêska tej idei federacyjnej na Bia³orusi, Ukrainie, a tak¿e na Litwie (nigdzie nie znalaz³a ona poparcia w masach ludno¶ci) oznacza³a faktyczn± przegran± Pi³sudskiego w ca³ej kampanii wojskowo-politycznej na wschodzie. Pozosta³a antyradziecka dzia³alno¶æ dywersyjno-wywiadowcza. Zreszt± bez znacz±cych rezultatów. Pozosta³a te¿ szumna legenda, jak w znanej buñczucznej u³añskiej piosence: „Lance do boju, szable w d³oñ. Bolszewika goñ, goñ, goñ!” Pozosta³a te¿ niegasn±ca do dzi¶ k³ótnia o to, kto „tak naprawdê” by³ ojcem zwyciêstwa odniesionego nad bolszewikami w roku 1920. Wiêkszo¶æ narodu widzia³o go w Pi³sudskim -by³ przecie¿ w tym czasie Naczelnym Wodzem, z natury rzeczy odpowiada³ za wszystko - nawet, je¶li plany operacji w sztabie nakre¶la³ na mapach kto¶ inny. Tego innego, czyli genera³a Tadeusza Rozwadowskiego - ówczesnego szefa Sztabu Wodza Naczelnego, na zwyciêzcê chcia³a kreowaæ endecja. A w ostateczno¶ci genera³a Weyganda, obserwatora z ramienia Francji przy tym sztabie. Natomiast ko¶ció³ rzymsko-katolicki nimbem zwyciêstwa otoczy³ Matkê Bosk±, która walcz±cym udzieli³a szczególnej opieki, mówi³ te¿ o jakoby kluczowej roli ksiêdza Skorupki, kapelana ochotników, którzy bohatersko walczyli pod Warszaw±. Wreszcie wrêcz o „cudzie nad Wis³±”. To ju¿ wy³±czy³o czyjekolwiek decyduj±ce zas³ugi, a zwyciêstwo nad bolszewikami odda³o wprost woli oraz dzia³aniom Si³y Najwy¿szej, z któr± polemizowaæ trudno. Cudów w naszym kraju nigdy nie brakowa³o i nie brakuje. Za cud uznaje siê „zjawisko, które wed³ug wierzeñ religijnych nie wynika z praw przyrody, lecz daje siê wyt³umaczyæ tylko interwencj± Boga” (S³ownik Jêzyka Polskiego, PWN 1978 r, str. 313). W dniu 15 sierpnia 1996 r. biskup Zbigniew Kraszewski mówi³ w Osnowie: „Ta ziemia, na której stoimy ¶wiêt± jest. Wsi±k³a w ni± krew ¿o³nierzy, którymi dowodzi³ ksi±dz Skorupko”. Wierni maj± zapamiêtaæ: dowodzi³ ksi±dz, a nie ¿aden tam marsza³ek, czy genera³owie. Sk±d siê wzi±³ „cud nad Wis³±?” Jak wskazuj± historycy: profesorowie Olgierd Terlecki i Andrzej Garlicki, endecki dziennikarz i romanista Stanis³aw Stroñski, inspirowany pojêciem „Cudu nad Marn±” (Strategiczne zwyciêstwo wojsk francuskich i brytyjskich nad Niemcami w bitwie 5-9 wrze¶nia 1914 roku, punkt zwrotny w tej wojnie) napisa³ artyku³ Pt. „O cud nad Wis³±”, który narodowa prawica przekszta³ci³a w „Cud nad Wis³±”, którego tytu³ jednoznacznie wskazywa³, i¿ to Opaczno¶æ, a nie zamys³ bitwy przyczyni³ siê do zwyciêstwa. Te zajad³e spory okaza³y swego czasu i pokazuj± dzi¶ mentalny wymiar polskiej prawicy. Bowiem, czy siê to komu¶ podoba czy nie, autorem zwyciêstwa by³ Naczelny Wódz J. Pi³sudski. Natomiast w narodowo¶ciowej polityce wewnêtrznej, prowadzonej w granicach uzyskanych przez Polskê w tzw. pokoju ryskim z 1921 roku zwyciê¿yli endecy. Nawet wówczas, gdy formaln± w³adzê sprawowali pi³sudczycy. By³a Rzeczpospolita Polska pañstwem opresyjnym, traktuj±cym swych obywateli innych narodowo¶ci w sposób wrêcz kolonialny, otwieraj±c im jedyn± mo¿liwo¶æ wydostania siê spod narodowego ucisku: polonizacjê. Ta nacjonalistyczna mrzonka przynios³a oczywi¶cie skutek wrêcz odwrotny od zamierzonego. 114 Cerkwi zburzonych w roku 1938 (rok przed wojn±) przez Wojsko Polskie na Che³mszczy¼nie z pewno¶ci± nie zaowocowa³o gor±cymi uczuciami prawos³awnych mieszkañców wobec pañstwa polskiego. Podobnie jak pacyfikacja w Galicji nios±ca tamtejszej ludno¶ci ukraiñskiej terror oraz materialne zniszczenie. W jêzyku urzêdowym nazywa³o siê to „akcj± polonizacyjn±”. Od czasu do czasu mówiono o akcji „karnej”, szczególnie po zamordowaniu przez ukraiñskiego nacjonalistê ministra spraw wewnêtrznych Bronis³awa Pierackiego. Polityka wschodnia tak Pi³sudskiego, jak i Dmowskiego wyda³a zatrute owoce. Trudno sobie wyobraziæ co¶ g³upszego w pañstwie zagro¿onym ze wszystkich stron (Niemcy hitlerowskie, faszystowska Litwa, pomna wojny o Cieszyn Czechos³owacja). W pañstwie, którego 1/3 obywateli nie by³a Polakami: na oko³o 34 milionów mieszkañców u schy³ku II Rzeczypospolitej ¿y³o w niej 5 milionów Ukraiñców, ponad 3,5 miliona ¯ydów, ponad 2 miliony Bia³orusinów, ponad 1,5 miliona Niemców. Znakomity publicysta oraz „¯ubr” wileñski Stanis³aw Cat- Mackiewicz napisa³: „To jeszcze jeden dowód, ¿e rz±dz± nami ludzie niedoro¶li do rz±dzenia”. Dzi¶, z perspektywy dziejów, wydaje siê, i¿ Cat odkry³ wtedy prawid³owo¶æ dalszych polskich losów. Musz± zdumiewaæ wspó³cze¶ni polscy politycy oraz ¿urnali¶ci, którzy z zakurzonych szaf wyci±gaj± skompromitowane idee oraz pomys³y z tamtej epoki. Trochê z Pi³sudskiego, nieco z Dmowskiego, ¿adnego samodzielnego my¶lenia. Tbilisk± antyrosyjsk± awanturê prezydenta RP poparli pos³owie wszystkich ugrupowañ – lub nie mieli odwagi, by j± skrytykowaæ. Bez zastrze¿eñ pochwalili najazd wojsk gruziñskich na Po³udniow± Osetiê, oburzaj±c siê dopiero wobec ostrej rosyjskiej riposty. To s± owoce z tamtego drzewa, które dla ludzi polskiej polityki nie okaza³o siê drzewem wiadomo¶ci z³ego i dobrego. Przeciwko tym, którzy odwa¿yli siê my¶leæ oraz dzia³aæ inaczej, padaj± zawsze ciê¿kie „narodowe” oskar¿enia. Poczynaj±c od rzucanych na Pi³sudskiego, gdy w roku 1920 nie chcia³ przy³±czyæ Ukrainy Wschodniej do Polski oraz si³± polonizowaæ Ukraiñców. Potem, w czasie odwrotu spod Kijowa, „patriotyczni” endecy nie wahali siê twierdziæ, i¿ miêdzy Belwederem, gdzie rezydowa³ Pi³sudski, a sztabem bolszewików przeci±gniêty by³ specjalny tajny kabel, przy pomocy, którego Pi³sudski w dzieñ i nocy zdradza³ Polskê. Takie i tym podobne „rewelacje” pokutuj± zreszt± po dzi¶ dzieñ. Równie¿ obecnie polskiej opinii publicznej prezentowany jest stareñki pi³sudczykowski pomys³ rozcz³onkowania Rosji i stworzenia z ma³ych pañstw, spod jej wp³ywów wyzwolonych, antyrosyjskiego sojuszu pod przewodem prometejskiej Polski. Mimo klêski u zarania niepodleg³o¶ci, idea ta zosta³a reanimowana przez wspó³czesnych samozwañczych spadkobierców marsza³ka. Nie s± oni zdolni poj±æ, i¿ to, co siê nie powiod³o przed 80 laty, nie uda siê tak¿e dzi¶. Rojenie o polskim przywództwie „od morza do morza” mog± Polskê jedynie o¶mieszyæ, przyjació³ jej nie przysporz±. Za³o¿ywszy nawet, i¿ wszyscy od Ba³tyku do Morza Czarnego czy wrêcz Kaspijskiego kochaj± Polskê i Polaków, (co wcale nie jest pewne), nale¿y mieæ ¶wiadomo¶æ, ¿e tak naprawdê nikt w tym regionie nie chce znale¼æ siê pod polsk± kuratel±, twarz± w twarz z potêg± Rosji. Choæby pan, Kaczyñski, czy przedtem pan Kwa¶niewski, czerpali pe³nymi gar¶ciami z natchnienia strategów z Waszyngtonu. „Gazeta Wyborcza” nazwa³a Lecha Kaczyñskiego „Bushem Europy ¦rodkowej”. To pomy³ka. Nie Bushem jawi siê pan Kaczyñski, ale Busha giermkiem oraz imitatorem. Z prymitywn± strategi± przejêt± od dalekiego zamorskiego protektora, z anachronicznymi pomys³ami wydobytymi z archiwum polskiej historii, na³adowany uprzedzeniami nosiciel narodowych z³udzeñ. Czy doprawdy m±dro¶æ nie wchodzi Polakom do g³ów tak po prostu, lecz dopiero wtedy, gdy s± bole¶nie bici – nie tylko jako naród, ale równie¿ indywidualnie? (Na marginesie prac komisji polsko-rosyjskiej do spraw trudnych, jednym z ustawowych warunków normalizacji stosunków polsko-rosyjskich jest wyja¶nienie sprawy katyñskiej – dotycz±cej rozstrzelania przez NKWD oko³o 15 tysiêcy polskich oficerów i policjantów. Natomiast wymordowanie przez nacjonalistów ukraiñskich ponad 160 tysiêcy ludno¶ci polskiej na Wo³yniu, w ¿adnym razie nie przeszkadza prezydentowi RP w utrzymywaniu przyjaznych stosunków z w³adzami Ukrainy. Tak oto wygl±da podwójna moralno¶æ i polityka w³adz polskich.)
Opracowali: Jan
Radomski
i Józef £achut |