banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki

Czerwiec 2010

***


29.06.2010

Gdy dzieciom dzieje się krzywda...


Stan zdrowia dzieci żyjących w kapitalistycznej Polsce jest o wiele gorszy niż ich rówieśników z Polski Ludowej - zmuszeni są to przyznać nie tylko lekarze ale nawet tygodnik "Polityka", który stwierdził bez ogródek: "Stanem zdrowia najmłodsze pokolenie dorównuje 60-latkom."

Lista schorzeń polskich dzieci jest długa i przynosi wstyd tzw. "Wolnej Polsce": są to nie tylko wady postawy, płaskostopie i próchnica, ale także cukrzyca, głuchota, depresja i choroby oczu. Tygodnik przytacza niechlubne dane: "We Wrocławiu z 6 tys. przebadanych dzieci tylko 3% uznano za całkowicie zdrowe; w województwie łódzkim co czwarte dziecko do 14 roku życia choruje przewlekle na alergię, astmę lub ma wadę wzroku; spośród sopockich 15-latków co trzeci ma nieprawidłowy poziom cholesterolu, 12% - podwyższone ciśnienie, prawie jedna piąta jest już otyła; w Krakowie na depresję cierpi co trzeci nastolatek. W skali kraju co dziesiąty wymaga aparatu słuchowego, okularów lub zaopatrzenia ortopedycznego."

Do takiej sytuacji przyczynił się demontaż sprawnie funkcjonującego w PRL systemu opieki zdrowotnej, a czarę goryczy przelała "reforma" służby zdrowia - sztandarowy pomysł premiera Jerzego Buzka, zasługujący w pełni na przyrównanie do jednego z jeźdźców Apokalipsy. "Po zlikwidowaniu 10 lat temu (wraz z początkiem reformy ochrony zdrowia w 1999 r.) wojewódzkich przychodni matki i dziecka, poradni D monitorujących rozwój dzieci zdrowych, wycofaniu z przedszkoli i szkół lekarzy oraz stomatologów, czyli mówiąc krótko: po zastąpieniu pediatrów - na pierwszej linii frontu opieki zdrowotnej – lekarzami rodzinnymi, odpowiedzialność spadła na zdezorientowanych rodziców." - informuje magazyn.

Czasopismo przypomina: "Kiedyś, wraz z pojawieniem się nowego domownika, rodziców odwiedzała pielęgniarka środowiskowa, pomagała kąpać, mówiła, jak karmić, w ślad za nią przychodził pediatra. Z najbliższej przychodni. Dziś nie jest to już regułą, ponieważ NFZ nie kontraktuje osobnych porad pediatrycznych." Młodzi rodzice pracują często daleko od domu, w którym sami dorastali, zatem pozbawieni są często wsparcia swych rodziców, również gdy idzie o zdrowie najmłodszych. Osobny problem stanowi utrudniony dostęp do opieki pediatrycznej, zapracowanie domowników i coraz droższe lekarstwa.

Zgubną rolę odgrywa też mnóstwo panoszących się pseudonaukowych mitów, ochoczo lansowanych przez środki masowego przekazu a nierzadko lobby przemysłu spożywczego. Przejawia się to choćby przypadkami odradzania szczepień dziecka przeciwko np. ospie lub grypie (analogiczna sytuacja w Wielkiej Brytanii i RFN doprowadziła w l. 90. do powrotu tak zapomnianych chorób jak odra), czy też podejrzanymi "certyfikatami" mającymi gwarantować zbawienny wpływ produktu na rozwój najmłodszych. "Idea przyznawania certyfikatów przez gremia naukowe, choć na pierwszy rzut oka pożyteczna, została w mediach ośmieszona jako łatwy sposób na podreperowanie budżetu szpitala lub towarzystwa medycznego. (...) Logo można po prostu kupić lub otrzymać w dowód wdzięczności za finansowe wsparcie jakiejś fundacji, a polecany serek lub przecier z naklejką to niekoniecznie najzdrowszy na rynku rarytas."

Z jednej strony, bieda sprawia, że coraz więcej dzieci w Polsce jest niedożywionych. Natomiast w rodzinach majętnych, panuje całkowita dezorientacja w kwestii prawidłowego żywienia dziecka. "Polityka" zmuszona jest stwierdzić: "Sposób odżywiania dzieci w latach powojennych był dużo zdrowszy niż obecnie. Prosta żywność, często racjonowana, dawała maluchom lepszy życiowy start niż obfitująca w sklepowe frykasy dieta ich dzieci i wnuków. Matki musiały polegać na lokalnym zaopatrzeniu, a posiłki, choć monotonne, zapewniały to, co powinny: wapń z mleka i serów, błonnik z jarzyn, węglowodany z ziemniaków. Dzieci nie miały łatwego dostępu do słodyczy i napojów gazowanych, więc nie dokarmiały się cukrem. Nie sięgały po przekąski i przegryzki takie jak chipsy nasiąknięte niezdrowym tłuszczem."

"Wycofanie pediatrów ze szkół i rozmontowanie systemu poradni dla zdrowych i chorych dzieci nałożyło na pracowników przedszkoli i szkół nieznane dotąd obowiązki. Jak opiekować się dziećmi z astmą, padaczką, hemofilią?" - zauważa tygodnik i podaje przykłady sytuacji, w których "zreformowana" opieka zdrowotna omal nie zasiliła dziećmi "grona aniołków". Natomiast podporządkowanie pediatrów gabinetom rodzinnym spowodowało deficyt lekarzy tej właśnie specjalności. Optymiści powiadają, że na odbudowę kadr potrzeba będzie co najmniej pięciu, sześciu lat. A co zrobić z niedoinwestowanymi, przepełnionymi i zamykanymi szpitalami?

Profesor Alicja Chybicka z Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego przyznaje: "Nasz kraj w latach 70. miał wzorcowy system opieki nad dzieckiem i to bez pomocy prywatnych sponsorów, którzy zawsze na coś liczą. Ale żyliśmy w socjalizmie i z kosztów tej opieki mało kto zdawał sobie sprawę. Teraz wyrośnie nam stosunkowo wysoka, ładnie wyglądająca, ale jednak chorowita generacja. To pokolenie niesie ze sobą wszystkie defekty, które można by wygasić w zarodku, a które zostają niezauważone. Koszty będą więc znacznie większe, niż gdyby zastosować prawidłową opiekę pediatryczną we wczesnym okresie życia." Zatem jak to jest Pani Doktor? Co kosztuje więcej? Socjalistyczny model opieki zdrowotnej, który zapewnia zdrowie młodemu pokoleniu, czy też model kapitalistyczny, który dosłownie hodując schorowane dzieci, dostarcza przyszłej służbie zdrowia nie mniej schorowanych dorosłych?

***

27.06.2010

Jądro ciemności


Niebawem belgijscy oficjele wezmą udział w uroczystych obchodach półwiecza odzyskania niepodległości przez Kongo - swą byłą kolonię. Szampańską zabawę zepsuje im jednak Guy Lumumba, syn Patrice'a Lumumby - pierwszego premiera niepodległego Konga, zamordowanego z inicjatywy Brukseli.

Syn ofiary powiedział na konferencji prasowej w stolicy Belgii: "Na naszym celowniku są zabójcy mojego ojca. Jest ich dwunastu, wciąż żyją i chcemy, aby przed obliczem sprawiedliwości odpowiedzieli za swój niegodny czyn. Nazwiska pozna sąd, gdy skarga trafi do niego w październiku". Idzie tu o przedstawicieli belgijskich władz cywilnych i wojskowych, którzy byli obecni w 1961 r. w zbuntowanej prowincji Katanga na południowym wschodzie kraju. To tam Lumumba został rozstrzelany przez reakcjonistów, występujących przeciwko centralnemu rządowi w Leopoldville (obecnie Kinszasa). Jego ciało poćwiartowano i rozpuszczono w kwasie. Z uwagi na toczący się wówczas w Kongu konflikt zbrojny z udziałem żołnierzy belgijskich, adwokaci chcą zakwalifikować morderstwo jako zbrodnię wojenną nie ulegającą przedawnieniu. Zamierzają dowieść, że belgijskie władze ponoszą odpowiedzialność za śmierć szefa rządu.

Przy tej okazji warto wspomnieć o tym, co belgijscy kolonizatorzy zgotowali ludom zamieszkującym afrykańskie włości które dostały się pod panowanie wyzyskiwaczy... W 1876 r. król Belgii Leopold II utworzył międzynarodową kompanię "dla zbadania i ucywilizowania Afryki centralnej". Wyprawy przez niego zorganizowane podbiły ogromne terytorium, a podboje te zaakceptowała konferencja berlińska (1884-85) uznając Leopolda suwerenem tzw. Wolnego Państwa Kongo. Panowanie belgijskie cechował wręcz ludobójczy reżim kolonialny, którego liczbę ofiar historycy szacują nawet na 10 milionów. Ludom Konga odebrano ziemię, a ich samych uczyniono niewolnikami na plantacjach trzciny cukrowej, kawy i kakao oraz - po odkryciu bogactw mineralnych pod koniec XIX wieku - w kopalniach złota i diamentów. Zagarniano również kauczuk i kość słoniową. W roku 1908 Leopold II przekazał Belgii Kongo, które odtąd stało się oficjalnie kolonią belgijską.

W roku 1906 powstał z udziałem kapitału głównie belgijskiego i brytyjskiego koncern Union Miniere du Haut-Katanga, który decydująco wpływał na losy kraju. Panowanie kolonialne Belgii, przynoszące bajeczne zyski europejskim kapitalistom, opierało się ponadto na działalności kościoła katolickiego, który uzyskał tu liczne przywileje. Tymczasem ludność żyła pod rządami terroru i bezprawia, mając surowy zakaz kształcenia się i brania udziału w życiu politycznym. Padała ofiarą bestialskich tortur i masowych egzekucji, jeżeli była za mało "wydajna". Kolonizatorzy podsycali również waśnie plemienne, aby całkowicie uniemożliwić swym niewolnikom stawianie oporu. Koszmar ten opisał Joseph Conrad w swej książce "Jądro Ciemności".

Sytuacja nie uległa bynajmniej poprawie po I wojnie światowej, gdy wzmógł się napływ belgijskich, amerykańskich i brytyjskich kapitałów, a dzięki niezwykle taniej i sterroryzowanej sile roboczej rozwijał się przemysł wydobywczy i produkcja rolna. Rzecz jasna, wszelkie owoce niewolniczej pracy mieszkańców, zagarniali kapitaliści-kolonizatorzy. Każde wystąpienie antykolonialne topiono we krwi. Flagą Wolnego Państwa Kongo i późniejszego Konga Belgijskiego była złota gwiazda na niebieskim tle - identyczna, jak każda z dwunastu gwiazd na fladze Unii Europejskiej. Wiadomo już skąd ojcowie-założyciele UE czerpali wzorce i "wartości", które legły u podstaw "Wspólnoty Europejskiej". Nie jest już zagadką, jakie cele przyświecają Unii Europejskiej i co czeka w końcu jej "kolonie"...

W roku 1960 Kongo uzyskało co prawda niepodległość, a na czele rządu stanął postępowy działacz Patrice Lumumba, lecz grupy monopolistyczne związane z Union Miniere oraz z rządem Federacji Rodezji i Niasy doprowadziły przy wydatnej pomocy rządu belgijskiego i CIA do secesji najbogatszej prowincji kraju - Katangi. Siły ONZ - wbrew protestom Lumumby i ZSRR - nie udzieliły dostatecznego poparcia rządowi kongijskiemu i nie doprowadziły do usunięcia wojsk belgijskich z kraju. Reakcyjny pułkownik Joseph Mobutu dokonał na polecenie USA zamachu stanu, a Lumumba został uwięziony. 14 grudnia Rada Bezpieczeństwa ONZ odrzuciła zgłoszony przez ZSRR projekt rezolucji w sprawie sytuacji w Kongu żądającej m.in. natychmiastowego uwolnienia Lumumby. 17 grudnia kongijski bohater narodowy został rozstrzelany przez rebeliantów, a w egzekucji i likwidacji ciała pomagali belgijscy oficerowie. "Wolny Rynek" zwyciężył...

***

25.06.2010

Czego nie widział Dante


Czymże jest urojone przez poetów i kaznodziejów zaświatowe piekło w porównaniu z tym, którego co dzień na całym kapitalistycznym świecie doświadczają ludzie pracy?! Zbrodniczy ustrój skazuje na cierpienie i śmierć również małe dzieci - czego najbardziej wstrząsającym przykładem są indyjskie kopalnie węgla Soo Kilo w mieście Jowai.

Julien Bouissou z gazety Le Monde opisuje, jak mali Hindusi i dzieci innych ludów przybywają do Jowai w poszukiwaniu pracy, a trafiają na wyzysk i urągające ludzkiej godności warunki życia. "Położone nad zielonymi dolinami stanu Meghalaya, w północno-wschodniej części Indii, kopalnie Soo Kilo są przerażające jak samo piekło. W pobliskim mieście błoto zastąpiło asfalt, a w sklepikach kupić można już tylko parasolki, łopaty i alkohol. Na ziemi ogołoconej z rosnących tu wcześniej drzew i roślinności po horyzont ciągną się węglowe hałdy. Podziemnych szybów jest tak dużo, że ziemia pęka, jakby miała się zaraz zapaść. Właśnie tutaj tysiące małych rąk wyrywa z wnętrza ziemi miliony ton węgla. W Indiach prawo zakazuje zatrudniania dzieci. Od niedawna malcy od 6. roku życia objęci są także obowiązkiem szkolnym." Przepis ten pozostaje jednak wyłącznie na papierze, zresztą trafiają tu również dzieci z sąsiednich regionów, z Nepalu i z Bangladeszu...

"Według szacunków organizacji pozarządowej Impulse Network (z siedzibą w stolicy stanu Meghalaya, Shillong), w czarnych kopalnianych chodnikach, istnych szczurzych norach, pracuje ponad 70 tysięcy osób." - informuje dziennikarz. Warto dodać, że na świecie ponad 115 milionów dzieci zmuszanych jest do niebezpiecznej i wyniszczającej je pracy. "W kopalniach oprócz skipów wyciągających spod ziemi urobek, pracy nie wykonują maszyny. Przecież ludzie, a zwłaszcza dzieci, kosztują znacznie mniej" - oto jak rzeczywistość obala burżuazyjne bajki, jakoby robotników w kapitalizmie zastąpiły maszyny.

Pracować trzeba bez wytchnienia, gdyż górnikom płaci się od ilości wydobytego węgla. Najmłodszym udaje się wypracować 6 euro dziennie, starsi wyciągają do 13. Jednak maleńki Bejay Rai odkąd przybył tu 8 miesięcy temu, nie zaoszczędził ani jednej rupii. Nic dziwnego, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, jaka drożyzna tu panuje. Byle ochłap zwany jedzeniem kosztuje tu wiele rupii. "O świcie wszyscy schodzą po skleconych z bambusa schodkach, ślizgając się i chwiejąc, 70 metrów pod ziemię. Z latarenkami przyczepionymi do czoła zagłębiają się w szczurze nory, ciągnąc za sobą wózki wielkości dziecięcych trumienek. Miejsca wystarczy tylko na chude ramionka, trudno oddychać, brakuje tlenu." Nic dziwnego, że kapitaliści rozprowadzają (oczywiście za odpowiednią opłatą) narkotyki, które pomagają tu wytrwać w uległości i otępieniu.

Gazeta przytacza też relację Sundara Tamanga - rachitycznego piętnastolatka o zniszczonych przez harówkę dłoniach. Pół roku temu porzucił swoją rodzinę w Nepalu, okłamany, że pośród wzgórz Jainty, tam, gdzie roi się od kopalni takich jak Soo Kilo, pieniądze leżą na ulicach. Teraz, by móc wrócić do swojej wioski, musi uzbierać 150 euro i oddać je pośrednikowi, który go do tej pracy przywiózł.

"Zdaniem Sundara wymaga to jeszcze co najmniej kilku długich miesięcy pracy, a i to pod warunkiem, że chłopak zdecyduje się wydobywać węgiel z głębokich wyrobisk. Tam, gdzie śmierć siedzi na ramieniu, lecz zarobki są wyższe. Czasem skrzynia z ładunkiem spada, przygniatając ludzi na dnie kopalni. Inni giną w zawalonych chodnikach lub topią się, gdy niespodzianie monsunowy deszcz zalewa szczurze nory. Niektórzy zostają żywcem pogrzebani pod ziemią."

Jeśli zwłoki zostaną rozpoznane, a kapitalista jest w dobrym humorze, koszty przewiezienia ciała do rodziny zostaną pokryte. Ale kiedy trupy są anonimowe, kończą zagrzebane na pobliskim poletku ziemi, wykupionym przez nepalską wspólnotę. Jeden z górników mówi: "W kopalniach śmierć dyszy życiu za uchem, jest tuż za nim". Ciężko ranni nie mają szans na przeżycie, bo najbliższy szpital znajduje się trzy godziny drogi stąd, a jedyny dostępny lekarz ma na wyposażeniu tylko paracetamol i kompresy.

Wszyscy myślą o śmierci, zwłaszcza dzieci: "Kiedy schodzę, boję się, że się uduszę. Ze strachu boli mnie brzuch, ale myślę sobie, że po prostu trzeba się przyzwyczaić" - zwierza się nastolatek, który mimo lęku codzienne maszeruje do kopalni. Kierownicy każą zapomnieć o strachu, wyznaczając ścisłe cele produkcji... Purna Lama, w prążkowanym garniturze i spadającym na oczy amerykańskim kasku, woli zatrudniać dorosłych: "Kwestia wydajności. Jeśli górnik wyrobi swoją normę, daję mu w prezencie kaczkę, darmowe jedzenie na tydzień, radio z budzikiem albo zegarek."

Większość woli ciąć koszty najmując dzieci. Jeden z wysłanników przedsiębiorcy tłumaczy, dlaczego: "Są mniej wydajne, ale do niektórych zadań świetnie się nadają". Jeździ on do wiosek w sąsiednim stanie, Assam, szukając w rodzinach dzieci do pracy. W zamian daje rodzicom 30 euro, które odbierze, jeśli ich syn kiedykolwiek zechce zrezygnować z pracy.

Gazeta zastanawia się: "Jak wytłumaczyć fakt, że kopalnie nie zostają zamknięte, skoro praca dzieci jest nielegalna?" Odpowiedź jest prosta, a udziela jej Patricia Mukhim, naczelna miejscowego dziennika The Shillong Times: "Właściciele to w zdecydowanej większości ci sami ludzie, którzy przegłosowują ustawy w regionalnym parlamencie. Inspekcja pracy? W całym stanie Meghalaya jest zaledwie siedmiu inspektorów, nie dysponują ani jednym samochodem. Policja? Jest tak daleko, że jeśli zlinczują jakiegoś robotnika, umrze przed ich przybyciem".

W stanie Meghalaya prawo dotyczące eksploatacji kopalń wciąż nie zostało przegłosowane przez parlament. Dzięki węglowi z Jainta Hilss funkcjonują okoliczne cementownie, ogrzane są tysiące mieszkań, ale w Jowai czarne złoto nie ma praktycznego zastosowania. Ściany chat zbudowane są tutaj z przybijanych do siebie metalowych opakowań na olej. "To piekło, z którego niełatwo uciec" - przestrzega jeden z byłych górników.

Tak właśnie wygląda kapitalizm - zbrodniczy ustrój oparty na wyzysku, który zdążył już pochłonąć setki milionów ofiar. A ile jeszcze ludzkich istnień zniszczy, jeśli się go nie obali i nie zastąpi socjalizmem?!

***

23.06.2010

Złupią nas Amerykanie


"Dziennik Gazeta Prawna" informuje, że w najbliższych dniach w Waszyngtonie, w ramach dorocznego spotkania polsko-amerykańskiej komisji gospodarczej, wiceminister gospodarki Marcin Korolec wystąpi do Amerykanów o pomoc przy... opracowaniu prawa regulującego wydobycie gazu łupkowego.

Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski wysłał do Departamentu Stanu USA list z prośbą o akces do Shale Gas Global Initiative. To stowarzyszenie "promujące" wydobycie gazu łupkowego, w którym kluczową rolę odgrywają - co za niespodzianka! - Amerykanie. Korolec wyjaśnił gazecie: "W Unii Europejskiej uregulowania w tej sprawie jeszcze nie istnieją. To nowa technologia, którą Amerykanie opanowali w największym stopniu. Właśnie dlatego chcemy stamtąd czerpać wzorce prawne. (...) Waszyngton zdaje sobie sprawę, że nasz kraj należy do jednego z najprzychylniej nastawionych do USA" .

"Jesienią do Stanów wybierze się polska delegacja, która ma się tam zapoznać z zasadami ochrony środowiska, praw własności, wysokości odpłat za użytkowanie pól, regułami wspólnego wykorzystania infrastruktury przesyłowej przez różne firmy wydobywcze i innymi warunkami wydobycia gazu łupkowego." - dodaje czasopismo.

Źródła w Ministerstwie Gospodarki przyznają jednak, że dopiero za około 3 lata Amerykanie ostatecznie podejmą decyzję, czy zaangażować miliony dolarów w Polsce. "Przyjęcie rozwiązań prawnych podobnych do tych, jakie obowiązują w USA, powinno ich zachęcić. (...) Przepisy o ochronie środowiska są w USA mniej restrykcyjne niż w UE." - odkrywa karty pracownik ministerstwa.

Główne amerykańskie koncerny energetyczne jak Exxon Mobil i Marathon Oil uzyskały już koncesje na eksploracje złóż w Polsce. Władze RP oddały Amerykanom polskie bogactwo narodowe za symboliczną opłatą 5,63 złotych z każdego tysiąca metrów sześciennych wydobytego gazu. Owe złoża obejmują pas biegnący od Pomorza Zachodniego po Bieszczady. Amerykanie chcą przeprowadzić tam wiele tysięcy próbnych wierceń, aby określić, gdzie znajduje się największe nagromadzenie surowca. "Zdaniem Amerykanów warunki w Polsce są porównywalne z tymi, jakie występują w największych złożach w USA." - wskazują dziennikarze.

O komentarz poprosiliśmy pragnącego zachować anonimowość geologa: "Surowcem są tzw. łupki bitumiczne. Skały ilaste zajmują nie mniej niż trzecią część terytorium RP. Jest to szeroki pas ciągnący się od Szczecina do Bieszczad. Już na początku lat 50. XX wieku władza ludowa nosiła się z zamiarem podjęcia bezpiecznej eksploatacji tych złóż, ale wskutek blokady gospodarczej ze strony państw kapitalistycznych, nie miała dostępu do najnowocześniejszej wówczas kanadyjskiej technologii. Można było co prawda wydobywać metodą odkrywkową, ale wiązało się to z groźnymi konsekwencjami: Metoda odkrywkowa jest najtańsza, ale zamieniłaby 1/3 Polski w rozkopane nieużytki. Zniszczenia byłyby trudne do oszacowania."

Geolog potwierdził autentyczność zamieszczonych w dziale "Aktualności KPP" informacji o stanie surowców afgańskich. Przyznał też, że Amerykanie już od dawna zdawali sobie sprawę z zasobów tego kraju. W Afganistanie - i najpewniej także w Polsce - zastosują metodę odkrywkową wydobycia. Możliwe, że aby zabezpieczyć swe działania, zechcą ściągnąć również nad Wisłę więcej wojska. "Na razie nie zdradzają, jaką metodę wydobycia zastosują w Polsce. Jednak bardzo prawdopodobny jest najgorszy dla obywateli scenariusz." - ostrzega nasz rozmówca.

Wygląda więc na to, że imperialiści chcą uczynić z Polski typowy kraj kolonialny. Takie próby tylko przybliżą wielki wybuch ludowego gniewu, gdy czyny imperialistów staną się na tyle widoczne i oczywiste, że okaże się w końcu, iż komuniści mieli rację.

***

21.06.2010

Pomoc niehumanitarna


Jak informuje gazeta "The Guardian", burzę wywołała niedawno książka holenderskiej dziennikarki Lindy Polman pt. "Gry wojenne: pomoc humanitarna we współczesnych konfliktach". Autorka przedstawia w niej wstrząsające dowody na rzecz tezy, iż w warunkach kapitalizmu działalność humanitarna stała się potężnym biznesem, który - wraz ze światowymi mediami - w rzeczywistości sprzyja konfliktom wojennym.

Od zakończenia zimnej wojny, biznes wokół pomocy humanitarnej kwitnie. Po upadku ZSRR - jak pisze Polman - zapalne regiony zamieniły się w coś w rodzaju rynków dla organizacji humanitarnych, doprowadzając do rozwoju biznesu pomocowego na niespotykaną wcześniej skalę. W 1980 roku było 40 organizacji pozarządowych, które zajmowały się pomocą kambodżańskim uchodźcom na granicy z Tajlandią. Dziesięć lat później, podczas wojny w Jugosławii, było ich już 250. W 2004 roku w Afganistanie działało ich 2500. Oczywiście Zachód, za pośrednictwem części z nich, obsypuje gotówką i bronią reakcyjne reżimy i bojówki, gotowe w interesie wielkich kapitalistów sterroryzować swych współobywateli.

"Jednym z najbardziej szokujących przykładów jest Rwanda. Hutu, odpowiedzialni za masakrę Tutsich, masowo uciekali przez granicę do sąsiedniego Zairu (dziś Demokratycznej Republiki Konga). W okolicach Gomy dla uchodźców zorganizowano obozy dla uchodźców. Wspierało je 250 różnych organizacji pomocowych - każda z własną flagą i logo. W tym samym czasie do Rwandy, gdzie w rzekach i jeziorach leżały ciała zamordowanych Tutsich, nie docierało żadne wsparcie. Media potrzebowały uchodźców jako symbolu katastrofy. Uchodźcami byli Hutu. Oznaczało to, że ci sami ludzie, którzy popełnili zbrodnie ludobójstwa, dzięki międzynarodowym apelom otrzymali jedzenie, schronienie i wsparcie, podczas gdy ich ofiary pozostawiono samym sobie. Co gorsza, dzięki otrzymanej pomocy ekstremiści Hutu dalej mogli kierować prześladowaniami Tutsich. Gdyby nie pomoc humanitarna, Hutu nie mogliby tak długo walczyć". - stwierdza wprost dziennikarka.

Polman nie przeczy, że wiele organizacji zajmujących się pomocą humanitarną dostrzega ohydę tego systemu. Ale biznes to biznes... Po cóż mówić głośno o ciemnych stronach zjawiska, skoro konkurencja tylko czeka na wyeliminowanie malkontenta z rynku? "Pomoc humanitarna to dziś biznes warty miliardy dolarów, i jeśli jakaś organizacja wycofa się z danej operacji - z powodów moralnych czy też innych - na jej miejsce zaraz znajdą się dziesiątki chętnych."

Pięćdziesięcioletnia Polman jest weteranką, jeśli chodzi o relacjonowanie wydarzeń wojennych. Była już w Somalii, na Haiti, w Ruandzie i Sierra Leone, gdzie na własne oczy widziała, jak koncerny i monopole rozrywają między siebie łupy - bogactwa naturalne tych krajów - skazując ludność na wegetację w nędzy. Dziennikarka najdrobniejszymi szczegółami opisuje luksusy, w jakich często pławią się pracownicy organizacji humanitarnych mieszkający w krajach postkolonialnych. Zwraca uwagę na sposób sposób, w jaki organizacje te zabierają robotników kluczowym sektorom gospodarki, oferując pensje znacznie przewyższające średnią krajową. "Organizacje pomocowe powinny wziąć pod uwagę fakt, że mieszkańcy danego kraju żyją w biedzie. To niemoralne, kiedy - tak jak na Haiti - ludzie śpią na ulicach, a zachodni pracownicy niemalże się o nich potykają, idąc wieczorem do klubu. Równie szokujące są przypadki, kiedy pracownicy organizacji humanitarnych odwiedzają domy publiczne albo korzystają z dziecięcej prostytucji".

Oczywiście organizacje humanitarne są listkiem figowym, który służy kapitalistom do ukrywania przed opinią publiczną swych działań zmierzających do utrzymywania mieszkańców Afryki w nędzy, a przemysłu w stanie zacofania, aby móc bez obaw i przeszkód eksploatować wszelkie zasoby państw kontynentu. Na tej samej zasadzie organizacje charytatywne mają pokazywać, że kapitalizm nie jest aż taki zły - nawet jeśli pogrąża w ubóstwie milionowe masy ludności - skoro wydaje niektórym z ubogich koce i ciepłe zupki.

***

19.06.2010

Straszna spuścizna


W Republice Południowej Afryki nie funkcjonuje już na szczęście rasistowski reżim apartheidu, ale kapitalizm - nawet przystroiwszy się w szaty "demokracji" - wciąż zbiera swoje ponure żniwo. Bieda i choroby (a zwłaszcza AIDS) spowodowały, że - według danych ONZ - ponad 3 miliony dzieci zostało sierotami.

Burżuazyjny magazyn "News of the World" informuje: "Większość z tych dzieci jest bezdomna, pozbawiona jakichkolwiek środków do życia, a głód i stres oszukuje wdychając opary kleju nitro – najtańszego narkotyku świata, który najprędzej powoduje nieodwracalne zmiany neurologiczne. Codziennie muszą zdobyć żywność i ubranie, wystrzegając się zarazem gangów ulicznych, handlarzy żywym towarem i pedofilów, którzy niemal bezkarnie przemierzają ulice." A o skali handlu ludźmi może świadczyć fakt, że "rokrocznie rejestrowane jest ponad 1700 zaginięć dzieci; znaczna liczba porwań ma miejsce w tzw. szarej strefie, wśród dzieci ulicy, i tym samym umyka statystykom."

Bezdomne dzieci zamieszkują trzy największe miasta RPA – Durban, Cape Town i Johannesburg – można je jednak spotkać również na prowincji, a nawet w wioskach. Obecnie, w ramach przygotowań do mundialu, "ulice Durbanu codziennie przemierzają nieoznakowane półciężarówki, będące na stanie miejscowych sił porządkowych, których zadaniem jest wyłapywanie południowoafrykańskich bezdomnych dzieci i wywożenie ich w odległe okolice, daleko poza granice miasta, z dala od kamer stacji telewizyjnych i pijanych ze szczęścia kibiców, którym nic nie powinno zakłócić atmosfery święta. Ta deportacja oznacza również, niestety, że dzieci zostaną odcięte od jedynego dla wielu źródła pomocy, jakim są stołówki i świetlice prowadzone przez organizacje humanitarne". - podaje gazeta. Zamieszcza przy tym relacje działaczy organizacji charytatywnych mówiących o bezwzględności, z jaką wyłapywani są najmłodsi (często z użyciem gazu łzawiącego, nieraz malcy są bici i wywożeni w warunkach urągających ludzkiej godności).

Sytuacja w RPA jest znakomitym przykładem tego, jak do spuścizny wielusetletniego brutalnego ucisku kolonialnego dołączyły kolejne problemy, zrodzone przez wciąż tam grasujący kapitalizm.

***

17.06.2010

Przyczyna inwazji


Ostatnimi czasy wyszło wreszcie na jaw, co kierowało amerykańskimi kapitalistami, gdy podejmowali decyzję o napadzie na Afganistan i podboju tego kraju. Motorem ich poczynań nie było bynajmniej pragnienie „niesienia demokracji”...

Jak informuje New York Times, jankescy geolodzy i przedstawiciele waszyngtońskiej soldateski potwierdzili odkrycie w Afganistanie gigantycznych złóż surowców mineralnych – takich jak żelazo, miedź, złoto i lit – mogących przemienić ten kraj w jeden z najbardziej dochodowych dla burżuazji ośrodków przemysłu wydobywczego.

Nietknięte pokłady surowców, o wiele większe niż dotychczas znane w kraju u stóp Hindukuszu, są warte niemal bilion dolarów. Raport Pentagonu określa to państwo mianem potencjalnej „Arabii Saudyjskiej, gdy chodzi o lit”, używany do wytwarzania baterii do telefonów komórkowych i laptopów. Nic więc dziwnego, że generał David Petraeus – szef nadzorującego operacje w Iraku i Afganistanie Centralnego Dowództwa Stanów Zjednoczonych – nie kryje satysfakcji: „Potencjał tutaj jest zdumiewający. Oczywiście, jest mnóstwo wątpliwości, jednak myślę, że przypuszczalnie ma to ogromne znaczenie”.

„Największe odkryte zasoby dotyczą rudy żelaza i miedzi, ale znaleziono też spore złoża niobu, a także – na terytoriach Pasztunów na południu Afganistanu – złota. Nowo odkryte bogactwa rozproszone są na całym terytorium kraju, w tym na południu i wschodzie wzdłuż granicy z Pakistanem – a więc, w regionach największych walk z talibami.” - podaje czasopismo.

Czyż zatem należy się dziwić, że przedstawiciele branży wydobywczej zapewniają gazetę, iż „tak wielki potencjał może przyciągnąć duże inwestycje zanim jeszcze afgańskie kopalnie zaczęłyby przynosić dochód”? Rzecz jasna zyski trafią do kieszeni kapitalistów, którzy zagarną te zasoby, dzięki sterroryzowaniu Afgańczyków i zaprzęgnięciu ich do niewolniczej pracy. Amerykanom wydatnie w tym dziele pomogą niedawni (a może i obecni?) sojusznicy – islamscy fundamentaliści, którzy znają mnóstwo sposobów na pacyfikację niepokornych, likwidację komunistów i skłócenie robotników. Wszak sam Osama bin Laden był wiernym sojusznikiem Ronalda Reagana w walce o obalenie ludowego rządu afgańskiego w l. 80 XX w. Pieczołowicie gromadził pieniądze i zaopatrzenie dla reakcyjnej partyzantki...

Zdaniem New York Times, Amerykanie zaczęli badać afgańskie zasoby z powietrza dopiero od 2006 roku, wykorzystując dane, które zbierali 30 lat temu radzieccy uczeni dla ludowej władzy afgańskiej. Takie wytłumaczenie jest jednak bardzo mało przekonujące, zważywszy na fakt, że jankesi – co najmniej od chwili zdobycia przez mudżahedinów Kabulu na początku Lat 90. XX w. - zyskali dostęp do radzieckich raportów zgromadzonych w Afganistanie. Ponadto jakoś tak się dziwnie składa, że gdziekolwiek znajdują się surowce, tam pojawiają się żołnierze USA ze szlachetnym i czystym zamiarem „wprowadzania demokracji”. Najwyraźniej zdaniem kapitalistów, „demokratyzacja” złota, ropy i litu warta jest hektolitrów łez i krwi wylanych przez ludy.

***

15.06.2010

Główne prawo kapitalizmu


Główny Urząd Statystyczny opublikował raport pod wiele mówiącym tytułem „Zasięg ubóstwa w Polsce w roku 2009”. Wynika z niego, że co najmniej 12% pracujących (!) Polaków żyje w nędzy (jeśli chodzi o całość społeczeństwa, to 17%). A co w takim razie mają powiedzieć ludzie, dla których kapitalizm nie ma miejsc pracy?! Stają zatem wszyscy – robotnicy i bezrobotni – przed dylematami w rodzaju: Kupić jedzenie, czy zapłacić rachunki.

Pamiętać należy, że według wyliczeń unijnych, wskaźnik ubóstwa to 750 zł przypadające na osobę w gospodarstwie. Z informacji GUS wynika, że wśród rodzin z dwójką dzieci odsetek ubogich przewyższa średnią unijną. Wśród małżeństw z czwórką latorośli w biedzie żyje 36%. W Polsce świadczenia rodzinne są nie tylko iście głodowe, lecz w dodatku osoby pracujące, najczęściej ich nie otrzymują, bo kryterium dochodowe wynosi zaledwie 504 zł. Jeszcze bardziej tragiczna jest sytuacja ludzi pracy w Rumunii oraz Grecji. Kapitalizm jest bezwzględny.

Tak zachwalana „Niewidzialna ręka rynku” drwi sobie okrutnie ze swych obrońców i co chwila ukazuje, do czego jest zdolna. Badacz z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, Piotr Broda-Wysoki, wskazuje w rozmowie z „Dziennikiem – Gazetą Prawną” na specyficzną relację wysokości pensji do cen towarów: „Zarobki są niskie, a ceny towarów wysokie”. No cóż. Społeczeństwo miało dwadzieścia lat, aby na własnej skórze się o tym przekonać.

Ubóstwo – jak to w kapitalizmie bywa – dotyczy nie tylko niewykwalifikowanych robotników (zdaniem GUS do tej grupy należy 12% proletariatu), ale również osób z wyższym wykształceniem (10%). W tragicznej sytuacji materialnej żyją na ogół osoby po 40-tym roku życia (taki przedsmak „złotej jesieni”) ale także 23% młodych ludzi, którzy nie przekroczyli jeszcze 30-tego roku życia!

Magazyn przytacza historię z życia wziętą: Pani Hanna z Warszawy, „po ukończeniu studiów na warszawskim uniwersytecie przez 10 miesięcy była w domu z dzieckiem. Jej mąż pracował jako urzędnik. Na utrzymanie rodziny mieli ok. 1700 zł. Po opłaceniu rachunków, na życie zostawało niewiele. Kiedy Hanna znalazła pracę, ich sytuacja... jeszcze się pogorszyła. Pracuje w niepełnym wymiarze, zarabiając kilkaset złotych. Musi dokładać do opiekunki, bo pensja nie wystarcza na jej opłacenie, zaś miejsc w żłobkach nie ma. – Nie zapraszamy gości, bo mamy wydzielone jedzenie na każdy dzień, nie stać nas na kupienie butów czy ubrań – mówi Hanna. Kiedy młoda matka starała się o wsparcie w opiece społecznej, okazało się, że ich zarobki przekraczają o kilka złotych kwotę, do której przysługują świadczenia rodzinne. Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, mówią, że to częsty syndrom życia tuż nad progiem socjalnym. Wszystkiemu winna jest sztywna polityka udzielania wsparcia socjalnego. Zdaniem specjalistów nic nie wskazuje na to, by możliwa była szybka zmiana tego stanu rzeczy”.

Taka jest właśnie nasza przyszłość – dzień jutrzejszy milionów Polaków, włącznie z tymi, którzy dopiero wchodzą w dorosłe życie. Co ich tam czeka? Bezrobocie albo praca w charakterze nowoczesnych niewolników, pod batem przedsiębiorców eksploatujących ich do ostatnich granic i oszukujących na każdym kroku (choćby poprzez nieopłacanie składek na ZUS). Niemożność założenia rodziny, gdy nad głowami czyha widmo ubóstwa. Nędzna emerytura i co za tym idzie – śmierć głodowa w majestacie prawa!

Nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież podstawowy prawem ekonomicznym współczesnego kapitalizmu jest – jak to przenikliwie ujął Stalin w „Ekonomicznych problemach socjalizmu w ZSRR” – zapewnienie maksymalnego zysku kapitalistycznego w drodze wyzysku, ruiny i pauperyzacji większości ludności danego kraju, w drodze ujarzmiania i systematycznego ograbiania narodów innych krajów, zwłaszcza krajów zacofanych, wreszcie w drodze wojen i militaryzacji gospodarki narodowej wykorzystywanych dla zapewnienia najwyższych zysków.

Czy jest jakaś inna droga dla świata? Oczywiście, że tak! To obalenie ustroju opartego na wyzysku i zastąpienie go ustrojem sprawiedliwości społecznej. Stalin charakteryzuje podstawowe prawo ekonomiczne socjalizmu w następujący sposób: „A zatem, zamiast zapewnienia maksymalnych zysków – zapewnienie maksymalnego zaspokajania materialnych i kulturalnych potrzeb społeczeństwa. Zamiast rozwoju produkcji z przerwami od ożywienia do kryzysu i od kryzysu do ożywienia – nieprzerwany wzrost produkcji. Zamiast periodycznych przerw w rozwoju techniki, którym towarzyszy niszczenie sił wytwórczych społeczeństwa – nieprzerwane doskonalenie produkcji na bazie najwyższej techniki”.

Pozostaje odpowiedzieć sobie na pytanie o to, którą przyszłość się wybiera. O jaki świat chce się walczyć...

***

13.06.2010

Kapitalizm zniechęca do życia


Tygodnik "Przegląd" alarmuje, że w ubiegłym roku odebrało sobie życie ponad 6 tysięcy Polaków – więcej niż zginęło w wypadkach samochodowych. Samobójstwa zajmują teraz – po dwóch dekadach od powrotu kapitalizmu – pierwsze miejsce, jeśli chodzi o zewnętrzne przyczyny zgonów.

Liczba samobójstw wzrosła w porównaniu z rokiem 2008, gdy odnotowano ich 4869, lecz należy wziąć pod uwagę fakt, że wiele takich przypadków nie jest rejestrowanych. „Nie zgłasza ich rodzina ani nie odnotowuje policja. Co jeszcze bardziej niepokojące, ich ofiarą padają coraz częściej ludzie młodzi” – mówi czasopismu prof. Jacek Wciórka z Instytutu Neurologii i Psychiatrii w Warszawie, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Lekarze dają do zrozumienia, że stan zdrowia psychicznego obywateli stale się pogarsza, choć warto dodać, że większość samobójstw (85%) nie wynika z zaburzeń psychicznych: „Jest bardzo dużo samobójstw typu socjalnego, kulturowego, uczuciowego. Są również samobójstwa wymuszające, demonstracyjne bądź przypadkowe. (...) U źródeł krańcowych zachowań leżą bodźce stresogenne, które mogą naruszyć delikatną warstwę duchową człowieka i zachwiać stanem jego równowagi psychicznej” - informuje psychiatra dr Edward Krzemiński. Trafia w sedno sprawy, gdy przyznaje, że ostatnio w Polsce przybywa zaburzeń psychicznych natury emocjonalnej, różnego rodzaju psychopatii i uzależnień.

Lekarz próbuje również wyjaśnić ten stan rzeczy: „Jesteśmy pod ogromnym wpływem czynników cywilizacyjnych, kryzysowych, socjalnych, w trakcie przemiany ustrojowej i kulturowej. Współczesny człowiek jest niepewny swojego losu, z dnia na dzień może stracić pracę, nie mając na to żadnego wpływu. Presja realizacji życiowych potrzeb narasta i determinuje negatywne zjawiska społeczne.” Ogólnoeuropejski sondaż badający poczucie wykluczenia społecznego ukazał, że aż 20,6% Polaków odczuwa społeczną marginalizację.

Wraz z pogłębianiem się kryzysu kapitalizmu, nastąpi wzrost nędzy i poczucia beznadziei, co będzie popychać coraz więcej osób – również młodych ludzi – do prób samobójczych. Naszym zadaniem – zadaniem komunistów – jest tłumaczyć wszem i wobec, że odebranie sobie życia nie jest żadnym rozwiązaniem. Jedynym wyjściem z obecnej sytuacji jest walka przeciwko ustrojowi opartemu na wyzysku. Dopiero obalenie kapitalizmu i zwycięstwo socjalizmu sprawi, że bieda, wyzysk i samobójstwa staną się tylko odległym wspomnieniem. Natomiast w dalszej perspektywie, powszechny dobrobyt, doskonały system zdrowia i higieny społecznej oraz rozsądny styl życia społeczeństwa komunistycznego – zapewnią człowiekowi zdrowie, długowieczność, doskonałość fizyczną. Właściwa komunizmowi forma podziału uwolni ludzi na zawsze od troski o chleb powszedni. Praca, która stanie się wolną i twórczą, nie będzie ciążyła człowiekowi, a przeciwnie, będzie rozwijała wielostronne, tkwiące w nim zdolności.

Dla takiej przyszłości warto żyć i walczyć.

***

11.06.2010

Chwila prawdy


Nie cichnie burza po ustąpieniu Horsta Koehlera ze stanowiska prezydenta RFN. Pośród medialnego szumu wokół jego ewentualnych następców, zdaje się umykać kwestia najważniejsza - przyczyna rezygnacji z urzędu.

Otóż niedawno były prezydent, z okazji swej wizyty w okupowanym m. in. przez Bundeswehrę Afganistanie, udzielił wywiadu rozgłośni Deutschlandradio. Powiedział wtedy: "Niemcy, jako kraj żyjący z handlu zagranicznego, muszą być świadome tego, że może zaistnieć konieczność użycia wojska do obrony niemieckich interesów. Chodzi tu np. o zapewnienie swobody na szlakach handlowych, o zapobieżenie niestabilności w niektórych regionach świata, które mogłyby negatywnie wpłynąć na stan niemieckiej gospodarki". Mocodawców prezydenta - potężnych kapitalistów, którzy zdalnie sterują niemieckimi burżuazyjnymi politykami - przeraziło i rozsierdziło to, że ich marionetka odkryła karty, nie zachowując wymaganej dla swego urzędu "dyskrecji". Kluczowy element sprawowania władzy w ustroju totalitarnym, jakim jest kapitalizm, stanowi ukrywanie przed społeczeństwem prawdziwej natury władzy państwowej - dyktatury klasy zwanej burżuazją, która używa aparatu państwowego dla zabezpieczenia ustroju opartego na wyzysku oraz dla kontynuacji swych podbojów. Innymi słowy - dla zdobywania gigantycznych zysków. Wszak kapitaliści z RFN nie są mniej zachłanni niż ich koledzy po fachu z innych państw imperialistycznych. Nie zaniechali wcale planów ekspansji na wschód, by opanować tamtejsze rynki. Nie zaprzestali też snuć marzeń o podboju świata. Po prostu dwie wojny światowe nauczyły ich większej subtelności i perfidii. A tu nagle figurant Koehler zapomina się i wyjawia ich taktykę! Takiego błędu się nie wybacza. Musiał zatem pożegnać się z przytulną posadą.

Lecz to nie pierwszy przypadek, gdy pionek pozwala sobie na szczerość. Prezydent USA Dwight Eisenhower w swym pożegnalnym przemówieniu z 17 stycznia 1961 r. powiedział: "Musieliśmy stworzyć stały przemysł zbrojeniowy ogromnych rozmiarów. W dodatku 3,5 mln mężczyzn i kobiet jest bezpośrednio zaangażowanych w obronę establishmentu. Wydajemy rocznie na zapewnienie bezpieczeństwa militarnego więcej niż wynosi dochód netto wszystkich korporacji w Stanach Zjednoczonych.

Dlatego też ogromny establishment militarny i wielki przemysł zbrojeniowy stał się nowym doświadczeniem dla Amerykanów. Całkowite jego oddziaływanie - gospodarcze, polityczne, nawet duchowe, daje się odczuć w każdym mieście, urzędzie państwowym, w każdym biurze rządu federalnego. Zdajemy sobie sprawę z konieczności jego rozwoju. A jednak nie możemy pominąć jego poważnych konsekwencji. Cały nasz trud, zasoby i środki do życia są weń zaangażowane; obejmuje to ogromną część struktury naszego społeczeństwa.

W pracach rządu winniśmy się wystrzegać zdobycia nieuzasadnionego wpływu, czy potrzebnego czy też nie, przez kompleks militarno-przemysłowy. Mozliwość katastrofalnego wzrostu jego niestosownej władzy istnieje i będzie przybierać na sile."

Dlatego warto uważnie wsłuchiwać się w słowa burżuazyjnych polityków. Często mogą, mniej lub bardziej świadomie, powiedzieć o kilka słów więcej niż życzyliby sobie ich zleceniodawcy. Rzuca to więcej światła na skrzętnie skrywaną technologię rządzenia systemem totalitarnym - państwem dyktatury burżuazji.

***

9.06.2010

Antykomunizm nie przejdzie!


Dnia 8 czerwca br. w Warszawie odbyły się: happening, konferencja z udziałem zagranicznych Towarzyszy, konferencja prasowa oraz manifestacja przeciwko nowelizacji kodeksu karnego kryminalizującej m. in. posiadanie i prezentowanie symboli komunistycznych.

Jak powiedział na konferencji prasowej Marcin Adam – wiceprzewodniczący Komunistycznej Partii Polski – grupa działaczy komunistycznych wybrała się rankiem do siedziby prokuratury Warszawa-Śródmieście ubrana w koszulki przedstawiająca rozmaite postaci i symbole, po czym zgłosiła zawiadomienie o przypuszczeniu popełnienia przez siebie przestępstwa i poprosiła prokuraturę o zbadanie tej sprawy. Wszystko po to, by uchylić niepewność prawną co do tego, czy i jaki „podejrzany” symbol jest nielegalny. Jeżeli prokuratura odmówi wszczęcia śledztwa w tej sprawie, to nowelizacja stanie się być może martwym przepisem. Jeśli zaś dojdzie do postępowania karnego, to poza wyczerpaniem drogi sądowej w instancjach odwoławczych, pozostaje też Trybunał Konstytucyjny i Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

Gościom z kraju i zagranicy oraz dziennikarzom przedstawione zostały wnioski wynikające z literalnej wykładni nowego przepisu, jego absurdalność i totalitarny charakter oraz groźne następstwa. W spotkaniu (i późniejszej manifestacji) wzięli udział między innymi Joao Ferreira (eurodeputowany z Portugalskiej Partii Komunistycznej), Giorgos Toussas (eurodeputowany z Komunistycznej Partii Grecji) oraz wiceszef Światowej Federacji Młodzieży Demokratycznej - Yogendra Shahi, jak również delegaci Komunistycznej Partii Irlandii i czeskiego Komunistycznego Związku Młodzieży. Wszyscy oni potępili nową antykomunistyczną kampanię i wyrazili pełne poparcie dla walki Komunistycznej Partii Polski przeciwko reakcyjnej nowelizacji. Zresztą wyrazy solidarności dla polskich komunistów płyną z całego świata: W wielu państwach (np. w Rosji, na Węgrzech, w Anglii oraz na Cyprze) odbyły się również masowe demonstracje w obronie KPP.

Po konferencji, odbyła się na warszawskim Rondzie de Gaulle'a manifestacja środowisk lewicowych, a przede wszystkim komunistów, przeciwko nowelizacji art. 256 kodeksu karnego. Nad zebranymi powiewały flagi m. in. Komunistycznej Partii Polski, K.P. Grecji oraz K. P. Irlandii. Policja wylegitymowała niektórych uczestników protestu.

Manifestacja i przychylny jej odbiór wśród społeczeństwa pokazują, że antykomunizm w Polsce ma charakter wyłącznie instytucjonalny i – wbrew kłamstwom burżuazyjnej propagandy – nie odzwierciedla on postawy większości ludzi.

Wydarzenia z 8 czerwca udowodniły niezbicie, że komuniści nie mają zamiaru ugiąć się przed totalitarnym prawem. Stoją z podniesionym czołem w obliczu ataków reakcji i nie są w swej walce osamotnieni. Można śmiało powtórzyć słowa, które towarzyszyły postępowej ludzkości pod przewodem Związku Radzieckiego, gdy stała ona w obliczu agresji faszystowskiej: „Nasza sprawa jest słuszną sprawą! Zwyciężymy!” Bo przyszłości nie da się ani zakazać, ani powstrzymać.

***

7.06.2010

Wyrazy poparcia ze strony irlandzkich i brytyjskich Towarzyszy


Komunistyczna Partia Irlandii, Komunistyczna Partia Brytanii oraz Liga Młodych Komunistów (W. Bryt.) przesłały KPP pozdrowienia i wyrazy solidarności w walce przeciwko nowym, antykomunistycznym uregulowaniom prawnym.

1)

Nowe prawo zabraniające używania symboli komunistycznych, jest bezprzykładną próbą napisania na nowo historii Polski.

Pomimo tego, że system kapitalistyczny znalazł się w najgłębszym kryzysie od czasów Drugiej Wojny Światowej, nie pozwala się przedstawić jedynego wyjścia z kryzysu, rozwiązania jakim jest droga w kierunku socjalizmu. Nie pozwala się również na wyrażenie uznania dla osiągnięć socjalizmu w Polsce - odbudowy kraju ze straszliwych zniszczeń wojennych, które nie pozostawiły niemal kamienia na kamieniu, dokonanej całkowicie o własnych siłach, bez pomocy planu Marshalla, który pomógł stanąć na nogi Europie Zachodniej - oraz innych osiągnięć socjalizmu, jak - pełne zatrudnienie, darmowa i dostępna dla wszystkich służba zdrowia oraz powszechne szkolnictwo.

Nie pozwala się mówić o tym, że poziom życia robotników jest dziś znacznie gorszy aniżeli przed 1989 rokiem. Przywrócenie w Polsce kapitalizmu zakończyło się ponurą klęską. Miliony polskich robotników straciły pracę i zostały zmuszone do emigracji. Wszystkie kolejne rządy nie potrafiły rozwiązać ekonomicznych i społecznych problemów, przed którymi stanęli w Polsce ludzie pracy.

Podczas gdy bankructwo polityczne władz staje się coraz bardziej wyraźne, politycy starają się ukryć swoją niekompetencję poprzez zrzucenie odpowiedzialności za problemy Polski na próbę budowy socjalizmu. Nie ma wątpliwości co do tego, że działania te są nadzorowane przez Unię Europejską, która uzurpuje sobie prawo do polskiej demokracji.

Nie zaprzeczamy temu, że istniały problemy i trudności związane z budową socjalizmu i że popełniano również błędy, ale polscy komuniści i ich sprzymierzeńcy, którzy podjęli się tego olbrzymiego zadania - zasługują na szacunek. Ci, którzy wysuwają dziś postulaty odbudowy socjalizmu w Polsce, mają demokratyczne prawo do prezentowania swoich poglądów i symboli publicznie. Odebranie im tego prawa odbiera rządzącej prawicy przydomek „demokratycznej”, tym bardziej że powoływała się ona na hasło „walki o demokrację”.

Komunistyczna Partia Irlandii z dumą przyłącza się do kampanii protestu Komunistycznej Partii Polski przeciwko temu niesprawiedliwemu, niedemokratycznemu i reakcyjnemu prawu.

Komitet Centralny Komunistycznej Partii Irlandii

5 czerwca 2010 r., Dublin


2)

Do wszystkich członków Komunistycznej Partii Polski

Drodzy Towarzysze

Przesyłamy wam nasze pozdrowienia i wyrazy solidarności. Stajecie dziś dumnie – jako polscy komuniści – w obliczu prawa, które dąży do zakazania w waszym kraju symboli międzynarodowego ruchu komunistycznego.

Podziwiamy waszą odwagę w przeciwstawianiu się tej ustawie oraz usiłowaniom prawicowych i antydemokratycznych sił, starających się zrównać komunizm z faszyzmem. Historia i poświęcenia milionów wołają przeciwko takiemu przekręcaniu faktów.

To właśnie komuniści okazali się najbardziej konsekwentnymi i walecznymi bojownikami przeciwko faszyzmowi, czego dowodem były ich działania w Niemczech, Hiszpanii, we Włoszech, w Grecji, na Węgrzech i w Polsce, a przede wszystkim dzieło ostatecznego zniszczenia nazistowskiej machiny wojennej.

Nie jest kwestią przypadku, że obecne próby powstrzymania publicznego propagowania komunizmu mają miejsce akurat wtedy, gdy ustrój kapitalistyczny pogrążony jest w głębokim kryzysie i dopuszcza się bezprecedensowych ataków na miejsca pracy, jej warunki i na środki utrzymania wszystkich robotników. W obliczu tego kryzysu jedynie socjalizm wskazuje rozwiązanie, które czyni zadość godności ludzi pracy oraz naszej zdolności do wzięcia odpowiedzialności za nasze własne życie.

Wasza walka w obronie tej przyszłości, służy wszystkim komunistom i samej ludzkości.

Z komunistycznym pozdrowieniem

Robert Griffiths,
Sekretarz Generalny
Komunistycznej Partii Brytanii

George Waterhouse,
Sekretarz Generalny
Ligi Młodych Komunistów

***

5.06.2010

Interwencja K.P. Grecji przeciwko antykomunistycznym działaniom w Polsce


Przy okazji wizyty w Grecji Jerzego Buzka – przewodniczącego Parlamentu Europejskiego – Komunistyczna Partia Grecji (KKE) protestowała 2 czerwca przeciwko rozwijanej w Polsce i innych państwach europejskich kampanii antykomunistycznej. Podczas swego pobytu, Buzek wziął udział w posiedzeniach komisji greckiego parlamentu.

W trakcie spotkania, Giorgos Toussas – eurodeputowany z ramienia KKE – potępił masakrę, której dopuściła się izraelska armia na załodze jednego ze statków przewożących pomoc humanitarną dla ludności strefy Gazy, a znajdującego się na pełnym morzu. Potępił również stanowisko Unii Europejskiej oraz prowadzoną w Polsce antykomunistyczną kampanię, przejawiającą się kryminalizacją symboliki komunistycznej w ramach nowelizacji kodeksu karnego, która wejdzie w życie 8 czerwca.

Buzek zdecydował o nieustosunkowywaniu się do przedstawionych przez eurodeputowanego dowodów, czym potwierdził powszechnie znany fakt prowokacyjnego stanowiska politycznych reprezentantów kapitału, gdy przychodzi im bronić interesów swych mocodawców.

Owa prowokacja spotka się z odpowiedzią ruchu komunistycznego w dniu 8 czerwca – gdy partie komunistyczne i robotnicze rozpoczną akcję przeciwko antykomunizmowi i zakazowi symboli komunistycznych w Polsce.

Poniżej zamieszczamy pełny tekst wystąpienia Giorgosa Toussasa ze spotkania greckich komisji parlamentarnych:

„W chwili obecnej, coraz więcej ludzi pracy zdaje sobie sprawę z prawdziwego oblicza Unii Europejskiej. Uświadamiają sobie, że jedynym celem Unii jest zapewnianie bezpieczeństwa i trwałości ustroju kapitalistycznego oraz zysków monopolom.

Dlatego właśnie UE, Parlament Europejski oraz partie na usługach kapitału, prowadzą i stoją na czele kampanii antykomunistycznej, działań penalizujących tę ideologię i prześladowań wymierzonych w partie komunistyczne.

Historia uczy, że nagonka na komunistów ze strony burżuazji i politycznych reprezentantów kapitału w ogólności, stanowi zwiastun i konieczny warunek dla przedsięwzięcia barbarzyńskich antyludowych działań oraz uderzenia w ruch robotniczy i ludowy.

Po krajach nadbałtyckich i Węgrzech, kolejny kraj unijny – Polska – zakazał m. in. prezentowania, rozpowszechniania i przechowywania nośników symboliki komunistycznej. Prawo to wejdzie w życie 8 czerwca. Nowy, antykomunistyczny zakaz stoi w jawnej sprzeczności z czczymi słowami o „demokracji” i „wolności” oraz ich celebrowaniem.

Zakazywanie symboliki komunistycznej, penalizacja komunistycznej ideologii oraz działalności partii komunistycznych wskazuje, że burżuazyjne rządy i aparaty państwowe obawiają się nowego kontrataku ze strony ruchu robotniczego i ludowego.

KKE potępia te szykany i żąda zaprzestania wszelkich antykomunistycznych prześladowań oraz anulowania zakazów – zarówno w Polsce jak i w pozostałych krajach UE.”

Po rozpoczęciu sesji komisji greckiego parlamentu, Giorgos Toussas oświadczył: „Przesłanie KKE ze skał Akropolu <<LUDY EUROPY! POWSTAŃCIE!>> odbija się szerokim echem na ulicach Lizbony, Madrytu, Paryża i Bukaresztu. Jutro, owe spotężniałe echo przetoczy się przez Europę. Rozwoju historycznego nie sposób powstrzymać. Świadomi faktu, że walka klasowa jest siłą sprawczą umożliwiającą zniesienie wyzysku człowieka przez człowieka, kontynuujemy zmagania o zbudowanie socjalizmu i komunizmu.”

***

3.06.2010

Wyniki wyborów - czeski błąd


Działający w Republice Czeskiej Komunistyczny Związek Młodzieży dokonał podsumowania rezultatów niedawnych wyborów parlamentarnych: „Wybory się zakończyły, jednak nie tak jak tego byśmy chcieli. Nie skończyły się zwycięstwem komunistów – którego wszak nikt nie oczekiwał – lecz prawicy.

Ludzie dali wiarę obietnicom „nowych partii” - TOP 09 oraz VV – będących w rzeczywistości klonami konserwatywnej ODS, u boku której wojują o likwidację resztek zabezpieczeń społecznych i oszczędności 10 milionów Czechów. Niestety niezadowoleni nie dokonali właściwego wyboru. Prawie 40% obywateli nie powiedziało „Nie!” kapitalistycznej dewastacji i kryzysowi ani nie wyraziło swego stanowiska w tej sprawie.

2/3 obywateli znajduje się w trudnej sytuacji finansowej. Ponad 60% Czechów ma wynagrodzenia poniżej przeciętnej a prowadzona przez prawicę polityka prowadzi do ich jeszcze drastyczniejszego obniżenia.. 2/3 obywateli sprzeciwiało się budowie amerykańskiego radaru, lecz nie zmieniło to faktu, że działania prawicy uzależnione są od agresywnej polityki Stanów Zjednoczonych, którym owi politycy wprost ślubują sojusz...

Kości zostały rzucone. Za kryzys nie zapłacą jego sprawcy, ale my – ludzie pracy. Bogaci będą dalej się bogacić, a nas czeka dalsza harówka. Chorzy będą się bali pójść do lekarza. Ludzie będą siedzieć cicho, aby ich nie wyrzucono z pracy. Młodzi ludzie będą się bali zakładać rodziny, zabezpieczenia socjalne zostaną zniszczone. Emerytury i renty zmienią się w biznes, jak wszystko wokół nas. Godność ludzka i słowo „człowiek” przestaną istnieć, zastąpione pytaniem „Za ile?”.

O tak... TOP 09 oraz VV spełniły swe zadanie. Skorumpowana ODS sprzedała wnet głosy stworzonemu naprędce projektowi, głosy protestu przeszły do VV. Również Zeman <uciekinier z partii socjaldemokratycznej – przyp. Red. Aktualności KPP> może sobie pogratulować, gdyż pozbawił lewicę niemało procent poparcia. Jaka ładna układanka... Czy ludzie przejrzą na oczy? A może spuszczą wzrok w milczeniu i narzekać będą tylko w domu oraz w pubach?

Nie! Jeszcze jesteśmy tutaj my – komuniści. Byliśmy i nie znikniemy. Zawsze stać będziemy po stronie nieuprzywilejowanych. Walka nadal trwa. Uciskowi, egoizmowi i bezprawiu przeciwstawimy ludzką solidarność.”

***

1.06.2010

Jak mordują syjoniści


Na wodach międzynarodowych, ponad 70 mil od brzegu, izraelskie okręty wojenne dopuściły się zbrodni piractwa, napadając nad ranem na konwój sześciu statków z pomocą humanitarną dla mieszkańców Strefy Gazy. Zbiry na usługach syjonistycznego reżimu, działające jako „komandosi”, dokonały masakry na pasażerach zdobytych jednostek, mordując co najmniej 16 osób, a ponad 60 raniąc.

Jak podają media, konwój, który prowadziła turecka jednostka z 750 osobami na pokładzie, w niedzielę rano opuścił terytorialne wody cypryjskie. Na pokładzie statków płynęli europejscy politycy i aktywiści, w tym szwedzki pisarz Henning Mankell oraz laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Mairead Corrigan z Irlandii, osoby, które przeżyły Holokaust. Wieźli dziesięć ton pomocy humanitarnej dla Palestyńczyków w Strefie Gazy, w tym cement, materiały budowlane, elektryczne wózki inwalidzkie i oczyszczalnie wody. Izraelski MSZ poinformował, że do Strefy trafią tylko te skonfiskowane materiały, które przejdą kontrolę bezpieczeństwa.. Innymi słowy: 10 ton ładunku, zapasów i sprzętu nie opuści już rąk reżimu.

Tuż po napadzie izraelskie radio ogłosiło, że została wprowadzona cenzura, która nie pozwala na podawanie żadnych informacji o rannych i zabitych. Stąd też nie wiadomo, czy żyje nadal Polka uczestnicząca w rejsie. Tymczasem Benjamin Ben Eliezer – znienawidzony przez postępowe środowiska Izraela minister przemysłu, handlu i pracy – twierdzi z bezczelnością typową dla bandytów działających „w białych rękawiczkach”, że wszystkiemu winne są... ofiary zbrodni. Zaczaiły się bowiem z nożami, siekierami i licho wie z czym jeszcze na komandosów izraelskich, atakujących okręty. „Wiem, że będzie z tego wielka afera i mam nadzieję, że izraelscy Arabowie zareagują w rozsądny sposób. Nie mieliśmy zamiaru otwierać ognia, ale doszło do ogromnej prowokacji”.

Cała postępowa ludzkość potępia gangsterskie metody izraelskiej dyktatury i solidaryzuje się z udręczonymi Izraelczykami i Palestyńczykami. Od kilku lat reżim w Tel Awiwie prowadzi ścisłą blokadę Strefy Gazy, w ramach „ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej” oraz zezwala na dostarczanie Palestyńczykom jedynie niewielkiej ilości pomocy humanitarnej, tak aby nie umierali zbyt masowo. Izraelski aparat represji prześladuje tych Żydów i Palestyńczyków, którzy żądają demokracji, sprawiedliwości społecznej i pokoju. Jednak opór mas ludowych nie słabnie, wbrew próbom rozniecania nienawiści narodowościowej i religijnej, podejmowanym przez kapitalistyczne władze.