banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki

Luty 2010

***


26.02.2010

Lula na Kubie

Jak informuje komunistyczny dziennik czeski „Halo Noviny”, na zaproszenie Raula Castro – przewodniczącego kubańskiej Rady Państwa i Rady Ministrów – przybył do Hawany z dwudniową oficjalną wizytą prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula de Silva.

W czasie pobytu rozmawiać będzie ze swym kubańskim odpowiednikiem i odwiedzi miejsca wspólnych inwestycji gospodarczych.

Brazylia zdecydowała się wprowadzić kubański środek walki przeciwko analfabetyzmowi: projekt o nazwie „Dam Radę!”, służący do nauki pisania i czytania. Wynalazek Kubańczyków, wykorzystany z pozytywnymi efektami już w szeregu krajów Ameryki Łacińskiej, umożliwia alfabetyzację w ciągu 65 lekcji z użyciem video, co stanowi rekordowy czas, gdyż podobne kursy trwają zwykle od sześciu do ośmiu miesięcy. Aby wprowadzić ową metodę w życie, wysłano kubańskich ekspertów do pięciu stanów brazylijskich, które realizują inicjatywę za pośrednictwem ministerstwa rolnictwa i rybołówstwa tego największego państwa Ameryki Łacińskiej.

Brazylia już w 2005 r. wypróbowała jeden program pilotażowy z użyciem metody „Dam Radę!” w stanie Piaui na północnym wschodzie kraju – najbiedniejszym obszarze federacji brazylijskiej. W tym roku ów program będzie realizowany przez organizację Ruch Bezrolnych Pracujących (MST) wśród mieszkańców miast północno-wschodnich takich jak Fortaleza (stolica stanu Ceara) oraz Joao Pessoa w stanie Paraiba.


***

24.02.2010

Trybunał w 9/14 Reakcyjny

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ustawa obniżająca emerytury funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa Polski Ludowej jest zgodna z konstytucją, ale obniżka emerytur członkom Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego pozostaje z nią w sprzeczności. Jednak aż 5 spośród 14 sędziów składu TK zgłosiło zdanie odrębne.

Warto wspomnieć, że od nowego roku oficerowie cywilnych służb PRL otrzymują niższe świadczenia – obliczane według wskaźnika w wysokości nie 2,6% podstawy wymiaru za każdy rok służby za lata 1944-1990 – jak dotychczas słusznie im się należało, lecz śmieszne 0,7% (przelicznik zwykłej emerytury to 1,3%).

Sędzia Łętowska wskazała, że niekonstytucyjna jest preambuła do ustawy, w której zapisano, że „system władzy komunistycznej opierał się na policji politycznej represjonującej społeczeństwo i bezkarnej”. TK nie ocenił jednak konstytucyjności preambuły, umarzając postępowanie w tej części. Łętowska zwraca uwagę, że „W preambule mamy ratio legis ustawy, które, jak się okazuje, nie przystaje do zapisanego w ustawie mechanizmu weryfikacji emerytur mundurowych”.

Sędzia Mazurkiewicz podkreślił, że „obniżenie uprawnień emerytalnych pozytywnie zweryfikowanym stało się dodatkową karą dla tych funkcjonariuszy, którzy ponoszą ją w imię odpowiedzialności zbiorowej”. Naruszenie przez ustawodawcę zasady przyzwoitej legislacji wskazał sędzia Wyrzykowski. Sędzia Zdziennicki oświadczył, że diametralnie nie zgadza się z rozstrzygnięciem większości TK, a pozbawianie przywilejów emerytalnych nazwał odwetem państwa.

Również mecenas Widacki nie szczędzi gorzkich słów: wyrok to porażka Trybunału i porażka Polski jako państwa prawa. Dodaje, że „Polityka wzięła górę nad prawem”. Wskazuje, że zdania odrębne zawierały „piękne, logiczne wywody prawnicze, a w uzasadnieniu sędziego Rzeplińskiego nie było nic z wywodów prawniczych; była czysta polityka i historia”. Zdaniem Widackiego, ocena historii nie należy do TK.

Widać jak na dłoni, że skrzywdzeni zostali ludzie, którzy narażając życie czuwali, aby Polacy mogli cieszyć się pewnością jutra, bezpłatną edukacją i służbą zdrowia. Aby nikt nie musiał się lękać bezrobocia, nędzy i bandytyzmu politycznego. Jedyne, co można by zarzucić weteranom służb chroniących władzę ludową to to, że nie dość sprężyście i za mało zdecydowanie bronili państwa sprawiedliwości społecznej, którym była Polska Ludowa. Że nie udało się im powstrzymać wewnętrznych i zewnętrznych sił kontrrewolucji, do głębi wrogich milionom Polaków.

Tymczasem sędzia sprawozdawca Rzepliński nawet nie próbuje się hamować w rzucaniu oszczerstw na państwo, w którym należał przecież do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej: „Policja polityczna w PRL miała za zadanie utrzymywać władzę, która nie przestrzegała praw człowieka, pozbawiła społeczeństwo własności prywatnej i wolności słowa. (…) W różnych czasach stosowano terror, poniżanie, inwigilację, łamano prawa człowieka. A zawsze chodziło o podtrzymanie reżimu państwa komunistycznego”. Nie ma nawet tyle taktu, aby poczekać z wygłaszaniem podobnych opinii, aż umrze ostatnie pokolenie żyjące w Polsce Ludowej.

Trybunał nie ocenia motywacji młodych ludzi, którzy dobrowolnie decydowali się podjąć pracę w organach bezpieczeństwa. (…) Ale wybór polegający na wstąpieniu do tajnej policji politycznej nie zasługuje na aprobatę. Zasługuje na nią wstąpienie do takich organów, aby nieść pomoc represjonowanym” - dodał cynicznie sędzia Rzepliński, udowadniając tym samym, że „niezawisłość sędziowska” jest mitem wymyślonym przez burżuazję, by maskować fakt, że sądownictwo służy utrzymaniu i wzmacnianiu dyktatury klasy panującej. Problem w tym, że obecnie mamy w Polsce do czynienia z dyktaturą klasy wyzyskującej.

W ramach podsumowania warto przypomnieć stanowisko KPP wobec projektu ustawy o emeryturach służb specjalnych PRL z 28 września 2008 r.

„Komunistyczna Partia Polski pragnie wyrazić oburzenie przygotowanym przez rządzącą Platformę Obywatelską projektem ustawy dotyczącym drastycznego zmniejszenia emerytur byłym funkcjonariuszom służb specjalnych Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, oraz byłym członkom Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Projekt rzeczonej ustawy jest ukoronowaniem kampanii nienawiści przeciwko Polsce Ludowej, która została doprowadzona do absurdu przez Prawo i Sprawiedliwość, a obecnie kontynuuje ją Platforma Obywatelska. Celem tej kampanii jest splugawienie wszystkiego co związane jest z Polską sprzed roku 1989 a szczególnie uderzenie w ludzi, którzy w minionym ustroju odpowiadali za bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne obywateli.

Przygotowana przez PO ustawa jest jawnym gwałtem na Konstytucji RP, która nie dopuszcza odbierania praw nabytych. Jest również gwałtem na prawach człowieka, zmierza bowiem do zbiorowego ukarania całych grupy społecznej za domniemane winy, nie pozostawiając jej jakiegokolwiek możliwości obrony.

Platforma Obywatelska kieruje się jasną strategią – usiłuje skierować gniew Polaków, spowodowany nieudolnością rządów reprezentowanej przez nią kliki w zupełnie innym kierunku – przeciwko ludziom związanym z aparatem państwowym Polski Ludowej. PO nęci milionami jakie zyska na tym akcie pogwałcenia praw człowieka budżet państwa; jeżeli w ten sposób PO chce ratować budżet to proponujemy, ażeby ministrowie, posłowie oraz senatorowie Platformy już zrzekli się swoich emerytur, które nie tylko będą wielokrotnie wyższe od emerytur funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, ale również staną się o wiele bardziej rażącym przywilejem na tle ogromnych rzesz społecznych emerytów, a zwłaszcza rencistów. Pragniemy wyrazić również zaniepokojenie natężeniem działania takich instytucji jak Instytut Pamięci Narodowej, które stały się utrzymywaną z budżetu machiną propagandową i policją polityczną na usługach prawicowych ekstremistów i najbardziej uprzywilejowanych klas społecznych.

Postawienie w stan oskarżenia generałów – członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, oraz kierownictwa Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w procesach o „kierowanie związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym” oraz o „przekroczenie uprawnień” (w kwestii wprowadzenia stanu wojennego) uważamy za czyn haniebny, który jest jedynie bezmyślnym i prymitywnym aktem zemsty – zemsty niewątpliwie za klęskę kapitalizmu, oraz za to, że większość Polaków ciągle tęskni za Polską Ludową – zemsty za to, że gen. Wojciech Jaruzelski ma większe społeczne poparcie i pomimo dwóch dekad propagandowej nagonki, podjęte przez niego decyzje znajdują wciąż większe zrozumienie niż jakiegokolwiek prawicowego polityka.

Nie dziwi nas podniesienie ręki rządzących na polskich bohaterów, w końcu od pewnego czasu konsekwentnie produkuje się nowych – morderców takich jak Józef Kuraś, ps. „Ogień” gloryfikuje się, nazywa „bojownikami o wolność” i stawia im pomniki. Jednak te działania odbiją się czkawką rządzącej prawicy. ”


***

22.02.2010

Ukarani za biedę

Pięknych czasów doczekaliśmy! O „takie Polskie” walczyła wroga komunistom opozycja, zwąca się dla żartu „demokratyczną”: Pogrążający się w ruinie kraj, rządzony przez gromadkę rodzimych i obcych pijawek, czerpiących swe bogactwa z ciężkiej pracy społeczeństwa, zastraszanego widmem głodu, bezrobocia, bezdomności i szykan. Państwo, które nie jest nawet cieniem Polski Ludowej – Ojczyzny ludzi pracy... Oto bowiem Radio Tok FM relacjonuje historię 11-letniego Sebastiana, którego jedyną „winą” jest to, że pochodzi z ubogiej rodziny. A gdzie jest wina, tam musi być i kara – uznał na niejawnym posiedzeniu 1 lutego br. Sąd Rejonowy w Lublinie (VI Wydział: Rodzinny i Nieletnich) po czym wydał nakaz umieszczenia chłopca w domu dziecka (na razie) na trzy miesiące. „Gdybym wiedziała, mogłabym się stawić w sądzie, to może by do tego nie doszło. Nie mogę się pogodzić z tym co się stało – mówi przygnębiona matka.”

Sąd jednak wie, co dobre i umiejętnie dobierając słowa oznajmia: „Matka nie interesuje się sytuacją syna, nie zaspokaja jego podstawowych potrzeb takich jak przygotowywanie posiłków, utrzymanie porządku w domu czy pomoc przy lekcjach (…) Choć wymieniony [ojciec – przypis redakcja Aktualności KPP] nie nadużywa alkoholu i w stopniu większym niż uczestniczka wykazuje zainteresowanie potrzebami syna, to ze względu na amputację kończyny dolnej oraz związane z tym kalectwo nie jest w stanie zapewnić małoletniemu właściwych dla potrzeb dziecka warunków mieszkaniowych”. Nawet kierowniczka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej – Urszula S. - twierdzi, że nigdy nie wyrażała zastrzeżeń co do stopnia zaopatrzenia rodziny w żywność. Uparcie broni jednak decyzji swej instytucji, która wystąpiła do sądu o zajęcie się sprawą. Widzi nawet dobre strony utraty przez dziecko poczucia bezpieczeństwa: „Sebastian dzięki pobytowi w domu dziecka zobaczy trochę innego życia, inaczej zacznie funkcjonować, innych nawyków nabierze”. O tak, przewrotnie trafna wypowiedź... Psycholog, dr Małgorzata Sitarczyk z Instytutu Psychologii UMCS stwierdza: „Sebastian stracił poczucie bezpieczeństwa. I jeśli wróci do domu, trudno będzie to odbudować. Na to, żeby znowu poczuł się bezpiecznie, żeby się nie bał, że znów po niego przyjadą potrzeba będzie dużo więcej wysiłku niż kosztowało to przygotowanie decyzji o jego zabraniu”.

Rodziny Sebastiana, „wolna” Polska nie rozpieszczała: „Bystrzyca Nowa to mała wieś w gminie Strzyżewice, ok. 25 km od Lublina. Nieco na uboczu stoi murowany dom. W dwóch oknach – dykty. To dlatego, że w środku wykończony jest tylko jeden pokój i kuchnia. Mógłby być też drugi pokój i łazienka – pomieszczenia są, ale nie było za co ich wyremontować. W domu nie ma więc bieżącej wody, łazienki i toalety. (…) Pani Jolanta, mama Sebastiana od jakiegoś czasu ma depresję. Pan Dariusz, ojciec, dorywczo pracował, ostatnio kilka tygodni leżał w szpitalu. Rodzina żyje z renty dziadka i z zasiłków z opieki społecznej. Pomagała szkoła, pomagał ksiądz. (…) Kilka lat wcześniej rodzina miała już nadzór kuratora – też były zastrzeżenia do czystości w domu, do bałaganu, do warunków socjalnych. Wtedy w domu nie było lodówki czy kuchenki. Rodzina kupiła te rzeczy na raty. Nadzór kuratora został zdjęty.” - relacjonuje stacja radiowa.

Kierowniczka MOPS nie ma sobie nic do zarzucenia: „Finansowo rodzina dobrze funkcjonuje. Chodzi o zasiłki rzędu 300-400 zł miesięcznie. (…) Rodzina praktycznie co miesiąc dostawała zasiłek” Za to winna w jej mniemaniu jest „leniwa i niezaradna życiowo matka” no i rzecz jasna to, że chory na cukrzycę ojciec kilkakrotnie trafił do szpitala w związku z koniecznością amputacji nogi. „Ten stan zdrowia, który się pogorszył spowodował to, że ta nieporadność, może po części lenistwo, spowodowało, że to się pogłębia.” - z kunsztem godnym eksperta „diagnozuje” Pani z Miejskiego Ośrodka Przemocy Społecznej.

Dyrekcja szkoły do której chodził Sebastian, bezlitośnie rozprawia się z oszczerstwami: „Rodzice odrabiali z synem lekcje, byli w szkole na każde wezwanie. Na zebrania z reguły przychodził tata. Gdy się rozchorował, w szkole zawsze był mama (…) Tego samego dnia [w którym został zabrany – przypis red. Akt. KPP] chłopiec dostał też ze szkolnej biblioteki na ferie dwie siatki książek. Bo on bardzo dużo czyta. Ma olbrzymią wiedzę, zwłaszcza z przyrody i z historii. (…) Jest bardzo dojrzały jak na swój wiek. Można powiedzieć, że bardzo dojrzale zareagował. Całą niemoc czy żal zostawił w środku. Za to nauczycielki płakały” Pani dyrektor podkreśla: „Tam jest ogromna miłość. Nie tylko do matki, ale też do ojca i do mieszkającego z nimi dziadka. To widać na każdym kroku”. Natomiast szkolna pedagog dodaje: „Sebastian bardzo się z książek ucieszył. I powiedział nam, że mama będzie mu wieczorami czytać (…) Rozmawialiśmy o tym, że będzie musiał pomóc mamie np. w sprzątaniu. Nie zdążył...”

Pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy media z ludzkiej tragedii wywołanej przez kapitalizm zrobią filantropijną hucpę, usiłując zagłuszyć prawdę, że w formalnie „niepodległej” i „demokratycznej” Polsce nie ma ani chleba ani wolności. Państwo socjalistyczne za swego wroga uznawało bogaczy. Miało rację. Państwo kapitalistyczne natomiast mianem wroga określa ubogich. A to bardzo pojemna kategoria, zważywszy na to, jak szybko pogrąża się w nędzy większość społeczeństwa, nie tylko bezrobotni. Już niebawem groźba odbierania dzieci może stać się powszechną metodą zastraszania ludności. Ale na pewno nie jedyną...


***

20.02.2010

Brunatne korzenie

Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” przyjrzał się wątpliwemu w swej wymowie raportowi na temat nazistowskiej przeszłości pierwszych działaczy niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV). Obfitująca w przekłamania analiza wywołała rumieniec wstydu nawet wśród niektórych jej inicjatorów. Gazeta zauważa: „W niejednym przypadku powstaje fatalne wrażenie, że uwikłanie (działaczy BdV) w narodowy socjalizm zostało zrównoważone przez dokonania po wojnie”

Opracowanie powstało w 2008 r. pod opieką „opiniotwórczego” Instytutu Historii Współczesnej w Monachium (IfZ), jako reakcja na informację tygodnika „Der Spiegel” z roku 2006, z której wynika, że ponad jedna trzecia z około 200 tysięcy funkcjonariuszy BdV w początkowych latach jego istnienia należała do NSDAP. Nic dziwnego, że owi członkowie-założyciele starali się ukryć swoją nazistowską przeszłość. „Zbadaniu tych informacji służyć miał projekt badawczy, finansowany kwotą ponad 100 tys. euro przez ministerstwo spraw wewnętrznych i – w niewielkiej części także przez BdV, powierzony Instytutowi Historii Współczesnej w Monachium. Przejściowym koordynatorem projektu został profesor Manfred Kittel, obecny dyrektor fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”, która stworzyć ma w Berlinie muzeum poświęcone wysiedleniom. - Tu kończy się dobra część tej historii. Ponieważ dotychczas jedynym rezultatem pracy IfZ było nieudane wstępne studium z wiosny 2008 r., od którego dystansują się nawet osoby odpowiedzialne i próbują zapobiec fachowej analizie oraz rozpowszechnieniu rozprawy obejmującej 113 stron” – pisze frankfurcki dziennik.

Twórcą raportu jest wolny współpracownik IfZ magister Matthias Lempart, który dzięki górnośląskim korzeniom dobrze mówi po polsku. W badaniach archiwalnych uczestniczył również działacz organizacji Unia Wypędzonych w ramach bawarskiej partii CSU Raimund Paleczek. Ich zadaniem było zbadanie życiorysów 13 pierwszych członków prezydium BdV oraz dwóch innych działaczy organizacji wypędzonych, wobec których istniały podejrzenia o uwikłanie w zbrodnie nazistowskie. Według „FAZ” autor skoncentrował się jednak na podważaniu tez, postawionych w publikacji tygodnika „Der Spiegel” z 2006 r., podkreślając zasługi nazistów dla kapitalistycznych Niemiec. Według opracowania dziewięciu spośród 15 opisanych funkcjonariuszy BdV wstąpiło do NSDAP ze względu na karierę zawodową.

Członek prezydium BdV, Linus Kather, określony został jako „przeciwnik nazizmu”, chociaż w 1969 r. kandydował do parlamentu z ramienia... neonazistowskiej partii NPD. Kolejny polityk Josef Trischler miał być „oportunistą a nie narodowym socjalistą”. Gazeta przytacza też wnioski opracowania na temat pochodzącego z Górnego Śląska, członka prezydium BdV, Otto Ulitza, który „do 1935 r. zatrudniał żydowską sekretarkę, co ze względu na jego eksponowane stanowisko było trudnym przedsięwzięciem”. Dziennik komentuje z uzasadnioną złośliwością: „Chciałoby się zapytać, co później stało się z tą kobietą”

Opracowanie obejmuje też pochodzącego z Bukowiny historyka Rudolfa Wagnera, który nie należał do władz BdV, lecz był działaczem organizacji wypędzonych w Badenii-Wirtembergii i należał do sygnatariuszy Karty Wypędzonych z 1950 r. Jak podkreśla „FAZ”, dostępne obecnie źródła pozwalają stwierdzić, że jako porucznik SS i członek NSDAP Wagner uwikłany był w ludobójstwo. Pracował bowiem dla Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy w Berlinie oraz Instytutu Wannsee SS. W 1941 r. został wysłany na wschód, a w 1941 służył w grupie operacyjnej Wilhelma Fuchsa w Belgradzie. W 1944 r. został ranny i wrócił do Berlina. Autor apologetycznego opracowania najwyraźniej udaje naiwnego: „Czy był nazistą? Cóż. Nie można bez wszelkich wątpliwości wyjaśnić, jak dalece narodowosocjalistyczne było wewnętrzne nastawienie Wagnera. To, że jego przełożeni opisali jego postawę jako wyraźnie narodowosocjalistyczną i bezkompromisową, może oznaczać wszystko: od zwykłej grzeczności (...) po opis rzeczywistego nastawienia Wagnera” - stoi jak byk w raporcie. Dziennik znów komentuje: „Na takiej podstawie można by równie dobrze poddać w wątpliwość narodowosocjalistyczne przekonania Heinricha Himmlera”.

Zarówno Erika Steinbach, Instytut Historii Współczesnej jak też niemieckie MSW nabrali wody w usta i nieśmiało przebąkują, że to jedynie „wstępny zarys” i swego rodzaju brudnopis. O tak... Ale ileż mówiący o jego inicjatorach?!


***

17.02.2010

Zatrute owoce

Dwie dekady propagandy nienawiści, kierowanej przez burżuazyjne media przeciwko ludziom ubogim i bezdomnym, obrodziły w zatrute owoce. Oto tylko jeden z wielu przykładów: W sierpniu 2009 r. w poczekalni dworca PKP w Lęborku, do 60-letniego Włodzimierza J. podeszła grupka pijanych młodych ludzi. Drwili z bezdomnego, aż w końcu napastniczka Kinga S. oblała go denaturatem i podpaliła... Dziś sąd w Gdańsku skazał ją na 5 lat więzienia i 10 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Wyrok – jak informuje Radio Gdańsk – nie jest prawomocny.

Tymczasem napadnięty człowiek (podpalony przez 22-letnią dziewoję „dla hecy”, jak sama stwierdziła) doznał oparzeń drugiego i trzeciego stopnia, w wyniku których uszkodzone zostało 40% powierzchni jego ciała. Przeszedł trzy operacje przeszczepu skóry.

Ten i wiele innych przejawów zdziczenia relacji międzyludzkich, uświadamia nawet najbardziej opornym bolesną prawdę: Tak właśnie wygląda kapitalizm, gdy zdejmuje maskę „państwa opiekuńczego” (a nosił ją jedynie z musu, ze strachu przed krajami socjalistycznymi). Właśnie ustrój kapitalistyczny powoduje, że środki masowego przekazu rozpowszechniają postawę znieczulicy, bezwzględnej walki o byt i wrogości wobec drugiego człowieka. Pragną nade wszystko tego, aby każdy czuł się osamotniony i bezbronny w starciu z bezlitosnymi wrogami: wyzyskiwaczami oraz będącym na ich usługach rządem i aparatem represji.

Ale czy jest jakieś wyjście z tego kręgu ucisku i barbarzyństwa? Owszem. Jest nim walka o obalenie kapitalizmu i stworzenie społeczeństwa socjalistycznego, a w dalszej perspektywie – komunistycznego. Zniesienie stosunków klasowych nastąpi nieuchronnie. Jest to dziejową misją współczesnego proletariatu. Kapitalizm, wraz ze swym barbarzyństwem wojen, zniszczeń, marnotrawstwem produkcji i trwonieniem pracy, ze stosunkami poddaństwa, z eksploatacją krajów i narodów słabych przez kraje silniejsze, kiedyś się skończy. Podobnie jak feudalizm oraz niewolnictwo. Człowiek podporządkowany dziś ściśle reżimowi produkcji, zamieniony w narzędzie i towar, podporządkuje w końcu sobie tę wielką machinę, którą wytwarzał przez wieki. Nastąpi eksplozja nowego typu więzi międzyludzkich, których dziś prawie wszyscy czują powszechny deficyt. Odtworzy się w relacjach międzyludzkich zwykłe zaufanie, otwartość, poczucie bezpieczeństwa, wspólność interesów. Będą to takie stosunki, do jakich człowiek jest zdolny jako istota społeczna i które powstaną, gdy tylko pozwolić im się rozwijać. I nie jest to wizja wyłącznie utopijna. Człowiek staje się człowiekowi wilkiem jedynie, kiedy jego rozwój jest obciążony poczuciem ciągłego zagrożenia, jak dzisiaj. A zagrożenie zniknie.

Należy jednak mieć się na baczności! Kapitalizm jest dość żywotny i być może nie wyczerpał jeszcze wszystkich swoich możliwości trwania. Być może dojdzie jeszcze do tragedii, ludobójstwa, wojny, nim to uzbrojone w najnowszą technologię barbarzyństwo odejdzie w odmęty historii. Oby jednak przemiany społeczne wyprzedziły takie wydarzenia. To już jednak zależy od każdego z nas.


***

15.02.2010

Pudrowanie nie pomoże...

Burżuazyjne media usiłują wszelkimi sposobami tuszować nędzę obecnego ustroju i wmówić wyzyskiwanym, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. „Wolna Polska” – jeśli wierzyć środkom masowego przekazu – jest na dobrej drodze... Tylko dokąd?!

Dziennik „Metro” ogłasza z udawanym zatroskaniem: „Mało zarabiają, harują nawet po kilkanaście godzin dziennie a o stałym etacie mogą tylko pomarzyć. Dlaczego młodym tak trudno wkroczyć dorosłe życie?” Profesor Janusz Czapiński z Uniwersytetu Warszawskiego zna odpowiedź: „Owszem, młodzi nie mają takiego startu jak na początku lat 90., gdy na rynku brakowało fachowców i po byle jakich studiach zostawało się prezesem banku. Premia braku fachowców się skończyła. Teraz całe rzesze wykształconych absolwentów muszą ustawić się w kolejce i wykazać swoją przydatność oraz kwalifikacje. Muszą zaczynać od czeladnika, a nie prezesa. Za to mają jednak zagwarantowaną karierę wznoszącą się, ich dochody też będą rosły. (…) Dziś młodych wykształconych jest więcej niż dobrych miejsc pracy. Muszą więc zacisnąć zęby i mieć nadzieję, że będzie lepiej.” Jak na obrońcę kapitalistycznego reżimu przystało, „ekspert” stosuje bardzo bezczelne i kłamliwe chwyty. Twierdzi na przykład: „Choć kryzys potęguje wzrost bezrobocia, to w gronie tysięcy corocznych absolwentów trudny start to zjawisko marginalne. Dotyczy kilku, kilkunastu procent młodych.”

Pan Czapiński pluje czytelnikom w twarz i twierdzi stanowczo, że oto deszcz pada: „To normalne, że młodzi zaczynają od zera. W PRL-u nie dawano gwarancji, że będzie awans. Na mieszkanie czekało się nawet kilkadziesiąt lat. A teraz, nawet kiedy zaczyna się od gońca, to są szanse, że za kilka lat człowiek stanie na nogi, ustawi się, założy rodzinę i kupi mieszkanie. Tyle że mocno urosły nam aspiracje. Przecież podczas ostatniego boomu kredyty na mieszkania brali właśnie młodzi, i to od razu na mieszkania dobrze wyposażone. Bo chcieli się usamodzielnić. Ponadto w Polsce wiele mieszkań pomaga kupić rodzina. Nawet rodzice małych dzieci myślą już dziś, jak zapewnić im start w dorosłość.” No cóż, Panie Czapiński... W dyrdymały z rodzaju „kariera od pucybuta do milionera” wierzą w naszym kraju już tylko najbardziej oderwane od rzeczywistości osoby, a miliony ludzi dobrze pamiętają czasy PRL, gdy każdy młody człowiek miał zapewniony godny start w dorosłe życie. Owszem, już świeżo upieczeni rodzice zastanawiają się czy będzie ich stać na wyżywienie i wykształcenie swych pociech. Najczęściej jednak dochodzą do niezbyt optymistycznych wniosków...

Pan „ekspert” Czapiński daje wyraźnie do zrozumienia, że rosnąca nędza i dramatyczna sytuacja młodych ludzi nie jest winą kontrrewolucji i powrotu kapitalizmu, ale tego, że... żyją jeszcze ludzie starsi: „W społeczeństwach starzejących się, a takim powoli staje się i nasze, ci, którzy będą pracować, zarobią mniej, bo państwo zabierze im haracz na coraz większą grupę emerytów. I trudno winić za to szkołę, banki czy polityków. Nawet w Niemczech – gdzie jest to dobrze widoczne – pojawia się pokolenie gorzej sytuowane, a młodzi Amerykanie muszą dwukrotnie dłużej pracować na kupno domu niż ich rodzice.” Panie Czapiński, po cóż to owijanie w bawełnę? Czemu nie poszedł Pan jeszcze dalej w szczuciu jednych ubogich na drugich ubogich? Dlaczego nie wezwał Pan wprost do „utylizacji” osób „nieproduktywnych”, emerytów i bezrobotnych? Hmm... Widocznie tego asa chce Pan na razie pozostawić sobie w rękawie...

Wujek Dobra Rada z ojcowską troską, lecz i nutką stanowczości, tłumaczy milionom skazanych przez kapitalizm na wyzysk i poniewierkę: „Nie mam więc dla młodych dobrych wieści. Nawet na emigrację nie mają już gdzie wyjechać, bo na Zachodzie są te same problemy. Muszą ciężko pracować, odkładać i czekać na swoją kolej.

Jest wielce prawdopodobne, że pewnego pięknego dnia właśnie ci młodzi podzielą się z Panem Czapińskim swoimi wrażeniami powstałymi po przeczytaniu jego wypowiedzi. I to w nad wyraz bezpośredni sposób. Scenariusz taki jest tym bardziej prawdopodobny, że (jak objaśnia profesor Krzysztof Łęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach) „w sytuacji, gdy bezrobocie wśród młodych będzie rosło, sukces innych może potęgować w nich frustrację i rozgoryczenie. Kiedyś mieli przynajmniej możliwość rzucenia wszystkiego i ucieczki za granicę, a dziś – gdy to już nie jest tak atrakcyjne – zostaną w kraju i naprawdę trudno przewidzieć, na co będzie stać tę armię niezadowolonych.” Taką armię, Panowie, będzie stać na bardzo wiele. Począwszy od tego, by powiedzieć wam: „Dość!”


***

13.02.2010

Zastępczy obiekt nienawiści

Studenci Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu już po raz drugi urządzili akcję zwaną szumnie „Wrocławską Burzą Pomysłów”, polegającą na przedstawieniu w tym samym momencie, przez młodzież studencką i licealną, koncepcji dotyczących „rozwiązania palących dla miasta problemów społecznych”. Tym razem – donosi Gazeta Wyborcza – młode „elity” pochyliły się z troską i czułością nad losem bezdomnych. Ich recepty na „ostateczne rozwiązanie” tej kwestii są może nieco ludobójcze, ale („ale”? A może właśnie dlatego?) zgodne z linią burżuazyjnej propagandy.

Jakież to remedium proponują ci młodzi, którym środki masowego przekazu w III RP wyprały mózgi?

„(...) Akcje społeczne, imprezy charytatywne, msze w intencji bezdomnych. (…) Na 400 uczestników Burzy mniej więcej co piąty licealista uznał, że najlepszym rozwiązaniem byłaby całkowita eliminacja żebraków. Przedstawiali różne pomysły na to, jak tego dokonać. Po pierwsze, wprowadzić <<zakaz wjazdu do miasta dla wszelkich osób podejrzanych o brak środków do życia>>. Po drugie, <<deportować>> tych, którzy zdążyli już do nas wjechać, <<zatrudnić ekipę, która ich sprzątnie>> i <<eksmitować ich do miejsc urodzenia>>. Niektórzy jednak spostrzegli, że może to sprawy do końca nie rozwiązać, bo mamy też żebraków u nas urodzonych. Co gorsza – taka postawa w niektórych dzielnicach miasta szerzy się jak tyfus i jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Proponowano rozwiązania długofalowe: <<ograniczenie przyrostu naturalnego>>, <<darmową antykoncepcję>>, <<odbieranie żebrakom praw rodzicielskich>> i <<obowiązkowe szczepienia>>. Były też rozwiązania ekspresowe: <<powsadzać za kraty>>, <<wywieźć na Madagaskar>>, <<wystrzelać>>, stworzyć w mieście specjalne <<dzielnice dla ubogich>> albo <<kolonie karne>>. Pojawiły się także głosy, że należy karać tych, co dają żebrakom pieniądze, a w szkołach wprowadzić specjalny przedmiot <<nauka znieczulicy>>.” - relacjonuje gazeta, której „nie jest wszystko jedno”.

Co najbardziej drażni młodą („sztuczną” – można by dodać złośliwie) inteligencję? Otóż żebracy „niczego nie wytwarzają, nie płacą podatków, nie przyczyniają się do wzrostu PKB, a jedynie biorą, biorą, biorą. Młodzi ludzie, wychowani w kulturze sukcesu, kulcie pracy i pieniądza uznali, że to wystarczający powód, by uznać ich za gorszą kategorię człowieka.”

Charakterystyczne dla ustrojów opartych na wyzysku (takich jak kapitalizm) jest istnienie klasy nazwanej przez Marksa lumpenproletariatem, w skład której wchodzą ludzie bez zawodu, żyjący w największej nędzy, bezdomni, żebracy itp. Jest to dla burżuazji potrójnie użyteczne! Dzięki takiemu stanowi rzeczy, klasy wyzyskiwaczy nie tylko mogą użyć wobec niepokornych straszaka („Buntujesz się? W takim razie wylecisz z pracy, nie stać cię będzie na opłacenie czynszu i dołączysz do grona nędzarzy!”), ale dysponują też zastępczym obiektem nienawiści (szczują zdeklasowane drobnomieszczaństwo na najuboższych wiedząc, że niewiele potrzeba, aby pierwsi podzielili los drugich) i bazą werbunkową do reakcyjnych knowań (warto zauważyć, że spora część hitlerowskich „dostojników” wywodziła się właśnie z szeregów lumpenproletariatu). Jedynym wyjściem z tej tragicznej sytuacji jest obalenie kapitalizmu i wprowadzenie ustroju socjalistycznego. Przyniesie to polepszenie bytu olbrzymich mas ludności i pozwoli im się wyrwać z nędzy i poniżenia. Lumpenproletariat przestanie więc istnieć jako klasa wraz ze zwycięstwem dyktatury proletariatu. A wtedy czasy, gdy ktokolwiek był bez jedzenia i dachu nad głową, staną się tylko odległym wspomnieniem...


***

11.02.2010

Kapitalizm dał po Łapach...

Gazeta Wyborcza, piórem Ewy Sokólskiej, uroniła krokodylą łzę nad losem kolejnego z tych niezliczonych miast, które zostały zabite przez kapitalizm, w ciągu dwudziestu lat burżuazyjnej dyktatury, zwanej dla niepoznaki „wolną Polską”. Najnowszą ofiarą systemu niosącego nędzę, wyzysk i zniewolenie są Łapy. Ich mieszkańcy mogą przekonać się na własnej skórze, jaką Polskę wywalczyła dla nich „Solidarność”.

Przez lata drugim domem wielu mieszkańców były Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego. Wszystko załamało się w połowie 2008 roku. Po wcześniejszej likwidacji cukrowni Łapy, gdzie pracę straciło 250 osób, zaczęły upadać ZNTK. A wtedy do grona bezrobotnych dołączyło 750 robotników. Jednak organ prasowy burżuazji nie widzi w tym nic dziwnego: Zakłady „musiały upaść, ich długi przekroczyły wysokość majątku. Główny kontrahent firmy – PKP Cargo – z powodu własnych kłopotów finansowych przestał naprawiać w Łapach wagony.”

Roman Czepe, burmistrz Łap, przyznaje bez ogródek: „Nędza jest straszna. W najgorszej sytuacji są byli pracownicy ZNTK, którzy zarabiali bardzo mało i właściwie przez lata wegetowali. Nie mają żadnych oszczędności. Dopiero teraz, gdy opieka społeczna przychodzi do nich, by przeprowadzić wywiad, okazuje się, że oni są znacznie ubożsi nawet od tych, którzy wcześniej żyli z zasiłków. Dla nich problemem okazuje się nie tylko brak pieniędzy na chleb. Nie mają w domach podstawowych rzeczy, jak lodówka czy łóżko dla dziecka.”

Obserwując ogromne kolejki zdesperowanych ludzi, stojących w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej po głodowe zasiłki, możemy usłyszeć do czego zdolny jest osłabły z głodu człowiek...

„Magdalena, 45 lat, wreszcie może to z siebie wyrzucić. Mówi szybko, zachłannie, z urywanym szlochem: - Kilka tygodni temu, gdy były te straszne mrozy, córeczce wysuszyła się skóra na buzi. Kremu już od trzech miesięcy nie kupowałam, nie miałam czym posmarować jej tych ranek. Wiedziałam, że w portfelu tylko wiatr świszcze. Poszłam do sklepu i ukradłam krem Bambino. Wsadziłam do kieszeni kurtki i udałam, że czegoś szukam. Całą drogę do domu wyłam. Wstyd mi. Przysięgam, że gdy tylko odbijemy się od dna, oddam pieniądze za ten cholerny krem.”

Są też inni, którym kapitalizm pokazał swą prawdziwą twarz: Na przykład pani Magdalena i jej mąż, którzy „teraz z dwójką synów w wieku szkolnym i czteroletnią córką zostali bez środków do życia. Rodzice – choć sami ledwo wiążą koniec z końcem – pomagają im, jak mogą. Chodzi o to, by nie zadłużyli mieszkania. Pomoc od państwa to 300 zł zapomogi i obiady dla dzieci w szkole. Dobre i to. Pracy szukają wszędzie, gdzie się da. Jeszcze jesienią mąż Magdaleny dorabiał w fabryce okien, ale skończyło się – w branży zastój. Najbardziej im szkoda dzieci. Maluchy doskonale rozumieją sytuację. Mimo że dorośli starają się żyć normalnie, uśmiechać się do siebie, rozmawiać nie tylko o kłopotach, to dzieciaki i tak widzą biedę. Nigdy o nic nie proszą. Matka ratuje sytuację. Lizaki robi im, rozpuszczając na patelni cukier. Najstarszy syn codziennie na długiej przerwie przybiega do domu i pyta z nadzieją: - Może znaleźliście pracę? Wraca do szkoły rozczarowany, przed kolegami kryje łzy.”

Dyrektorka lokalnej placówki MOPS, Małgorzata Wasilewska, tłumaczy: „Bezrobocie w 25-tysięcznych Łapach to ogromny problem. W styczniu w ramach programu rządowego w zakresie dożywiania wypłaciliśmy potrzebującym połowę budżetu przeznaczonego na cały rok. (…) Część może bardziej rezolutnych albo mających większe szczęście mieszkańców zatrudniła się w Warszawie i codziennie dojeżdżają tam do pracy. Jadą pierwszym pociągiem, a wracają ostatnim. W stolicy za sześć-siedem godzin pracy – głównie sprzątania w mieszkaniach czy pilnowania dzieci – otrzymują jakieś 2,5 tys. zł. Nawet po odjęciu kosztów związanych z kupieniem biletów miesięcznych na pociąg i tak zostaje im całkiem ładna kwota.” Widać, że pani dyrektorka bardzo specyficznie rozumie pojęcie „ładna kwota”...

Punkt widzenia, jak głosi stare przysłowie, zależy od punktu siedzenia: „Dla 54-letniej Anny szczęście jest wtedy, gdy kupi dzieciom chleb, bo bułki są u nich tylko od święta. Aha, i do pełni szczęścia potrzeba, żeby wiedziała, że w portfelu ma pieniądze na jeszcze jeden chleb. A o kłopotach stara się nie myśleć, bo to grzech. Są tacy, co mają jeszcze gorzej. Do opieki społecznej przyszła pierwszy raz – przyznali jej do czerwca 326 zł miesięcznego zasiłku. I dodatek mieszkaniowy – 335 zł. Ustawiła się na końcu ogromnego ogonka do kasy. Pracownicom MOPS-u ciężko patrzeć ludziom w oczy. Ciężko patrzeć na ogrom biedy. A nie da się jej nie zauważać. Średnio codziennie wypłacają jakieś 50 tys. zł różnych zapomóg. W 2009 r. łapski MOPS wspierał 1618 rodzin (ok. 4 tys. osób). Rok wcześniej po świadczenia zgłaszało się 1096 rodzin (ok. 2 tys. osób – o połowę mniej).”

Lokalni decydenci łudzą mieszkańców wizjami wspaniałomyślnych inwestorów, którzy zdjęci litością i dogodnymi warunkami do umiejscowienia biznesu (gdy ludzie zmiękną, warunki dla kapitalistów będą jeszcze lepsze...) ulżą ciężkiej doli bezrobotnych. O tym, skąd się bierze bezrobocie, żadne „opiniotwórcze” media się nie zająkną. Za to my – komuniści – mamy na ten temat co nieco do powiedzenia... Ludwik Selen w swym podręczniku „Ekonomia polityczna” wyjaśnia:

„W miarę rozwoju postępu technicznego produkcji, wzrasta coraz bardziej zastosowanie maszyn, a coraz wolniej zatrudnienie robotników. Przejawem tego jest coraz szybszy wzrost kapitału stałego (środków wytwarzania) w stosunku do wzrostu kapitału zmiennego (części kapitału wydatkowanego na zakup siły roboczej), czyli wzrost organicznego składu kapitału.

Na skutek wzrostu organicznego składu kapitału ogólna ilość zatrudnionych robotników jakkolwiek wzrasta, to nie tak szybko jak ogólna masa kapitału. W świadomości ludzi wyraża się to prawo w niewłaściwym świetle. Wydaje się, że przyrost ludności robotniczej wzrasta szybciej, niż możliwość jej zatrudnienia. W rzeczywistości zaś nadmiar ludności robotniczej powstaje dlatego, że wytworzone przez klasę robotniczą maszyny i środki produkcji, działają jako kapitał, ograniczają zatrudnienie robotników i powodują przeludnienie.

To przeludnienie, w formie masowego bezrobocia, jest więc tylko wynikiem warunków nagromadzenia kapitału, a bynajmniej nie jakichś praw przyrodzonych i dlatego mówimy o przeludnieniu względnym. Rozwój przemysłu kapitalistycznego nie mógłby się tak swobodnie odbywać, gdyby zawsze nie posiadał w rezerwie armii ludzi, którzy powodowani głodem gotowi są sprzedać swą siłę roboczą za niewielką płacę. Dlatego przeludnienie to, wytworzone przez kapitalistyczne nagromadzenie nazywa się rezerwową armią pracy przemysłu kapitalistycznego.

Rezerwowa armia pracy z jednej strony pozwala kapitalistom w każdej chwili rozszerzyć produkcję przez zakup odpowiedniej ilości siły roboczej, z drugiej zaś utrzymywać płace na niskim poziomie, pod groźbą redukcji i zatrudnienia bezrobotnych.

Istnienie rezerwowej armii pracy stwarza taką sytuację, że podaż siły roboczej jest zawsze większa od popytu, co powoduje, że cena siły roboczej, czyli płaca robocza spada poniżej wartości siły roboczej. W obecnym stanie rozwoju kapitalizmu jest to panująca tendencja. Płace utrzymują się na poziomie znacznie niższym od wartości siły roboczej.”

Tak więc sam kapitalizm powoduje, że istnieją dziesiątki milionów bezrobotnych, którzy nie tylko sami cierpią nędzę, ale równocześnie wzmagają nędzę robotników zatrudnionych. Czas najwyższy z tym skończyć! Czas najwyższy wysłać kapitalizm na śmietnik historii i zastąpić go ustrojem sprawiedliwości społecznej, gwarantującym pracę, chleb i wolność. Czas najwyższy zastąpić go socjalizmem!


***

9.02.2010

Cała prawda o Haiti

Tygodnik Przegląd opublikował artykuł Manuela Ferrerasa-Tascona ukazujący prawdziwe oblicze dotkniętego trzęsieniem ziemi i kapitalizmem kraju. Rzeczywistość, którą burżuazyjne media w Polsce i na świecie starają się za wszelką cenę przemilczeć. Podobnie jak fakt, że to rządy Kuby i Wenezueli – państw budujących socjalizm – udzieliły realnej pomocy mieszkańcom zgruzowanej wyspy. Nie zaś jankesi, którzy przyjechali, by „ustabilizować”, czyli podbić Haiti...

„ - Jako pierwszy dotarł samolot wenezuelski. Godzinę później wylądowali Kubańczycy – powiedział sekretarz ambasady Haiti w Wenezueli, Lesly Davies.

Z Kuby przyleciało kolejnych 32 lekarzy (dołączyli do 344 lekarzy i pielęgniarek przysłanych przez to państwo 12 lat temu, po ataku huraganu George – przypis redakcja Aktualności KPP) oraz 12 ton żywności i sprzętu. Pierwszym działaniem było uruchomienie dwóch szpitali polowych, budynek szpitalny bowiem zawalił się. Według kubańskiego MSZ, przez pierwsze dwie doby w sześciu punktach medycznych udzielono pomocy 2 tys. ofiar i przeprowadzono 111 operacji chirurgicznych. Do tej pory uruchomiono już cztery szpitale, które przyjęły już 35 tys. pacjentów, przeprowadzając 2728 operacji, z czego blisko połowę wysoce skomplikowanych. Punkty medyczne objęły wszystkie 10 departamentów Haiti. Liczba lekarzy i personelu pomocniczego wzrosła do 744 osób. Na świat przyszło 280 dzieci, połowa przez cesarskie cięcie. Szczepieniami objęto 20 tys. osób. Obecnie rozwija się rehabilitację i pomoc psychologiczną.

Korespondent CNN, Steve Kastenbaum, przyznał, że prowadzony przez Kubańczyków szpital uniwersytecki La Paz niesie nieocenioną pomoc przy wsparciu ekip z Hiszpanii i Ameryki Łacińskiej. - Świadczą wysokiej klasy pomoc medyczną osobom ciężko rannym; obsługują średnio 6-7 tys. pacjentów dziennie; pracują non stop 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Jest to jedno z niewielu miejsc w mieście, gdzie Haitańczycy mogą zgłosić się po pomoc i mieć uzasadnioną perspektywę przeżycia – zauważa korespondent CNN. Rząd norweski przekazał kubańskim szpitalom 885 tys. dolarów na zakup lekarstw, środków opatrunkowych i wyposażenia. 22 stycznia dwa statki z Kuby dowiozły wodę pitna, benzynę, zaopatrzenie i dary. (…) Tylko Amerykanie zdają się nie zauważać obecności Kubańczyków. Castro publicznie proponował połączenie sił w niesieniu pomocy, ale Biały Dom odpowiedział milczeniem, nawet gdy Kuba otworzyła swoją przestrzeń powietrzną dla samolotów amerykańskich, skracając czas oczekiwania na pomoc o pięć godzin.

Pierwszego dnia Wenezuela posłała na Haiti 14 ton żywności, wody i lekarstw samolotem. W końcu stycznia dotarły cztery statki wysłane przez prezydenta Hugona Chaveza wiozące 5517 ton żywności i sprzętu. Wenezuela włącza się w odbudowę portu w stolicy, do którego trafić ma tankowiec z 3 tys. baryłek paliwa. Ogółem Chavez wysłał 236 strażaków, lekarzy i ratowników i 10 tys. ton pomocy.

Uruchomił też most powietrzny z lotniska Maiquita. Tworzą go trzy maszyny Herkules, 130 wenezuelskich sił zbrojnych oraz dwa iły 76 o ładowności 40 ton każdy, skierowane przez Rosję. 3 lutego szósty transport dostarczył 15 ton wody pitnej, mleka, soków, tuńczyka i sardynek w puszce, ryż, mąkę kukurydzianą oraz pieluchy. Kolejnych 15 ton dodali Rosjanie. W Caracas gościł minister ds. obrony cywilnej, sytuacji nadzwyczajnych i likwidacji skutków klęsk żywiołowych Federacji Rosyjskiej, gen. Siergiej Szojgu. Ten bliski współpracownik Putina, mogący koordynować działania policji, straży pożarnej, służb medycznych, transportu i łączności w skali imperium, podpisał w styczniu umowę z Wenezuelą dotyczącą współpracy w dziedzinie obrony cywilnej. Chavez raz wybroniwszy się przed puczem popieranym przez CIA, zabezpiecza się, obserwując desant Amerykanów na Haiti.

Również przez Caracas dotrą irańscy lekarze specjaliści od ratownictwa, wysłani z Teheranu przez tamtejszy rząd oraz Międzynarodowy Czerwony Półksiężyc. Chiny przysłały 60 ratowników. 31 stycznia wyruszyła wenezuelska brygada Petion-Bolivar złożona z inżynierów, budowlańców i przedstawicieli innych zawodów potrzebnych w odbudowie zniszczeń. Międzynarodowy Czerwony Krzyż i Czerwony Półksiężyc wysłały 43 samoloty z pomocą humanitarną i 21 maszyn ze specjalistami. Dziennie zaopatrują w wodę pitną 100 tys. ofiar, a 26 tys. rozdano żywność i artykuły pierwszej potrzeby. To największy wysiłek, jaki podjęła organizacja przez 150 lat swojego istnienia.”

Miłujące pokój narody świata wysłały Haitańczykom lekarzy, leki, żywność i wszelkie możliwe wsparcie. A co wysłali udręczonej wyspie Amerykanie? Bandę uzbrojonych zbirów, w zamyśle – nowych okupantów.

„Już kilka godzin po katastrofie w ogrodach pałacu prezydenckiego Port-au-Prince wylądowały cztery amerykańskie helikoptery i blisko setka żołnierzy opanowała centrum władzy na wyspie. Druga grupa kontroluje lotnisko. Zawaliła się wieża kontrolna, więc o tym, który samolot ląduje, decydowali Amerykanie. Dawano priorytet siłom powietrznym USA. Benoit Leduc z organizacji Lekarze bez Granic ujawnił, że Amerykanie odmówili zgody na lądowanie trzem samolotom jego organizacji wiozącym pomoc materialną i dwóm kolejnym z personelem ratowniczym i medycznym. Skierowały się one do Dominikany, przez co pomoc dotarła dwie doby później. Zgody na lądowanie odmówiono również dwóm maszynom rosyjskim oraz wysłanej przez Wspólnotę Karaibską.

Prezydent USA Barack Obama dwa dni po kataklizmie zapowiedział pomoc finansową ofiarom i wysłanie 399 lekarzy – by dorównać Kubie. Dalej Obama mówił już tylko o wojsku, wymieniając: 2,2 tys. marines, lotniskowiec, statek szpital, trzy amfibie i 3,5 tys. żołnierzy z 82. Dywizji Powietrzno-Desantowej. To właśnie jej maszyny opanowały pałac prezydencki. Jak ostrożnie zauważa „Christian Science Monitor”, misja 82. dywizji „nie jest jasna”. Philip Crowley, rzecznik prasowy Departamentu Stanu, uspokajał: „Nie jesteśmy w trakcie zawładnięcia Haiti. Pomagamy w stabilizacji kraju. Dostarczamy żywność i pomoc do ratowania życia i pozostaniemy tam obecni przez długi czas, by pomóc odbudować Haiti”. Sekretarz stanu Hillary Clinton dodała, że wojska amerykańskie pozostaną na Haiti: „dziś, jutro i w dającej się przewidzieć przyszłości”.

Równolegle ruszyła kampania medialna podkreślająca rozruchy, grabieże i strzelaniny. „Time” krzykliwym tytułem pytał retorycznie: „Czy bandy kryminalne opanują haitański chaos?” Artykuł jest poetyckim kryminałem: „Na Haiti strzały potrafią być tak powszechne nocami jak szczekanie psów, a uzbrojone bandy opanowują ulice”. Nieważne, że przeczą temu relacje obecnego na wyspie reportera BBC Andy'ego Gallachera czy Rogera Annisa z Canadian Haiti Action Network.

- Chodziłem po ulicach Jacmel z dwoma cennymi aparatami na szyi. Nie próbowano mi ich zwędzić (…) - mówi fotoreporter Alejandro Ramirez Anderson – Nissanem wyładowanym walizkami i paczkami przebyliśmy 187 km do Anse-a-Pitres. Nikt nie próbował na nas napaść. Media nagłaśniają odosobnione akty wandalizmu lub plądrowania rozbitych sklepów. To nie jest zjawisko powszechne. A poza tym, czy głodny może spokojnie patrzeć na żywność zasypaną gruzami?

Do chwili obecnej wylądowało w Haiti przeszło 13 tys. amerykańskich żołnierzy. 21 stycznia Pentagon zapowiedział zwiększenie kontyngentu do 20 tys. ludzi. Kim Ives na łamach „Haiti Liberte” donosi, że władze amerykańskie wykupią i zburzą setki domów na przedmieściu stolicy Cite Soleil, powiększając teren dla bazy wojskowej. Przeznaczono na ten cel 5 mln dol. Pieniądze trafiły do korporacji DynCorp drogą zamówień rządowych. (…)

Tygodnik informuje, powołując się na stronę internetową Departamentu Stanu USA, że dla haitańskich uciekinierów, którzy przedrą się przez amerykański „kordon sanitarny” przeznaczono niemal 400 miejsc w więzieniu federalnym dla nielegalnych imigrantów w Krome Center w Miami, no i oczywiście w obozie koncentracyjnym Guantanamo. Wielu ciężko rannym haitańczykom (wedle relacji dr Williama O'Neilla z nowojorskiej Akademii Medycznej) odmówiono wiz wjazdowych, co przekreśliło ich szanse na leczenie...

Tak się właśnie sprawy mają, a im bardziej człowiek zagłębia się w lekturę, tym większe ciarki go przechodzą. Szczególnie, jeśli przyjrzy się wojnie na wyniszczenie, jaką mocarstwa imperialistyczne prowadziły i wciąż prowadzą przeciwko Haiti:

„Pierwszy haitański dług pojawił się tuż po wywalczeniu po ciężkich walkach z Francją niepodległości w 1804 r. Urażony klęska Paryż kazał wypłacić sobie 150 mln franków. Na dzisiejsze pieniądze to ponad 20 mld dolarów. Najbogatszy kraj regionu popadł w tarapaty. W 1915 wylądowali Amerykanie i przez blisko 20 lat okupowali wyspę, usprawiedliwiając się koniecznością windykacji długu Citibanku oraz chaosem.

Zadłużenie kraju wzrosło 17-krotnie za czasów dyktatury najpierw Francois Duvaliera, a potem jego syna Jeana Claude'a (1957-1986). „Baby Doc” uciekając, pozostawił rodaków z długiem wielkości 750 mln dolarów. Na kontach rodziny Duvalierów w szwajcarskich bankach spoczywało tymczasem 900 mln dolarów. Zadłużenie pozwoliło międzynarodowym instytucjom finansowym wymusić na rządzie Haiti plany restrukturyzacyjne. Nawet umorzenie dwóch trzecich zobowiązań z astronomicznej jak na tamtejsze warunki sumy 1.884 mld dolarów długu (by w ogóle był ściągalny) nie poprawiło sytuacji wyspiarzy.

PKB na głowę ludności oscyluje wokół 700 dolarów rocznie, 72% populacji musi przeżyć za mniej niż 2 dolary dziennie, a ponad połowa za dolara.

3 lutego agencja DPA podała, że Sąd Najwyższy Szwajcarii odrzucił definitywnie żądania władz haitańskich, domagających się przekazania narodowi 4,6 mln dolarów znajdujących się na kontach zbiegłego dyktatora Jeana-Claude'a Duvaliera. Trybunał swą decyzję uzasadnił przedawnieniem przestępstwa (15 lat). Dokument szwajcarskiego sądu datowany jest dokładnie na 12 stycznia, żeby nie było złudzeń.

Tymczasem 25 stycznia Hugo Chavez ogłosił anulowanie długu Haiti za ropę naftową i paliwa. Nie podał kwoty zadłużenia. Dodał, że kraje członkowskie ALBY (Boliwariańskiego Związku na rzecz Ludów Naszej Ameryki) przekażą bezzwłocznie 20 mln dolarów na haitańską służbę zdrowia i uruchomią fundusz szacowany na 100 mln dolarów z przeznaczeniem na odbudowę wyspy. ALBA zrzesza osiem państw: Antiguę i Barbudę, Boliwię, Dominikanę, Ekwador, Nikaraguę, Kubę, San Vincent i Grenadynę, Wenezuelę. Ta ostatnia jest motorem finansowym ALBY...”

Podsumowując, warto przypomnieć sobie, jak potoczył się bieg wydarzeń po zniszczeniu Nowego Orleanu przez huragan Katrina. Wtedy będziemy mieli pełny obraz tego, co może stać się z Haiti: „Nareszcie udało się oczyścić Nowy Orlean z mieszkań socjalnych. Sami tego nie dokonaliśmy, Bóg to zrobił – triumfował republikański kongresman z Luizjany Richard Baker. Budynków socjalnych nie odbudowano. Na zwolnionych parcelach stanęły prywatne apartamentowce. Za radą Miltona Friedmana sprywatyzowano również szkolnictwo. Ze 123 publicznych placówek oświatowych odbudowano cztery, za to szkolnictwo prywatne rozwinęło się z siedmiu placówek do 31. Nauczycielskie związki zawodowe przestały działać.” Kiedy zaś tsunami zdewastowało wybrzeża Sri Lanki, „zagraniczni inwestorzy połączyli siły z międzynarodowymi instytucjami finansowymi i przejęli tamtejsze atrakcyjne plaże. Z miejsca rozbudowali sieć kurortów turystycznych. Nikogo nie obchodził los setek tysięcy miejscowych rybaków. Ich domostwa nie zostały odbudowane, buldożery zrównały z ziemią zniszczone wsie, autochtonów wypędzono”

Czy ten sam los spotka Haiti? Czas pokaże...


***

7.02.2010

Zapomniana lekcja...

Niemiecki magazyn Sueddeutsche Zeitung z niepokojem przygląda się sytuacji politycznej we Włoszech, gdzie „faszyzm spotyka się z nobilitacją ze strony czołowych polityków, podkreślających wiele <<pozytywnych>> aspektów dyktatury Mussoliniego. W Drugiej Republice Włoskiej począwszy od 1994 roku stało się rzeczą nagminną nadawanie ulicom nazwisk <<bohaterów>> faszystowskich, stylizowanie na <<dobrych faszystów>> bohaterów filmów telewizyjnych, czy też zgłaszanie inicjatyw ustawodawczych, domagających się postawienia znaku równości między kolaborantami marionetkowej brunatnej Republiki Salo, a członkami antyfaszystowskiego ruchu oporu”.

To, że faszyści na Półwyspie Apenińskim żyją jak pączki w maśle i mają coraz większy wpływ na ustawodawstwo (przykład: rasistowskie ustawy wymierzone przeciwko imigrantom), można również <<zawdzięczać>> obecnemu premierowi Silvio Berlusconiemu – hołubionemu przez kapitalistów magnatowi medialnemu, przeciwko któremu toczy się wiele spraw karnych. Ów Berlusconi jest zdania, że stoi ponad prawem. Kieruje nawet pogróżki i zniewagi pod adresem sędziów i prokuratorów przyglądających się jego machinacjom. Główny atak kieruje jednak przeciwko komunistom. Tak to się zwykle zaczyna: najpierw zrównywanie ze sobą komunizmu i faszyzmu, a następnie twierdzenie, że komunizm był „o wiele bardziej zbrodniczy”...

„Główne miejsce w rewizjonistycznym obrazie historii Berlusconiego zajmuje przekonanie, że to nie narodowy socjalizm, lecz komunizm był <<najbardziej nieludzkim systemem w historii>>. Niezbyt biegły w historii polityk od dziesięcioleci prezentuje mocno uproszczoną wersję totalitaryzmu i uważa za swój moralny obowiązek podtrzymywanie pamięci o brutalnych zbrodniach popełnionych przez reżim komunistyczny. Wprawdzie podczas obchodów Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, 27 stycznia 2006 roku Berlusconi określił masowy mord europejskich Żydów jako <<szaleństwo>>, ale na marginesie dodał, że obok faszyzmu istniał także totalitaryzm komunistyczny, który ma na sumieniu znacznie większą liczbę ofiar. W ten sposób polityk tworzy wrażenie, że <<ludobójstwo na tle rasowym>> reżimu nazistowskiego nie miało tak dramatycznego wydźwięku, co <<zbrodnie na tle klasowym>> w wykonaniu komunistów.” - zauważa gazeta.

W wielu krajach europejskich (jak Włochy, Litwa, Polska, Czechy, Ukraina, Węgry...) siły reakcji starają się przy użyciu gigantycznej machiny propagandowej i różnych wersji instytutów paranoi nacjonalistycznej szerzyć antykomunistyczną propagandę i niejako przy okazji wybielać tych, którzy byli zaciekłymi wrogami komunizmu. Jeszcze troszeczkę, a doczekamy czasów, gdy media zaczną powtarzać, że hitlerowskie Niemcy „broniły świata przed zalewem bolszewizmu”. A będą to z pewnością bardzo mroczne czasy...


***

5.02.2010

Rzecznik Czyich Praw?

Nieoczekiwanie PiS-owski Rzecznik Praw Obywatelskich starł się z PiS-owskimi politykami. Poszło o odsłoniętą niedawno w gdyńskim kościele redemptorystów tablicę upamiętniającą m.in. hitlerowskich okupantów, którzy uciekali przed karą za swe zbrodnie statkami „Wilhelm Gustloff”, „Goya” i „Steuben”. Na szczęście wojska radzieckie pokrzyżowały im szyki, zatapiając brunatne okręty.

Uhonorowanie pamięci wątpliwych moralnie topielców wywołało zrozumiały niesmak u dwóch lokalnych polityków, którzy jak widać nie podzielają antykomunistycznej paranoi swego macierzystego ugrupowania, każącej we wrogach ZSRR widzieć przyjaciół. Toteż skierowali do Prowincjała Zgromadzenia Redemptorystów w Warszawie żądanie zdjęcia tablicy. „Honorowanie w ten sposób niemieckich ofiar wojny świadczy o braku wrażliwości oraz zacieraniu różnic między ofiarą i katem.” - stwierdził jeden z pomorskich posłów. Na samym tylko „Gustloffie” - co podkreślili autorzy listu – znajdowało się m.in. ponad 900 oficerów i marynarzy, którzy mieli stać się załogą niemieckich okrętów podwodnych U-Boot oraz wielu innych żołnierzy i funkcjonariuszy III Rzeszy. Nie bez znaczenia jest również, że większość cywilnych ofiar stanowiły osoby, które zajęły wcześniej mieszkania wypędzonych Gdynian i przejęły ich dobytek oraz tak zwani volksdojcze (Polacy, którzy zdradzili swój naród).

Wydawać by się mogło, że w obliczu takich argumentów nikt rozsądny nie będzie upierał się przy nazistowskiej wersji o „niewinnych ofiarach”. Rzeczywistość potrafi jednak zakakiwać. Oto Rzecznik Praw Obywatelskich Pan Janusz Kochanowski wydał oświadczenie:

„Chciałbym stanowczo nie zgodzić się z zaprezentowanym przez Panów Posłów podejściem. Pamięć o ofiarach należy do kanonów naszej cywilizacji. Tym bardziej, że mieliśmy do czynienia ze śmiercią tysięcy cywilów, w tym kobiet, starców i dzieci. Rozumiem, że troska o prawdę historyczną oraz ból poniesionych przez Polaków strat nakazuje ostrożność. Ale nie powinna ona w żadnym wypadku hamować procesu pojednania, który pomyślnie, choć nie bez przeszkód, rozwija się pomiędzy Polakami i Niemcami. Jego kierunek wyznaczyli m.in. polscy biskupi zwracając się przed laty do Niemców ze słynnym apelem <<przebaczamy i prosimy o przebaczenie>>. Niech mi wolno będzie podziękować Ojcom Redemptorystom za piękną inicjatywę, tak godnie wpisującą się w dzieło zbliżenia, współpracy i wzajemnego poszanowania narodów europejskich. ”

Co należy sądzić o stronie wojującej, która do ostatnich chwil wywołanej przez siebie wojny dawała pierwszeństwo transportom zmierzającym do obozów zagłady, uważając je za ważniejsze nawet od transportów żołnierzy, uzbrojenia i zaopatrzenia?! Co należy sądzić o stronie wojującej, która uznawszy się za „nadludzi” i „rasę panów”, za cel postawiła sobie podbój świata, wymordowanie setek milionów ludzi i uczynienie z pozostałych niewolników?! Należy o niej sądzić to, że z własnej woli wyrzekła się człowieczeństwa, ze wszystkimi tego konsekwencjami... Cóż więc należy sądzić o kimś, kto roni łzę nad „skrzywdzonymi” przedstawicielami tej właśnie strony?!


***

3.02.2010

Miliony Francuzów w tragicznej sytuacji mieszkaniowej

Pozarządowa Fundacja Abbe Pierre, zajmująca się walką o poprawę warunków mieszkaniowych, ostrzega w swym corocznym raporcie, że niemal co szósty Francuz (czyli 10,1 miliona osób) zmaga się obecnie z poważnymi problemami mieszkaniowymi. Do tej grupy należy również 600 tysięcy dzieci. Ogółem 3 miliony 500 tysięcy osób mieszka w bardzo złych warunkach lub też wcale nie ma dachu nad głową. Fundacja podkreśla, że liczba ta wzrosła w ciągu ostatniego roku o 15 tysięcy.

„Zatłoczenie mieszkań, ich zły stan, konieczność ciągłych przeprowadzek, czy przymusowe zakwaterowanie u krewnych – to najczęstsze wymieniane problemy. Raport podaje, że dostęp przeciętnego Francuza do przyzwoitego lokum pogorszył się przede wszystkim z powodu ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego. W następstwie zastoju inwestycji budowlanych zmniejszyła się oferta mieszkaniowa, a wzrosły znacznie koszty wynajęcia bądź zakupu lokali.”


***

1.02.2010

W czym się przejawia kapitalizm...

Szwedzkie i polskie czasopisma żyją tragiczną historią młodych Polek zatrudnianych do sprzątania i opieki nad dziećmi przez 46-letnią szwedzką bizneswoman. „Pracodawczyni” przemocą zmuszała kobiety do niewolniczej harówki a nawet kradzieży dla swojej „pani” luksusowej odzieży z drogich sklepów.

„Choć miały zarabiać po 10 tysięcy koron miesięcznie (ok. 4 tys. złotych), co i tak na warunki szwedzkie jest niską pensją, to w praktyce nie dostawały wynagrodzenia lub płacono im średnio tylko 8 koron dziennie (ok. 3 złotych).” - relacjonuje burżuazyjna „Gazeta Wyborcza”. Natomiast szwedzki dziennik „Metro” dodaje: „Dziewczyny liczyły na to, że w końcu odzyskają obiecane im wynagrodzenie, przynajmniej 10 tysięcy koron. Polki, które nie chciały słuchać poleceń, poddawane były różnym formom przemocy, w tym goleniu głów”.

Owe praktyki wyszły na jaw, a wyzyskiwaczką ma zająć się prokuratura i policja. Lecz ile takich samych (bądź o wiele gorszych) przykładów kapitalistycznego najemnego niewolnictwa nigdy nie ujrzało światła dziennego? Zresztą co da jeden proces skazujący na więzienie, jeżeli nie skaże się na śmierć totalitarnego ustroju, który odpowiada za tyle cierpień i poniżenia?