banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki

Lipiec 2009

***

28.07.2009

Chińczycy trzymają się mocno...

Polskie i zagraniczne media wstrzymały oddech. Oto 27 lipca Barack Obama przyjął delegację wysokich rangą urzędników z Pekinu, którzy przybyli do Waszyngtonu na dwustronne rozmowy gospodarcze. W spotkaniu z sekretarzem stanu Dai Bingguo i wicepremierem ds. Gospodarczych Wangiem Quishanem uczestniczył prezydent USA, szefowa dyplomacji Hillary Clinton, sekretarz stanu Timothy Geithner oraz szef Rezerwy Federalnej Ben Bernanke. Amerykańscy oficjele zachowywali się jak dłużnicy na salonach wierzyciela. Nic dziwnego! Bez wsparcia ChRL, która ulokowała 800 miliardów dolarów w obligacjach amerykańskiego rządu, Biały Dom nie byłby w stanie sfinansować planu wyjścia z kryzysu.

„Dziennik” stwierdza ze złością, że „Państwo Środka staje się lokomotywą globalnej ekonomii” i wzrost PKB może przekroczyć w nim 9%, tak na dobry początek. Dlatego też Amerykanie błagają chiński rząd, aby w większym stopniu oparł swój popyt na rynku wewnętrznym, co ułatwiłoby bankrutującym koncernom z USA złapanie oddechu. Jednak zastępca chińskiego ministra finansów Zhu Guangyao stawia twarde warunki: „Mamy nadzieję, że amerykański deficyt budżetowy będzie rok po roku ograniczany”. Poza tym Chiny wypierają Amerykanów nie tylko ze światowej gospodarki ale i polityki, zdobywając coraz większy szacunek i sympatię w krajach Trzeciego Świata. Inwestycje czerwonej republiki w infrastrukturę państw afrykańskich przekroczyły już 4,5 miliarda dolarów. ChRL prowadzi też owocną współpracę z Kubą, Wenezuelą i Brazylią.

Układ sił na świecie zmienia się nie do poznania. Chiny – nie przejawiające żadnych wielkomocarstwowych ambicji – są już jednym z dwóch supermocarstw, a niebawem będą jedynym. Jednak Komunistyczna Partia Chin nie spoczywa na laurach. Z jednej strony przygotowuje się, by olśnić wszystkich przyszłoroczną wystawą EXPO w Szanghaju, a z drugiej strony rozbudowuje siły obronne kraju – na wypadek, gdyby amerykańscy monopoliści uznali, że wolą wojnę niż kryzys.

***


27.07.2009

Czas wyzysku

Sytuacja jakże typowa dla kapitalizmu: Burżuazja wykorzystuje kryzys nadprodukcji, by zastraszyć niepokornych pracowników, a zbyt opornych zwolnić. „Dziennik” powołując się na badania Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan ujawnia, że trudna sytuacja ekonomiczna to wytłumaczenie pozorne. 55% przedsiębiorców zwalnia, bo dopiero spodziewa się zmniejszenia zysków. Ekspert „Lewiatana” Jacek Męcina tłumaczy: „To nic dziwnego, że firmy reagują na prognozy i nie czekają ze zwolnieniami, aż realnie dotknie je kryzys. Biorąc pod uwagę polski system odpraw, które przsługują zwalnianemu, to jak najbardziej racjonalne działanie”. Wielu przedsiębiorców, którzy czerpią w swych branżach wielkie zyski (np. Firmy farmaceutyczne) uwielbiają maksymalizować swój dochód wymieniając pracowników na tańszych. O zatrudnianiu powracających z emigracji nawet nie myślą.

Tymczasem „psycholog biznesu” Jacek Santorski udziela ofiarom kryzysu cennych rad: „To co teraz się dzieje nie jest żadnym resentymentem czy chęcią odwetu. Powiedziałbym wręcz, że pracodawcy z bólem stwierdzają, że muszą zacisnąć pasa i szukać oszczędności w redukcjach.” Człowiek, który chce utrzymać pracę powinien ponadto „potraktować to, co się dzieje jako cenną lekcję pokory. Mówię tu nie o pokorze polegającej na nadstawianiu karku, ale takiej, która oparta jest na poczuciu własnej wartości i gotowości do tego, żeby przekraczając próg firmy zawiesić swoje ego w przedsionku razem z płaszczem”.

***

27.07.2009

Papierowe tygrysy

Tak wychwalane przez sprzedajnych ekonomistów oazy neoliberalizmu jak Litwa, Łotwa czy Estonia toną w kryzysie, który przecież nieodłącznie towarzyszy kapitalizmowi. PKB Litwy zmniejszył się o 22,4%, Łotwy o 18%, a Estonii o 13%. „Litewski dochód narodowy znika w bezprecedensowym tempie” - szlocha Vilija Tauraite, główna ekonomistka oddziału Danske Bank w Wilnie. W „nadbałtyckich tygrysach gospodarczych” załamał się rynek nieruchomości i kredytów, eksport i popyt wewnętrzny. Nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy – zwykle wspierający liberalnych ekstremistów – sugerował już przed dwoma laty, aby rządy tychże krajów (nie zaś niewidzialna ręka rynku) wycofały się z podatku liniowego, tak propagowanego przez polskie media. Teraz na odwrót może być już za późno. Burżuazja tnie wydatki na cele społeczne, obniża średnie płace o 20% i przymyka oczy na gwałtowny wzrost bezrobocia. Jak ostrzega prawicowy „Dziennik”: „Sytuacja cały czas jest bliska wybuchowi społecznemu”.

***

25.07.2009

Mrówka i parowóz

Gazeta Wyborcza w weekendowym wydaniu z 25-26 lipca grzmi: „Czytajcie Kołakowskiego!” „Bardzo możliwe, że marksizm znowu dojdzie do głosu” - ostrzega organ prasowy burżuazji i dodaje - „Ta pokusa może wrócić!” Proszę, proszę... Czyż to nie pogwałcenie nauk guru, który mawiał o marksizmie: „Ta czaszka nigdy się już nie uśmiechnie”? To w końcu czyja czaszka nigdy się już nie uśmiechnie, Panie Kołakowski? Zresztą o wyżynach intelektualnych i moralnych, na jakie wspiął się najsłynniejszy polski rewizjonista i dyżurny filozof obrońców kapitalizmu, świadczy nie tylko fakt, że zaczynając od wulgarnej i bezmyślnej adoracji swych zwierzchników z PZPR, skończył na płaszczeniu się przed wyznawcami wolnego rynku. (Cóż za koniunkturalizm...) Oprócz tego Pan Kołakowski dowiódł niechcący, że nigdy nie przeczytał klasyków marksizmu-leninizmu ze zrozumieniem (o ile w ogóle ich przeczytał). Oskarża bowiem Marksa o pomijanie przyrodniczego wymiaru ludzkiej egzystencji, psychiki i jego związków ze środowiskiem naturalnym, ignorowanie geografii i demografii...

A przecież materializm dialektyczny i analiza człowieka jako wytworu świata przyrody a zarazem gatunku, który ma przed sobą perspektywę wyzwolenia, przenikają każde dzieło Marksa i Engelsa. Tenże Engels jest autorem takich znakomitych prac jak: „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa”, „Rozwój socjalizmu od utopii do nauki”, „Rola pracy w procesie uczłowieczenia małpy” i genialnej „Dialektyki przyrody”. Styl Engelsa jest przy tym tak przejrzysty, przystępny i barwny, że wielkim błędem jest ignorowanie wyżej wymienionych pozycji.

Ponadto Pan Kołakowski – marnując czas swój i swych czytelników – napisał książkę pod tytułem „Główne nurty marksizmu”, w której wytoczył przeciwko znienawidzonej prawdzie (która jak zwykle w oczy kole) stare i zakurzone pseudoargumenty na polityczne zamówienie, a w końcu uciekł w objęcia ślepej wiary, którą uznał za „najlepszą z możliwych terapię nieuleczalnych dolegliwości istnienia”. Widocznie bezsilne obszczekiwanie marksizmu przez antykomunistycznych „myślicieli” nic nie dało, skoro profesor Krzysztof Pomian zmuszony jest przyznać z niepokojem, że jest wysoce prawdopodobne, iż prędzej czy później marksizm dojdzie ponownie do głosu.

Rzeczywistość ma to do siebie, że jest bezlitosna. W procesie rozwoju występują okresy chwilowego zastoju, zygzaki i cofnięcia, a więc odchylenia od jego wstępującej linii. Niemniej ruch postępowy, jak dowodzi tego historia, przezwycięża w końcu chwilowe przeszkody i toruje sobie drogę ku wyższym formom. Marksizm-leninizm jest nauką zwycięską i niezwyciężoną – jak przyszłość, którą uczy nas kształtować. Jak komunizm, który rozpocznie prawdziwą historię ludzkości, gdy „wyzwolony człowiek ruszy na podbój Wszechświata, by urzeczywistnić swą misję władania materią”. Jak parowóz dziejów przejeżdżający mrówkę, która uwierzyła, że da się go zatrzymać.


***

25.07.2009

Tempo rośnie...

Gospodarka chińska w 2009 rozwijać się będzie w tempie 8% - zakomunikował szef dyplomacji ChRL Yang Jiechi. Minister wypowiadał się na marginesie trwającego w Tajlandii Regionalnego Forum ASEAN-u, w którym uczestniczą szefowie dyplomacji państw regionu i tzw. partnerzy dialogu, w tym USA, Rosja, Japonia i Unia Europejska.

Wzrost PKB Chin Ludowych wyniósł w drugim kwartale bieżącego roku 7,9%. Jest to rezultat wzrostu popytu wewnętrznego i zwiększenia produkcji przemysłowej. Świadczy to o skuteczności polityki Komunistycznej Partii Chin, która w ubiegłym roku zaczęła wprowadzać gigantyczny pakiet inwestycyjny o wartości 586 miliardów dolarów.

Oczy całego świata zwrócone są również na chińskich uczonych, którym udało się właśnie po raz pierwszy w historii wyhodować ze zwykłych komórek skóry zdrową mysz. Ba! Gazeta wyborcza poinformowała, że gryzoń dochował się już własnego potomstwa. Chińczycy dowiedli tym samym, że możliwe jest takie genetyczne odmładzanie komórek skóry, aby powstałe z nich struktury miały cechy zarodkowych komórek macierzystych. Stanowi to wielki krok ku przyszłości wolnej od takich schorzeń jak cukrzyca czy uszkodzenie rdzenia kręgowego. Krok, który uczynili naukowcy z kraju budującego socjalizm.


***
23.07.2009

Nie dla biednych

Tylko dzieci z najbogatszych rodzin mają szansę na karierę w zawodach prawniczych i medycznych, a to ze względu na coraz bardziej nieprzenikalne bariery społeczne – przyznano w opublikowanym w Londynie raporcie rządowym. Były laburzystowski minister Alan Milburn, który kierował badaniami, zauważył kształtowanie się (a raczej odrodzenie się) kastowej mentalności w brytyjskim społeczeństwie. W wielu branżach niemile widziani są młodzi ludzie z rodzin o niskich i średnich dochodach. Milburn roni krokodyle łzy: „Urodzenie, nie wartość, stało się poważnym czynnikiem przesądzającym o życiowych szansach”.

***

19.07.2009


Taka ta Takata

Ostatni dzień wakacji będzie zarazem ostatnim dniem pracy dla 571 robotników z wałbrzyskiego zakładu produkcji kierownic należącego do japońskiego koncernu Takata-Petri. Warto wspomnieć, ze Takata była pierwszą firmą, która otrzymała zezwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej w Wałbrzyskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. A stało się to 31 grudnia 1997 roku. Nie trzeba dodawać, że przedsiębiorstwa ulokowane w WSSE miały się tam jak pączki w maśle. Zarząd Takaty uznał jednak, że to za mało, więc należy „dostosować moce produkcyjne w Europie do zapotrzebowania rynku”. Przenosi więc produkcję do Rumunii, a stamtąd – prędzej czy później – do miejsc, gdzie siła robocza jest jeszcze tańsza i bardziej uległa.

Tymczasem lokalne media poprosiły wałbrzyskich „intelektualistów” o zamydlenie ludziom oczu. Oto Pan Jerzy Tutaj w artykuliku „Homo sovieticus” (Nowe Wiadomości Wałbrzyskie, 13.07.2009) grzmi: „Tak czy inaczej panuje wciąż przekonanie, że przyczyną biedy jest okradanie proletariatu, nie zaś nierentowna, do cna schorowana praca polskiego robotnika”. Krotko mówiąc: Zdaniem zamyślonego Tutaja, wszystkiemu winni są robotnicy, którzy za mało wydajnie pracują. Szczytem marzeń przedsiębiorców jest sytuacja, w której to pracownik – zamiast otrzymywać wynagrodzenie – sam płaci za „zaszczyt” pracy dla swego szefa.

Jednak wałbrzyszanie pamiętają, jak z premedytacją zamordowano przemysł w ich mieście, a tysiące ludzi zepchnięto w nędzę. Puszczają więc mimo uszu koszałki-opałki autorstwa miłośników kapitalizmu.

Warto przytoczyć słowa jednego z najbardziej znienawidzonych przez wyzyskiwaczy człowieka – żyjącego w XIX wieku Fryderyka Engelsa. Refleksje te są bowiem wciąż aktualne:

„I taki jest ustrój gospodarczy całego naszego dzisiejszego społeczeństwa: wyłącznie tylko klasa pracująca wytwarza wszystkie wartości (…) Ale te wartości, produkowane przez robotników, nie należą do robotników. Należą one do właścicieli surowców, maszyn i narzędzi oraz środków nakładowych, pozwalających tym właścicielom kupować siłę roboczą klasy robotniczej. Z całej wyprodukowanej przez siebie masy produktów klasa robotnicza otrzymuje zatem z powrotem dla siebie tylko część. A druga część, którą klasa kapitalistów zachowuje w swych rękach, staje się większa z każdym nowym wynalazkiem i odkryciem, gdy natomiast część przypadająca klasie robotniczej rośnie albo tylko bardzo powoli i nieznacznie, albo też wcale nie rośnie, a w pewnych okolicznościach może nawet i spadać.

Ale te coraz szybciej wzajem się wypierające wynalazki i odkrycia, ta potęgująca się z dnia na dzień w niesłychanym dotychczas stopniu wydajność pracy ludzkiej stwarza w końcu konflikt, który musi sprowadzić zgubę dzisiejszej kapitalistycznej gospodarki (…) Rozszczepienie społeczeństwa na małą, nadmiernie bogatą klasę i na wielką, pozbawioną własności klasę robotników najemnych sprawia, że społeczeństwo to dusi się we własnej obfitości, podczas gdy ogromna większość jego członków jest zaledwie lub wcale nie jest chroniona przed najskrajniejszym niedostatkiem. Ten stan staje się z każdym dniem coraz bardziej niedorzeczny i niepotrzebny. Musi się go usunąć, można go usunąć. Możliwy jest nowy ustrój społeczny, w którym znikną dzisiejsze różnice klasowe i w którym też (…) środki utrzymania, używania życia, rozwinięcia i stosowania wszystkich fizycznych i duchowych zdolności staną się w równej mierze i we wciąż rosnącej obfitości dostępne wszystkim przez planowe wykorzystanie i dalsze rozwijanie istniejących już olbrzymich sił wytwórczych wszystkich członków społeczeństwa, przy równym dla wszystkich obowiązku pracy.”

***

15.07.2009

Psychoza społeczna

Profesor Janusz Czapiński w swym corocznym badaniu „Diagnoza społeczna” w pełni wywiązał się z zadania, które zleciła mu burżuazja. Okazuje się bowiem, że mimo kryzysu i masowych zwolnień, statystyczny Polak jest zamożny i radosny. Zdaniem autora raportu, prezentujemy sobą obraz powszechnej szczęśliwości. Może i tak, ale na podobieństwo niemieckich robotników, którzy z lęku przed utratą pracy zażywają środki „wspomagające” (leki psychotropowe, pobudzające i ograniczające sen). Z drugiej strony, ciekawie na tle medialnego hurraoptymizmu wypada najnowszy sondaż TNS OBOP. Wynika z niego, że aż 65% Polaków uważa, że sytuacja w kraju zmierza ku gorszemu. Przeciwnego zdania jest tylko 25%. Natomiast trzech na czterech obywateli dostrzega kryzys gospodarczy.

***

14.07.2009

Sejm celuje w biblioteki

Samorządy – donosi Gazeta Wyborcza – chcą zamykać szkolne biblioteki, a Sejm opracowuje zmiany w ustawie, które w pełni zadowolą lokalnych decydentów. Pod płaszczykiem oszczędności biblioteki szkolne mają być łączone z publicznymi. Związek Nauczycielstwa Polskiego i szkolni bibliotekarze są oburzeni bezmyślnością (a może raczej perfidią) prawodawców. Po pierwsze: taka „reforma” zaowocuje masowymi zwolnieniami ludzi, którzy przecież musieli zdobyć podwójne przygotowanie – bibliotekarskie i pedagogiczne. W „najlepszym” razie utrzymają etat, ale z niższą pensją i utratą nauczycielskich praw (takich jak regulowany przez MEN wzrost pensji w miarę doświadczenia, wakacje i tzw. pensum). Po drugie: „Uczniowie albo będą musieli chodzić do biblioteki poza szkołę – co ich do czytania nie zachęci – albo do połączonej biblioteki funkcjonującej w szkole będą mogli wchodzić bez kontroli obcy – a to może nie być bezpieczne dla uczniów”.

***

14.07.2009

Oblicza bezczelności

308 rektorów szkół niepublicznych (czyli takich ośrodków, gdzie oceny w rzeczywistości kupuje się za czesne, a poziom nauczania jest żenująco niski) podpisało się pod listą żądań wystosowaną do premiera Tuska. Ich buta zapiera dech w piersiach. Domagają się bowiem: dofinansowania studiów niepublicznych z budżetu państwa, możliwości łączenia uczelni prywatnych i państwowych, takiego jak uczelnie publiczne dostępu do środków na działalność naukową i skontrolowania „wrogich” sobie uczelni przez Najwyższą Izbę Kontroli. Pozostaje pytanie, czy liberalny rząd pozwoli, aby do państwowej kasy przyssał się kolejny pasożyt. A może upomni sygnatariuszy listu, że powinni uszanować realia wolnego rynku? Tak czy siak, szefowie niepublicznych uczelni zachowują się niczym bankowcy: Przy dobrej koniunkturze wrzeszczą, aby rząd się nie wtrącał. Natomiast w czasie kryzysu wyciągają ręce po państwowe wsparcie.

***

14.07.2009

Faszyzm z włoską twarzą

Rząd premiera Berlusconiego przeforsował ustawę zwaną szumnie „pakietem bezpieczeństwa”, będącą najbardziej nieludzkim prawem antyimigracyjnym w Unii Europejskiej. Nielegalny pobyt traktuje jako przestępstwo karane grzywną w wysokości 10 tysięcy euro. Oprócz tego przepisy pozwalają na tworzenie ochotniczych „straży obywatelskich” - nawiązujących ideologią i umundurowaniem do włoskiego faszyzmu, a zajmujących się tropieniem nielegalnych imigrantów. Chociaż socjaldemokratyczny prezydent Giorgio Napolitano mógł zastosować symboliczne weto, to jednak podpisał kontrowersyjną ustawę, mimo że wywołuje ona sprzeciw rozmaitych środowisk: od komunistów począwszy, a na kościele skończywszy.

***

14.07.2009

Niezapomniani

Organ prasowy Michnika ze zgrozą donosi, że białoruskie ministerstwo kultury zatwierdziło listę 70 postaci historycznych, które mają być upamiętnione do roku 2012. Znajdują się na niej nie tylko „znany czerwony partyzant Fiodor Kryłowicz, pierwszy sekretarz KomPartii Białorusi Kiryła Mazurau, komunistyczny pisarz Arkadź Kulaszou”, ale również generał Zygmunt Berling, którego pomnik ma stanąć pod Lenino. Oburzenia nie kryją antykomuniści z marginalnego „Związku Polaków na Białorusi”. Najwyraźniej każdego, kto walczył przeciwko hitlerowskim bandytom o rządy ludu, uważają za postać „kontrowersyjną”.

***

13.07.2009

Nie rozbiją Chin

Wizyta Baracka Obamy na Kremlu „przypadkowo” zbiegła się w czasie z potwornymi aktami przemocy, których dopuścili się ujgurscy fanatycy islamscy wobec wiernych rządowi w Pekinie mieszkańców chińskiej prowincji Sinkiang. Zajście kryminalne z udziałem Ujgurów błyskawicznie zaowocowało krwawymi zamieszkami podsycanymi przez i sterowanymi z USA przez Rabiję Kadir- bajecznie bogatą liderkę muzułmańskich separatystów. Stany Zjednoczone i Rosja, przerażone sukcesami kontynuowanej przez Chiny Ludowe socjalistycznej modernizacji, uznały za konieczne doprowadzenie do osłabienia i rozpadu Państwa Środka. Imperializm naprawdę nie szczędzi wysiłków aby osiągnąć swój cel... Najpierw nawoływanie do bojkotu olimpiady w 2008, następnie Tybet, teraz Sinkiang... Na próżno! Nie powrócą czasy, kiedy Chińczycy żyli w jarzmie kolonizatorów i rodzimych gnębicieli. Komunistyczna Partia Chin niestrudzenie kieruje najludniejszym krajem świata, aby przeprowadzić go z dala od odmętów kapitalistycznego kryzysu, do bezpiecznej przystani o nazwie Socjalizm.

***

13.07.2009

Roboty nie ma i nie będzie

Media przebąkują o masowych zwolnieniach, które mają rozpocząć się już jesienią. Niepokój powinna tymczasem budzić sytuacja młodych ludzi, których 600 tysięcy trafi już niebawem na tak zwany rynek pracy. Najpierw dołączą do ponad 400 tysięcy swych bezrobotnych rówieśników (wzrost o 25% w stosunku do roku ubiegłego), którzy okazali się „wolnej Polsce” zbędni. Zważywszy, że stają się coraz bardziej sfrustrowani, konieczne jest zakrojone na szeroką skalę uświadamianie im prawdy o kryzysie, kapitalizmie i sposobie wyjścia z niego. To odpowiedzialne zadanie należy do członków i sympatyków Komunistycznej Partii Polski, oraz do wszystkich, którym zależy, aby armia młodych bezrobotnych zasiliła czerwone, nie zaś brunatne szeregi.

***

13.07.2009

A głupiemu radość...

Gazeta Wyborcza ustami swego wrocławskiego dodatku nie posiada się ze szczęścia, że radni zlikwidowali Miejski Ogród Zoologiczny, a w jego miejsce powołali... spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Oczywiście zoo będzie miało mniej pieniędzy niż dotąd na prowadzenie działalności. Rafał Guzowski – dyrektor miejskiego departamentu infrastruktury i gospodarki zapewnia, że związana ze zmianą podwyżka cen biletów pozwoli... zwiększyć liczbę zwiedzających, niczym – co za przykład! - Panorama Racławicka. Z kolei Radosław Ratajszczak, od dwóch lat kierujący wrocławskim zoo, stwierdza z satysfakcją, że zoo w obecnej postaci to przeżytek z czasów komuny. Powstało by zaspokajać żywotne potrzeby społeczne, a przecież jesteśmy po to, by pomóc żyć zwierzętom, ale i zarabiać. (…) Wstydem jest, że dorosła osoba za wizytę w zoo płaci tyle co za paczkę papierosów, a bilet dziecka kosztuje równowartość ceny piwa w knajpce. 12 i 5 zł to o wiele mniej niż w krajach zachodniej Europy i u naszych sąsiadów. Obcokrajowcy wręcz pękają ze śmiechu, dowiadując się, jak u nas jest tanio.

Odtąd rządzący Wrocławiem i liberalni pismacy będą zwijać się ze śmiechu, że „hołoty” nie będzie już stać na zwiedzanie ogrodu zoologicznego.

***

12.07.2009

Zamieszki we Francji

W miasteczku Firminy w południowo-wschodniej Francji, gdzie od ponad tygodnia trwają wystąpienia młodzieży z najuboższych dzielnic, w nocy z czwartku na piątek policja rozpędziła demonstrantów używając gazów łzawiących. Do gwałtownych protestów doszło po aresztowaniu i śmierci w policyjnej celi 21-letniego mieszkańca Firminy. Zdaniem policji, człowiek ów popełnił samobójstwo. Z kolei wzburzeni mieszkańcy zarzucają władzom zaniedbania i podważają oficjalną wersję przebiegu tragedii. Nie bacząc na to, prokuratura odrzuciła sugestie, że policja nadużyła siły wobec aresztanta.

***

12.07.2009

Czas barbarzyństwa

Eksperci ONZ w swoim raporcie oskarżają żołnierzy tak zwanej koalicji międzynarodowej o unicestwienie podczas napadu na Irak bezcennych dzieł sztuki. Amerykanie i Polacy zniszczyli m.in. pozostałości starożytnego Babilonu. Oczywiście nieodwracalnie. W jaki sposób? Otóż na terenie tego jednego z siedmiu cudów świata pracowano przy użyciu ciężkiego sprzętu i buldożerów. Tak wynika z opublikowanego w Paryżu dokumentu sporządzonego w oparciu o inspekcje ONZ w latach 2008-2009 i opracowania przygotowane przez poszczególne kraje. Jednak wiadomość ta utonęła szybko w maglu bełkotu i spekulacji dotyczących przyszłorocznych wyborów prezydenckich. W obliczu natłoku natłoku sondaży i eksperckich komentarzy ciśnie się na usta pytanie: Po cóż w ogóle wybory?

***

11.07.2009

Zwolnienia w Takata-Petri

Fabryka Takata-Petri z Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Inwest-Park ogłosiła, że przenosi się do Rumunii, gdzie siła robocza jest o wiele tańsza. Z pracy zwolniła już 200 osób, a w sierpniu dołączy do nich kolejne 560.

***


07.07.2009

Jądro ciemności

W czasach, gdy na wschód od Łaby miliony ludzi budowały socjalizm, a ich młode republiki strzegły wolności, prawa i laickości, w Irlandii miały miejsce zjawiska, których peny obraz jawi nam się dopiero dziś. Wydarzenia, których groza zwyczajnie zapiera dech...

Irlandzka burżuazja bardzo szybko porozumiała się z Kościołem Katolickim w sprawie podziału wpływów i łupów. Sojusz ołtarza z tronem okazał się trwalszy niż feudalizm i z powodzeniem wkroczył w epokę kapitalizmu. Zapotrzebowanie na tanią i uległą silę roboczą zostało przez kler w pełni zaspokojone, kosztem zdrowia i życia tysięcy dzieci z Zielonej Wyspy.

Aż do roku 1994 zakon sióstr magdalenek prowadził sierocińce i przytułki, przynoszące według ostrożnych szacunków nawet 7 miliardów funtów dochodu (nie licząc państwowych dotacji). Jakim cudem? Otóż tresowanie i torturowanie dzieci – odebranych przemocą rodzicom – zmieniało je w niewolników gotowych do najcięższej pracy.

Antyklerykalny tygodnik „Fakty i mity” umieścił na swych lamach – w odpowiedzi na społeczne zapotrzebowanie – wspomnienia ofiar kościelnej machiny wyzysku i raporty dotyczące zbrodniczego procederu. Jedna z dziewcząt wspomina, że szprycowano ją narkotykami i poddawano elektrowstrząsom, aby zabić w niej poczucie własnej wartości i opór. Przyczyna była oczywista: Kościół troskliwie pielęgnowany przez państwo zmonopolizował usługi pralnicze w Szkocji i Irlandii. Efekt? „W przerażających warunkach tysiące dzieci i bardzo młodych kobiet 12 godzin dziennie, przez 7 dni w tygodniu, w temperaturze powietrza przekraczającej 60 stopni Celsjusza, prało bieliznę i pościel ze szpitali, koszar, internatów, hoteli itp. Te warunki – stuprocentowa wilgotność powietrza, opary chemikaliów oraz trujący smród uryny i kału – sprawiły, że niewolnicy często umierali”. Wciąż więc potrzebny był nabór nowej, darmowej siły roboczej odpowiednio „przygotowanej” przez siostry zakonne. Darmowej, ale bardzo dochodowej. I to w dwojaki sposób: za „opiekę” nad dziećmi płaciło państwo, a pralnie przynosiły Kościołowi krociowe zyski.

Tak właśnie wygląda „kapitalizm z ludzką twarzą”, ożeniony ze „społeczną nauką Kościoła”. Patrzy na nas martwym spojrzeniem niezliczonych czaszek z ekshumowanych masowych grobów pracownic zakonnych pralni i dzieci z irlandzkich sierocińców. Ku rozpaczy sprzedajnych historyków i publicystów, kraje demokracji ludowej nie dopuściły u siebie do rozpanoszenia Kościoła. Ale kapitalizm powrócił zrzuciwszy maskę, zatem wszystko jeszcze przed nami.

***

01.07.2009

Strefa bezkarnych zbrodni

Telewizja zwana publiczną wyemitowała film fabularny o serii brutalnych morderstw w meksykańskim mieście Juarez, przy granicy z USA. Ofiarami padło tysiące kobiet – robotnic z pobliskich fabryk. Film, w przeciwieństwie do reportaży jednej ze stacji komercyjnych, ukazał prawdziwe tło zbrodni i ich sprawców. Na podstawie dowodów zebranych przez obrońców praw człowieka, naświetlił okoliczności sprawy:

Ponadnarodowe korporacje kupujące sobie polityków z obu stron granicy i budujące w ramach NAFTA (Północnoamerykańska Strefa Wolnego Handlu) ogromne archipelagi fabryk w strefie przygranicznej, gdzie do wyniszczającej i słabo opłacanej pracy najmuje się kobiety (bezbronne w tamtejszym społeczeństwie), a bogacze i latyfundyści gwałcą je i mordują, by trochę się rozerwać. W końcu – zdaniem burżuazyjnych mediów – uczciwym ludziom biznesu, innowatorom, też coś się od życia należy. Wyzysk i przemoc trwają nadal, a niektórzy dziennikarze zacierają ręce i wyrażają zniecierpliwienie, że istnieje Republika Kuby, której sieć NAFTA nie obejmuje. Pytają więc oburzeni, kiedyż wreszcie „komunistyczne państwo”, wzorem Meksyku, otworzy się na „wolność i demokrację” z całym dobrodziejstwem inwentarza (więc i na gwałty, śmierć oraz nędzę). Ale nic z tego!

Warto przytoczyć przetworzony nieco wiersz Leona Pasternaka:

„Staną przed sądem mordercy z Juarez / Ślepia zmrużywszy staną przed nami. / Choćby się skryli na dnie oceanu / - Czas sprawiedliwy nie za górami (…). / Jaką wymierzyć karę za zbrodnie, / Jakaż za ogrom krzywdy zapłata? / Sądzić ich będzie lud meksykański, amerykański / - narody świata. / Sądzić ich będzie związek nasz bratni, / Wiek nienawiści wkrótce za nami. / Bój to ostatni, sąd to ostatni / - czas komunizmu nie za górami.”

***

01.07.2009

Faza rozkładu

Kryzys pęcznieje i rozkwita pomalutku, niczym wiosenne kwiecie, upadają kolejne zakłady pracy i gałęzie przemysłu, rzesze ludzi co dzień spychane są w nędzę, a do tego burżuazyjny rząd znów olewa (nomen omen) powodzian. Tymczasem media fascynują się czymś zgoła innym, a mianowicie: Pewnym gwiazdorem, który padł ofiarą potwornej machiny show biznesu, przyszłym podziałem łupów w TVP oraz... koczkodanami. Nie wierzycie? Otóż pewna komercyjna rozgłośnia radiowa przytoczyła wyniki badań „udowadniających”, że nie powinno się wątpić w wolny rynek, gdyż znakomicie zdaje on egzamin w małpich społecznościach, gdzie ekwiwalentem waluty jest iskanie się. Zdaniem rozochoconych dziennikarzy, o geniuszu „kapitalistycznych” małp świadczy również to, że każdą czynność przeliczają na tamtejsze pieniądze, nie wyłączając karesów. Publicyści powtarzają stary błąd reakcyjnych filozofów uznających wszystko, co zdarza się w naturze za dobro, dlatego tylko, że w ogóle ma miejsce. Wypuszczają więc nędzną zasłonę dymną, usiłując odwrócić uwagę ludzi od faktu, że wolny rynek zawiódł w skali globalnej. Słyszymy doskonale zgrzyty i trzaski wielkiego mechanizmu, który przestaje już funkcjonować. Jego podrygi – oby ostatnie – wskazują, że czas go przenieść do muzeum lub po prostu na śmietnik historii.