banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki

Archiwum

Maj 2009

***
31.05.2009

Wyspy obfitości”

„Państwo opiekuńcze” przestało być burżuazji potrzebne. W końcu Związek Radziecki został pokonany, więc można spokojnie powrócić do status quo z XIX wieku. Brytyjskie media z przerażeniem zauważają, że na Wyspach swoje żniwo zaczyna zbierać śmierć głodowa:

Jeśli w szkockich szpitalach w zeszłym roku zmarło z głodu 100 osób, to jest to dwa razy więcej niż dziesięć lat temu – pisze Anna Smith w magazynie News of The World – Ale chyba, na litość boską, możemy liczyć chociaż na to, że ktoś oddający się pod opiekę szpitala nie umrze w nim z głodu? Gdyby ktoś powiedział mi 20 lat temu, że tak będzie wyglądać nasza szkocka rzeczywistość, nie uwierzyłabym. Bez względu na to, jakie wyjaśnienia o cięciach budżetowych oferowane są jako wymówki, są to tłumaczenia nie do przyjęcia.

W szpitalu, w którym leżała moja mama, nie mieli nawet działającej kuchni. Wyrzucili wszystkie normalne sprzęty i zastąpili je gigantycznymi, robionymi na zamówienie piecami, gdzie podgrzewają jedzenie przywożone w pojemnikach aż z Anglii. Ktoś musi mi wyjaśnić, gdzie leży logika takiego postępowania?

Bez względu na to, co ktokolwiek twierdzi, nie uwierzę, że takie rozwiązanie jest tańsze od zatrudnienia kilku tradycyjnych kucharek, które w szpitalnej kuchni przygotowywałby pożywne posiłki dla pacjentów – zamiast transportować jedzenie setki mil. Zwłaszcza teraz, kiedy tysiące ludzi wylądowało na zasiłku dla bezrobotnych, powstałoby w ten sposób kilka miejsc pracy. Dodatkowo, można by monitorować proces przygotowywania jedzenia i jego składniki.

W szpitalu, o którym mowa, powiedziano mi, że wprowadzili zmiany: ustalono pory posiłków, podczas których pielęgniarki skupiają się tylko na jednym – by pacjenci zostali nakarmieni. Przynajmniej tu nastąpiła jakaś poprawa. Ewidentnie jednak nie wszędzie tak się dzieje. Jeśli w szkockich szpitalach w zeszłym roku zmarło z głodu 100 osób, to jest to dwa razy więcej niż dziesięć lat temu.

Ten fakt wydaje się jeszcze większym skandalem, gdy uzmysłowimy sobie, że opisywane wydarzenia dzieją się w czasie, kiedy rządzą nami doskonale odkarmieni ludzie, którzy upaśli się naszym kosztem. Ktoś musi za to odpowiedzieć. Nawet jedna osoba zmarła z niedożywienia, to o jedną osobę za dużo.”

***

31.05.2009

Eksplozja a jakoby bomby nie było...”

Tytuł stanowi twórcze przetworzenie jednego z Trenów Kochanowskiego i odnosi się – rzecz jasna – do niedawnej północnokoreańskiej próby nuklearnej, która spotkała się z potępieniem dyżurnych hipokrytów: Izraela, Stanów Zjednoczonych, Francji itp. Według ich mniemania, są bowiem państwa „porządne”, które mogą bawić się w rozwój technologii ofensywnych oraz państwa „bandyckie”, którym nie wolno rozwijać nawet potencjału obronnego. KRLD doświadczyła pół wieku temu amerykańskiej agresji pod szyldem „Narodów Zjednoczonych” i poniosła niewyobrażalne straty gospodarcze i demograficzne. USA po dziś dzień nie zrekompensowało tej tragedii budującej socjalizm republice. Wspaniałomyślnie „dostarcza jej żywność”, ale nawet nie zająknie się o trwającej ponad 50 lat ekonomicznej blokadzie, którą nałożyło na państwo Kim Dzong Ila. Czy można się w takim razie dziwić, że u Północnych Koreańczyków wykształciła się mentalność „oblężonej twierdzy”, znajdująca wyraz w rozbudowie sił obronnych i dążeniu do stworzenia broni nuklearnej, co na zawsze oddali widmo kolejnej imperialistycznej agresji?

Tymczasem – ku zaskoczeniu wielu komentatorów – Polska Agencja Prasowa podała: „Wstępne wyniki badań sprawdzających, czy Korea Północna faktycznie przeprowadziła w poniedziałek próbny wybuch jądrowy, okazały się nierozstrzygające. – Nie wykryto nic, co mogłoby potwierdzić, że zdetonowano ładunek jądrowy – poinformował anonimowo amerykański urzędnik.”

***

31.05.2009

USA: „Głód, nędza i ocean łez”

Zarówno brytyjski The Guardian jak i polski Przegląd biją na alarm: Stany Zjednoczone staczają się w otchłań ubóstwa, choć dzieje się to w nowoczesnych i miłych dla oczu liberałów dekoracjach:

Kryzys dławi i zmienia społeczeństwo Stanów Zjednoczonych. Miliony Amerykanów utraciły domy, oszczędności i pracę. Tłumy bezdomnych szturmują kuchnie wydające bezpłatne posiłki. Wśród zrozpaczonych nędzarzy szerzy się przestępczość. "Pokolenie recesji", jak nazwały je media, traci swe życiowe szanse. (...) 50 mln obywateli USA nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, prawie 14 mln zaś jest bezrobotnych. Od początku recesji w grudniu 2007 r. zlikwidowano 5,7 mln miejsc pracy. Stopa bezrobocia sięgnęła w kwietniu 8,9% i jest najwyższa od października 1983 r. Liczba przymusowo zlicytowanych domów wzrosła w marcu o 45% w porównaniu z tym samym miesiącem roku poprzedniego. W kwietniu takich licytacji przeprowadzono prawie 150 tys.

Polacy, dla których USA wciąż wydają się krajem obfitości, zazwyczaj nie wierzą w relacje o amerykańskiej biedzie. Faktem jest jednak, że w 2007 r. władze Nowego Jorku zaopatrywały w bezpłatne posiłki 1,3 mln ludzi. Tylko w październiku i grudniu 2008 r. liczba potrzebujących wzrosła do 3 mln. W Georgetown, eleganckiej dzielnicy Waszyngtonu, zamieszkanej przez polityków, lobbystów z Wall Street i zamożnych adwokatów, nie należy obecnie zapominać o zamykaniu samochodów. Ten, kto pozostawi auto otwarte, może się spodziewać, że nad ranem znajdzie w nim bezdomnego, który wykorzystał pojazd jako miejsce noclegu.

Kryzys finansowy i ekonomiczny w USA może doprowadzić także do socjalnej zapaści. Lawrence Mishel, przewodniczący Instytutu Polityki Ekonomicznej, przewiduje: „Wielu ludzi znajdzie się w rozpaczliwej sytuacji ekonomicznej, która potrwa wiele lat”. Nędza zagląda w oczy jednej trzeciej społeczeństwa Stanów Zjednoczonych. 32 mln Amerykanów (co dziesiąty obywatel) pobierają bezpłatne kupony na żywność. (...) Organizacja charytatywna "Feeding America", powołująca się na dane federalnego Urzędu Statystyki Populacyjnej oraz Departamentu Rolnictwa, podaje szokujące informacje. Oto w USA 3 mln dzieci poniżej piątego roku życia zagrożonych jest głodem. Poniżej 18. roku życia – ponad 12 mln. Najubożsi tracą możliwości zdobycia wykształcenia. (...) W czasach kryzysu w USA narasta przemoc. Niektórzy próbują zdobywać środki do życia poprzez napady i rabunki, innym, pozbawionym perspektyw życiowych, zawodzą nerwy. (...)W czasach ekonomicznej mizerii miasta Stanów Zjednoczonych zmieniają się – rosną dzielnice slumsów oraz obozy namiotów, w których koczują najbiedniejsi. Najsłynniejsze stało się miasteczko namiotowe w stolicy Kalifornii, Sacramento (...)” – relacjonuje Przegląd.

Widzimy więc jak na dłoni, że to dopiero początek kryzysu. Kapitalizm już gnije, ale nie powiedział jeszcze niestety ostatniego słowa...

***

24.05.2009

Wystrzałowo jest!

Na konwencji PO w Kielcach Pan premier rzekł: „Chcę powiedzieć coś, co każdy z Polaków chce od premiera usłyszeć: w tych trudnych kryzysowych czasach nikt nie zostanie sam.” O, z całą pewnością. Taki delikwent wnet dołączy bowiem do rosnących z każdym dniem szeregów bezrobotnych. Tusk radośnie acz współczująco kontynuował: „Ludzie chcą wiedzieć, mają prawo wiedzieć, czy w tym trudnym dla całego świata momencie ktoś będzie pamiętał o tym, aby temu słabszemu pomóc. Cała filozofia, cała istota niepodległej Polski po 1989 roku wyraża się w tym najprostszym słowie: solidarność, ale to słowo dzisiaj oznacza konieczność współpracy tych, którym lepiej, silniejszych z tymi, którzy pomocy potrzebują.

W tym momencie większość słuchaczy i czytelników uzna Tuska za osobę niezwykle cyniczną, albo niewiarygodnie bezmyślną. Za tą pierwszą opcją przemawia fakt, iż Premier na zakończenie przemowy dodał: „Z podziwem patrzę na to, ile nosicie w sobie optymizmu, ile macie takiej wystrzałowej energii, mimo, że nie zawsze jest łatwo”. Co za błyskotliwy eufemizm: „nie zawsze jest łatwo”. Tak tak... Nie zawsze jest łatwo ofiarom powrotu kapitalizmu, biedy, bezrobocia i gruźlicy. Nie zawsze jest łatwo emerytom, którzy odbudowywali Polskę z ruin, a obecnie cierpią niedostatek. Nie zawsze jest łatwo dzieciom i młodzieży, których nie stać na podręczniki i książki. Nie zawsze jest łatwo absolwentom uczelni, których czeka bezrobocie! Tylko Wam – nowym „władcom” tak zwanej wolnej Polski – jest bardzo, bardzo łatwo! Ale do czasu!

***

24.05.2009

Smutna rocznica w wesołym wykonaniu

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego uchylił rąbka tajemnicy: najwyższe czynniki państwowe aż zacierają ręce, aby uczynić z rocznicy powrotu kapitalizmu i nędzy wielki, radosny festyn. Oczywiście, radosny tylko dla nich i może jeszcze dla garstki pozostałych beneficjentów kontrrewolucji.

Program, który został zbudowany (...) ma kilka funkcji do spełnienia. Te funkcje od czasu do czasu są bardzo zbieżne, od czasu do czasu nakładają na nas obowiązek stosowania bardzo różnych technik, metod przekazu, a przypomnę, że z jednej strony mamy to przesłanie przekazać skutecznie poza granice Polski, a z drugiej strony obie rocznice skłaniają nas po pierwsze do refleksji, koniecznych podziękowań dla głównych bohaterów, jak i również do celów edukacyjnych (...) Bardzo mi zależało, aby w tych uroczystościach uczestniczyli wszyscy, którzy chcą, aby było jednak w tym dniu więcej zgody niż sporów, więcej pogody i radości niż jakichkolwiek zmartwień.” – tak mówił Bogdan Zdrojewski. Dodał jeszcze, że na prominentnych uczestników obchodów czeka suto zastawiony stół. Natomiast społeczeństwo – jak zawsze przez ostatnie dwie dekady – może co najwyżej polizać sobie cukierki przez szybkę.

***

24.05.2009

Kryzys ma wiele twarzy

Robert Zoellick – Prezes Banku Światowego – zauważył podczas opublikowanego w Hiszpanii wywiadu, że jeśli w porę nie zostaną podjęte odpowiednie kroki, to światowy kryzys finansowy może zaowocować „poważnym kryzysem humanitarnym i społecznym”.

„Istnieje ryzyko nadejścia poważnego kryzysu humanitarnego i społecznego o bardzo istotnych konsekwencjach politycznych. Decydujące znaczenie mogą mieć posunięcia stymulacyjne” – powiedział dziennikowi „El Pais”.

„To, co się rozpoczęło jako wielki kryzys finansowy i przeobraziło się w głęboki kryzys gospodarczy, zmierza obecnie w kierunku kryzysu bezrobocia (...) Jeśli stworzymy infrastrukturę, która da ludziom pracę, może to być metoda na włączenie wyzwań krótkoterminowych do długoterminowej strategii” – dodał.

Ostrzegł jednak: „Moim zdaniem w obecnej sytuacji nikt nie wie naprawdę, co się stanie, i lepiej być przygotowanym na wszelkie niespodziewane okoliczności (...) Istnieje coś, co nazywam czynnikiem X, którego nigdy się nie spodziewamy (...) Europa Wschodnia jest w delikatnej sytuacji, zwłaszcza państwa bałtyckie czy inne, jak Rumunia”.

***


19.05.2009

Debata o Was bez Was

Co charakterystyczne dla obecnego rządu to doprowadzenie do wysokiego poziomu działań propagandowych. Taka myśl nasuwa mi się nie pierwszy raz, bowiem ostatnie dwa lata dały aż nadto tego przykładów. Potwierdziła to tzw. debata premiera Tuska ze stoczniowcami czy raczej medialny show z jedną gwiazdą, który zastąpił wymianę argumentów i poglądów. Zaczęło się wspaniale – na obszerny dziedziniec Politechniki Gdańskiej wśród błysków fleszy wkroczył p. premier. Zabrakło tylko reflektorów, sztucznego dymu i tryumfalnego wzniesienia rąk do góry, by pozdrowić ciemny lud przed telewizorami.

Cóż z tego że owi związkowcy nie byli tymi, którzy byli pierwotnie zaproszeni i zainteresowani spotkaniem? Cóż z tego że wśród siedmiu krzeseł dla związkowców, tylko dwa były zajęte? Zawsze przecież można powiedzieć, że tylko pięć było pustych.

Treść spotkania niewiele wniosła do wiedzy nt. co rząd planuję zrobić dla przemysłu stoczniowego czy też szerzej: jakie ma plany dla ratowania gospodarki. Można tylko podejrzewać, że jest to granie na zwłokę, wymigiwanie się od odpowiedzi przed wyborami do parlamentu europejskiego. Po których pewnie nastąpią cięcia zwłaszcza w sferze pomocy socjalnej i innych, dotyczących raczej pojedynczych jednostek niźli zorganizowanych grup, których zapewne słusznie rząd się obawia (można dostrzec postępującą radykalizację działań związków zawodowych, które co prawda same dobrze nie wiedzą czego chcą, ale posługują się coraz bardziej radykalnymi środkami).

Nie można powiedzieć, że liderzy dwóch związków uczestniczących w spotkaniu byli przesadnie sprzyjający premierowi. Byli raczej stremowani i przestraszeni sytuacją, co taki medialny wyjadacz jak p. Tusk z łatwością wykorzystał.

Przez cały czas trwania debaty przed bramą Stoczni Gdańskiej oczekiwali na premiera związkowcy z NSZZ „Solidarność”, czyli jej właściwi adwersarze. Czekali i miny mieli ponure. Bo się nie doczekali. Komentarze jakie wygłaszali po debacie telewizja przerwała.

***

18.05.2009

Żyjemy w najlepszym z możliwych światów

Z zapowiedzi przedwyborczych p. Tuska szczególnie zapadła mi w pamięć obietnica stworzenia w Polsce drugiej Irlandii, co zabrzmiało nader apetycznie, gdym pomyślał chociażby o irlandzkich zarobkach czy nawet zasiłkach. Nie wierzyłem, ale z niecierpliwością czekałem czy p. Tusk jeszcze odniesie się do tych słów. I doczekałem się! Zadowolony z siebie i uśmiechnięty premier stwierdził w trakcie debaty ze stoczniowcami, że w Polsce jest l e p i e j niż w Irlandii i powinniśmy się z tego cieszyć, że swej obietnicy nie dotrzymał. Teodycee Leibniza często streszcza się w słowach, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów. P. Tusk mógłby to pewnie doprecyzować, że w najlepszym z możliwych światów żyjemy w najlepszym z możliwych państw pod najlepszym z możliwych rządów z najlepszym możliwym premierem. Ale kto dziś wierzy w teodycee?

***

18.05.2009

Co może zainteresować psa z kulawą nogą?

Polscy dziennikarze i politycy to dziwny nacja. Gdy w kraju trwa wrzenie i obawy o utrzymanie pracy stają się codziennością dla coraz większej ilości pracowników, wielkim wydarzeniem medialnym, któremu poświęca się od kilku dni niemało czasu w mediach, stał się... zrobiony przez Unię Europejską niespełna trzyminutowy filmik, szumnie nazwany „drogą do wolności”.  Składający się z kilku archiwalnych i zrekonstruowanych zdjęć ukazujących tragiczne momenty epoki realnego socjalizmu. Na koniec filmu kilkoro młodych ludzi przy bramie brandenburskiej (wybranej – o ironio! - jako symbol wolności) popija z plastikowych kubeczków niedookreślony trunek. Całość jest marna i stanowi raczej źródło zarobku dla producenta, niźli wartościowy dokument czy choćby przekaz o ambicjach artystycznych. 
Ale... Co może zainteresować psa z kulawą nogą? Ano – potencjalnie wszystko. Dziennikarze wszczęli burze w szklance wody, opinia publiczna (rzekomo) niezwykle poruszona, sam minister spraw zagranicznych poleciał do Brukseli interweniować, każdy poseł i każdy kandydat na europosła (co zresztą w praktyce zwykle bywa tożsame) ma przynajmniej jedno zdanie na ten temat, a co bardziej wyszczekani to nawet więcej. Brawo dziennikarze! Brawo politycy! W takim tempie wkrótce będziecie debatować między sobą o tym kto ma ładniejszą kochankę a komu bardziej śmierdzą nogi. Więc całkiem słusznie nazywacie siebie opinią publiczną. Zaiste szary człowiek obchodzi was tyle, ile jego wasz filmik.

***

17.05.2009

Cała Wenezuela czyta dzieciom (i nie tylko)

Lewicowy prezydent Wenezueli Hugo Chavez ogłosił Rewolucyjny Plan Czytelniczy – wielką ogólnopaństwową akcję mającą wykorzenić resztki analfabetyzmu i upowszechnić wśród najszerszych warstw społeczeństwa zamiłowanie do książek. „Czytać, czytać i jeszcze raz czytać. To hasło każdego dnia. Musimy krzewić wartości prowadzące do wytworzenia nowego człowieka, nowego mężczyzny i nowej kobiety, którzy staną się podstawą socjalistycznej ojczyzny. To będzie nasz zbiorowy czyn budujący socjalizm.” – stwierdził prezydent. Wkrótce zostaną otwarte kolejne biblioteki wyposażone przez państwo w darmowe zestawy publikacji. Powstaną wspierane przez rząd Szwadrony Czytelnicze, które przystąpią do organizowania kółek czytelniczych w dzielnicach, na uczelniach, w przedsiębiorstwach, miasteczkach i najbardziej oddalonych od „cywilizacji” wioskach. Edgar Paez – pomysłodawca i nadzorujący akcję – podkreślił, że RPC musi objąć wszystkie dziedziny literatury. „Nasze dzieci wciąż uczą się z książek, które inwazję hiszpańskiego imperium nazywają odkryciem Ameryki i stosują rozmaite eufemizmy wobec ludobójstwa tutejszych ludów pierwotnych. My będziemy nazywać rzeczy po imieniu.” – dodał.

***

17.05.2009

Europa wrze

W ubiegłym tygodniu przez całą Europę przetoczyły się wielusettysięczne demonstracje, które swoje apogeum osiągnęły w sobotę w Berlinie. Właśnie tam prawie sto tysięcy osób (w tym 500 polskich związkowców) maszerowało na wezwanie Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych pod hasłami „Walczyć z kryzysem. Pakt Socjalny dla Europy. Winni muszą zapłacić”. W manifestacji uczestniczyła też radykalnie lewicowa partia Die Linke i największe niemieckie centrale związkowe. W obliczu kryzysu kapitalizmu również Czesi, Włosi i Francuzi postanowili tłumnie wyrazić swoją niechęć do ustroju, skazującego robotników na wyzysk i wegetację. Widzimy więc, że to dopiero początek protestów...

***

17.05.2009

Baba-Jaga na stos!

Województwo świętokrzyskie jest promowane przez wizerunek Baby-Jagi. Poniekąd słusznie, gdyż owa wielce zasłużona dla regionu wiedźma nie raz uczestniczyła w sabatach na Łysej Górze. Stanowczo sprzeciwia się temu Forum Kościołów Chrześcijańskich, które najchętniej posłałoby ową fikcyjną służkę fikcyjnego Belzebuba na stos (jak posyłano przez stulecia setki tysięcy rzeczywistych kobiet podejrzewanych o czary). Warto przytoczyć uzasadnienie, jakie spłodzili chrześcijańscy fundamentaliści:

Jako mieszkańcy Kielc i chrześcijanie zwróciliśmy się z prośbą o ponowne, wnikliwe rozpatrzenie przez władze województwa i miasta Kielc kwestii promowania województwa świętokrzyskiego i miasta Kielc wizerunkiem czarownicy. (...) Nazwa naszego regionu i Gór Świętokrzyskich odnosi się do krzyża Jezusa Chrystusa, w naszym regionie znajduje się wyjątkowe miejsce na ziemi, czyli Święty Krzyż, a nasza ziemia przesiąknięta jest krwią powstańców i partyzantów walczących o wolność ojczyzny w różnych okresach historii narodowej. Dlatego nie możemy bezcześcić ich pamięci pogańskim symbolem Baby-Jagi. Nie zgadzamy się na wizerunek, który w zupełności nie przystaje do nazwy i historii regionu, co więcej, staje z nim w sprzeczności” – tłumaczą łowcy czarownic.

Swoją drogą ciekawe, co łączyło Babę-Jagę z powstaniami i działalnością partyzancką. A może do akcji powinien przyłączyć się IPN? W końcu Jaga to troszkę jakby „sowieckie” imię... Na szczęście władze miasta i województwa (a nawet kuria!) posłały pomysłodawców tam gdzie ich miejsce: Do czorta.

***


10.05.2009

OPA. Pa, pa...

Zdominowana przez Stany Zjednoczone Organizacja Państw Amerykańskich ma na sumieniu niejedno: blokadę Kuby, poparcie dla wojskowego puczu przeciwko wenezuelskiej demokracji w roku 2002 i wiele, wiele innych „osiągnięć”. W tym tygodniu jednak przeszła samą siebie i opublikowała listę krajów wrogich „prawom człowieka” (cokolwiek by to miało znaczyć). Umieściła na niej również... Wenezuelę. Najwyraźniej kryterium stanowił stopień podporządkowania Wielkiemu Bratu z Waszyngtonu. Oburzony Hugo Chavez zaproponował w telewizyjnym wystąpieniu, aby kraje latynoamerykańskie opuściły OPA i wzięły udział w tworzeniu nowej, wolnej od wpływów imperializmu, organizacji międzynarodowej. Sam zapowiedział, że Wenezuela jest gotowa pożegnać się z OPA.

***

10.05.2009

Trzecia droga. Donikąd.

Odkąd Tony Blair skierował socjaldemokratyczną Partię Pracy na tory gospodarczego liberalizmu, wiadomo było, że ta formacja źle skończy. Zdradziła bowiem klasę robotniczą, którą miała reprezentować, a burżuazja pozostała nadal nieprzychylna laburzystowskim politykom. Dumny z siebie Blair sklecił wraz z kanclerzem Schroederem i kimś tam jeszcze (oto, jaka wdzięczna pamięć o nich przetrwała) deklarację w której jasno stwierdzili: „Trzeba wznieść się ponad przestarzały podział na proletariat i burżuazję, na socjalizm i kapitalizm. Nasza Trzecia Droga sprawi, że wilki będą syte a owce całe. Rozpuścimy wszystkie konflikty w sosie miłości i jedności. Wszak wszyscy jesteśmy konsumentami!” To powiedziawszy, ruszyli schronić się pod opiekuńcze skrzydełka kapitalistów. Trzecia Droga okazała się wieść do Trzeciego Świata. Demontaż „państwa dobrobytu” w Anglii i Niemczech przybrał na sile, deregulacja rynków finansowych uczyniła obywateli bezbronnymi w obliczu nadciągających kolejnych kryzysów kapitalizmu, a sama Anglia ruszyła na kolejne wojenki, by grabić dalekie kraje. W efekcie poparcie dla Partii Pracy w Wielkiej Brytanii jest najgorsze od czasu pierwszego sondażu w roku 1943. Wynosi zaledwie... 23%

***

10.05.2009

Niewdzięczność

Ponad 600 tysięcy radzieckich żołnierzy i oficerów zginęło niosąc naszej ojczyźnie wolność od hitlerowskiej okupacji. Doczekali się po ponad półwieczu swoistej „wdzięczności”... Jak podaje radio Echo Moskwy, nieznani sprawcy zbezcześcili cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej w Warszawie, oblewając łatwopalną cieczą i podpalając kilkadziesiąt wieńców złożonych przed tamtejszym obeliskiem. Sam pomnik również ucierpiał.

***

10.05.2009

To jeszcze nie koniec...

Amerykańska Komisja Przydziału Środków Budżetowych Izby Reprezentantów zaaprobowała w czwartek wydatki rzędu 96,7 mld dol. na finansowanie wojen w Afganistanie i Iraku – poinformowała agencja Reutera. Tymczasem były żołnierz amerykański został przez sąd federalny w Kentucky uznany za winnego gwałtu na irackiej nastolatce oraz zamordowania jej wraz z całą rodziną. Sąd nie uwierzył bowiem, że gwałt i zabójstwo są koniecznym elementem „demokratyzacji” Iraku. Szeregowy Steven Green ma 24 lata i okazał się prowodyrem bandy pięciu jankeskich żołnierzy, którzy dopuścili się zbiorowego gwałtu na 14-letniej dziewczynce, zabili jej rodziców i 6-letnią siostrę, a potem ją samą. Była to oczywista zbrodnia z premedytacją. Napastnicy zamaskowali się, zaplanowali napaść i podpalili ciało ofiary, by zatrzeć ślady.

***

10.05.2009

Transformacja zabija. Ludzie mają dość.

Piotr Krzyżaniak zwrócił swym artykułem uwagę na zagadnienie skrzętnie pomijane. Na koszmar, który zaczął się dla Polaków pamiętnego 4 czerwca 1989 roku wraz ze zwycięstwem sił antykomunistycznych:

The Lancet, opiniotwórczy angielski tygodnik medyczny opublikował wyniki badań dotyczące związku między prywatyzacją, bezrobociem i śmiertelnością. Badania przeprowadził zespołu w skład, którego weszli David Stuckler, socjolog z Uniwersytetu w Oxfordzie, Lawrence King z Uniwersytetu w Cambridge oraz Martin McKee z Londyńskiej Szkoły Higieny i Medycyny Tropikalnej. Naukowcy, w trwających 4 lata badaniach, oparli się także na danych UNICEF-u, uwzględniających okres od upadku muru berlińskiego do 2002 roku.

Według badań, polityka masowej prywatyzacji w krajach byłego Związku Radzieckiego i w Europie Wschodniej zwiększyła wskaźnik śmiertelności o 12,8 proc. tj. spowodowała przedwczesny zgon przeszło miliona osób. Statystyki przedstawione w The Lancet to kolejna próba policzenia ofiar przekształceń własnościowych w krajach byłego Bloku Wschodniego.

W 1999 roku agenda ONZ ujawniła dane, z których wynikało, że wskutek gwałtownych zmian systemowych zmarło 10 milionów osób, z kolei według informacji UNICEF-u liczba ta wyniosła 3 miliony. Naukowcy za punkt wyjścia do studiów przyjęli wątpliwość, czy można było uniknąć tylu ofiar, i czy zgony są powiązane z konkretnymi strategiami ekonomicznymi.

Najgorzej sytuacja pod tym względem wygląda w byłym Związku Radzieckim, gdzie upadłe zakłady przemysłowe zapewniały wcześniej pracownikom opiekę medyczną. Po ich zamknięciu zaś upadł cały system opieki socjalnej. Brak pracy i perspektyw na zaadoptowanie się do sprywatyzowanej rzeczywistości oraz brak dostępu do usług medycznych skutkował depresją, a w jej wyniku samobójstwami i śmiercią z przepicia. W latach 1991 - 1994 w krajach byłego ZSRR, średnia długość życia skróciła się o pięć lat. W krajach takich jak Polska, Słowenia, Chorwacja itd. średnia długość życia pozostaje na podobnym poziomie jak przed 1989 r. Jednakże w połączeniu z wydłużeniem średniej długości życia mieszkańców Europy Zachodniej w tym samym okresie (1991 - 1994), należy uzmysłowić sobie, iż względnie długość życia także i w Polsce uległa skróceniu.

Oto, co będą niebawem świętować elity. Tymczasem media rozpoczęły nagonkę na Wolny Związek Zawodowy Sierpień 80 i jego emanację – Polską Partię Pracy. Robotnicy ośmielili się bowiem wejść do biur poselskich posłów PO i przedstawić politykom listę 21 postulatów ludzi pracy:

1. Polska obywateli, nie elit!

2. Europejska płaca minimalna!

3. Natychmiastowy program ratowania polskiego przemysłu stoczniowego, zbrojeniowego, wydobywczego, energetycznego i kolei!

4. Rządowy program wsparcia polskiego rolnictwa, rybołówstwa i przetwórstwa!

5. Emerytury i renty wolne od podatku dochodowego!

6. Wzrost wynagrodzeń w służbie zdrowia!

7. Stop prywatyzacji szpitali. Bezpłatna, powszechnie dostępna opieka medyczna.

8. Zachowanie Państwowego Ratownictwa Medycznego!

9. Zakaz eksmisji na bruk!

10. Przywrócić prawo do wcześniejszych emerytur!

11. Tani transport publiczny!

12. Dochód gwarantujący minimum godnej egzystencji!

13. Kodeks pracy równy dla całej Europy

14. Kara więzienia dla niepłacących za pracę!

15. Więzienie dla oszustów wymuszających samozatrudnienie!

16. Bezpłatny Internet dla wszystkich!

17. Zniesienie obowiązku odrabiania chorobowego i dni oddawania krwi, przy przechodzeniu na emeryturę!

18. Podwyżki płac dla nauczycieli i pielęgniarek!

19. Przyjęcie Europejskiej Karty Praw Podstawowych!

20. Rozpoczęcie przez rząd natychmiastowych rozmów z Komisją Europejską w sprawie zniesienia regulacji       dyskryminujących polskie pielęgniarki i położne w zakresie wykształcenia!

21. Jawny dialog pomiędzy społeczeństwem i władzą, przy pełnej reprezentacji stron!

***

3.05.2009

Jasna!... Góra

Zgromadzeni na Jasnej Górze biskupi – w opublikowanym po obradach rady stałej Konferencji Episkopatu Polski komunikacie – zaapelowali do wiernych o poparcie w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego wyznaczonych przez kler kandydatów. Sformułowano to w ciekawy sposób: „(...) by w tych wyborach wskazywali osoby w pełni reprezentujące stanowisko Kościoła katolickiego w sprawach etycznych oraz społecznych, szczególnie w kwestii ochrony życia ludzkiego oraz troski o małżeństwo i rodzinę. W ten sposób każdy z nas może w jakiejś mierze przyczynić się do odnowy chrześcijańskiego oblicza i kultury Europy.”

Złośliwcy mogliby powiedzieć, że czas najwyższy, aby Kościół opowiedział się po stronie robotników i bezrobotnych. Ależ duchowi pasterze i o tym pomyśleli: „Natomiast już teraz, gdy kryzys gospodarczy dotyka w naszej Ojczyźnie setek tysięcy ludzi, biskupi modlą się i zachęcają do modlitwy w intencji bezrobotnych oraz zagrożonych utratą pracy. Modlą się także za sprawujących władzę w Polsce i decydujących o losach zakładów pracy, by w swoich decyzjach troszczyli się o dobro polskich obywateli i całych rodzin” – dodali hierarchowie współczująco. Tak więc zarówno burżuazja jak i duchowni będą syci, natomiast ludzie pracy – nie bardzo...

***

3.05.2009

Zrzutka na Wałęsę?

Mistrz w skokach przez stoczniowy płot został zapytany, dlaczego wystąpił („występ” – to zdecydowanie najbardziej trafne sformułowanie!) na kongresie konserwatywnego ugrupowania Libertas. Lech W. – bo o nim mowa – udzielił rozbrajająco szczerej odpowiedzi: „Oczywiście za darmo tego nie robię. Zarabiam w Polsce około 3 tys. zł. i to jest za mało, aby utrzymać rodzinę. (...) Pracuję dodatkowo i zarabiam na odczytach i w Polsce i w Europie, nie mogę jednak podać konkretnej sumy”. Faktycznie. Wspomniana suma nie wystarcza w naszym „wolnym kraju” na utrzymanie rodziny. A ileż milionów obywateli zarabia mniej niż te trzy tysiące złotych?! Jednak o to Pana „Obalacza Komuny” głowa nie boli. W końcu zrobił niegdyś swoje, a teraz zasłużył na pogodną starość. Inna przyszłość czeka tych, którzy swego czasu mu zaufali i przez to sami sobie zgotowali taki los. A jest ich niemało. Może więc wspomogą swego ulubieńca i urządzą dla niego obywatelską zbiórkę pieniędzy? Z pewnością wystarczy na bilet na Księżyc. W jedną stronę, rzecz jasna.

***

3.05.2009

Dopust boży?

Media podały, że w czasie południowego spotkania z wiernymi w Watykanie Benedykt XVI modlił się za ofiary epidemii grypy A H1N1 w Meksyku i innych krajach.

Powiedział wtedy: „Drodzy meksykańscy bracia, trwajcie przy Panu, On pomoże wam pokonać te trudności”. Tradycyjnie zachęcił do modlitwy „w tym momencie próby” i dodał: „Niech Nasza Pani z Guadalupe towarzyszy wam i ma was zawsze w swojej opiece”.

Co znamienne, Kościół reagował podobnie w czasie każdej pandemii, usiłując wykorzystać ludzkie cierpienie i strach do ugruntowania swojej pozycji. Tym bardziej, że większość ludzi – zamiast zastanowić się, dlaczegóż Bóg tak się nudzi, że zsyła na nich choróbska – zacznie modlić się o przetrwanie. Nam – Homo sapiensom – taki nawyk pozostał jeszcze z zamierzchłej przeszłości. Postęp w medycynie nieco go stłumił, ale nie zniwelował.

Tymczasem warto wspomnieć, że śmiertelność wskutek ataku nowego wirusa grypy jest zdecydowanie niższa niż choćby przy SARS z roku 2003. Podobnie jest z liczbą zarażonych i zmarłych. Widać, że zaraza „wchodzi w fazę stabilizacji”. Swoją drogą – mimo odkryć naukowych – wielu teologów nie może wyjść z podziwu, cóż to za Inteligentny boski Projektant stwarza takie cudeńka jak wirus Ebola, HIV czy A H1N1.

***

3.05.2009

Palikot kulą w płot

Znany biznesmen, platformerski polityk i skandalista – Janusz Palikot – wypalił do Prezydenta Kaczyńskiego z naprawdę grubej rury. Wszystkie dotychczasowe wady Głowy Państwa są bowiem (zdaniem posła) niczym, w porównaniu z największą i niewybaczalną winą: „Nie przypuszczałem, że będę miał do czynienia z pracą naukowca, który ocenia świat wyłącznie z pozycji marksizmu-leninizmu i z tej ideologii uczynił swoje narzędzie badawcze” – tak Palikot skwitował pracę doktorską napisaną niegdyś przez Lecha Kaczyńskiego, a odczytaną przez posła PO na zbiegowisku w Kozłówce. Abstrahując od treści samej pracy: próba zaprzeczania lub bagatelizowania znaczenia i trafności marksizmu-leninizmu jako metody badawczej oraz poglądu na świat jest z góry skazana na niepowodzenie i świadczy o ignorancji prześmiewcy. Fakty bowiem są bezlitosne. Materializm dialektyczny oraz historyczny sprawdza się w działaniu i ma się całkiem dobrze. W przeciwieństwie do poglądów prezentowanych przez swych oponentów.