![]() |
| Start | Aktualności | Dokumenty
|
Brzask |
Galeria |
Świat
|
Historia |
Forum
|
Kontakt |
Linki |
|
27.02.2009 O ślepocie Klub Parlamentarny zwący się dla żartu „Lewicą” w ramach zbliżających się wyborów do Europarlamentu przypomniał sobie o ludziach, którzy ryzykowali życie broniąc Polski Ludowej, a teraz są dyskryminowani. Uwielbiająca moralizatorstwo Gazeta Wyborcza z oburzeniem uprzejmie donosi: Autorami projektu wniosku do Trybunału Konstytucyjnego zaskarżającego niemal czterokrotną obniżkę emerytur byłych oficerów służb PRL są Janusz Zemke z SLD i Jan Widacki z Demokratycznego Koła Poselskiego. Piszą w uzasadnieniu, że "bycie funkcjonariuszem organów bezpieczeństwa łączyło się zawsze z nienormowanym czasem pracy, a także z narażeniem na stres, odpowiedzialnością (....) zwiększonym ryzykiem śmierci, kalectwa, specyficznym (znacznie zwiększonym) ryzykiem choroby lub wypadku". (...) Nie ma słowa na temat ofiar funkcjonariuszy. Nie przeczytamy też, że służyli utrwalaniu totalitarnej władzy. Ale że "z historii wiadomo, ilu funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa poległo w latach wojny domowej toczącej się w Polsce po 1945 r., broniąc porządku prawnego legalnej Polski, jaka wówczas istniała z woli mocarstw sprzymierzonych". Po tym dopiero autorzy dodają, że funkcjonariusze "walczyli też z terrorem UPA czy pohitlerowskim podziemiem Wehrwolf". (...) Takie tło historyczne, jak z peerelowskich podręczników, pojawia się w projekcie wniosku obok argumentów prawnych przemawiających za uznaniem ustawy za niekonstytucyjną. Nie należy się dziwić, że burżuazyjne media gardzą prawdą, określając ją jako rodem z „peerelowskich podręczników”. Nic dziwnego, że obrońcy militaryzmu i kapitału mają za złe oddziałom UB zwalczanie pogrobowców hitleryzmu i ludobójców z UPA. Dziwi natomiast rozmiar demencji u niektórych komentatorów, którzy oburzają się: To nie była żadna "wojna domowa", tylko zbrodnie formacji kierowanych przez okupanta (...) Funkcjonariusze SB oprócz stresów mieli liczne przywileje. Czy to znaczy, że mam się przejmować stresami gestapowców, którzy mordowali ludzi w al. Szucha? A ci biedni ludzie w mundurach hitlerowskich, którzy w czasie Powstania Warszawskiego wyrzynali kobiety i dzieci na Woli? Dla mnie między gestapo i SB jest znak równości. Ale zauważmy, że w gestapo też nie wszyscy byli skazywani na śmierć - mieliśmy więźniów niemieckich, którzy z wyrokami więzienia wracali do Niemiec. Kłania się tutaj brak znajomości historii oraz elementarnych wiadomości i pojęć, który uniemożliwia odróżnienie prawdy od fałszu, komunizmu od faszyzmu, światła od ciemności, dobra od zła. Wypada złożyć wyrazy współczucia, bo taka postawa świadczy o ślepocie. Poza tym należy nad takimi osobami spuścić zasłonę milczenia i odstąpić od szydzenia z nich, bo same wybornie się ośmieszają. Tymczasem warto przypominać, co naprawdę działo się przed ponad półwieczem: Z małych dzieci, które widziały nędzę swoich matek i ojców, które przed wojną oglądały miliony ludzi chorych na gruźlicę, które harowały do utraty tchu na wsiach i w miejskich slumsach, które nie chodziły do szkoły, bo nie stać ich było na buty... z małych dzieci, które przed wojną musiały pokornie schylać głowę przed księżmi, panami i dziedzicami, z tych biednych chłopców i dziewczynek wyrośli w końcu ludzie, którzy u zarania odrodzonej Polski poświęcali swe życie, by koszmary przeszłości już nigdy nie powróciły. Tymczasem panował chaos, kraj leżał w gruzach, a Ziemie Odzyskane były prawdziwym Dzikim Zachodem. Na zaminowanych polach trzeba było znów zasiać zboże, a tymczasem po lasach grasowały bandy różnej maści: od nacjonalistów ukraińskich z UPA (odpowiedzialnych za rzezie na Wołyniu) aż po Narodowe Siły Zbrojne (czystki antysemickie i współpraca z hitlerowcami) i inne grupy marzące o „III Wojnie Światowej”. „Wsławiły się” one mordowaniem między innymi lekarzy niosących pomoc biedocie i zwalczających gruźlicę, nauczycieli walczących z analfabetyzmem, oraz ubogich chłopów. którzy przyjmowali rozparcelowaną obszarniczą ziemię w ramach Reformy Rolnej... Ale cóż. Jeśli wierzyć dzisiejszym mediom i podręcznikom, słuszność była po stronie „zbrojnego podziemia”. *** 27.02.2009 Księża chcą kasy na ciężkie czasy W krakowskim dodatku do Gazety Wyborczej ukazano nam – grzesznym, wątpiącym i maluczkim – światełko w tunelu rozświetlające mroki kapitalistycznego kryzysu. Otóż: „Duchowni i świeccy prowadzący instytucje kościelne rozpoczynają szkolenia, jak radzić sobie z finansami w ekonomicznym kryzysie. Kursy przygotował Narodowy Bank Polski wspólnie z Katolicką Agencją Informacyjną”. Robotnicy wyrzucani z pracy z pewnością nie posiadają się ze szczęścia. W końcu wyedukowani kapłani z pewnością i im służyć będą radą i pomocą w tej czarnej godzinie. Teraz – grzmią głosy rozmaitych mediów, przedsiębiorców i polityków w jeden potężny ryk złączone – wszyscy musimy wspólnie ponieść odpowiedzialność za drobną niedogodność kapitalizmu. Na szczęście system jest z gruntu zdrowy i racjonalny, więc nie ma się czym martwić. Jednakże póki mają miejsce pewne turbulencje, należy oszczędzać kosztem najbiedniejszych. W końcu i tak są oni już od 20 lat przyzwyczajeni do zaciskania pasa. Co innego ludzie majętni: Są solą ziemi i gospodarki, łaskawymi pracodawcami i dobrodziejami całych pracowniczych rodzin. Nic dziwnego, że na straży kapitału stoją niezłomnie duchowni. Ksiądz Robert Nęcek, rzecznik krakowskiej kurii przekonuje: „Parafia to dziś nie tylko wspólnota duchowa, ale też dobrze prosperująca firma. Kapłani nie muszą być specjalistami od ekonomii, ale w obecnej sytuacji gospodarczej powinni wiedzieć, jak sobie radzić i co radzić ludziom”. Nic dziwnego, że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego. Przecież co sprytniejsi wyzyskiwacze zawsze wiedzieli, że nie ma żadnego „królestwa w niebiosach”, lecz rozumieli potrzebę upowszechniania tej złudy wśród biedaków. Prawda jest taka, że krzywdzeni i eksploatowani nie skończą swej przygody w Raju, lecz spulchniając glebę pól uprawnych, aby mogły na niej wyrosnąć płody rolne biznesu. Chyba że zrozumieją swoje położenie i dostrzegą, kto jest ich wrogiem. a kto przyjacielem. *** 27.02.2009 Brzechwa do odstrzału Uczniowie pewnej gdańskiej szkoły podstawowej w demokratycznych wyborach zdecydowali, że chcą patronem swej placówki uczynić Jana Brzechwę. W zeszłym roku wniosek szkoły pozytywnie zaopiniowała komisja edukacji. Jednak na straży prawdy i sprawiedliwości stał zawsze niezłomnie radny Kościelak z PiS, działający w komisji kultury i sportu. Ostrzegł nieświadomą niczego dzieciarnię, że Brzechwa był nie tylko Żydem ale i komunistą, tudzież lizusem. Na niedawnym posiedzeniu, rada miasta dogłębnie zlustrowała niedoszłego patrona. Kościelak głosem Zeusa Gromowładnego rzucał oskarżenia: „Brzechwa szydził z żołnierzy AK, idei niepodległościowych, gloryfikował Stalina (...)Wydał sześć tomików poezji socrealistycznej. A wcześniej pisał peany na cześć Piłsudskiego.” Cóż... Panu Kościelakowi nie przyszło do głowy, że Brzechwa po prostu zmądrzał. Platfusy Obywatelskie natomiast podzieliły się w opiniach: Sekretarz klubu PO Marcin Skwierawski próbował usprawiedliwiać diabelskiego piewcę zła: „Błądzić jest rzeczą ludzką, wielu naszych pisarzy popełniło takie wiersze w czasach stalinowskich. A Brzechwa to facet o dodatnim bilansie. Wychowały się na nim pokolenia”. Tej argumentacji nie dał się przekonać Sylwester Pruś z PO (nie mniej niezłomny niż Kościelak pogromca komunistów): „Te socrealistyczne wiersze to nie był pojedynczy błąd, ale dobrych kilka lat. A my wybieramy patrona, którego całe życie powinno być wzorem do naśladowania. A nie tylko ten fragment twórczości dziecięcej.” Ostatecznie Brzechwa nie został patronem szkoły podstawowej. Zdania dzieci, rodziców ani nauczycieli (nie mówiąc już o głosie rozsądku) nie wzięto pod uwagę. *** 19.02.2009 „Nieodpowiedzialni związkowcy” We wrocławskim dodatku do Gazety Wyborczej wskazano winnych kryzysu: Są nimi pracownicy, bezczelnie domagający się wyższych pensji. Wszak wiadomo, że za machlojki bogatych powinni płacić biedni. Pracownicy MPK we Wrocławiu mają dość żałosnych płac. (Organ Michnika wyliczył, że nie są one wcale niskie: średnio wynoszą 3900 zł. Taak... Tylko, że jeśli sąsiad je kiełbasę z ryżem, a ja kapustę, to średnio obaj jemy gołąbki). Swoją postawą ściągnęli na siebie gniew „wszystko-lepiej-wiedzących” żurnalistów: „Nie bacząc na kryzys i związany z tym apel prezydenta Wrocławia o zamrożenie płac, [związkowcy] żądają znacznych podwyżek pensji.” Swoje trzy grosze dodał też niejaki Jacek Harłukowicz, który niechcący ujawnił nową strategię kapitalistów: „Mamy kryzys. Ludzie boją się o pracę. Instytucje, rządy, miasta, samorządy, firmy szukają wszędzie oszczędności. Zaciskają pasa. Nie tylko w Polsce. Na świecie. W niektórych przedsiębiorstwach pracownicy zgadzają się na obniżki pensji, by ratować stanowiska pracy kolegów. Najwyraźniej związkowcy z wrocławskiego MPK nie mają bladego pojęcia o tym, co dzieje się wokoło, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że mimo, iż ich wynagrodzenia należą w tej branży do najwyższych w Polsce, żądają jeszcze wyższych. Jakoby na wyspie szczęśliwej żyli. Wprawdzie nie grożą strajkiem, tego słowa unikają jak ognia, ale ich żądania płacowe, w kontekście antykryzysowych działań wszystkich innych, brzmią co najmniej niedojrzale.” Oto widzimy jak magiczne słowo „kryzys” staje się doskonałym pretekstem do ostatecznego rozwiązania kwestii pracowniczej. Teraz już nie wypada narzekać na głodowe pensje, gdyż sztuczna inteligencja z Gazety wybiórczej zacznie polowanie z nagonką przeplatane biadoleniem nad ludzką pazernością. *** 19.02.2009 O Rupercie i małpie Co ma wspólnego prezydent Barack Obama i zastrzelony przez policję w stanie Connecticut udomowiony szympans? Zdaniem brukowca New York Post wydawanego przez Ruperta Murdocha (zagorzałego miłośnika Reagana i Bushów) pewne podobieństwo istnieje. Otóż gadzinówka opublikowała rysunek „satyryczny” przedstawiający dwóch policjantów stojących nad zabitą przez siebie małpą. Jeden z nich mówi: „Będą teraz musieli znaleźć kogoś innego do napisania kolejnego pakietu stymulacyjnego.” Jest to oczywista aluzja do planu ratowania amerykańskiej gospodarki forsowanego przez Obamę. Widocznie, zdaniem prawicy, rozwiązania godzące w interesy oligarchów usprawiedliwiają rasistowskie zaczepki. *** 19.02.2009 Chavez cieszy się, opozycja szaty rwie Nie milkną echa wspaniałego zwycięstwa postępowego prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza w referendum, które miało zdecydować o zniesieniu limitu kadencji dla głowy państwa. Oczywiście pod warunkiem, że będzie nadal zwyciężał w wyborach. Gdyby przegrał, w 2012 roku nie mógłby się już ubiegać o najwyższy urząd w państwie. Jego obecna kadencja upływa zaś w 2013 r. Ciekawie całą sprawę skomentowała Gazeta Wyborcza, której dziennikarz Maciej S. słynie z rynsztokowych ataków na wenezuelską demokrację: „54-letni Chavez, który za swego mentora uważa kubańskiego przywódcę Fidela Castro, chce pozostać u władzy co najmniej do 2019 roku. Twierdzi, że potrzeba mu tyle czasu, by rewolucja się umocniła. Wierzy, że zwycięstwo w niedzielnym referendum wzmocni jego mandat do tworzenia socjalistycznego państwa i rzucenia Waszyngtonowi wyzwania w Ameryce Łacińskiej. (...) Zwolennicy Chaveza argumentują, że zapewnił on ubogiej ludności tanią żywność, bezpłatną oświatę i lepszą opiekę zdrowotną. Obawiają się, że jego przegrana oznaczałaby utratę tych zdobyczy.” Tak zwana opozycja nadal łka z rozpaczy, że wszystko poszło nie po jej myśli. Społeczeństwo nie doceniło „heroicznego” puczu, który urządziła w 2002 we współpracy z CIA. „Niewdzięczni współobywatele nie chcą przyjąć do wiadomości słuszności podziału Wenezuelczyków na panów i chamów” – oburzają się młodzi, majętni ludzie biznesu i zaczynają znowu knuć, jak powtórzyć wariant z Chile AD 1973. Na próżno. Chavez się nie da. Stoją za nim miliony ludzi, którym ludowy rząd zapewnił pracę i chleb. *** 14.02.2009 „Wenezuela – Nie dla idiotów” Lech Wałęsa – mistrz w skoku przez płot i kaleczeniu polszczyzny – odwołał pięciodniową wizytę w Wenezueli, podczas której planował spotkanie z puczystami i zadymiarzami, którzy od 2002 roku usiłują obalić Hugo Chaveza – demokratycznie wybranego prezydenta. Jako że pokojowy noblista i pupilek CIA nie jest zbyt lubiany przez mieszkańców Wenezueli, Chavez stwierdził, że miałby trudności w zapewnieniu Panu Lechowi W. bezpieczeństwa. Tak oto pełna atrakcji eskapada spełzła na niczym. Może Wałęsa powinien wybrać się do likwidowanej Stoczni Gdańskiej? Dreszczyk emocji ma tam zapewniony. *** 12.02.2009 200 lat!!! Tego dnia świętujemy podwójną rocznicę: 200 lat temu urodził się współtwórca teorii ewolucji i jeden z najwybitniejszych uczonych wszech czasów – Karol Darwin. Natomiast 150 lat temu opublikował książkę, która obaliła wszelkie idealistyczne dogmaty i religijne urojenia: „O powstawaniu gatunków...”. Co prawda postęp nauki uzupełnił i rozwinął teorię sformułowaną przez Darwina i Wallace’a, ale – ku rozpaczy wszelkiej maści reakcjonistów – przede wszystkim potwierdził jej prawdziwość. Dziś można śmiało powtórzyć za wybitnym genetykiem Theodosiusem Dobzhanskym, że „ Niczego, co dotyczy biologii, nie da się zrozumieć bez odwołania do teorii ewolucji”. Jeden z najbardziej konsekwentnych materialistów wśród biologów – Richard Dawkins – pokazuje, że wielką ideę Darwina można sprowadzić do jednego zdania: „Przy wystarczającej ilości czasu, nieprzypadkowe przetrwanie jednostek dziedziczności (które czasem popełniają błędy kopiowania) stworzy złożoność, różnorodność, piękno i złudzenie projektu tak przekonujące, że niemal nieodróżnialne od świadomego projektu”. We wzruszającej przemowie nad grobem Karola Marksa, jego przyjaciel Fryderyk Engels przypomniał: „Podobnie jak Darwin odkrył prawo rozwoju świata organicznego, tak Marks odkrył prawo rozwoju dziejów ludzkich”. Nic więc dziwnego, że wszelkiej maści wrogowie rozumu zawsze darzyli nienawiścią i zwalczali teorie Darwina i Marksa. Na próżno. Fakty są bowiem bezlitosne i każdego dnia świadczą o geniuszu tych dwóch uczonych, którzy zmienili losy świata. Niestety na początku XXI wieku znów mamy do czynienia z eksplozją zwyczajnej głupoty, choć pod różnymi postaciami: idealizmu, postmodernizmu i wreszcie kreacjonizmu. Nietrudno dostrzec, że po upadku krajów demokracji ludowej powróciło średniowiecze, tylko w bardziej atrakcyjnym opakowaniu. Przeciwnicy nauki zwierają szyki i usiłują wprowadzić w szkołach USA, Anglii i innych krajów bajki o stworzeniu Świata i człowieka przez Boga. Tych tak zwanych „kreacjonistów” wspiera potężne lobby biznesowe. Burżuazji jest bowiem na rękę utrzymywanie ludzi w ignorancji, aby byli bezbronni jak ślepe kocięta. Aby nie poznali prawdy mówiącej, że ustrój – podobnie jak świat przyrody – nie jest dany zrządzeniem bóstwa ani niezmienny. Na szczęście materialiści nie pozwolą rzucić osiągnięć nauki na pożarcie miłośnikom idealizmu. Walka trwa. *** 11.02.2009 Co Pan tak zgrzyta, Panie Rokita? „Zachowałem się w tej sytuacji tak, jak nauczyłem się zachowywać w trakcie kontaktów ze Służbą Bezpieczeństwa. W takich sytuacjach należy stawiać bierny opór, a nie czynny” – wspomina niedoszły „premier z Krakowa” Jan Maria Rokita swą przygodę w samolocie. Portal Onet.pl podaje: „We wtorek wieczorem policja wyprowadziła Jana Rokitę skutego kajdankami z gotowego do startu samolotu Lufthansy na lotnisku w Monachium. Powodem była kłótnia ze stewardessą. Rokita twierdził, że funkcjonariusze szydzili z niego i wyzywali, a także próbowali wyłudzić 8 tys. euro. Według bawarskiej policji stewardessa stanowczo upomniała go, żeby wreszcie zapiął pas. Rokita uparcie odmawiał, a w końcu miał odepchnąć stewardessę, a pilot nakazał byłemu politykowi opuszczenie maszyny. Gdy ten odmówił, wezwano policję. Informację agencyjną DPA o zajściu w Monachium oraz reakcji polskich mediów zamieściły niemieckie media, m.in. "Die Welt" i tygodnik "Der Spiegel". Widzimy więc
jak na dłoni, jak
niewiele potrzeba, aby zrobić z siebie pośmiewisko na oczach całej
Europy. Wystarczy drzeć się wniebogłosy, że jest się katowanym przez
zwyrodniałą polakożerczą załogę Lufthansy i wzywać rodaków na wojenkę o
zbezczeszczony płaszcz żony. *** 10.02.2009 „Kryzys będzie jak malina...” Dzielna Gazeta Wyborcza w ramach akcji „Szkoła myślenia” (ale jakiego?) dała uczniom gimnazjum w Wierzchucinie Królewskim w woj. kujawsko-pomorskim odpowiedzialne zadanie: Mieli zbadać „czym jest ten kryzys i czy dotarł do ich wsi”. Jak można się było spodziewać, dziatwa nie umiała połączyć zaobserwowanych przejawów krachu kapitalizmu w logiczną, spójną całość. Mało tego! Jedna z dziewcząt objawiła dziwnie znajomą receptę na gospodarczą katastrofę: Wpompowanie pieniędzy w duże zakłady przemysłowe, wspieranie prywatnych przedsiębiorców, uproszczenie procedury zakładania drobnych firm, a przede wszystkim obniżenie podatków i świadczeń na ZUS ludziom interesu. Genialna w swej prostocie droga na samo dno. Ale czegóż się spodziewać po ofiarach burżuazyjnego prania mózgów? Godne uwagi są wymyślone przez gimnazjalistów hasła antykryzysowe: „Polska sobie z kryzysem radę da, bo silnych obywateli ma” (Silnych? To znaczy ile dni mogących wytrzymać bez jedzenia?), „Wszyscy z kryzysem walczymy, oszczędzając, świat uchronimy” (A więc Wyborcza radzi biednym, by jeszcze bardziej zacisnęli pasa? Wtedy to już będzie stryczek.), „Kryzys gospodarczy niech nam nie miauczy”, „Kryzys z zagranicy nie dotknie polskiej stolicy” (Całą resztę kraju już tak?). Wniosek z reportażu płynie taki, że aby zwalczyć głód i bezrobocie, trzeba sprawić żeby głodni zjedli bezrobotnych. Smacznego. Jednak organ Michnika z jakiegoś powodu nie ocenzurował dwóch ostatnich uczniowskich złotych myśli: „Znajdziesz się na dnie, kiedy kryzys cię dopadnie” oraz (trudno uwierzyć własnym oczom!) „Kryzys będzie jak malina, trzeba drugiego Stalina”. *** 10.02.2009 Człowiek honoru W piątek prezydent Lech K. podpisał ustawę czterokrotnie zmniejszającą emerytury byłym oficerom służb Polski Ludowej. Ofiarą intrygi PO i PiS padnie również pierwszy polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski. Jego winą jest znalezienie się swego czasu w składzie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Jak wiadomo, jest to zbrodnia w niczym nie ustępująca pedofilii czy kierowaniu „zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze zbrojnym” Ku rozpaczy funkcjonariuszy IPN, łamanie kołem ani spalenie na stosie nie wchodzi jednak w tym przypadku w grę. Poprzestają więc na ciosie w i tak skromną kieszeń. Tymczasem generał Wojciech Jaruzelski ma prawo do pobierania wysokiej emerytury prezydenckiej. Jest jednak zdania, że byłoby to „poniżej jego oficerskiej godności”. Takim sposobem ukazuje małość swych prześladowców. Chwała mu za to. *** 10.02.2009
„Złota młodzież” Polska Agencja Prasowa poinformowała o ujęciu przez płocką policję czterech nastolatków, pretendujących zapewne do miana „elity narodu”. Dlaczego dokonano zatrzymania? Otóż w zeszły czwartek owi młodzieńcy odwiedzili śmietnik na jednym z osiedli w Płocku, gdzie dwaj bezdomni zamierzali spędzić noc. Agencja zaznacza: „Młodzi ludzie znali ich, wcześniej nawet im pomagali”. Prowodyrem okazał się 14-latek, który zaczął bić starszego człowieka i razić go paralizatorem. Reszta kolegów podobno próbowała go powstrzymać, ale ostatecznie sama zaczęła torturować swe ofiary. Zapytani o przyczyny swego postępowania, nie umieją odpowiedzieć. A szkoda, bo mogłyby one poszerzyć zakres naszej wiedzy o „wolnej Polsce”. Co sprawia, że młodzież katuje innych ludzi? Poczucie frustracji kierujące agresję przeciwko słabszym, czy ciągła nagonka na biednych i bezdomnych? A może jedno i drugie? ***
10.02.2009
Niestety Od dawien dawna wiadomo, że religia może zagrażać zdrowiu a nawet życiu. Dziś ujrzeliśmy przygnębiający tego dowód. Pakistańscy talibowie zamordowali porwanego przez siebie polskiego inżyniera, mimo negocjacji prowadzonych przez rząd Pakistanu. Gdyby na tym stwierdzeniu poprzestać, obraz sytuacji byłby niepełny. Warto więc dodać, że wszystko zaczęło się niemal 30 lat temu, gdy Amerykanie wsparli islamskich fanatyków przeciwko socjalistycznemu rządowi Afganistanu i Armii Czerwonej. „Stratedzy” zza Atlantyku oraz Radosław Sikorski – ich wierny sługa promujący mudżahedinów jako reporter – chyba niezbyt zdawali sobie sprawę jaką żmiję wyhodują na własnej piersi. Ową świetnie wyekwipowaną żmiją okazała się Al Kaida i jej guru Osama bin Laden. Przeprowadzony na jego polecenie zamach z 11 września 2001 stał się dla rządu chrześcijańskiego fundamentalisty George’a Busha pretekstem do ataku na rządzony przez talibów Afganistan. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o dostęp do surowców i opóźnienie kryzysu kapitalizmu przez rozkręcenie przemysłu zbrojeniowego. Niektórzy byli tak naiwni, że uwierzyli w ideę „wojny z terroryzmem”. „Przeciw terroryzmowi”, czy „Ramię w ramię z terroryzmem”? – chciałoby się zapytać. Tymczasem rządząca Polską burżuazja – niezależnie od przynależności partyjnej – ochoczo przyklaskiwała wszelkim wojennym awanturom Wuja Sama i wysyłała polskich żołnierzy, by mordowali Afgańczyków w myśl zasady: „Zabijcie wszystkich. Bóg i tak rozpozna swoich”. Jednocześnie dzięki anty PRL-owskiej czystce w spec-służbach, rząd nie jest już w stanie uratować choćby jednego porwanego obywatela! W ten oto sposób przebyliśmy długą drogę od roku 1979 do 2009 i dopiero teraz widać jak na dłoni rozmiary tego szaleństwa. Może czas już najwyższy z nim skończyć? *** 3.02.2009
Nadchodzi!
Wielkimi krokami zbliża się 20-ta (i oby ostatnia) rocznica wyklucia się „wolnej Polski”. Cóż z tego, że wolnej od powszechnego wykształcenia, pracy i perspektyw dla większości obywateli? Dla dumnych beneficjentów z grona elit – a przede wszystkim z Gazety Wyborczej – jest to powód do szampańskiej wręcz zabawy. Organ Michnika rozpoczął nawet akcję „20 lat wolności” w której zachęca: „Swoją historię 20-lecia mogą opowiedzieć wszyscy, zarówno urodzeni w jego trakcie, jak i dobrze pamiętający drugą wojnę światową. Nie ulega wątpliwości, że przełom 1989 roku miał wpływ na każdego z nas, na nasze rodziny, kariery, upadki, nieszczęścia i sukcesy. Interesują nas opowieści z wielkich miast i najmniejszych, zapomnianych wiosek. Czekamy na opowieści ludzi, którzy byli w środku wydarzeń, i tych, którzy byli na ich marginesie. Czy ta dwudziestolatka, trawestując Hłaskę, była piękna czy szpetna? Czy przyniosła Wam radość czy rozczarowanie? Opowiedzcie nam o tym.”
Jeśli głos „wolnej Polski” tak grzecznie prosi o podzielenie się z nim swą opowieścią, to nie sposób odmówić. Wszystkich Towarzyszy i Towarzyszki również zachęcam do uświadamiania Gazecie jak „przyjemne” jest życie w – trawestując Hłaskę – Szpetnej Dwudziestoletniej. Warto aby jej czytelnicy pojęli, że jest liczne grono ludzi, którzy nie zgadzają się z obecną sytuacją, którym nie jest wszystko jedno...
A propos „wolnej Polski”. Z najnowszego sondażu Gazety wynika, że „W III Rzeczpospolitej mamy więcej pieniędzy, wolności, pracy, a nawet urody niż w czasach PRL”. Niesamowite! Jesteśmy szczęśliwi, tylko sobie tego nie uświadamiamy. Mało tego: „90 % Polaków uznało, że obecnie jesteśmy lepiej ubrani niż w czasach PRL. O jeden procent mniej badanych docenia lepsze wykształcenie, które Polacy zdobyli po 1989 roku. Według 84 % staliśmy się bardziej europejscy, według 83 - bardziej dbamy o higienę, a 59 % jest zdania, że Polacy stali się zamożniejsi niż byli ponad 20 lat temu.” Jesteśmy pachnący, majętni i zgodni ze standardami europejskimi! Czego chcieć więcej? Żyjemy niczym pączki w maśle, a mimo to ci „roszczeniowi” emeryci, renciści i ludzie pracy wciąż wyrażają niezadowolenie. Niewdzięcznicy. Mają czelność stwierdzać, że: „Zdaniem 91 % staliśmy się bardziej zestresowani. 69 % uważa, że ciężej pracujemy. Według 68 % badanych jesteśmy bardziej pragmatyczni i wyrachowani. Z kolei 61% ubolewa, że mamy mniej czasu dla rodziny i przyjaciół, niż mieliśmy w czasach PRL.” Skandal i obraza boska!
Na szczęście są osoby poważne, odpowiedzialne i znające swoje miejsce w hierarchii społecznej. Przykładem niech będzie Pan Marek Lewandowski z upadającej Stoczni Gdynia. Podczas gdy 5 tysięcy jego kolegów straci pracę, Pan Marek zainicjował akcję rozdawania ulotek wzywających do odmawiania różańca. Wyjaśnił dziennikarzom Gazety Wyborczej co go do tego zainspirowało. Otóż „po II wojnie światowej Austria była podzielona na cztery strefy okupacyjne, jedną zajmowali Sowieci. Zdrowy rozsądek podpowiadał: stamtąd, gdzie wojska radzieckie weszły, nigdy po dobroci nie wyjdą. Ale w 1948 r. Austriacy zaczęli masowo odmawiać różaniec, właśnie w intencji wycofania się okupanta. Po siedmiu latach stał się cud: Sowieci się wycofali, Austria zjednoczyła. Zdaniem Lewandowskiego sytuacja stoczni wydaje się równie tragiczna, a jej uratowanie będzie możliwe tylko wtedy, gdy naraz stanie się kilka nieprawdopodobnych – w czasach kryzysu – rzeczy. Chęć odmawiania różańca stoczniowcy zgłaszali pod specjalny numer telefonu. Po co te informacje? - Chcemy wiedzieć, ile osób się zaangażuje w modlitwę. W Austrii różaniec odmawiało 10%. obywateli. Wierzymy, że jeśli 10%. załogi, czyli ok. 500 osób, włączy się do różańca, to też wygramy, mówi Lewandowski. ”
Patrzcie
i uczcie się malkontenci! Na
kryzys nie pomoże słuchanie podszeptów „bezbożnych
komunistów”, jeno wytrwałość w pokorze i modlitwie. A
więc powodzenia! Powrót
do:
|