banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki 

Styczeń 2009

***

30.01.2009

Bądźmy szczerzy...

Nie dajmy się zwieść mediom. W mijającym tygodniu główne wydania serwisów informacyjnych nie uraczyły nas niczym szczególnym.: Ot, pojawiło się trochę ploteczek i dyrdymałów rodem z brukowców. („Marcinkiewicz porzucił żonę”, „Emeryci zagrożeniem dla stabilności finansowej państwa”, „Kryzys nie jest taki zły”, „Czuma będzie ścigał zabójców morderców Olewnika” a nawet „Kot pobierał przez miesiąc zasiłek”). Jest to typowa zasłona dymna, którą tworzy wielki biznes, by odciągnąć ludzką uwagę od największego po 1929 roku kryzysu kapitalizmu.

„Wróćmy do stanu boomu gospodarczego! To najlepsze wyjście.” – radzą spryciarze od dobrobytu gospodarczego, po czym dodają – „Właśnie w tym celu trzeba obniżać koszty pracy, pensje i stosować masowe zwolnienia”. Nie dość, że leczenie przypomina te rodem ze średniowiecza! Cała choroba jest źle rozumiana. Przecież bąble, odciski i wypadki przy pracy powstają właśnie w okresie tzw. wzrostu gospodarczego. Wtedy pracownicy są tłamszeni i zmuszani do siedzenia w nadgodzinach...

A co przychodzi wraz z każdym kolejnym kryzysem? Obniżka zarobków, pretekst do zwalniania już i tak maksymalnie wyciśniętych ludzi. Kiedy wreszcie społeczeństwa całego globu uświadomią sobie, że to błędne koło?! Jeśli coś miałoby nasuwać skojarzenia z wyimaginowanym piekłem, to właśnie takie – pozbawione nadziei i pełne cierpienia – życie!

Tymczasem mnożą się teledurnieje, tok-szoły, ploty i reklamy: W najnowszej, bohaterka udająca dziennikarkę obwieszcza łamiącym się głosem, że Polacy są zabiegani, przemęczeni i znajdują się u kresu wytrzymałości. O radę prosi eksperta-dietetyka („Panie doktorze, czy nie przydałby się jakiś magnez?”). Ten – ze szczerym i dobrodusznym uśmiechem stwierdza, że „jakiś” magnez nie wystarczy. Na takie przemęczenie pomóc może tylko końska dawka magnezu zawarta w preparacie X. Koniec reklamy. Przesłanie? Jeśli czujecie się jak wyżęte szmatki, naszprycujcie się czymś, co naprawdę „daje kopa” i wracajcie do pracy!

Tyle mają do powiedzenia „eksperci”. Co na to ludzie? Czołowe związki łaszą się do „pracodawców”, Lewiatanów i innych straszydeł, zaś stoczniowcy dali się nabrać na tak zwane „odprawy” w zamian za likwidację swych miejsc pracy. A gdy – tak jak wałbrzyskim górnikom – pieniążki się skończą? Co wtedy, dzielni Obalacze Komuny i Walczący o Wolną Polskę? Chcieliście takiej Polski, to ją macie! Możecie sobie pogratulować. Swego czasu wyzyskiwaczom z całego świata udało się podciąć waszymi rękami gałąź, na której siedzieliście. Możecie być z siebie dumni. A teraz media wmawiają Wam wszystkim, że macie spędzić resztę życia wegetując przed odbiornikiem śledząc życie gwiazd i gwiazdeczek. Cóż... Mieszkańcom Islandii puściły nerwy. Może i Wy naprawicie swoje błędy? To byłby dopiero news!

***

30.01.2009

Nie żyje!

Ta wiadomość spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Zespół fachowców od wykopków przedstawił na czwartkowej konferencji prasowej straszną prawdę: Generał Władysław Sikorski nie żyje. Ba! Jego stan nie ulegnie w najbliższym czasie zmianie. Ku rozpaczy miłośników teorii spiskowych premiera samozwańczego „Rządu Londyńskiego” nie zabili ani kosmici, ani Anglicy, lecz prozaiczne uderzenie samolotu w wodę. Nawet ci okropni „Sowieci” nie przyczynili się do zgonu generała. Chociaż kto wie? Czujni śledczy z IPN ustalą teraz, czy NKWD na rozkaz Stalina nie porwało dzielnego wojaka jeszcze przed wylotem Liberatora, zabiło go na Łubiance i błyskawicznie podrzuciło zwłoki do samolotu. Zabawa w chowanego jest – jak widać – najlepszą receptą na kryzys gospodarczy. Kryzys, który kapitalista George Soros określił jako gorszy od tego z lat 30. XX wieku!

***

22.01.2009

Portugalia: Nie zbrodniarzom!

W zeszłą sobotę rząd w Lizbonie zakazał przelotu i międzylądowania na swoim terytorium samolotom z bronią przeznaczoną dla Izraela. Decyzja jest elementem wsparcia dla wysiłków zdrowej moralnie części ludzkości, która ma dość rzezi dokonywanej na Palestyńczykach w Strefie Gazy. Warto dodać, że na Azorach znajduje się ważny punkt tranzytowy dla amerykańskich samolotów wojskowych dostarczających śmiercionośną broń izraelskiej armii.

***

22.01.2009

Początek naprawy krzywd?

Nawet lektura mediów burżuazyjnych może dostarczyć wiele radości. Oto Gazeta Wyborcza z 19 stycznia podaje, że na antenę radiowej jedynki wraca znakomita dziennikarka muzyczna Maria Szabłowska. Stało się to możliwe odkąd ze stanowisk władców Programu I PR zostali wykopani PiS-owscy inkwizytorzy: Krzysztof Czabański i Jerzy Targalski. Tenże Targalski wręczył w grudniu 2006 wypowiedzenie Pani Szabłowskiej dodając z przekąsem, że „likwiduje w radiu złogi gomułkowsko-gierkowskie i nie może być tak, że idąc korytarzem widzi same stare kobiety”. Nawiasem mówiąc ciekawe jak ex-wiceprezes zareagowałby człapiąc korytarzem na widok swej mamy i babci... Tak czy siak czystka w publicznym radiu pochłonęła około 300 osób, szczególnie tych, którzy zaczęli pracę w okresie Polski Ludowej.

***

22.01.2009

Bush znaczy odwaga? Raczej blaga.

W swym ostatnim telewizyjnym orędziu do nieszczęsnego amerykańskiego narodu George W. Bush – prezydent i „genialny strateg” – przyznał, że nie jest nieomylny, ale niewiele mu brakuje. „Jak wszyscy popełniałem błędy, ale w zgodzie ze swym sumieniem robiłem dla Ameryki to, co uważałem za słuszne.” A więc czas przeszły? „Uważałem” zamiast „uważam”? Czyżby bushowa moralność przeszła ewolucję? Oczywiście, jeśli przyjmiemy ryzykowne założenie, że kiedykolwiek dysponował jakimiś skrupułami.

„Nie wszyscy muszą się zgadzać z trudnymi decyzjami, które podejmowałem. Ale mam nadzieję, że wszyscy się zgodzą, iż miałem odwagę podejmować trudne decyzje”. To jednak nie jest odwaga, ale blaga, brawura i zwyczajny brak piątej klepki. Równie dobrze możemy stwierdzić o włamywaczu, że organizując skok „miał odwagę podjąć trudne decyzje”. Makabrycznie rzecz ujmując, Bush mógłby identycznie skomentować atak z 11 września 2001.

„Dyskusja nad moimi niektórymi decyzjami jest uzasadniona, ale nie nad ich rezultatami” – cytuje mędrca zza Atlantyku Gazeta Wyborcza. Albowiem w rezultacie „od tego czasu nie było kolejnego ataku terrorystycznego na ziemię amerykańską”. Nic dziwnego. Żaden atak nie był już triumfującemu Bushowi potrzebny do wzmocnienia swej pozycji. Mógł więc pozwolić służbom specjalnym na większą czujność.

Zresztą dzielny kowboj zasłaniając się sukcesami gospodarczymi (dowód, że żyje w świecie wirtualnym) mimo katastrofy ekonomicznej ocenił swe rządy jako bardzo owocne. Malkontentom przypomniał, że jeśli USA nie będą nieść sztandaru wolności w świecie, nikt tego zań nie zrobi. Swej hipotezy nie poparł oczywiście żadnymi dowodami. Ale czego się spodziewać po tym tytanie intelektu ze spluwą? „Dzięki odwadze Amerykanów i wierze w nasze wartości Ameryka nigdy nie upadnie”. Po pierwsze Panie Bush: Nigdy nie mów nigdy. Po drugie: Twoje dwie urocze kadencje przybliżyły rozkład gospodarczy Stanów zjednoczonych bardziej niż sobie wyobrażasz.

***

22.01.2009

Rasistowskie ekscesy w Moskwie

Minęły już niestety czasy, gdy na straży tolerancji, jedności i pokoju między narodami stał ZSRR. Teraz w wielu byłych republikach wybuchają krwawe konflikty etniczne. Nie inaczej jest w dawnym sercu radzieckiego państwa: W Moskwie. Gazeta Wyborcza podaje, że coraz więcej „niesłowiańsko” wyglądających ludzi pada ofiarą nacjonalistów-nożowników. Kameruńczycy, Wietnamczycy, Uzbecy, Tadżycy, Azerowie, Kazachowie i wielu, wielu innych ginie codziennie na ulicach, a milicja (podobna do tej radzieckiej tylko z nazwy) pozostaje bezbronna niczym goryle we mgle.

***

22.01.2009

Święto Wyzwolenia Tybetu

Organ Michnika z oburzeniem wspomina, że władze Chin Ludowych pragną ustanowić dzień 28 marca świętem uwolnienia chłopów Tybetu spod tyranii mnichów-darmozjadów, zgniecenia kontrrewolucji w Lhasie i wygnania dyktatora Dalajlamy. Od tego czasu dawna oaza teokracji i zacofania stała się kwitnącym gospodarczo regionem świata, a wszyscy jej mieszkańcy (bez względu na wiek, płeć czy wyznanie) cieszą się pełnią praw i swobód. Ten dzień sprzed pół wieku tonie dla nas w odległej przeszłości, ale stanowi jednocześnie iskrę nadziei na przyszłość dla całego Świata.

***

22.01.2009

W Krośnie z lękiem myślą o wiośnie.

Gazeta Wyborcza – jak to ma w zwyczaju – rozpoczęła kolejną akcję. Tym razem nie przebiega pod hasłem: „Gimnazjalisto! Przed Tobą egzamin!” ani „Maturzysto! Sprawdź się! Do matury tylko X dni!” jeno pod tytułem „Kryzys. Szkoła przetrwania.” Czytelnikowi ma to nasunąć skojarzenie z robinsonem Crusoe i innymi łowcami przygód, których walka o przeżycie wzbudza u odbiorcy przyjemny dreszczyk emocji.

Tymczasem dreszczyk ten wcale nie jest miły! Oto Krosno – do niedawna wychwalane przez burżuazyjne media jako „Mekka przedsiębiorczości” i „miasto cudu gospodarczego” – rozlatuje się na naszych oczach. Zgodnie z porażająco wykrzywioną logiką kapitalizmu, zaczęło wygaszać piece i zwalniać ludzi. Masowo. Już ponad 2 tysiące osób straciło pracę. Przyczyna jest prozaiczna: Kryzys nadprodukcji. Kapitaliści zmusili robotników do wytworzenia tak wielu produktów, że nie ma już chętnych do ich kupienia. Pracodawcom nie opłaca się zbytnio obniżać cen ani tym bardziej porozdawać nadmiar towaru. Wyjście widzą więc w jego zniszczeniu i zamknięciu fabryk. Wiem, że to brzmi jak scenariusz jakiegoś horroru, ale taka jest rzeczywistość.

Wysiłek pracowników obrócił się przeciwko nim samym. Kapitalizm nie jest w stanie uwolnić się od takich kryzysów. Jest nieefektywny i marnotrawi ludzką pracę. Gnije na naszych oczach. Na szczęście jest wyjście. Wprowadzenie ustroju, w którym o gospodarce decydują wszyscy pracujący.

***

18.01.2009

Czas na Łotwę

Od wtorkowej nocy w Rydze trwają zamieszki. Zaczęło się 20-tysięcznym wiecem przed katedrą. Około tysiącu demonstrantów puściły nerwy i ruszyli na sejm, skąd wyparły ich dopiero specjalnie wyposażone oddziały policji. Nie trzeba dodawać, że rozmaitej maści wandale i zadymiarze skorzystali z okazji, by powiększyć jeszcze chaos. W efekcie rany odniosło prawie 50 osób. Premier Ivars Godmanis z właściwą sobie inteligencją i taktem oskarżył o ruchawkę Rosjan i tajemniczych „wrogów wewnętrznych”. Dodał, że nie odstąpi od zaciskania pasa obywatelom. To, że ruinę gospodarczą Łotwy wywołała kapitalistyczna „recepta” na ekonomię nie ma znaczenia. Konsekwencje poniosą najbiedniejsi i najsłabsi. Tymczasem ruszyła machina masowych zwolnień, a inflacja niebezpiecznie rośnie.

„Dziennik” porównuje tę sytuację do tak zwanego „syndromu greckiego”, który już rozlewa się po Europie. Przytacza też troskliwe rady łotewskich gazet: Aby przezwyciężyć kryzysową depresję należy „czytać książki, mniej jeść (bo jest coraz drożej) i uprawiać sport”. Doskonale. Oby więcej takich świeżutkich pomysłów, a nim się spostrzeżecie – kochani rządzący – obudzicie się na innej Łotwie. Albo nie obudzicie się wcale.

***

18.01.2009

Kuracja gorsza od choroby

Niższa izba niemieckiego parlamentu przyjęła rządowy gniot zwany dumnie pakietem antykryzysowym. W skrócie polega on na wpompowaniu 50 miliardów euro w studnię bez dna zwaną „pobudzeniem koniunktury gospodarczej” i radykalnym obniżeniu podatków. Brzmi bardzo zachęcająco, szczególnie dla wielkiego kapitału. Na szczęście radykalnie lewicowa Die Linke z Oskarem Lafontainem na czele stanowczo przeciwstawiła się koncepcji chadeków i socjaldemokratów ostrzegając przed gigantycznym zadłużeniem i pogłębieniem nierówności społecznych.

***

18.01.2009

Obrońca życia

Odpowiedzialny za bandyckie napady na niepodległe państwa i śmierć setek tysięcy ich obywateli, za pchnięcie w nędzę milionów własnych rodaków, za kłamstwa, manipulacje i inne machlojki, za to, że ostatnich 8 lat stało się koszmarem dla wszystkich normalnych ludzi w Stanach Zjednoczonych i poza ich granicami... Odpowiedzialny za to wszystko prezydent George W. Bush odchodzi w niesławie tam gdzie jego miejsce. Na śmietnik historii.

Jednak tuż przed tym – jak podaje portal Onet.pl – „ustanowił niedzielę 18 stycznia ogólnokrajowym dniem świętości życia ludzkiego. Dzień ten poprzedza 36 rocznicę legalizacji aborcji w USA. W swoim oświadczeniu amerykański przywódca zachęcił rodaków do organizowania uroczystości i podkreślenia zaangażowania na rzecz życia i godności każdej istoty ludzkiej: Musimy uznać, że każda osoba, w tym oczekująca na urodzenie zajmuje w świecie wyjątkowe miejsce i ma wyjątkowe zadanie do spełnienia. Trzeba nam również podnosić głos w obronie żyjących wśród nas osób słabych i pozbawionych możliwości wypowiadania się” – stwierdził człowiek, który o obronie życia już narodzonego zna się jak nikt inny.

***

12.01.2009

Fabryka plajtuje, elita świętuje.

Amerykański koncern komputerowy Dell zamyka ogromną – zatrudniającą ponad 2 tysiące ludzi – fabrykę w Limerick w Irlandii. Pozwoli to zaoszczędzić korporacji ponad 3 miliardy dolarów. Oczywiście kosztem pracowników. Warto przy okazji wspomnieć, że za przeniesienie linii montujących do Łodzi, polski rząd obiecał zapłacić Dellowi ponad 215 miliardów dolarów w ramach tak zwanej pomocy publicznej.
Media i śmietanka intelektualna „wolnej Polski” juz strzelają z radości korkami od szampana. Nadarzyła się bowiem okazja do kolejnej hecy propagandowej pod tytułem: „Ach, jacy jesteśmy atrakcyjni dla zagranicznych inwestorów!” Chwilowo jesteśmy, ale owych – tak zachwalanych inwestorów – nic nie powstrzyma przed zwinięciem się z geszeftem do krajów o jeszcze tańszej sile roboczej. Tymczasem usłużne środki masowego przekazu snują wizje mas Polaków, którzy dzięki łaskawemu koncernowi powrócą tłumnie z emigracji wprost na ojczyzny łono.

***

12.01.2009

Szczucie w każdej minucie.

Wyzyskiwacze już od dawien dawna wiedzą, że najskuteczniejsze jest napuszczanie ubogich, aby znęcali się nad jeszcze biedniejszymi. Znakomitym tego przykładem są działania ochroniarzy z pewnej warszawskiej firmy, którzy od października stróżują na wrocławskim Dworcu Głównym PKP. Pod koniec tygodnia zarówno Gazeta Wyborcza jak i Wydarzenia TV Polsat bardzo zainteresowały się całą sprawą:„Na początku grudnia kierownik zebrał nas i oświadczył, że musimy wyrzucić z dworca bezdomnych. Możemy ich bić, nękać, zastraszać. Mówił: Róbcie tak, żeby bali się tu wracać. Im będzie ich mniej, tym większe szanse na nową umowę. Jak już ją podpiszemy to robotę mamy zapewnioną na dłużej. Trzeba tylko uważać na kamery.” – relacjonuje dla GW jeden z uczestników wydarzeń.
Skuteczność działań dziarskich chłopaków z agencji ochroniarskiej była – nomen omen – porażająca. Dowodem jest nagranie dokonane przez jednego z nich telefonem komórkowym pokazujące, jak sprawnie obudzić bezdomnego paralizatorem i wyrzucić go na 20-stopniowy mróz. W ten oto sposób burżuazyjne społeczeństwo usiłuje likwidować przejawy bezdomności, a nie jej prawdziwe przyczyny. Upadlanie ludzi nie jest w publicznej debacie uważane za powód do wstydu. Samym ludziom bez dachu nad głową skutecznie wmawia się, że zasługują na swój los, ale z drugiej strony, dzięki takiemu położeniu, cieszą się podobno ogromną swobodą. Utrwaleniu takiego stereotypu miał służyć propagandowy gniot Kasi Adamik pod tytułem „Boisko bezdomnych”. Jeden z recenzentów na portalu FilmWeb.pl niechcący trafił w sedno: „Na ekranie znów widzimy bandę nieudaczników, którzy poprzez sport odzyskują utraconą godność.” Nic dodać, nic ująć. Romantyczny mit włóczęgi niestety robi swoje...

***

07.01.2009

Synonim bezczelności

Gdy czytam felietony w burżuazyjnych mediach, dręczy mnie natrętna myśl: Czy ich autorzy są tacy wyrachowani czy po prostu nierozgarnięci? Ich treść można wyjaśnić oderwaniem się pismaków od realnego świata i nieodróżnianiem swych rojeń od prozy życia. Za przykład niechaj posłuży tekścik Witolda Gadomskiego w Gazecie Wyborczej z 5 stycznia pt. „Ludzie, gdzie wam się tak spieszy?!” Gadomski ubolewa, że w zeszłym roku z emerytalnych „przywilejów” skorzystało nieroztropnie tylu „szczęśliwców”, mających dopiero sześćdziesiątkę na karku. Czyli ludzi „w pełni sił”. Ale nie dajcie się zwieść! To nie są zacne, poczciwe, starsze osoby zmęczone wieloletnią ciężką pracą. To zgraja kombinatorów chcąca okraść nawet swoje dzieci i wnuki. Jaki jest mechanizm tego rabunku?

„W sumie wyjdę na swoje – wczuwa się w ich mroczne umysły dziennikarz – może nawet zyskam, a pracować będę mniej. Że to nieuczciwe, że ktoś inny musi zrzucić się na moją emeryturę? A czy ja nie zrzuciłem się na emeryturę sąsiada, który już od pięciu lat nie pracuje?” Szanowny Pan Redaktor napomina grzesznika tudzież innych obiboków przytaczając wyssane z palca dane o „fenomenie” Polski, mającej rzekomo najmłodszych emerytów i najzdrowszych rencistów. Przypomina, że „im więcej emerytów, tym większe składki płacą ci, którzy jeszcze pracują”. Szydzi z postawy obywateli, którzy są w większości za jeszcze większym obniżeniem wieku emerytalnego.

Ale dlaczegóż to ludzie są tak bezmyślni i leniwi? Jakże to być może, skoro już od 20-tu lat trwa wielka krucjata myślo-naprawcza Gazety Wyborczej – organu prasowego polskiej sztucznej inteligencji i ćwierćinteligencji? Odpowiedź jest przecież tak prosta. Są opętani przez złego ducha, przez widmo, które swego czasu krążyło (i nadal krąży po Europie). Widmo, którego ambasadorem w sieci jest właśnie portal Komunistycznej Partii Polski. Biedny Gadomski zwierza się, że po każdym swym artykule o emerytach-pasożytach dostaje setki groźnych listów. Na szczęście zawsze pozostaje mu mankiet życzliwego studenta-neoliberała lub innego inteligencika, w który może się wypłakać.

Lecz to nie koniec dramatu. Pan Redaktor w ostatnim akcie rozpaczy, drąc na sobie szaty, napomina: „Po pierwsze, twoje kalkulacje, młody emerycie, szybko okażą się błędne. Będziesz pracował tylko przez kilka lat, a potem się już nie da. Będziesz żył z gołej emerytury (...) Myślisz, że będzie cię stać na wczasy w Hurgadzie? Zapomnij. Będziesz się cieszył, gdy znajomy lekarz załatwi ci raz na pięć lat darmowe sanatorium.”

Z tego wynika, że górnik harujący na przodku do osiemdziesiątki i nauczycielka zrywająca sobie struny głosowe do tego samego wieku, mogliby na takie egzotyczne i drogie wczasy bez problemu wyjechać, gdyż ich emerytury byłyby gigantycznie wysokie. Rozumowanie (o ile można to tak nazwać) Witolda G. jest oparte na fałszywych założeniach, roi się od chwytów erystycznych i wskazuje na jego szyderczy, pełen pogardy i nienawiści, stosunek do ludzi. Szczególnie tych starszych, schorowanych i ubogich. Ludzi, których jedyną nadzieją i obrońcą jest Komunistyczna Partia Polski!

Później, z gracją serii karabinowej, padają kolejne strzały-argumenty. Jednak Gadomski znów trafia nie tyle kulą w płot, co właściwie między szczebelki. Mówi o emeryturze jako o „wieczności” polegającej na zatruwaniu życia młodszym, bardziej wartościowym krewnym i spędzanej na bieganiu po sklepach, w których przecież kupuje biedota. A praca? Toż to istny raj, gdzie można awansować, zaiwaniać na pełnych obrotach w wieku 80-ciu lat (od czego są dopalacze i sterydy?), „zmieniać firmę”, a nawet „czegoś się nauczyć”. Taaak... Na przykład jak rąbać węgiel cierpiąc na pylicę płucną, jak przekazywać uczniom wiedzę, mając zmasakrowane struny głosowe...

Przykłady można mnożyć i mnożyć, tylko po co? Przecież Pan Gadomski jest nieomylny i ci „leniwi emeryci” powinni całować go po rękach z bojaźnią i drżeniem, błagając o litość...
„Po trzecie – pisze gryzipiórek – masz dzieci, a może nawet wnuki. To nie sąsiad, którego nie lubisz, będzie płacił składki na twoją wcześniejszą emeryturę, ale twoja rodzina”. Co za geniusz! Zakłada, że każdy emeryt musi mieć w swym sąsiedzie zaprzysięgłego wroga (sugeruje więc, że emeryci są pieniaczami i nienawistnikami). Mało tego! Próbuje w czytelniku wzbudzić poczucie winy. Wszak elity uważają, że dla starszych ludzi jedynym miejscem do odpoczynku powinny być cmentarze a ewentualną rozrywką zabawa w wykopki lub chowanego. Oczywiście syty głodnego nie zrozumie i tak właśnie można najłagodniej skwitować tekst światłego Witolda herbu Gazeta Wyborcza.

***

07.01.2009

Entuzjazm sięga zenitu

Znów nie mogę się powstrzymać od przedstawienia inwencji twórczej organu Michnika. Śladem innych burżuazyjnych mediów usiłuje wmówić ludziom, że piekło w którym od dwudziestu lat żyją, przepełnione jest anielskim śpiewem i radosnymi pensjonariuszami. W artykule pod wiele mówiącym tytułem „Polacy pęcznieją z dumy ze swoich osiągnięć” Wojciech Szacki rozwodzi się nad powszechną szczęśliwością obywateli. Co prawda lojalnie przyznaje, że nastroje społeczne są bardzo złe. Ale składa to na karb „rytualnego narzekania”, które z niewiadomych przyczyn od dwóch dekad nie opuszcza milionów ludzi. Wiadomo: „Roszczeniowa hałastra!” Antyczni właściciele niewolników podobnie reagowali na pomruki niezadowolenia wśród żywego inwentarza „mówiących narzędzi”. Dzisiejsi miłośnicy kapitalizmu, tak jak starożytni wyzyskiwacze, obarczają winą za niedociągnięcia i „wypaczenia” wszystkich pokrzywdzonych, czyli w ich mniemaniu „bezrozumną tłuszczę”. Na razie nawet Gazeta Wyborcza nie napisała tego wprost, ale owa pogarda przebija z każdej linijki tekstu w jej artykułach.

Cytowana przez „gazetę wybiórczą” niejaka prof. Anna Giza-Poleszczuk z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego sypie przykładami na nowe, piękne życie , jakiego każdy z nas co dnia ma szansę zakosztować: „Polacy zadbali o wykształcenie, posłali dzieci na studia. Rozwinęła się przedsiębiorczość, poprawiły się – Polacy je sobie poprawili – warunki życia: Kupili lub wyremontowali mieszkania czy domy, nakupili dobrego sprzętu. Wreszcie pojawiło się nowe, dorastające w całkiem innych warunkach pokolenie; nawet rówieśnicy wolnej Polski są już dorośli”.


Ciekawy punkt widzenia. Jako rówieśnik „wolnej” Polski zastanawiam się, czy Pani Profesor była kiedykolwiek w takich miejscach – a ich ilość przytłacza – gdzie ludzie z dnia na dzień zostali wraz z całymi rodzinami zepchnięci w otchłań ubóstwa? Widziała Pani po-PGR-owskie wsie i Wałbrzych – obecnie miasto widmo, które zabito wraz z jego kopalniami? Bo widział to cały Świat, tylko nie elita z warszawskich salonów! Nie ujrzymy w tych zapomnianych przez „wolną” Polskę miejscach rzesz młodzieży, która dostaje się na wymarzone studia, która ma szansę na edukację. Która ma perspektywy na przyszłość!

Polska ubóstwa! Polska gruźlicy, próchnicy i wszawicy! Polska drugiego średniowiecza! To są prawdziwe nazwy tej – tak ubóstwianej przez media – „wolnej” Polski.

***

07.01.2009

Izrael, Gaza, przemoc, odraza.

Już n-ty dzień trwa masakra w strefie Gazy, z dawna wyczekiwana przez żydowskich i muzułmańskich fanatyków. A wszystko zaczęło się tak niewinnie: Bojownicy Hamasu – wyróżniający się nawet ja na tamtejsze warunki wyjątkowym brakiem taktu i zdrowego rozsądku – posłali swym izraelskim sąsiadom kilka rakietek. Wierzyli bowiem, że w odwecie Izrael rozpocznie ofensywę lądową w Gazie, a wtedy w cudowny sposób pozabijają wszystkich agresorów. Ot, mentalność powstańców warszawskich. Oczywiście armia izraelska tylko na to czekała Rozpoczęły się naloty dywanowe na strefę Gazy, które pochłonęły setki niewinnych ofiar. Głównym celem bombardowań były szkoły i szpitale. Oficjalnie: gdyż są one fabrykami hamasowych rakiet. Nieoficjalnie: ponieważ trzeba od czasu do czasu wytłuc iluś cywilów na dobry początek weekendu. Szczególnie, jeśli są oni Palestyńczykami, czyli „ludźmi drugiej kategorii”.

Świat koncernów zbrojeniowych i wielkich przemysłowców zaciera ręce: Oto nadarza się kolejna okazja do mniej lub bardziej legalnego dozbrojenia walczących stron. Oczywiście nie byłoby tego problemu, gdyby Zachód po II Wojnie Światowej nie wpadł na pomysł pozbycia się wyznawców judaizmu tworząc im państwo Izrael, kosztem ludności od wieków zamieszkujących tamte obszary. Ludności, wśród której było wielu chrześcijan, muzułmanów ale również Żydów. Kolejne dziesięciolecia znaczone były ciągłymi, bezsensownymi walkami i prześladowaniami na tle religijnym. Troskliwie pielęgnowane rozwijały się urazy i wzajemna wrogość. Bardzo ucierpiała ludność palestyńska, zamykana w gettach i bez przerwy szykanowana. W efekcie, po porażce panarabskiego nacjonalizmu i zduszeniu ruchu komunistycznego, prześladowanych wzięli pod swą „opiekę” fundamentaliści islamscy. Z wiadomym skutkiem.

Teraz, szczególnie przed wyborami parlamentarnymi, burżuazyjne władze Izraela do przesady wykorzystują retorykę religijną i pomagają swym wrogom nakręcać wzajemną spiralę nienawiści. Są bowiem przekonani, że Izrael nie może istnieć bez przeciwników. Nie mogą oni być jednak zbyt silni, Hamas więc nadaje się znakomicie. Dopóki Izraelczycy i Palestyńczycy będą żyli w ciągłym napięciu, wojennej psychozie i lęku, nie będą w stanie zagrozić rodzimym i obcym wyzyskiwaczom.


Najlepszym, choć na razie mało realnym, rozwiązaniem jest, aby ludzie pracy – bez względu na dzielące ich powierzchowne różnice – wyłapali wszystkich fanatyków, podżegaczy wojennych i innych pasożytów, po czym wygnali ich na pustynię. Niech tam, pośród spiekoty i nagich skał, szaleńcy tłuką się między sobą o to, kogo należałoby zepchnąć do morza, do kogo ma należeć Wzgórze Świątynne i który bóg jest silniejszy: Jahwe, czy Allach. I niech zostaną tam na zawsze, a porządnych ludzi zostawią w spokoju. Bo każdy naród ma prawo do samostanowienia. Tylko socjalizm może je zagwarantować.

***

04.01.2009

Kryzys? Tak, ale nie.

Marek Bosacki pisze z Waszyngtonu dla organu Michnika w tonie uspokajającym i potępiającym. Uspokaja, że w Stanach Zjednoczonych kryzys właściwie jest, ale go nie ma, choć „zainfekował cały system finansowy”. W końcu „Nie chcę trywializować tego kryzysu. To, że za rok może być tu 10 proc. bezrobotnych (...) jest dla tego kraju wstrząsem. Ale wstrząsem właśnie, nie Apokalipsą”. Fajnie jest. A będzie jeszcze lepiej. Ludzie będą mogli taniej kupować akcje giełdowe, miliony młodych małżeństw szybko doczekają się obniżki cen mieszkań, starsze osoby wyprowadzą się ze swych zbyt wielkich domów do przytulnych suterenek. Wszelkie pogłoski o rychłym upadku USA są z palca wyssane. Dlaczego? Albowiem „wyszydzanie Ameryki jest naszym sportem kontynentalnym”.

Pan Reporter nie zapomina pogrozić paluszkiem: „Ale ci, którzy mówią, że obecny kryzys to powtórka Wielkiego Kryzysu z lat 30., bredzą”. Oczywiście, Panie Redaktorze. Cóż za nikczemnicy ośmielają się tak oczerniać boga Wolnego Rynku! Przecież cały świat „dobija się”, by pracować w Stanach, szanuje ten wielki kraj i podziwia jego przedsiębiorczych bankierów. I tak ma pozostać. – zdaje się głosić artykuł – Kryzys jest niegroźny. Śpijcie więc, dobrzy ludzie. A gospodarkę zostawcie fachowcom, czyli biznesmenom z krwi i kości...

***

02.01.2009

Nic nowego...

Gazeta Wyborcza opisała w piątkowym wydaniu mitręgę intelektualną polskich biskupów, którzy calutki Nowy Rok – mimo dręczącej ich bez wątpienia migreny i znużenia – poświęcili na rozważania „jak powinien zachować się katolik w obliczu kryzysu gospodarczego”. Na najciekawszy pomysł wpadł abp Henryk Muszyński: „Problemu ubóstwa nie da się rozwiązać jedynie za pomocą środków systemowych. Kluczem, jak mówi Ojciec Święty, jest uwrażliwienie ludzkiego sumienia i serca. Konieczny jest także wspólny kodeks etyczny”. A więc nic nowego. Powraca znów upiór encykliki Leona XIII Rerum novarum, nakazującej robotnikom miłość i posłuszeństwo względem swych wyzyskiwaczy.

Pracodawca pod pretekstem kryzysu gospodarczego wywalił Cię, nieszczęśniku, z pracy? Cierpisz, bo nie masz z czego utrzymać rodziny? Żaden problem. Zawsze pozostaje nadstawianie drugiego policzka i „solidarność społeczna” wilków z owcami. Jeśli dodać do tego „uwrażliwienie serca” i „wspólny kodeks etyczny” z pracodawcą, to staje się jasne jak słoneczko, że Kościół nie wysilił się na nic odkrywczego. W końcu tradycja strażnika interesów bogaczy do czegoś purpuratów zobowiązuje...

Benedykt XVI – jakby na potwierdzenie słuszności owej złośliwości – rzekł w czwartek do wiernych: „Jezus Chrystus nie organizował kampanii przeciwko ubóstwu, lecz głosił ubogim Ewangelię dla integralnego wykupienia z nędzy moralnej i materialnej”.



Powrót do:
Archiwum
Aktualności